wtorek, 31 marca 2015

Grająca, magiczna Kostka


Widzieliście takie cudo? To magiczna, grająca kostka. Co prawda nie ma takiej w j.polskim ale uwierzcie mi dziecku to wcale nie przeszkadza. Kostka działa podobnie do HULA-KULA. Można ją turlać wtedy zmienia się rymowanka lub piosenka. Kostka ma 2 funkcje grające rymowanki oraz piosenki. Posiada też włącznik/wyłącznik wtedy pełni funkcje zwykłej kostki. Na każdej ściance jest jakieś zwierzątko/inne i coś stymuluje. Lew-szeleszcząca grzywa, rybka błyszczący tułów, papuga-chowa się za liśćmi które można szczepić i rozczepić, miś  porusza się po tasiemce, księżyc-lusterko, lis chowa się w norce. Aby wyczyścić kostkę, wystarczy wyjąć mechanizm z kieszonki i wyprać sam materiał. Poniżej filmik prezentujący kostkę

video
przerażona Luśka bo została nakryta na zabawie :P


Kisiel na osłodę i niepogodę :)

Zimno, ciemno i ponuro. Aż wychodzić z domu nie chce się. Więc trzeba się jakoś rozweselić coś słodkiego zjeść. Polecamy kisiel jak robiły babcie, mamy nam. By na smutek i niepogodę mógł poprawić humor nam. Czy maluszek czy też duży. Każdy owoce jakieś lubi. A więc śmiało do roboty. Raz dwa i kisiel zrobiony.


PRZYGOTUJ:

  • 2 łyżki wody zimnej wody
  • 1 1/2 szklanki letniej wody
  • 2 łyżki płaskie mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki cukru dla smaku
  • 30 dag owoców (malin, jagód, jabłka starkowane bardzo drobno, truskawki)

PRZEPIEG:

  1. W dwóch łyżkach zimnej wody rozpuszczamy 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  2. 1 1/2 szklanki letniej wody stawiamy na gaz, dorzucamy owoce i gotujemy. 
  3. Do gotujących się owoców dodaj cukier
  4. Kiedy już owoce "zmiękną" zmniejszamy ogień na bardzo malutki, wlewamy ciurkiem pomału wcześniej przygotowany "wywar" z mąką ziemniaczaną. Cały czas mieszając aby nie zrobiły się grudki.
  5. Po około 3 minutach zaczyna nam gęstnieć wszystko.
  6. Wyłączamy gaz, zdejmujemy z kuchenki i rozlewamy do miseczek przygotowany kisiel.
  7. Można trochę odczekać aż wystygnie i ozdobić go bitą śmietaną z wierzchu i liściem miętki. 

SMACZNEGO :)

poniedziałek, 30 marca 2015

Ozdoby dla prawdziwych Księżniczek

Kinkiet w księżniczki nie tylko musi być lampką, która oświetli pokój małej Królewny. Jest to ozdoba prawdziwego pałacu. Lub jak to usłyszałam ostatnio "widać w oddali jak księżniczki na bal do nas idą" Można i tak dziecięca wyobraźnie przecież nie ma ograniczeń. Nie dość, że oświetla super pokój, to jeszcze ładnie wygląda. Oczywiście jest w księżniczki, a to też ważne dla małej damy. Oceniam na 5. Cena też przystępna bo za 40 zł nowa w sklepie a na innych portalach nowa już za 20 zł. Fajne też daje światło nie takie po oczach, a takie subtelne. Fajna też jako lampka przy łóżeczku jak nie chcemy palić górnego światła.

DSC09728.JPGDSC09726.JPG

Zestaw z ręcznym laktatorem firmy Canpol Babies


No Kochani Canpol Babies mamy blogujące zwołuje. Do testowania i organizacji konkursu zachęca.



Tym razem w Blogosferze pojawił się zestaw dosyć ciekawy dla młodej lub przyszłej mamy, który zawiera same niezbędne rzeczy:
  • laktator ręczny "Basic"
  • wkładki laktacyjne
  • wkłady poporodowe 

Canpol Babies firma znana, każda mama jest o niej super zdania. Tak więc mamy blogujące się zgłaszają i w konkursie albo w teście udział biorą. 
Wszystkie blogi można zgłaszać jak w regulaminie wyjaśnione TUTAJ
Lub opinie polecamy i konkursy już trwające w Blogosferze je znajdziecie. Tylko wejdźcie TUTAJ
Do 31 marca można słać zgłoszenia, więc na co mamy czekacie. No dalej wchodzimy, wpisujemy, klikamy i przygodę z Canpol Babies zaczynamy :)





Przypominam o Palmowym KONKURSIE!!!!

Kochani tylko dzisiaj do godziny 24:00 czekam  na zgłoszenia Wasze na konkurs :) Na razie mam tylko jedno zgłoszenie i trochę czuję się rozczarowana. No ale nic czekam jeszcze :)
Nagroda fajna ale widzę, że jak już niespodzianka to mało chętnych się znajduje.

Bębenek czy to tylko instrument czy zabawka edukacyjna?

A no są bębenki różne dla dzieci. Takie "zwykle" po prostu instrument na którym dziecko może grać pałeczkami lub rączkami.
Bębenek drewniany Janod - Confetti
zdjęcie ze strony  www.tublu.pl

Taki z pewnością jest kreatywny dla dziecka ale pytanie czy rodzic da radę wytrzymać "cudowną" muzykę.  Są też bębenki interaktywne. Ja miałam dwa do porównania. Jeden w j.polskim a jeden j.angielski. Oba są super. 
firma LeapFrog 
firma E-Edu

Ten po lewo firmy LeapFrog ten po prawej E-Edu. Zaczniemy od tego po lewej. Ja mam w j.angielskim. Jednak nie przeszkadza to w zabawie. Posiada wiele fajnych funkcji jak nauka alfabetu. Po "waleniu" rączką w bębenek wyświetla się literka i lektor mówi jak się "nazywa"  np. "A" to będzie  [Ej]. Druga funkcja nauka liczb od 1 do 10. Ta sama zasada co przy alfabecie. Dodatkowo przy każdej literce i liczbie gra muzyczka na koniec alfabetu i przy liczbie 10 są brawa i jakby strzelanie fajerwerków.  Potem funkcja uderzania i wyświetla się podświetlana część uderzenia. Na samym końcu funkcja podążania za światełkiem. Trzeba uderzyć tam gdzie jest kropka. Gwiazdka to muzyczka w każdej funkcji inna. Jest też regulacja głośności. Idealna zabawka dla smyka, który już siedzi. Jak nie siedzi to zwykle rodzic "gra" a dziecko obserwuje światełko. Poniżej filmik prezentujący bębenek w całej okazałości
video

Drugi bębenek jest w j.polskim. Posiada w sumie bardzo podobne funkcje. 
Pierwsze to nauka literek, cały alfabet jest mówiony i wyświetlany. Kolejne to gra dziecko "wali" w bębenek a on wyświetla różne rzeczy. trzecia funkcja to muzyczka dziecko gra na bębenku a on wyświetla tańczącego ludzika, uśmiechającą się buzię itp. Ostatnia funkcja to liczby od 1 do 10. Znów tak jak w alfabecie. Ten bębenek nie posiada funkcji dodatkowej muzyczki. Ma za to sorter 4 klocuszki w różnym kształcie wkładamy w "obudowę" bębenka. Od spodu jest otwierane dno i można dzięki temu wyjąć klocuszki, by znów za pomocą sortera je tam włożyć. Posiada też regulacje głośności oraz włącznik i wyłącznik. Więc dziecko może bawić się samym sorterem bez muzyki.
Poniżej filmik

video

A tu jeszcze parę zdjęć do oblukania bębenków. Ja uważam, że każde dziecko powinno mieć bębenek w domu czy to "zwykły" czy taki edukacyjny. Ćwiczy na jednym i na drugim ruch ręka-oko. Może też się "wyżyć". Ćwiczy także słuch i poczucie rytmu. A rytm jak wiemy jest bardzo ważny bo nawet w przedszkolu i w szkole uczą poczucia rytmu. 
LeapFrog

LeapFrog

E-Edu


Interaktywna Piłka wielofunkcyjna Tiny Love

A no jednak post wczoraj się nie ładował, więc dziś go odświeżam i zdjęcia dodaje. Czy widzieliście już taką materiałową piłkę firmy Tiny Love? Fajna bardzo duża piłka, troszkę ciężkawa jak dla malucha jednak kryje wiele fajnych niespodzianek. Nam z początku mało frajdy sprawiała. Jednak odkąd Luśka skończyła 6 miesięcy zabawa jest przednia. Tak oto wygląda interaktywna piłka. Oczywiście głowę "robaczka" można schować głębiej, nóżki też się chowają i grzechotkę też do brzucha chowamy i mamy piłkę do grania i zabawy.
Teraz trochę o jej funkcjach jeśli pociągniemy za czółka do góry pokaże się "robaczek" z kolorowym tułowiem zaczyna wibrować i się chowa z powrotem. Biedronka jest magnesem, drugi magnez jest w łapce prawej i można połączyć go z biedronką. Nogi się przeciąga przez otwory jak jedna pociągniemy druga się chowa lub chowamy obie na raz. Motylek i słoneczko szeleszczą. Koraliki schowane w drugim "słonku" grzechoczą. Grzechotka zamocowana u nas przy kieszonce jest gryzakiem. Ogólnie zabawka bardzo fajna i kolorowa. Poniżej filmik :D

video
Myślę że taka piłka fajna sprawa można turlać, a można odkryć jedną z jej "tajemnic" Z pewnością ma wiele zastosowań. Choć mój luby nazywa to jabłko z robaczkiem :P Jak kto woli. Piłkę można też zawiesić z tyłu jest kółeczko a więc może pełnić funkcje zawieszki. Jednak przedział wiekowy to tak 6m+  wcześniej może mało wzbudzić zainteresowanie dziecka.

czwartek, 26 marca 2015

Domek dla lalek jeden z wielu

A no domek mamy. Domek duży choć dla Barbie jest za mały. Dostałyśmy, obejrzałyśmy przetestować hmm ciężko. Bo bardziej chciała rozwalać i zjadać mebelki, ale ja wstępne oględziny zrobiłam. Domek ma 2 pięterka, otwierane drzwi, wyjście na ogród i wyjście na taras też się otwiera. Domek ma jeden guziczek dzwonek przy drzwiach i tylko on wydaje dźwięk. Po bokach obok drzwi świecą się lampki. Po naciśnięciu dzwonka gra wesoła melodyjka. Piętra są dość wąskie przez co ciężko niekiedy ustawić na nich mebelki według uznania. Mebelków do zestawu jest bardzo dużo : 4 krzesła, stół, kominek, kuchenka, zmywak, lodówka, komoda z radiem itp, kanapa, fotel, łóżko, lampa, lampka nocna, pianino, toaletka, umywalka, kibelek, wanna, telewizor, komoda, szafa. UFF  chyba wszystkie wymieniłam.

tak domek wygląda po spotkaniu z Luśką :D

To może pierw minusy lecimy
A no trochę ich jest, bynajmniej jak dla mnie. Szafa nie ma otwieranych drzwiczek a całościowo wyciągane, bo szuflada się wysuwa przynajmniej ona. lodówka mogłaby mieć jakąś fajną naklejkę w środku a nie taka "goła" 

Szkoda, że nie ma dźwięków w łazience ani w kuchence tylko sam dzwonek. No i te piętra są za wąskie nie jesteśmy wstanie ustawić fajnie mebelków bo zaraz zlecą. 

Teraz plusiki domeczku. Ich też jest troszkę. Na pewno plus, cena bo w cale nie jest wygórowana, ilość mebelków powala bo na prawdę jest ich sporo. Fajnie bo są trzy laleczki dołączone mama, tata i  córa :D Jak u nas w domu. Na domku z boku jest buda i naklejka z psem ale prócz tego figurkę psa też mamy :). Wielkościowo domek jest duży , po złożeniu mamy uchwyt do przenoszenia  domku, ma też zamknięcie aby się sam z siebie nie otwierał, więc tragedii nie ma. Fajne są też naklejki, którymi można ozdobić domek typu dywanik, lustro, ręcznik i jakieś tam inne. 


córa, tata i mama :) pies jest konsumowany jako gryzak
Ogólnie domek spoko analizując te, które mamy na rynku taka klasa średnia. Nie jest beznadziejny ale nie jest też rewelacyjny. Koszt na allegro takiego domeczku to około 59zł-89zł za nowy. Więc cena zależy. Ogólnie spoko mnie się podoba :)  Jest kreatywny bo nie ma z góry przymocowanych mebelków tylko dziecko samo decyduje co gdzie ma stać. Za każdym razem ustawienie domku może być inne. Zobaczymy jak Młoda podrośnie czy poprze matkę :D Ale z doświadczenia wiem, że tym prostszy domek tym więcej frajdy ma dziecko z zabawy nim.

środa, 25 marca 2015

Wysoka gorączka u 6 miesięcznego dziecka

Ach od wczoraj wieczór i całą noc przeżyłam największe chwile zgrozy. Moje dziecko cały dzień pogodne, bawiło się, miało apetyt, a tu nagle gorączka najpierw 39 stopni a potem 40 stopni. Myślałam, że dostanę zawału. Pojechaliśmy do szpitala a tam wykonali mojej małej wszystkie badania. Biedny maluszek się nacierpiał. Założyli jej wenflon ona tak płakała i patrzyła na mnie z takim wyrzutem, dlaczego jej to robią. Po wykonaniu wszelkich badań okazało się, że lekarze dalej nie wiedzą co jej jest i skąd ta gorączka.  Byliśmy w punkcie wyjścia. Młoda dostała paracetamol na zbicie temperatury. Potem dostała kolejną dawkę, zimne okłady na karczek. Nosiliśmy ją na zmianę z mężem na rękach. Choć zwykle jej tak nie nosimy to żadne z nas sumienia nie miało położyć ją i patrzeć jak cierpi. Wtulona we mnie wreszcie zasnęła. Gorączka po 2 dawce leku zaczęła dopiero spadać jednak wciąż za mało. Czekaliśmy dalej na kolejne wyniki badań. Lekarz rozkładał ręce, nie wiedział skąd ta gorączka. Wreszcie były wyniki CRP okazało się, że jest niskie więc możemy iść do domu jak jeszcze gorączka spadnie. Zmienialiśmy zimne okłady z lodu. Czekaliśmy, wreszcie gorączka nad ranem spadła do 37,5. Lekarz stwierdził, że ponieważ gorączka spadła, a młoda według wyników jest zdrowa to odesłał nas do domu. Kazał małą obserwować i zbijać gorączkę oraz podawać witaminę C i dużo poić. W sumie wszystko to co zrobiłam za nim przyjechałam do szpitala. No nic teraz czekamy czy skończy się na gorączce czy coś się rozwinie i jednak jakaś choroba ją rozkłada. O dziwo jak teraz mała wstała bawiła się, śmiała, zjadła normalnie. Ech i bądź tu mądrym człowiekiem. Bardzo się o nią w nocy bałam. Mam jednak nadzieję, że nic jej nie będzie i to tylko gorączka. Możemy jednak doradzić, że jeśli wasze maleństwo ma wysoką gorączkę mimo wszystko jedźcie na pogotowie nigdy nie wiadomo czy to tylko gorączka a tam zrobią Wam badania wszystkie. Gorączkę zbijać najlepiej bardzo wysoką czopkami z paracetamolem szybciej zaczyna działać. Przy "zwykłej" gorączce wystarczy Nurofen i Ibum. Bynajmniej nam pomogły te leki na zmianę. Lekarz doradził, że trzeba zmieniać, aby organizm nie przyzwyczaił się i uodpornił na jeden lek. I oczywiście okłady na karczek z lodu lub ze specjalnym mrożonym okładem. Idę do tego mojego Bombelka choć ona jest i tak dzielna. Wesolutka i się uśmiecha. Moja zuch dziewczynka.

wtorek, 24 marca 2015

Magiczne muffinki dla dużego i małego

zdjęcie z http://wdrawskupomorskim.pl/
Każdy maluch jak i mama przekąski słodkie lubi. No dobra, ale w ciąży  cukier trzeba ograniczyć, dzieciom też trzeba ograniczyć. A no trzeba. Więc moje magiczne muffinki będą idealne :D Nie ma w nich prawie cukru, nie są słodkie a są smaczne i można dowolnie zdobić :)
Jadłam je w ciąży i nie miałam problemu z cukrem. Robię je też często w domu mój małżon uwielbia i dzieciaki z rodziny. Teraz zdradzę Wam łatwy i szybki sposób na magiczne muffinki.

SKŁADNIKI:


  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • mniej niż 2/3 szklanki cukru
  • 2 łyżki proszku do pieczenia
  • 1 szklanka schłodzonego mleka
  • 1/3 szklanki roztopionego masełka
  • 2 jajka 
PRZYGOTOWANIE:

Do miski wrzucamy wszystkie suche składniki (mąka, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia) a potem dodajemy jajka i mieszamy dodajemy pomału mleko i dalej mieszamy. Na końcu dodajemy roztopione masełko. (wcześniej można roztopić na gazie w małym rondelku i przestudzić, do ciasta nie wolno dodawać ciepłego masła) Masło dodajemy małym strumyczkiem robiąc przerwy, cały czas mieszając. Wszystkie składniki mieszamy na gładką masę. Aby ciasto było bardziej puchate, można na koniec wziąć ubijaczkę i parę razy poubijać, aby napowietrzy ciasto.
P.S. dla chętnych można rozdzielić masę i trochę odlać do drugiej miseczki i tam dodać kako lub barwnik spożywczy wtedy będziemy mieć masę kolorową i można mieszać z tą "białą" zwykłą masą i będą tęczowe muffinki. Ja zrobiłam zeberki czekoladowo-białe.
Na koniec rozlewamy ciasto do formy na muffinki (wyjdzie około 20 muffinek- zależy od wielkości formy) ciasto w formie musi być 2/3 wysokości formy. Inaczej nam się powylewa ciasto. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika do 180 stopni. pieczemy około 20-25 minut. Najlepiej po 20 minutach sprawdzić babeczki np patyczkiem



WAŻNE!!!!

Można babeczki przyozdobić pisakami, lukrem czym chata bogata :D

Jeśli chcecie nadziewane muffinki to pomiędzy jedną warstwą ciasta w formie a drugą dajecie pół łyżeczki lub łyżeczkę wybranego dżemu lub wkładacie owocka np wiśnie
.

poniedziałek, 23 marca 2015

Niech Pani usunie to będzie "potworek" nie warty niczego.....

Lekarzom udało się zatrzymać krwotok. Miało już być cudownie, idealnie. Ponieważ w między czasie miałam brać ślub lekarz pozwolił mi opuścić szpital pod warunkiem, że tam wrócę zaraz po ślubie czyli w poniedziałek. Zgodziłam się. Ślub był piękny i wyjątkowy tak jak sobie wymarzyłam. Przestrzegałam wszystkich zaleceń lekarzach a więc co 2 godziny znikałam jechałam do hotelu kładłam się na 30 minut, brałam leki na potrzymanie ciąży i wracałam na sale do gości. Byłam znikająca Panna Młoda, wraz z moim mężem. Byliśmy wyjątkową parą i mieliśmy wyjątkowy ślub. W poniedziałek według wcześniejszych ustaleń znów zjawiłam się w szpitalu, znów leżałam, leżałam. Okropność w życiu nie sądziłam, że będę tak zmęczona leżeniem. Jak człowiek pracuje na pełnych obrotach i ma aktywny tryb życia to takie leżenie o którym zwykle się marzy, może go wykończyć. Powtarzałam sobie, że to dla dobra dziecka i to dawało mi siłę. Co 2 dni miałam badania, usg i tak w kółko. Kiedy już była iskierka na wypis... Stało się coś czego nie życzę najgorszemu wrogowi. Lekarz, który zwykle wykonywał USG nie było go, był zastępca. Weszłam, położyłam się i czekałam. Dzień wcześniej lekarz mówił, że wszystko w porządku więc dziś to pewnie formalność. Tak myślałam idąc na to badanie. A tu cisza, cisza. Pytam tego lekarza czy wszystko dobrze z moim dzieckiem. Ten nic, dalej cisza, cisza. Myślałam, że oszaleje. Nagle on mówi wreszcie: "nie mam dla Pani dobrych wieści. Dam Pani 2 godziny na zastanowienie i lepiej usunąć by było to coś" To coś? O czym on mówi? Pytam co z moim z dzieckiem, czy żyje. Lekarz patrzy na mnie jak na idiotkę, że on mi mówi, że lepiej usunąć a ja durna się pytam czy żyje. On dalej "To dziecko am wszystkie wady genetyczne, będzie ułomne, nierozumne, będzie potworkiem. Albo urodzi się martwe i tak by było lepiej dla pani, albo będzie pani patrzeć na nie jak zdycha" W tym momencie nie panowałam już nad emocjami. Wpadłam w panikę, ryczałam. Przestałam myśleć. Jak chore moje dziecko? Co się stało? Przecież ono musi żyć. Lekarz nie znał litości. Wezwał drugiego lekarza, któremu wpajał aby mnie namówił na aborcje. Dalej wymieniał że moje dziecko ma downa, ma wadę serca, w ogóle będzie wyglądało jak potwór. Nie warto tego ratować. "Pani młoda, co Pani szkodzi, lepiej pozbyć się tego czegoś. To tylko problem. Niech nie będzie Pani głupia" Wpadłam w histerię. Wyprosił mnie za drzwi, bo ma inne pacjentki. Jakaś inna Pani też w ciąży zobaczyła mnie. Ja już nie wiedziałam, gdzie jestem co się dzieje. Płakałam, krzyczałam. Sama nie wiem co się ze mną dokładnie działo. Tego nie da się opisać. Ta Pani też w ciąży zawołała położną, ta zaprowadziła mnie na salę, dała leki na uspokojenie. Ja dalej się trzęsłam, płakałam. Wiedziałam, że mąż w pracy nie odbierze bo nie może. Zadzwoniłam do siostry swojej, która pracuje blisko. Dałam radę tylko wykrztusić "Proszę przyjedź, chcą zabić dziecko" Po 10 minutach moja siostra już była obok. Poszła do lekarza a ten mówił jej jeszcze gorsze rzeczy niż mi, na temat mojego dziecka. Dobrze że w tam tym momencie nie powtórzyła mi ich, bo bym chyba sobie zrobiła krzywdę. Tak jak byłam w piżamie, miałam tylko bluzę. Bo całą resztę ubrań mąż wziął do domu w dniu przyjęcia. Zabrała mnie więc tak jak stałam. I dziękuję jej za to, że była trzeźwo myśląca. Zabrała mnie do siebie. Ja nie odzywałam się, płakałam, ale już mniej. Lekki uspokajające zaczęły działać. Nie chciałam z nikim gadać. Potem ustaliłam z mężem, że na jakiś czas wyprowadzę się do siostry tam miałam opiekę 24h. Potrzebowałam takiego zamknięcia, odcięcia się od świata. Ustaliliśmy, że nie usuniemy dziecka. Bez względu na wszystko. Moja siostra traciła nadzieję, zaczęła namawiać, żebym się może zdecydowała. Po długich przemyśleniach, modlitwach. Postanowiłam, że zrobię badania genetyczne dokładniejsze. W głębi duszy wierzyłam, że dziecko jest zdrowe. Wierzyłam, że skoro jest tak wyczekiwanym maleństwem to musi żyć. Nie wierzę, że Bóg dał mi dziecko tylko po to aby mi je zabrać. Tylko ja jedna nie traciłam nadziei. Codziennie się modliłam, myślałam, mówiłam do dziecka w brzuszku. Wierzyłam. Mąż przyjeżdżał codziennie do mnie przed pracą, po pracy w zależności jak miał zmiany. To był bardzo trudny okres w naszym małżeństwie. Tuż po ślubie dostaliśmy porządną próbę do przetrwania razem. Wreszcie wypadł termin badań. Oczywiście płatnych , ale wykrzesaliśmy pieniądze Zrobiliśmy u jednego z lepszych specjalistów. Na wynik trzeba było czekać miesiąc. To był najgorszy miesiąc w moim życiu. Nikomu tego nie życzę. Kiedy jechałam po wyniki byłam przerażona, gdzieś zaczęłam wątpić. Co będzie jeśli jednak. Wierzyłam, ale jednak po takim długim okresie pojawiły się wątpliwości. Nikt z rodziny nie wierzył że dziecko przeżyje, wszyscy spisali je na straty. Odebrałam wyniki. Lekarz, który mi je wręczał oświadczył. Dziecko jest w 99% zdrowe. I nie ma żadnych przesłanek, aby było chore. Płakałam ale tym razem ze szczęścia. Mój koszmar się skończył. Moje dziecko jest zdrowe i będzie żyło. Kilka dni później pojechałam do tego lekarza co chciał usunąć. Udawał durnia, że nie wie o co chodzi. Choć mijani lekarze na korytarzu pamiętali, bo byłam jak "królik doświadczalny" młoda kobieta i dziecko stworek, a tu dziecko zdrowe. Nawet słowa przepraszam nie usłyszałam. Nic, zero. Jedyne co usłyszałam "Czego Pani ode mnie chce, niech się Pani cieszy" Jestem ciekawa ile kobiet tak potraktował jak mnie i namówił do usunięcia zdrowych dzieci. Bo jak rozmawiałam z genetykiem u którego wykonywałam prywatnie badania, ten lekarz nie miał uprawnień w szpitalu by wykonać mi takie badanie USG szczegółowe i tak mnie potraktować i moje dziecko. W tedy myślałam, że już będzie tylko lepiej ale się pomyliłam.

Zabawki do kąpieli BabyOno test kąpielowy

A no zabawki były oblukane teraz zostały przetestowane. Córcia filmu nie chciała, woli zdjęcia aparat jednak ostatnio coś ją rozprasza :P no ale nic daliśmy radę i parę zdjątek mi się udało jako laikowi. Patrzcie i podziwiajcie moje wypociny

Młoda z początku nie wiedziała o co chodzi z tymi zabawkami :D ale potem się podobało jak "opluły" ją wodą. Według mnie te zabawki są fajniutkie ale większe zainteresowanie zdobędą pewnie jak już maluszek siedzi. Bo tak ona się troszkę boi coś chwycić. Ale chlapać wokół wszystkich się nie boi. Jak wiadomo przy dzieciach nie kiedy brak logiki :D za to jest miło i wesoło. Na nudę nie narzekamy i z zabawkami wodnymi BabyOno się zaprzyjaźniamy. Wszystkim je polecamy



Stopy super "zabawka"

video
Hejo moje dziecko odkryło, że ma nogi :D I teraz zabawa nogami i stopami zajmuje dużoooo czasu jej. Ale nie o tym chciałam.  Dzieci pomiędzy 5-6 miesiącem zwykle zaczynają zauważać swoje stopki. Chwytają je, ciągną do buzi.  Następuje koordynacja ręka-noga-usta. Dziecko ćwiczy wzrok, dotyk i smak też. Choć wydaje się to obrzydliwe. Jeśli maluszek potrafi nóżkę dociągnąć do buzi znaczy, że prawidłowo rozwijają się jego mięśnie. Następuje integracja mięśni. Jednak to wciąż nie koniec zalet jakie za sobą niesie zabawa stopami. Podczas zabawy stopkami dziecko stymuluje dotykowo-propriocepcyjnej stóp. Trenowanie stópek przygotuje je na późniejszy etap, kiedy będą "wykorzystywane" do chodzenia. Stopy są jak encyklopedia dla dziecka informują o zmianie podłoża na jakim się znajduje, pomagają dobrać odpowiednie napięcie mięśniowe. Dzięki temu, że maluszek ćwiczy stopy jest szansa, że nauka chodzenia płynnego przyjdzie mu łatwiej. Oczywiście taki trening nie daje jednak 100% pewności, że tak będzie. Na pewno nie zaszkodzi. Dziecko też niekiedy chwyta nóżki naprzemiennie lewą rączką - prawą stópkę i na odwrót prawą rączką-lewą stópkę. Pobudza w ten sposób obie półkule mózgu do pracy. A to się przyda również przy raczkowaniu jak i w "dorosłym" życiu podczas nauki w szkole. Dzieci bawiące się stopami tworzą też niekiedy kołyskę. czyli prawa ręka-prawa noga,  lewa ręka-lewa noga takie dzieci łatwiej się też przewracają i później ponoć nie mają problemu z siadaniem. Jednak to tylko teorie, które słyszałam, na razie siadanie jeszcze przed nami, więc nie mogę się wypowiedzieć na ten temat. Na pewno trzeba malucha zachęcać do zabawy stopami. Niech je ćwiczy, bo jeśli teraz nam się wydaje to zbędne to w przyszłości może być pożyteczne.  Jutro Wam pokaże cudeńka jakie można wykorzystać do stymulowania i zachęcania malucha do zabawy nogami :)



Jest nas 300 :) KONKURS Palmowy

Kochani jest już 300 na liczniku więc ruszamy z konkursem :) Taka ładna dziś pogoda idealna na konkursowe zadania, Ponieważ zbliża się niedziela Palmowa, każdy z Was ma już swoją palemkę w domu czy to własnoręcznie zrobiona czy też kupiona. Każda pewnie piękna. Ja zachęcam do zrobienia własnej palmy oczywiście. No ale pokażcie mi Palmy waszych maluchów. Pstryk Pstryk cykamy fotkę Zdjęcie wysyłamy na podany poniżej adres. Na zdjęcia czekam od 23 marca do 30 marca 2015 roku. Wyniki zostaną ogłoszone 3 kwietnia po naradach jury (ja, mąż i mała Lusia) Nagroda główna niespodzianka :)
REGULAMIN KONKURSU:
1. Każdy może wysłać jedno zdjęcie na adres kreatywny_rodzic@wp.pl (w wiadomości jako temat pwpisujemy "Konkurs Palmowy" a w treści proszę o podanie wieku i imienia dziecka.)
2. Na zdjęciu musi być widoczna palma wraz z małym właścicielem
3. Palma nie musi być do trzymania może być narysowana.
4. Należy polubić naszego bloga na facebooku.pl o TUTAJ
5. Udostępniamy post konkursowy znajdujący się na facebooku o TUTAJ
6.Polubić post konkursowy o TUTAJ

Liczę na waszą kreatywność wraz z maluszkami i czekam na zdjęcia. A i wszystkie wysyłane zdjęcia będę wrzucała na bieżąco do albumu "Konkurs Palmowy" na Facebooku  :)

sobota, 21 marca 2015

Magiczne paczuszka od Bebiko

A no siedzę sobie w domu z Młodą a tu listonosz. Jak miło paczuszka dla nas z rana. Ale przecież nic nie zamawiałyśmy. Otwieramy ogromne opakowanie i naszym oczom ukazuje się ogromniaste pudełko
oględziny pudełka były. 

napis cudny na nim. Dodatkowo to serduszko z możliwością wpisania imienia malucha i daty narodzin. Jednak w środku list od Bebiko i jeszcze jedna niespodzianka.
W liście wyjaśnili mi że to pudełko na moje wspomnienia związane a maluszkiem. Powiem Wam, że super sprawa takie pudełko można tu włożyć wszystkie zdjęcia USG z ciąży, pierwsze zdjęcia malucha, pierwsze śpioszki. Ach jak miło potem takie pudełko otworzyć. U nas chyba będą przeważały zdjęcia USG ciążowe bo mam ich ogrom. Ale w pudełku jeszcze był albumik dla maluszka. 
 
powiem Wam, że jest śliczny fajne twarde strony, miejsca na odcisk stopy, rączki, na zdjęcia i co tam jeszcze chcecie. Fajne bo jest na "kółeczkach" więc wygodnie się ogląda.  Nie wiem jak Wam ale mnie taki prezencik bardzo się podoba i bardzo dziękujemy Bebiko za taką niespodziankę z rana :)
Niestety prócz dobrych wieści o tym, że to 3 tydzień ciąży zaczęły się schody. Słowa lekarza "Niestety pęcherzyk ma nieodpowiedni kształt jest za bardzo spłaszczony, możliwe, że poroni Pani, ale spróbujemy utrzymać ciążę" To było okropne po wielkich euforiach radości nadszedł strach i łzy. Tak bardzo pragnęłam dziecka wraz z mężem. Postanowiłam walczyć. Dostałam masę leków luteina, duphaston, no-spa max itp. Brałam takie dawki że nawet lekarz mówił że to końska dawka. Łącznie dziennie brałam 12 tabletek. Dodatkowo kwas foliowy, który się bierze na początku ciąży. Kolejna wizyta miała być za 3 tygodnie wtedy miało pojawić się bijące serduszko. Czekałam na tą wizytę a czas mi się dłużył. Musiałam się oszczędzać, brać te leki. Robiłam wszystko. Nie poddawałam się. Po 3 tygodniach znów poszłam do ginekologa. Modliłam się aby na ekranie był nadal pęcherzyk a w nim bijące serduszko mojego maleństwa. Lekarz przystąpił do badania USG. I usłyszałam "Mam 3 wiadomości" Zamarłam ze strachu, jednak lekarz mówił dalej. "Jedna wiadomość ta ta że jest bijące serduszko" w tym momencie popłakałam się ze szczęścia, jest serduszko i ono bije. Moje maleństwo jest we mnie nadal. Jednak czekały mnie kolejne wiadomości "Druga wiadomość że nadal niestety jest zbyt płaski pęcherzyk, ma bardzo zły kształt" Co to znaczy zły kształt? O co chodzi? W tedy nie wiedziałam, że kształt ma aż tak duże znaczenie. Ostatnia wiadomość jednak była najgorsza "Niestety prócz ciążowego pęcherzyka rozwija się też u Pani torbiel, będzie on najprawdopodobniej rósł wraz z dzieckiem i powinien się wchłonąć w przeciwnym razie może unicestwić pęcherzyk ciążowy i dojdzie do samoistnego poronienia" W tym momencie znów cała radość ze mnie uszła. Dostałam kolejne tabletki aby utrzymać ciąże miałam leżeć w łóżku i zgłosić się znów za 3 tygodnie. W domu nie mogłam spać w nocy. Cały czas myślałam o tym torbielu o dziecku. Jednak się nie poddawałam. Modliłam się i słuchałam lekarza. Upłynęły kolejne 3 tygodnie nadszedł czas na kolejną wizytę.To była już 3 wizyta w bardzo krótkim czasie. Gdzie normalnie kobiety w ciąży może 3 to mają w całym okresie ciążowym. Na USG znów widziałam moje maleństwo i jego serduszko a prócz niego niestety torbiel, który był już dwa razy większy od pęcherzyka ciążowego. Lekarz pocieszał mówił że będzie dobrze. Ja się bałam. Powiedział mi o zagrożeniach, że torbiel może wywołać poronienie że może zakłócić prawidłowy rozwój płodu ale należy mieć nadzieję że się wchłonie. Znów zalecenie że kolejna wizyta za 3 tygodnie.Musiałam już cały czas leżeć, oszczędzać się, uważać na siebie bardziej niż kiedykolwiek. Ale postanowiłam, że zrobię wszystko aby utrzymać ciążę.  Miało już być dobrze a nagle To był 22 luty. Tego dnia miałam powiedzieć rodzicom o tym, że jestem w ciąży. Wszystko przygotowaliśmy z mężem. Dobry obiad, ciasto. Wydawało się że to będzie idealny dzień, aby im o tym powiedzieć. Niestety 2 godziny przed ich przyjazdem zaczęłam krwawić. Jakby ktoś otworzył kurek w kranie i leciało i leciało. Przy tym bolał bardzo mnie brzuch. Byłam przerażona. Mąż wezwał pogotowie. Po przyjeździe ratownicy medyczni popatrzyli na mnie zbadali ogólnie i zabrali. Cały czas pytałam "Co z dzieckiem?" albo mówiłam a raczej krzyczałam przez łzy"Ratujcie moje dziecko!" Jeden z nich próbował mnie uspokoić, mówił że muszę opanować emocje, nerwy bo to niczemu nie pomoże a może pogorszyć. Próbowałam się uspokoić, zwolnić oddech. Dojechaliśmy do szpitala. Wydawało mi się że czekam w poczekalni całą wieczność. Jedna pielęgniarka która sporządzała protokół mojego przyjęcia mówiła do jednego z ratowników medycznych, że na pewno już po wszystkim. W mojej głowie było milion myśli "jak po wszystkim? O czym ona mówi? To nie może chodzić o mnie o moje dziecko" W końcu przyszedł lekarz kazał się rozebrać i przygotować do badania USG. Znów płakałam. Lekarz zaczął badanie w trakcie niego patrzyłam z wielkim skupieniem na jego wyraz twarzy starając się odczytać czy jest dobrze czy źle. Nie wytrzymałam w końcu zapytałam "Co z moim dzieckiem?" I usłyszałam coś na co czekałam od samego początku. "Pęcherzyk ciążowy żyje, serduszko bije" To była cudowna wiadomość. Pokazał mi serduszko bijące i moje maleństwo. Powiedział że są problemy z łożyskiem i muszę zostać w szpitalu bo muszą zatamować krwotok. Idealny dzień na powiedzenie rodzicom o tym, że będą dziadkami przerodził się w koszmar. Przyjęli mnie na odział patologii ciąży (okropna nazwa patologia kojarzy mi się zupełnie z czymś innym). Tam wykonali szereg badań. I usłyszałam od jednego lekarza niestety będzie musiała Pani najprawdopodobniej leżeć do końca ciąży i brać leki na podtrzymanie jej. Łożysko się Pani odkleja i torbiel także może być toksyczny. To było straszne. Jak to jest, że ludzie którzy nie chcą dzieci nie mają problemu z donoszeniem ciąży i rodzą zdrowe dzieci a ludzie, którzy chcą je mieć mają takie problemy.

piątek, 20 marca 2015

Zabawki do Kąpieli BABYONO


Jakiś czas temu brałam udział w konkursie firmy BABYONO , gdzie można było wygrać zabawki do kąpieli. Nam się udało i wygrałyśmy. Postanowiłam się pochwalić a co mi tam. Przesyłka przyszła w błyskawicznym tempie w ciągu dwóch dni. Rewelacja. Były różne zwierzaki do wygrania my wygraliśmy takie jak na zdjęciach a są jeszcze inne możecie zobaczyć je na stronie BabyOno Tutaj . Zabawki są zapakowane w tube plastikową, bardzo wygodne pudełko do ich przechowywania. Tuba posiada sznurek dzięki temu jest łatwa w przenoszeniu dla malucha lub można gdzieś powiesić. Na stronie BabyOno widziałam, że można dokupić kosz mocowany do kafelek w łazience na te zabawki. Będę musiała się nad nim zastanowić.Koszyk możecie zobaczyć Tutaj .Bo z tego co widziałam to wydaje się bardzo praktyczny w przetrzymywaniu zabawek. Ale ponieważ aktualnie go nie posiadam tuba będzie musiała nam wystarczyć.
W  środku każdej tuby jest 6 zabaweczek. Wszystkie są cudowne, bajecznie kolorowe, żywe kolory a to bardzo ważne, aby przykuły uwagę malucha. Dodatkowo mają wspaniałe, przezabawne minki. Każde zwierzątko posiada dziurkę i kiedy naciśniemy zwierzaka w wodzie to on tryska wodą. Zabaweczki są z super miękkiej gumy. A jak wiadomo zwykle zabawki do kąpieli to kaczuszka z twardej gumy, która niekiedy tonie. Tutaj zabawki są lekkie i miękkie. A co najważniejsze nie toną, a unoszą się na wodzie.  Dodatkowo "plują" wodą jak są w wodzie, a jak są suche "plują" powietrzem :D  Wieczorem wypróbujemy je w kąpieli jak się spisały pokaże wam później :) Dla mnie na tą chwile rewelacja i polecamy. Zobaczymy jak przejdą test przy kąpieli

czwartek, 19 marca 2015

Początki czyli dwie magiczne kreski

Jedne z nas widząc 2 kreski na teście ciążowym są załamane inne szczęśliwe jeszcze inne zmieszane. Ja długo czekałam na moje magiczne dwie kreski. Dobrze pamiętam ten dzień od kilku dni czułam się dziwnie, myślałam, że rozkłada mnie jakieś przeziębienie. Z mężem staraliśmy się już długo o dziecko ale bez efektu. Lekarze nie dawali nadziei, bo nie było owulacji,a  jak była to tworzyły się torbiele. Postanowiliśmy więc odpuścić na jakiś czas i znów spróbować.  A tam tego dnia intuicyjnie czułam, że powinnam zrobić test. Miałam ogromny zapas w domu. Może to się wyda niektórym dziwne, ale każde spóźnienie się okresu od razu kontrolowałam testem. Wtedy nie sądziłam, że zobaczę na nim więcej niż 1 kreskę. Zrobiłam go i odczekałam 5 minut.To było najdłuższe 5 minut w moim życiu. W między czasie wzięłam prysznic dla relaksu. Kiedy sprawdziłam, wynik testu... SZOK! Nigdy nie zapomnę tego co wtedy poczułam. To było niesamowite, coś co jeszcze kilka miesięcy temu, dni temu było takie nie realne teraz się stało. Poszłam od razu do sypialni i obudziłam męża. On też nie wierzył. Kiedy opadły pierwsze emocje zaczęły się wątpliwości czy może test się nie pomylił. Kolejnego dnia zrobiłam jeszcze jeden znowu dwie kreski. Umówiłam się do lekarza. W życiu nie siedziałam w poczekalni u ginekologa taka zdenerwowana. W gabinecie lekarz jak mu powiedziałam o teście sam nie dowierzał. Zrobił usg i ... był pęcherzyk ciążowy odpowiadający 3 tygodniu ciąży. W życiu nie byłam taka szczęśliwa. Niestety wtedy nie wiedziałam, jaką walkę muszę stoczyć, aby donosić i urodzić moje dzieciątko.

środa, 18 marca 2015

Maty bez pałąków też są super

zwykle zwracamy uwagę na maty z pałąkami aby logicznie na nich coś powiesić. Ale na rynku są też dostępne maty zachęcające malca na leżeniu na brzuszku. Takie maty zwykle nie posiadają pałąków. Ja miałam przyjemność dwie takie maty przetestować. Jedna jak dla mnie 3w1 bo aż trzy zastosowania dla niej znalazłam.Druga okrągła, mało miejsca zajmuje, wszędzie zabrać ją można.
Zaczniemy od okrągłej kaczuszki. A więc wielka, okrągła to już wiecie, na samym środku jest kaczka na szyi ma wielką kokardę, którą można ciągnąć i ciumkać. Jest też przyczepiona pluszowa grzechotka w kształcie małej kaczuszki. Kolorowe kółka na macie też są fajne bo przykuwają uwage malucha. Mata fajna do leżenia na brzuszku, gruba i mięciutka. Nie ciągnie zimno od podłogi a przy okazji, gdy dziecko walnie głową podczas akrobacji swoich nic mu się nie stanie, bo jest bardzo mięciutka.


Teraz o macie 3w1, bo tyle znalazłam jej zastosowań. A no wygląd ma cudny bo to miś śpiący no boski. Ale uwaga głowa może robić za poduszkę a ręce za podpórki aby wygodniej było. Dodatkowo posiada boki mata które można rozłożyć wtedy jest większa ale można też spiąć i wtedy mamy kojec dla malucha. Mata posiada super plastikową torbę z rączką aby łatwiej ją przechowywać i przenosić. Po złożeniu jest prostokątem. Taką matę gdy ma boki spięte można też włożyć do łóżeczka czy to normalnego czy to turystycznego i mamy albo super materacyk do turystycznego lub super ochraniacz na szczebelki do zwykłego łóżeczka. Myślę, że starczy na dłużej, bo jak dziecko większe może jako takie łóżeczko na podłodze służyć lub leżak. Kolory stonowane pastelowe. Ale z pewnością coś fajnego.




wtorek, 17 marca 2015

Jesteś matką to z pewnością nic nie robisz...-i co jeszcze?

Ja nie wiem  czy to tylko ja tak mam czy w tych ludziach takie myślenie jest po prostu. Każdy z góry zakłada, że jak jesteś matką i masz małe dziecko to z pewnością siedzisz ciągle w domu no bo gdzie ty możesz wyjść i co innego robić jak nie prać, sprzątać, gotować i non stop wisieć nad dzieckiem.A ogólnie to ja się lenię no bo co matka może mieć do roboty. No bardzo przepraszam, ale nie jestem w takim razie matką polką. Bo ja nie siedzę w domu non stop i nic nie robię. A no nie wiem czy ludzie którzy uważają, że matka nic nie robi to informuję Was, że robię dużo. A no z córką jeżdżę po całym mieście, załatwiam sprawy w urzędach, robię zakupy, biegam, prowadzę warsztaty dla rodziców i ich pociech. Prócz obowiązków domowych mam normalne życie. Nie siedzę w domu bo człowiek by zwariował. Do tych co nie wiedzą i nie rozumieją. Weźcie się zamknijcie na tydzień w domu sami bez nikogo i weźcie sobie tak siedźcie zobaczymy czy faktycznie będzie Wam tak cudnie. Ja miałam taką sytuację. W ramach jakiegoś przeglądu miał przyjść kominiarz. No dobra miał chodzić od 8-9 no dobra. W tych godzinach byłam obecna w domu bo dziecko śpi, je i zbiera siły na dzień. Ale godzina 10 a kominiarza jak nie było tak nie ma. No to ubrałam małą i siebie i wyruszyłyśmy w miasto. Miałam dużo spraw do załatwienia. Wracam do domu patrze karteczka, że chodził kominiarz uwaga między 8-9. Nie wiem gdzie on łaził bo byłam w domu. I mam zadzwonić i się umówić na dogodny termin aby mógł przyjść ponownie. No dobra. Więc dnia kolejnego dzwonie i mówię, że pasuje mi albo dziś w godzinach 15-16 albo jutro z samego rana 8-9. Umówił się ze mną na 15 tego samego dnia. No to jeszcze przed 15 już byłam w domu. Przychodzi kominiarz, ja z młodą na rękach. I mówi; " O Pani ma małe dziecko. Trzeba było mówić, nie musielibyśmy się umawiać, tylko jak byłbym przy okazji w tych okolicach to bym podszedł, bo przecież Pani i tak cały czas w domu siedzi i nic nie robi." Myślałam, że wyjdę z siebie. Policzyłam w myślach do 3 i z uśmiechem na ustach odpowiedziałam "Widzi Pan i ja będąc cały czas w domu i się nudząc jakoś się Pana ostatnio nie doczekałam. jakie to dziwne" Pan się zamknął, zrobił swoje i wyszedł potulnie.

poniedziałek, 16 marca 2015

Wszystko o pampersach

Każdy rodzic dobrze wie, że pampersy dobre kupić chce. Tylko jakie? Skoro tyle dzieci ile opinii się pojawia. To nie lada jest wyzwanie znaleźć pieluchy dla tyłka naszego malucha.
Na rynku jest mnóstwo firm produkujących pampersy dla dzieci, praktycznie każdy większy sklep posiada jeszcze swoją markę pampersów prócz tych dostępnych na rynku. Ciężko jest wybrać te idealne. Każde dziecko jest bowiem indywidualne. Dla jednego uczulające będą tej firmy dla drugiego innej. Ja chcę się skupić na kilku bardzo popularnych: Dada, Pampers, Babydream, Happy.
Są to 4 dosyć często wybierane przez rodziców marki jeśli chodzi o pampersy. Każde z nich ma swoje plusy i minusy. Jednak są też takie, których nie warto kupić.
Dada: dostępne w sieci sklepów Biedronka, w miarę tanie. 1 są dosyć kiepskiej jakości jeśli chodzi o rzadkie kupki lub u niektórych dzieci przeciekają. Jednak od rozmiaru 2 są już bardzo chwalone duża poprawa jakości. Są troszkę sztywne ale nie są nasiąknięte aromatami zapachowymi ani innymi substancjami szkodliwymi dla skóry dziecka. Rzadko uczulają.
Pampers: najbardziej znana i popularna marka, ich pampersy dla niemowlaków posiadają specjalną siateczkę do zatrzymywania rzadkiej kupki w pieluszce. Również zdarzają się, że przeciekają, są bardziej miękkie od Dada. Jednak mają dosyć poważny minus. Są bardzo nasiąknięte środkami chemicznymi szkodliwymi dla skóry dziecka. Często bardzo uczulają dzieci. Lub dzieci mają podrażnioną skórę. Dosyć drogie
Babydream:Dostępne w sieci drogerii Rossmman. Produkowane co prawda przez firmę Pampers jednak nie są już tak nasączone chemią. Również rzadko przeciekają. Są nawet ze specjalnym wycięciem na pępuszek dla noworodka. Rzadko uczulają. Jedne z tańszych pampersów ale dobrych jakościowo.
Happy: Bardzo często przeciekają a rzepy się odklejają jedne z gorszych pampersów na rynku. Choć zdarzają się matki, które sobie chwalą ich pampersy chociaż to rzadko. Uczulenia występują 50% na 50%.  Moim zdaniem najgorsze z tych wszystkich czterech co wymieniłam

Moim faworytem są Babydream i Dada. Na początek można Babydream używać bo lepsze mają dla noworodków a potem zamiennie lub wybrać jedne nie uczulające dziecko i takie które nam podpasują. Często w obu tych sklepach zdarzają się na nie promocję. Więc wychodzi jeszcze taniej. Nie zawsze nie markowe znaczy gorsze :) 

SMOK -> zawieszka firmy Lamaze

DSC00033.JPG
Smok Lamaze czyli zabawka z tych wielofunkcyjnych posiada bowiem wszystko to co dziecko lubi a rodzic potrzebuje na wyjazdach. Aby nie taszczyć za sobą miliona zabawek co zwykle robimy jedna wystarczy nie wierzycie?A jednak. Smok choć jest różowy to spokojnie może być dla chłopca. Skrzydła są szeleszczące i kolorowe. Kwiatek w lewej łapie smoka także szeleści i można nim kręcić we wszystkie strony. Ale to nie wszystko dodatkowo jest mięciutki i pluszowy. Oczy naszyte a nie żadne guziczki itp. co by dziecko mogło odgryźć i połknąć. Więc bezpieczne. W prawej łapie smok trzyma kulkę która jest grzechotką. Stopy smoka też szeleszczą od spodu.Brzuszek ma inna manufakturę.więc ćwiczymy dotyk, a właściwie dziecko ćwiczy. Jak na zawieszkę jest też dość sporawy, więc dziecko dobrze go widzi i może też nią bawić się później. To że jest zawieszką robi z niego atut bo można go zabrać i przyczepić praktycznie wszędzie łóżeczko, fotelik samochodowy a może na macie.To już wasz wybór. Jedyne czego brak magicznemu smokowi Lamaze to gryzak, no ale cóż i tak oceniam go na 5+. Poniżej można go oblukać. Moja córa za gryzak wzięła łapy i spełniają jej oczekiwania :D 
DSC00034.JPGDSC00035.JPG