czwartek, 28 kwietnia 2016

Domowe przetwory od Orzech Kolbuszowa

Kto nie lubi przetworów do sałatek szczególnie, gdy sezon jeszcze się nie rozpoczął :) Ja uwielbiam warzywa na szczęście są firmy, które w okresie zimowym i początku wiosny zapewniają do nich dostęp. Jedną z nich jest Orzech Kolbuszowa Zpow Firma. Duży asortyment dogodzą nawet najbardziej wybrednemu smakoszowi. Zapraszam do nich na stronę po jeszcze większą garść inspiracji na pyszności :) TUTAJ

wtorek, 26 kwietnia 2016

Kredka do oczu 100% natury

            Jako mama i żona w zgiełku codziennych obowiązków zdarza mi się zapominać, iż jestem też kobietą. Przez to czasem chodzę jak osa. A wystarczy przecież tak niewiele. Takie 2 minuty przed lustrem gdzieś w biegu nawet by poczuć się znów kobieco i dobrze w swoim ciele. Znam jeden kosmetyk do makijażu, który idealnie nadaje się do szybkiego poprawienia naszego samopoczucia. Też taki macie? Moim takim jest kredka do oczu, oczywiście czarna bo pasuje do wszystkiego i zawsze wygląda świetnie. Klasyka przede wszystkim :) Kiedy rano wstaje i szykuje śniadanie dla całej rodzinki, a potem Małą i jeszcze jakieś porządki i nakarmienie zwierząt znajduje czas pomiędzy myciem zębów a czesaniem włosów na machnięciem 2 kresek po jednej na oku. Łatwe? A ile radości daje.To niczym magiczna różdżka w ręku matki.

Ostatnio zgłosiłam się do testów, takiej magicznej kredki, która jest 100% naturalnym kosmetykiem. Nie dość, że daje poczucie kobiecości to jeszcze zdrowe dla skóry, bo przecież powieka na oku cieniutką skórą jest i średnio chce ją podrażnić, by potem cierpieć i jak pirat wyglądać. Bo przecież przy dziecku oczy oba dookoła głowy są potrzebne. Firma o której Wam piszę to Felicea warto zajrzeć do nich na stronę, bo znajdziecie tam masę skarbów do kobiecej kosmetyczki. Wybór padł na czarną oczywiście. Kredka przyszła pięknie zapakowana w zieloną kopertę, niestety nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia, bo dorwała się do niej Lusia, której też spodobała się koperta. W środku była ta cudna ma :D Dodatkowo włożona w folię i obwiązana w żółtą wstążeczkę. Firma jak widać zadbała nawet o najmniejszy szczegół. Kredka posiada zatyczkę przezroczystą, która ułatwia prawidłowe jej przechowywanie i chroni przed zniszczeniem. Po ściągnięciu zatyczki przystąpiłam do sprawdzenia na ręce miękkości kredki.
 Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię gdy kredka jest za twarda lub za miękka. Jak za twarda podrażnia oko, jak za miękka to się łamię i kruszy bardzo szybko. Ta okazała się idealna nie jest ani za miękka ani za twarda. Do tego kolor czarny jest intensywny. Po zrobieniu 2 kresek po 1 na oku, mogłam cieszyć się moim "makijażem". Okazało się, że nawet po 5 godzinach kolor dalej jest intensywny, kredka się nie rozmazała i dalej wygląda jak świeżo co bym nią namalowała kreski na oku. Rewelacja prawda? Bo przecież nie ma żadna z nas czasu co chwila latać do łazienki i poprawiania makijażu. Kredka nie uczuliła mnie a ja mega alergik więc na prawdę skład musi być super :)

 Jednym słowem, mogę Wam polecić ten produkt jak i firmę. Jeśli właśnie kończy Wam się ulubiona kredka i zamierzacie kupić nową warto sięgnąć po tą z firmy Felicea. Na pewno będziecie zadowolone. Ja polecam z czystym sumieniem i zapraszam do nich na stronę.





poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Specjalistyczny olejek przeciw rozstępom firmy Momme

   
Firmę Momme znam już od dłuższego czasu i bardzo sobie chwalę ich kosmetyki. Skład ich jest cudowny bo naturalny, bez żadnych ulepszaczy. Jak do tej pory kosmetyki były przeznaczone dla Lusi, choć i mnie zdarzało się z nich korzystać. Teraz do testów otrzymałam Specjalistyczny olejek przeciw rozstępom. Jak wiecie jestem w ciąży, aktualnie zaczął się 26 tydzień. Więc, skóra mega się rozciąga, bo dzidziuś teraz najwięcej rośnie a i brzuszek się powiększa. Niestety jak to kobieta i jak przy pierwszej ciąży boję się rozstępów. Już kilka po ciąży z Lusią mi zostało i chyba więcej mieć bym ich nie chciała. Wcześniej stosowałam inne kremy i olejki do smarowania. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że rozstępy są też dziedziczone, taka genetyka niestety, ale fakt, że mogę zmniejszyć ich ilość lub zapobiec mega widocznym i tak jest dużym plusem.
Teraz troszkę o produkcie Momme Specjalistycznym olejku przeciw rozstępom.
Skład:

  • lipout
  • olej z róży rdzawej
  • olej makadamia
  • olej babassu
  • olej sezamowy
  • olej ze słodkich migdałów
  • olej z pestek winogron
  • olej słonecznikowy
  • olejek ze słodkiej pomarańczy
  • naturalna witamina E
Prawda,że fajny skład? Wszystko to co natura dała :) a jak wiadomo natura to najlepsza dla skóry, szczególnie wrażliwej, a ja takową mam. Opakowanie jest z cienkiego kartonu, firma Momme dba nawet o najmniejsze szczegóły.Opakowanie jest ozdobione ślicznym obrazkiem z przodu i z boku. Na jednej ściance jest wypisany skład oraz co daje każdy z olejków :). Na jednej ściance wypisane są ciekawostki warte uwagi na temat rozstępów. Jest też krótka instrukcja jak masować brzuszek, aby robić to prawidłowo. W opakowaniu znajdziemy buteleczkę o pojemności 150ml, posiada ona bardzo łatwe otwieranie praktycznie jedną ręką. Po otwarciu poczujemy cudowny zapach pomarańczy, który po chwili zamieni się w zapach migdałów, róży. Jednym słowem kilka doznań na raz :) 
Konsystencja jest super w dotyku olejku, delikatny i łatwy do rozsmarowania. Co jest atutem szybko się wchłania i nie pozostawia plam na ubraniach sprawdziłam. Nie ma też uczucia tłustej skóry, a wręcz już po 1 użyciu czujemy cudowny zapach i jak nasza skóra jest dobrze nawilżona i delikatna w dotyku. Powiem Wam, że używam tego olejku i koloryt skóry mi się poprawił i nie jest już taka sucha. Więc są efekty. Polecam więc Wam ten produkt jak i inne produkty firmy Momme stworzone z pasją i miłości do dzieci i ich rodziców :) Z dbałością o każdego i zaspokajające wszelkie potrzeby. 
MOMME zapraszam do nich na stronę, gdzie znajdziecie jeszcze więcej ich produktu. 
Ach zapomniałabym o najważniejszym kosmetyki tej firmy są dostępne do kupienia u nich na stronie lub stacjonarnie w Rossmann, Hebe oraz Super Pharm. Koszt olejku to około 50-55zł. Zachęcam do zakupu mega wydajny i skuteczny jak widać :) 



sobota, 16 kwietnia 2016

Bo moje szczęście to TY....

Dziś trochę osobistości :) Opowiem Wam bajkę.
Dawno, dawno temu żyła sobie mała dziewczynka, która marzyła by być kochana i móc obdarzać innych miłością. Pragnęła mieć rodzinę. Kiedy dorastała, skrzydła miała podcinane przez rodziców, że jest beznadziejna i nie da rady sobie nigdy w życiu. Zaparła się. Dorosła i spotkała tego jedynego  mężczyznę. Tak jej się wtedy wydawało, ale on ją wykorzystał i zostawił na lodzie. Przestała wierzyć w szczęście. Jednak życie miało dla niej plan. Spotkała wreszcie właściwego człowieka. To była miłość od 1 spotkania. Choć mówią, że takie tylko w bajkach się zdarzają. Jednak nie o ich miłości bajka ta. Ona wiedziała, że może mieć problem z zajściem w ciąże, a przecież marzyła by być mamą. Chodziła do wielu lekarzy i udało się na teście ujrzała 2 kreseczki. Magia? Cud? :) Kiedy ciąża okazała się koszmarem i walką o życie upragnionego dzieciątka. Nie poddawała się. Wreszcie urodziła cudowną córeczkę, która miała ogromną siłę walki. To ona nauczyła swoją mamę, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych, że jeśli czegoś bardzo pragniemy i w to wierzymy to można wszystko. Od tam tej pory mama wiedziała, że dostała największy Skarb, jaki można posiadać w życiu. Właśnie JĄ. To ona każdego dnia sprawia, że choć za oknem pada w domu świeci słońce. To z nią mogła poczuć się znów jak dziecko, poczuć się magicznie. Zaczęła dostrzegać rzeczy tak niezauważalnych w codzienności w biegu za pracą. Tęcza zaczęła mieć znaczenie magii. Bo przecież dla dziecka to nie zjawisko atmosferyczne to magia, że kolory pojawiają się na niebie, bo z nią bajka inna związana o skrzacie co skarb swój ukrywa na drugim końcu. A deszcz? czy smutny być musi? A jednak zabawa najlepsza w kaloszach wyjść trzeba i chlapać się od stóp do głów, bo z cukru nie jestem a wyschnąć i przebrać się można, a taka okazja zdarza się raz. Kiedy spacerujemy, na drzewach ptaszków szukamy, robaczków na trawie wypatrujemy, ona je karmi i z troską i takim dziecięcym magicznym zwyczajem podchodzi, nie ważne co pomyślą inni. To dzięki niej znów mogę być szczęśliwa, poczuć się magicznie. Uczyć się od siebie wzajemnie ona mamie a mama jej pokazuje świat. Mama oczami swoimi a ona jej swoimi. Każda ma swój świat, jednak kiedy razem są nie ma barier jest chwila. Ona pokazuje mi świat o którym zapomniałam, że świat nie jest biały-czarny, on jest kolorowy i nie ma sytuacji beznadziejnych,k bo z każdej wyjście jest, trzeba tylko dobrze patrzeć i szukać.

Człowiekowi się wydaje że szczęście dają dobre studia, kariera, dobra praca, super płaca, piękny dom itp. A jednak to błąd.
studia kiedyś kończymy, a prace w zawodzie ciężko znaleźć więc do życia przydatne ale czy szczęście daje? tak chwilowe.
kariera zdrowie szarpie i gonić każe
dobra praca a co przez to rozumiemy, bo jeśli przebywanie od rana do nocy z dala od bliskich osób to średnio dobra ta praca,
super płaca, kasa potrzebna do życia, bo jedzenie, rachunki za coś opłacić trzeba, jednak czy aż nadmiar jej potrzebny? Do grobu jej nie zabierzemy a i szczęście nie kupimy.
piękny dom ale przecież dom to nie budynek, prawdziwy dom to ludzie którzy go tworzą, do którego chce się wracać.

Moje szczęście to mała dziewczynka, która gdzie się pojawi, swoim uśmiechem i dobrocią zdobywa nowe znajomości. Która kruszy nawet najtwardsze serce swoją miłością. Nie boi się żyć i tego co myślą inni, ona tylko jest sobą. Nie udaje kogoś kim nie jest. Umie rozśmieszyć nawet gdy łzy lecą ciurkiem i człowiek upada nisko. Choć bywają trudności kiedy jako matka mam dość, kiedy patrzę na nią i mówię "nie dam rady". Jednak wystarczy jeden jej uśmiech i słowo "Mamo love" i jestem już cała jej :) Jak ktoś mi powie, że dziecko to bariera to powiem, że nie wie co mówi. Bo ja nie widzę bariery. Podróżuje, chodzę po górach, pracuję, czuje się spełniona jako kobieta, ale i mama. Owszem czasem chciałoby się wyjść tak jak kiedyś z koleżanką a ją zostawić, a ona chora i nie ma siły. Jednak przecież spotkanie mi nie ucieknie, a ona teraz mnie potrzebuje jak ja jej potrzebuje, gdy mi źle ona jest. Kocha mnie bezgranicznie tak jak ja kocham ją. Ona dodaje mi siły. Swoim sposobem bycia pokazuje, że można osiągnąć w życiu wiele, a wystarczy tak niewiele.

Teraz drugie szczęście się urodzi i to już będzie ogrom szczęścia o którym nawet mi się nie śniło, dwoje takich dzieciaczków, które skradły moje serce i pokazały świat lepszy a nie ten który ja znam z codzienności.





czwartek, 14 kwietnia 2016

Smoczek Mam Baby 16m+


        O smoczkach i innych akcesoriach firmy Mam już wam kiedyś pisałam. Bardzo lubię i chwalę sobie tą firmę za jakość produktów i wygląd oraz dostosowanie do potrzeba dziecka i rodzica. 
Co prawda młoda już duża i pomału odzwyczaja się od swojego przyjaciela dydusia, to jednak jeszcze przy zasypianiu potrzebuje 2-3 razy go sobie ciumknąć. Nie zabieram jej radykalnie przyjaciela, bo wiem, że to nic dobrego nie wniesie. Musi sama być gotowa. Poza tym jeśli mamy dobrze dobrany smoczek do wieku i jamy ustnej dziecka, zęby wcale nie robią się krzywe, a mniejszą szkodą jest smoczek niż palec w buzi, który wypycha zęby do przodu. 
Niestety dotychczas używane i kochane smoczki Mam, były przez Lusie przegryzane. Ponieważ mała królewna, posiada już prawie wszystkie zęby prócz jednego, smoczek jest jak gryzak i łatwo zatapia w nim zęby. Zniszczonego smoczka nie będę dawać dziecku bo jeszcze weźmie i zje ten silikon, który odgryzie. Były więc na początku wymiany, ale wyszło, że w tygodniu musiałam zakupić aż 6 sztuk smoczków. Zaczęłam więc przeszukiwać internet w poszukiwaniu sposobu jak zaradzić problemowi, bo kupowanie co dzień nowego smoczka było głupie i kosztowne. Wtedy natrafiłam na smoczek firmy MAM, wiek na nim 16m+ z grubszego silikonu, dostosowany właśnie dla dzieci, które gryzą smoczki. Bez wahania zakupiłam jedną sztukę na próbę. Przyszedł błyskawicznie, Młoda ucieszona, nowy dydol ma. Nadszedł wieczór, a więc próba smoczka :D. Lusia dzielnie go pociumkała i zasnęła, poczekałam, aż wypluje i zabrałam smoczek na oblukanie. Okazało się, że jest nienaruszony. Nie udało się jej przegryźć silikonu. Byłam uradowana. 
Nie dość, że te smoczki jako nieliczne nie mają tych dzyndzli, których nie znoszę, do chwytania i przyczepiania, tylko normalną okrągłą tarczkę. Do tego cudne wzorki i kolorki, które zadowolą najbardziej wybredną mamę i szkraba. Są też świecące w ciemności ale takie miałam jak Lusia była malutka. To jeszcze teraz opatentowali silikon grubszy, aby dzieć nie przegryzł. 
Tym sposobem smoczek ma już tydzień i o dziwo dalej żyje. Więc jest dobrze wykonany a zapewnienia producenta o jego wytrzymałości to prawda, a nie tylko napisane zdanie na opakowaniu :)
Tak więc po raz kolejny, firma Mam nie zawiodła mnie i mogę ją polecić z czystym sumieniem. 
Bo na pewno zakupiony produkt spełni Wasze oczekiwania w stosunku do smoczka :)







wtorek, 12 kwietnia 2016

Krzywa cukrowa z serii badań ciążowych

Co prawda badanie najlepiej wykonać między 23-24 tygodniem ciąży, ja jednak przespałam trochę ten etap :P I zrobiłam to badanie dzisiaj a jestem 25-26 tydzień ciąży.
Pamiętając dobrze jak przeżywałam je z Lusią, postanowiłam tym razem się przygotować.
Ponieważ badanie polega na wypiciu roztworu z glukozą 75g, który jest obrzydliwy i badaniu krwi. Żeby badanie wyszło dobrze a w sumie,aby nic w nim nie wyszło najlepiej. To trzeba się do niego dobrze przygotować, bo w sumie przetrwać to badanie też ciężko.

  1. Do badania należy się przygotować już dzień wcześniej czyli ostatni posiłek najlepiej zjeść tak do godziny 20. 
  2. Szukamy laboratorium, które jest wcześnie rano otwarte i blisko domu.
  3. Upewnić się, że laboratorium zapewnia swoją glukozę do roztworu, jeśli nie należy ją kupić wcześniej w aptece i z nią się przytaszczyć na badanie.
  4. Na badanie zabrać jedną, dorodną cytrynkę, którą potem wyciśniemy sobie do tego roztworu.
  5. Na badanie jedzie się na czczo, stąd ważne, by laboratorium było czynne dość wcześnie.
Ja jadąc na badanie z Lusią w brzuchu nie wiedziałam czego się spodziewać, a szkoda, bo bym wiedziała jak się przygotować.

Przebieg badania:

  • Badanie zaczyna się od pobrania krwi i otrzymania cudownego roztworu do wypicia ciurkiem.
  • Przed wypiciem wycisnąć sobie do tego kubeczka cytrynkę, wtedy nas tak nie zemdli.
  • Potem  siadamy sobie w poczekalni laboratorium i to, aż 2 godziny! To chyba najgorsze to siedzenie.
  • Po godzinie od wypicia tego roztworu znów mamy pobraną krew.
  • Po upłynięciu 2 godzin od wypicia roztworu krew pobierają nam po raz 3 i wtedy możemy już iść do domu.
Oczywiście w trakcie trwania tego badania wszelakie złe samopoczucie, wymioty, zasłabnięcia należy bezzwłocznie zgłaszać Panią/Panom pielęgniarką/pielęgniarzom. Jeśli źle się czujemy możliwe, że coś złego dzieje się w organizmie i mamy cukrzyce ciążową, choć nie zawsze złe samopoczucie świadczy o tym. 

Wyniki mamy już tego samego dnia najczęściej więc też super jak zależy nam na czasie :)
Ogólnie nie ma tragedii. Ja przy Lusi po 2h od wypicia nic mi nie było, dopiero jak wsiadłam do auta wszystko zwróciłam. Dzisiaj dzięki większej cytrynce przeżyłam i nic się nie wydarzyło :)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Ja, on i... osoby trzecie

Wiecie dlaczego rozpada się masa związków? Nie dlatego, że przestali się kochać, ale dlatego, że zaczynają się mieszać pomiędzy 2 zakochanymi osobami osoby trzecie.
Nie ważne czy to matka, teściowa czy przyjaciel. Ważne, że coś takiego ma miejsce i trzeba z tym walczyć. 
To okropne, że dwoje ludzi zaczynających wspólną drogę już na starcie musi zmagać się z trudnościami, bo koledzy zazdrośni, bo przecież wcześniej wychodzili paczką na piwo, a teraz ty im zabrałaś kumpla, mamusia, że przecież ty młoda, jak ty sobie poradzisz, ona będzie przyjeżdżać aby doglądać i jak coś pomoże, teściowa, która chce chronić ukochanego synka przed okropną kobietą, która zabrała go jej. I tym sposobem zaczynają się w związku kłótnie.

Zacznijmy od znajomych
Z nimi najłatwiej sobie poradzić i ogarnąć sytuacje, bo w końcu jeśli to prawdziwi przyjaciele to zrozumieją, bo sami za chwile będą mieli drugie połówki, bo w związku też każde czasem spotyka się ze swoimi znajomymi, dla zdrowia swojego psychicznego. Jeśli zaś dalej będą mącić, znaczy, że nie są prawdziwymi przyjaciółmi i takich to lepiej zmienić niż tkwić w układzie ja i kumple męża lub mąż i masa moich koleżanek. 
Mamusie partnerek, oj tak mamusia wie najlepiej. Bo przecież córka radzi się matki, bo mamusia mi pomoże, bo mamusia jest na miejscu itp. Tatuś też przecież pomoże bo jestem jego córeczką i tak często odwiedzinki, zaburzają prywatność oraz samodzielność pary, która teoretycznie wyszła na swoje. Jak mają nauczyć się siebie wzajemnie jak mamusia co rusz przybiega, i wyręcza swoją córkę we wszystkim. Męża też szlak trafi, bo ileż można oglądać teściową. Córka też ma dosyć, ale no przecież to moi rodzice, głupio mi. Pomyślcie , że bardziej będzie Wam głupio i źle jak mąż nie wytrzyma i trzaśnie drzwiami. Teraz jest Was czas, rodzice już Was wychowali, nikt nie każe się odcinać i zakneblować, ale przyznacie, że starczy raz jakiś czas się spotkać wspólnie, a nie mamusia wszędzie, bo córcia nie da rady. Moja mama natomiast w drugą stronę nagina, uważa, że wszystko robię źle, więc częste telefony odwiedziny podcinają skrzydła, tracę wiarę w siebie a to też nie pomaga, bo swoją złość wyładujesz na mężu/partnerze. 
Teraz teściowe, no tu są różne, czasem są do rany przyłóż, że prędzej za synową staną murem niż za własnym synem. Częściej jednak są te, które swojego synusia ukochanego to by nikomu nie oddały, albo takiej, którą same wybiorą, czyli najlepiej mieszkającej u nich w domu posłusznej jak piesek i tylko, aby siedziała cicho i rodziła zdrowe dzieci synkowi. Mi się trafiła teściowa, która jakby mogła to zamknęła synka w domu i do śmierci niańczyła. Te są najgorsze. Bo najpierw udają cudowne. Kiedy mówisz, że bierzesz z ich synkiem ślub pokazują prawdziwe oblicze. Moja wtedy mnie znienawidziła. Najpierw zaczynałam rywalizacje co było głupie i błędne, bo tylko powodowało kłótnie moje z mężem. Bo to jak w piaskownicy kto lepszą babkę ulepi. taaa, potem stwierdziłam, że to bezsensu. Odpuszczę, spróbuje być miła. Wtedy to były kłody pod nogi. Bo ta starała się za wszelką cenę wyprowadzić mnie  z równowagi, a kiedy się udawało skarżyła się synkowi, że ja niedobra dla niej. Walka z wiatrakami. I tak jak kobieta potrafi być stanowcza wobec swojej mamy i ogarnąć temat szybko dla męża, tak mąż wolno jarzy i za nim odetnie pępowinę upływają lata. Teraz Wy tworzycie rodzinę. Wyszłaś za mąż za niego a nie za jego matkę. 


 Walka może trwać też twoja z mężem przez to, ale warto w każdym z 3 przypadków uświadomić sobie kilka spraw:
  1. bierzesz ślub lub wiążesz się ze swoim mężem/partnerką a nie z jego rodziną czy znajomymi
  2. to wy teraz tworzycie rodzinę, 
  3. nie ważne, co pomyślą inni ważne co wy myślicie o danej sprawie
  4. ważne by zawsze jedno za drugim stałą murem, 
  5. jeśli z czymś się nie zgadzasz, nie podważaj zdania męża/żony przy kimś, powiedz mu to na osobności
  6. musicie rozmawiać
  7. nigdy nie odkładajcie tego co was boli na potem, bo problem narośnie z innymi i jak wybuchniecie, może być już za późno na ratowanie wszystkiego
  8. nie rywalizuj, bądź sobą i pokaż, że twoja żona/ mąż jest najważniejszy dla ciebie
  9. starajcie się radzić sobie sami, wiadomo, są sytuacje kiedy o pomoc trzeba prosić, ale jak nie chce ci się gotować obiadu nie ciągnij męża do mamusi, tylko lepiej już coś zamów
  10. nigdy nie porównuj żony do matki, znajomej itp, ani ty męża do kolegi czy ojca swego. 
  11. wytyczcie wspólnie granice dla rodzin i znajomych, oraz zasady jakie będą panować w waszym domu.
  12.  To inni muszą się dostosować do was a nie wy do innych. Bo to wam ma byc dobrze i wasze uczucia są ważne, inni są tylko otoczką
  13. bądźie tacy jakbyście chcieli by dzieci wasze was widziały, one was naśladują i to jacy wy będziecie zaowocuje w przyszłości.
  14. problemy trzeba rozwiązywać wspólnie, a nie od nch uciekać
  15. krzyk powoduje zamknięcie się drugiej osoby i ucieczkę i nigdy nic dobrego nie wnosi
To tylko kilka zasad, ale użyteczne, takie główne. Z nimi jest łatwiej

piątek, 8 kwietnia 2016

Chusteczki nawilżane Kindii

          Przy Lusi testowałam wiele różnych chusteczek nawilżanych. Jednak umiłowałam najbardziej trzy firmy. Są nimi Dada zielone, Velvet niebieskie i chusteczki Kindii. Dziś o tych trzecich.
Skład mają dość długi, jednak wcale nie najgorszy. Zawierają bowiem między innymi emolienty, oleje, prowitaminę B5 i tylko 2-3 konserwanty. Głównie ich skład jest całkiem naturalny, a konserwanty zawarte nie są najgorsze. Chusteczki całkiem wygodnie się wyciąga co ważne, szczególnie, gdy musimy szybko przebrać Malucha i wytrzeć pupę po "obsraniu"za nim zdąży rozmaziać wszystko na ubrania i siebie.
      Chusteczki posiadają też wzorek, choć pewnie większość mam nie zwraca na to uwagę, bo wzorek cóż czyni skoro chusteczka i tak głównie niczym papier toaletowy ma służyć                                      do podcierania/wycierania dziecka tu i owo. Jednak ponieważ człowiek lubi piękno i piękne rzeczy go przyciągają a dbałość o szczegóły świadczy o perfekcji do najmniejszego szczegółu. Tak jest i w tym przypadku firma dlatego umieszcza wzorek na chusteczce, aby pokazać , że dba nawet o najmniejszy szczegół wyglądu tej chusteczki mimo jej przeznaczenia, Tak samo na papierze toaletowym macie wzorki i stojąc w sklepie wybieracie kolor papieru i wzorek na nim, a przecież też Wam służy on do jednego. Przyznacie racje prawda? :)
Wracając do chusteczek, nie są one mokre i ociekające całymi tymi specyfikami, nienawidzę chusteczek które dosłownie mogę wycisnąć a potem dziecko ma mokrą pupę jakbym je ledwo co wykąpała. Te są idealnie zwilżone, aby wytrzeć pupę i nie tylko dziecka i nie zostawi mokrej wielkiej plamy. O dziwo mimo iż moje dziecko alergiczne te chusteczki jej nie uczulają, a uczula ją wiele firm, ta jednak nie. Za co jestem wdzięczna, bo nie ma odparzeń, zaczerwień i podrażnień skóry a także wysypek. Kolejnym atutem to są ogólnie dostępne praktycznie wszędzie w hipermarketach, drogeriach, aptekach. Więc na pewno nie ma takiej opcji, aby nagle mieć problem z ich znalezieniem, to bardzo istotne, bo gdy mamy wyszukany produkt często jest tak,że możemy go posiadać znowu w wybranym sklepie lub na zamówienie. Z tymi chusteczkami jednak problemu takiego nie mamy. Jak braknie w jednym sklepie z pewnością będzie w drugim.
Cena także jednak jest ważna, ja wiem na dziecku się nie oszczędza i to prawda. Jednak biorąc pod uwagę ile tych chusteczek się zużywa a jeszcze doliczając, że mamy więcej niż jedno dziecko robi się całkiem pokaźna ilość. A więc i kwota robi się ważna, jaką wydajemy na te chusteczki. Te często są w promocjach można także je zakupić w 3-pakach i 5-pakach. Co też stanowi super oszczędność i ułatwienie robienia zapasów.

Są 3 rodzaje chusteczek:

  • Cleanic Kindii Baby Sensitive chusteczki nawilżane

  • Cleanic Kindii New Baby Care chusteczki nawilżane

  • Cleanic Kindii Skin Balance chusteczki nawilżane

Tłumacząc na rodzica:
  • do skóry szczególnie wrażliwej i atopowej
  • dla delikatnej skóry noworodków i niemowląt z emolientami
  • do skóry normalnej z witaminami
Więc patrząc na rozpiskę każda mama znajdzie coś dla swojego Malucha, oczywiście jeśli nie ma już wytypowanych innych chusteczek, bo każde dziecko jest inne.
Mój zapas w domu jednak powala. Mąż widząc bowiem promocje chusteczek i wiedząc ile ich idzie stwierdził, że nie zaszkodzi zrobić zapas. Poniżej macie zdjęcie zapasu chusteczek Kindii, oczywiście dodatkowo w domu jest też mały zapas innych jak Velvet niebieskie i Dady zielone :D Jedno jest pewne chusteczek to mi nie zabraknie, mąż zapobiegliwy. Tak więc chusteczki polecamy od 2 lat ich używam i sprawdzają się super a moje zapasy mówią same za siebie.



czwartek, 7 kwietnia 2016

Malowanie wodą

Co prawda już po Wielkanocy, ale teraz Lusia dopiero mogła wypróbować swój prezent od zajączka. Dostała bowiem malowanki, ale nie takie by kolorować kredkami, a wodą.
Nie wiem jak Wasze Maluszki, ale moje uwielbia plastyczne zabawy, szczególnie z farbkami, jak to się mówi "Dziecko brudne dziecko szczęśliwe". Przy farbkach dziwnym trafem zawsze wszystko jest pomalowane podłoga, ściany, stół, cała Lusia i jej ubranko a kartka wychodzi z tego cało :D
Przy tych malowankach nie ma mowy o takim cudnym i artystycznym bałaganie. Tutaj wystarczy mała miseczka lub kubeczek z wodą i pędzel. Choć Lusia opatentowała, że lepiej niż pędzlem maluje się palcem.



Kolorowanki, które my posiadamy to kolorowanki wydawnictwa Zielona Sowa. Jest to format ciut mniejszy niż A4. Duże obrazki na środku strony. Każdy obrazek jest pokryty małymi kropeczkami "piksele" z farbą danego koloru. Dzięki temu są takie magiczne i po połączeniu się piksela z wodą wygląda jakbyśmy malowali farbami. Uwalniamy bowiem z tej małej kropeczki farbę. Super co? Dla dzieci to istna magia, że przecież obrazek był w kropki, a teraz jest ślicznie pomalowany. Obrazki według mnie mają różny stopień trudności. Niektóre bowiem są proste składają się z małej liczby elementów do pomalowania. Dla przykładu żabka :)


A są mega złożone jak chlapiące się dzieci wodą. Widzicie różnice? Co ciekawe w tych kolorowankach one też uczą :D

Zapytacie jak, już mówię:

  • dziecko ćwiczy rączkę czyli małą motorykę. 
  • uczy się kolorów
  • nie wyjeżdżania za linię-precyzja
  • prawidłowego trzymania pędzla jeśli chce go używać
  • nauka kształtów bo obrazek przecież składa się z wielu
  • chemia :D reakcja piksel z farbką+ woda 
  • cierpliwości, bo przecież piękne pokolorowanie wymaga czasu
  • ćwiczy wzrok
No całkiem pokaźna lista się utworzyła dotycząca plusów z kolorowania wodą :)
Są też pozytywy dla mam 
  • dziecko nie pomaluje wszystkiego jak w przypadku malowania farbkami łącznie z sobą
  • mniej sprzątania a równie super zabawa
  • można zabrać je wszędzie bo woda jest wszędzie :)
  • kosztują niewiele
  • potrafią zająć na bardzooo długooo
Koszt takiej malowanki to około 6-7zł więc na prawdę niska cena, a zapewnia masę zabawy. Poniżej filmik jak malowała Lusia :D



środa, 6 kwietnia 2016

Czy warto mieć wózek rok po roku?

Do lipca czasu zostało niewiele. Nauczeni doświadczeniem po Lusi postanowiliśmy rozłożyć zakup wyprawki dla synka na raty, aby potem w jednym miesiącu nie musieć latać po sklepach i zostawić całą pensje. Naszym pierwszym zakupem miał być wózek.

Długo myśleliśmy i czytaliśmy na różnych forach o wózkach rok po roku. Na nasze szczęście na osiedlu też mieszka kilka mam mająca dzieci z różnicą 1,5-2 latka. Postanowiliśmy ich także zapytać o zdanie co takich wózkach myślą, tym bardziej, że z takich korzystały. Najpierw myślałam, że wystarczy nam nakładka, że dziecko stoi przy rączce. Jednak mamusie mnie wyprowadziły z tego błędu, że na dalsze trasy dziecko nie da rady ustać, a niekiedy także będzie chciało spać.
W przekonaniu, że w naszym przypadku, gdzie mieszkamy na obrzeżach Wrocławia i w sumie mąż cały dzień w pracy a ja będę sama z dziećmi i zdana na komunikacje utwierdziła nas sytuacja.
zdjęcie z aukcji allegro
Byliśmy z Lusią w przychodni na kontroli wagi itp. W poczekalni była młoda Pani z 2 dzieci, miała 10 dniowego niemowlaka i 2 letnią córkę przed przychodnią czekał też pies labrador. Wychodziła wraz z nami. Okazało się, że pada. Uwierzcie mi nie chcielibyście być na miejscu tej kobiety. Ona chciała jak najszybciej do domu, a tu psikus. W wózku niemowlak spał, za to pies nie chciał być mokry więc próbował wejść pod wózek, a córeczka zła, że moknie siadła na tym mokrym chodniku, bo jej brat jedzie a ona nie. Mina tej kobiety mówiła jedno, mam dość i zaraz wyjdę z siebie. To był ten moment kiedy stwierdziłam, nie chce tak skończyć.
Uwielbiam być aktywna, spędzać czas na dworze. Więc ponieważ mam zostać z tymi bomblami moimi sama całe dnie wózek rok po roku to zbawienie.
Zaczęłam szukać tego ideału. Miałam dość spore wymagania, bowiem różnica między moimi dziećmi ma być 22 miesiące. Co za tym idzie nie zawsze będę potrzebować podwójnego.

  • wózek musiał mieć możliwość bycia pojedynczym i podwójnym. Taki 2w1 :)
  • musiał być mały po złożeniu bo lubimy wypady za miasto a auto się nie rozciągnie 
  • musiała być duża gondola
  • lekki bo znoszenie po schodach ciężkiego odpada
  • mieć tylne pompowane koła a przednie skrętne
  • wygodnie się prowadzić
  • rączka regulowana bo ja niska a mąż wyższy
  • wygodna spacerówka, którą będę mogła regulować, jak Lusia zaśnie
  • cena też nie jakaś wysoka
Po długich szukaniach znalazłam ideał okazał się nim iCandy Pear. O nowym mogłam zapomnieć, bo jego cena jest kosmiczna.
Udało się znaleźć używany na allegro. Minusem była licytacja, której pilnowałam jak nigdy :) Po wielkiej i zawziętej walce wygrałam aukcje. Ustaliłam oczywiście wcześniej próg kwoty, której nie przekroczymy. Kupiliśmy wózek z masą akcesoriów za 1060zł. więc jak na ten wózek cena niska. Wystarczy wejść na stronę producenta, aby zobaczyć za ile taki można kupić.
Zestaw zakupiony zawiera:
  • 2 gondole
  • 2 spacerówki kubełkowe
  • stelaż
  • 2 śpiworki jeden do gondoli, drugi spacerówki
  • podstawkę na kołkach (jak jednak Lusia stwierdzi, że stanie jest fajne)
  • przejściówkę czyniącą wózek podwójnym
  • folię przeciwdeszczową
Jak widać zestaw pokaźny. W poniedziałek powinien już być u mnie :) To dokładniej będę mogła go Wam opisać. Jak urodzi się synek to go przetestuje i zobaczymy czy faktycznie jest tak dobry jak pisali na forach internetowych i mówiły inne mamy :) 

Na tą chwile wiem, że jego wymiary i waga są takie. 


 wymiary po złożeniu
dł. x szer. x wys. (cm)
wymiary przed złożeniem
dł. x szer. x wys. (cm)
ciężar
(kg)
stelaż z kołami89.5 x 60 x 3581.3 x 60 x 98.5 - 112.510.6
stelaż bez kół89 x 49.7 x 33-7.1
gondola górna82 x 45.5 x 1982 x 45.5 x 28.84.2
gondola dolna78 x 41 x 21.878 x 41 x 274.7
siedzisko górne-80 x 40.5 x 434.3
siedzisko dolne-76.5 x 36.5 x 42.53.9
rama konwertera54 x 42 x 1354 x 44 x 39.31.6

wtorek, 5 kwietnia 2016

Katarowi mówimy NIE!!!

Wiosna w pełni się zaczęła, ale wraz z nią i katary się pojawiły u małych i dużych. Duży jakoś da radę, jednak nasi Malutcy gorzej sobie z tym radzą. My z Lusią mamy swoje kilka sposobów na tą dolegliwość, aby się go szybko pozbyć i ułatwić oddychanie :)


  1. Olejek eukaliptusowy- rewelacja kosztuje 3-4zł a mega pomaga. Wystarczy kilka kropel na poduszkę dać przed położeniem Maluszka. On sobie wdycha olejek i udrażnia nosek. Katar ucieka szybciutko bo tego zapachu nie lubi :)
  2. Kasza jaglana lub płatki jaglane- ugotowane na wodzie najlepiej podawane z łyżką miodu lipowego. Kasza ta ma cudowne właściwości wysuszania kataru i dzięki temu nie spływa, nie leje się strumieniami a szybko znika
  3. Inhalacja z soli hipertonicznej- oj tak, wystarczy robić ją 2-3 razy dziennie, aby nawilżyć          i udrożnić mały nosek :)
  4. Poduszka klin- można po prostu też podłożyć jakąś poduchę lub koc pod materac aby uzyskać lekki kąt. Dzięki temu podczas snu dziecku katar tak nie spływa do gardła i nie budzi go często oraz łatwiej się oddycha,
  5. Sól morska- podczas ciągłego odciągania nosek się podrażnia i trzeba go nawilżać
  6. Maść majerankowa- już babcie ten sposób znały i maścią noski tym smarowały. Sposób skuteczny ułatwia oddychanie i katara odganianie. Więcej o maści znajdziecie Tutaj
  7. Katarek- aspirator niezastąpiony wciąga gluty i gluciochy szybko i bezboleśnie. 
  8. Wietrzenie mieszkania i pościeli- świeże powietrze także sprzyja pozbyciu się katarku, częste wietrzenie pozbycie się tych zarazków z powietrza.
  9. Herbatka malinowa- oj cudowna rozgrzewa i pomaga, gardło też nawilża a przy katarze często bywa, że i gardło podrażnione letnia herbatka podana będzie jak znalazł.
  10. Aerozol do noska Euphorbium- homeopatyczne leczenie jest bezpieczne. Już po 1 roku psikać można po razie do dziurki 2 razy dziennie. Super działają i lepiej niż Nasivin nam pomagają
  11. Nawilżacz powietrza- wieczory chłodne bywają i jeszcze dogrzewają. Więc warto powietrze w pokoju malca mieć nawilżone, bo jak jest suche powoduje kataru nasilenie.
U nas te sposoby się sprawdzają i Lusi pomagają. Sama na sobie też kilka testuje jako kobieta w ciąży staram się unikać leków łykanie a katarowi inne zapobieganie. Te są bezpieczne i większość z nich już dla niemowlaka się nadaje. Jedynie aerozol można lekarza zapytać czy młodszym niż rok można podać. A Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na katar?



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

WYNIKI BLOGOWY ROCZEK

              

                     Kochani tyle cudownych życzeń nigdy nie czytałam, aż z rodziną całą spędziłam wieczór miło czytając na głos te Wasze zgłoszenia. Powiem Wam, że życzę sobie, aby choć część z nich się spełniła, a będę mega szczęśliwa. Gdy zaczynałam pisać bloga miał on być taką odskocznią i terapią od siedzenia w domu i codzienności, z czasem się rozwinął i dzięki Wam jest jaki jest i się zmienia. Dzięki Wam on istnieje i sensu nwoego nabrało jego pisanie. Liczba magiczna 1100 lubisiów w życiu o takiej nie marzyłam, taki prezent od Was dostałam, że aż z zachwytu zaniemówiłam. Teraz drodzy moi kochany wyniki Wam przesyłamy. Trudno wybrać było, bo wszystkich nagrodzić by się chciało.
              Konkurs jednak wygrywa Anna Ka. Panią proszę o zgłoszenie się w wiadomości prywatnej na fanpage w sprawie wysyłki :) Innym także dziękuję i mam nadzieję, że zostaniecie już niedługo nowe konkursy ruszają. 



sobota, 2 kwietnia 2016

Gra planszowa dla fanów Hello Kitty

Ostatnio pytałam was na Fanpage czy są wśród Was rodzice małych fanek i fanów znanej na całym świeci Hello Kitty. Bowiem tydzień temu w Lusi łapki wpadła super gra właśnie z tą postacią.


Gra jest zapakowana w piękne pudełko oczywiście różowe z 4 okienkami, przez które widać pionki.
Zawartość pudełka jest spora, zawiera bowiem:

  • 4 pionki
  • 4 żetony premium
  • 4 żetony różowe z Hello Kitty
  • 4 żetony czerwone z Hello Kitty
  • 5 żetonów z niebieską muffinką
  • 5 żetonów z żółtą muffinką
  • 5 żetonów z różową muffinką
  • 5 żetonów z zieloną muffinką
  • instrukcja
  • plansza
  • kostka do gry
Grę rozpoczynamy od rozłożenia planszy i ułożenia na niej obrazkiem muffinki i pozostałymi  kotem do dołu . Wszystkie białe pola mają być zakryte. Zostają puste tylko pola z kaczuszkami lub kolorowe.

 Ustawiamy pionki na obrazku postaci odzwierciedlającej nasz pionek. Grę rozpoczyna najmłodszy uczestnik. No i zaczynamy zabawę. Grać można na kilka wariantów, my z Lusią graliśmy w najprostszy bez żetonów premium. Każdy gracz po kolei rzuca kostką i porusza się swoim pionkiem po planszy zgodnie z ruchem wskazówek zegara.


 Kiedy stanie na polu z zakrytym żetonem obraca go. Jeśli pod spodem kryje się muffinka w kolorze jego pionka zabiera ją ze sobą, jeśli innego zostawia odkrytą na tym polu. (Pokazane poniżej na zdjęciu)

Jeśli zaś staniemy na polu z kaczuszka przesuwamy swój pionek na kolejną najbliższą kaczuszkę. Kartonik na polu, którym stoimy może też być różowy z Hello Kitty lub czerwony.


Różowy oznacza, że przenosimy swoje muffinki ze schowka bezpośrednio do sejfu (kolorowe pola).



Czerwona Hello Kitty oznacza, niestety tracisz swoje muffinki i musisz je ponownie rozłożyć zakryte na planszy.


Grę wygrywa gracz, który pierwszy zbierze i zaniesie na talerz swoje muffinki. :) Gra jest  prosta można ją utrudnić o premium to są dodatki na czubek muffinek. Grać może w nią już spokojnie 2 latek jak i starszak. Piękna i kolorowa. Dobrze wykonana. Nie nudzi się, my gramy i gramy i jesteśmy mega zadowoleni. Nawet mąż lubi grać w nią z córką :) Nie wiem czy jest dostępna gdzieś w polskiej wersji ta jest z Anglii. Ale na allegro znalazłam identyczną za 45zł.