sobota, 21 marca 2015

Niestety prócz dobrych wieści o tym, że to 3 tydzień ciąży zaczęły się schody. Słowa lekarza "Niestety pęcherzyk ma nieodpowiedni kształt jest za bardzo spłaszczony, możliwe, że poroni Pani, ale spróbujemy utrzymać ciążę" To było okropne po wielkich euforiach radości nadszedł strach i łzy. Tak bardzo pragnęłam dziecka wraz z mężem. Postanowiłam walczyć. Dostałam masę leków luteina, duphaston, no-spa max itp. Brałam takie dawki że nawet lekarz mówił że to końska dawka. Łącznie dziennie brałam 12 tabletek. Dodatkowo kwas foliowy, który się bierze na początku ciąży. Kolejna wizyta miała być za 3 tygodnie wtedy miało pojawić się bijące serduszko. Czekałam na tą wizytę a czas mi się dłużył. Musiałam się oszczędzać, brać te leki. Robiłam wszystko. Nie poddawałam się. Po 3 tygodniach znów poszłam do ginekologa. Modliłam się aby na ekranie był nadal pęcherzyk a w nim bijące serduszko mojego maleństwa. Lekarz przystąpił do badania USG. I usłyszałam "Mam 3 wiadomości" Zamarłam ze strachu, jednak lekarz mówił dalej. "Jedna wiadomość ta ta że jest bijące serduszko" w tym momencie popłakałam się ze szczęścia, jest serduszko i ono bije. Moje maleństwo jest we mnie nadal. Jednak czekały mnie kolejne wiadomości "Druga wiadomość że nadal niestety jest zbyt płaski pęcherzyk, ma bardzo zły kształt" Co to znaczy zły kształt? O co chodzi? W tedy nie wiedziałam, że kształt ma aż tak duże znaczenie. Ostatnia wiadomość jednak była najgorsza "Niestety prócz ciążowego pęcherzyka rozwija się też u Pani torbiel, będzie on najprawdopodobniej rósł wraz z dzieckiem i powinien się wchłonąć w przeciwnym razie może unicestwić pęcherzyk ciążowy i dojdzie do samoistnego poronienia" W tym momencie znów cała radość ze mnie uszła. Dostałam kolejne tabletki aby utrzymać ciąże miałam leżeć w łóżku i zgłosić się znów za 3 tygodnie. W domu nie mogłam spać w nocy. Cały czas myślałam o tym torbielu o dziecku. Jednak się nie poddawałam. Modliłam się i słuchałam lekarza. Upłynęły kolejne 3 tygodnie nadszedł czas na kolejną wizytę.To była już 3 wizyta w bardzo krótkim czasie. Gdzie normalnie kobiety w ciąży może 3 to mają w całym okresie ciążowym. Na USG znów widziałam moje maleństwo i jego serduszko a prócz niego niestety torbiel, który był już dwa razy większy od pęcherzyka ciążowego. Lekarz pocieszał mówił że będzie dobrze. Ja się bałam. Powiedział mi o zagrożeniach, że torbiel może wywołać poronienie że może zakłócić prawidłowy rozwój płodu ale należy mieć nadzieję że się wchłonie. Znów zalecenie że kolejna wizyta za 3 tygodnie.Musiałam już cały czas leżeć, oszczędzać się, uważać na siebie bardziej niż kiedykolwiek. Ale postanowiłam, że zrobię wszystko aby utrzymać ciążę.  Miało już być dobrze a nagle To był 22 luty. Tego dnia miałam powiedzieć rodzicom o tym, że jestem w ciąży. Wszystko przygotowaliśmy z mężem. Dobry obiad, ciasto. Wydawało się że to będzie idealny dzień, aby im o tym powiedzieć. Niestety 2 godziny przed ich przyjazdem zaczęłam krwawić. Jakby ktoś otworzył kurek w kranie i leciało i leciało. Przy tym bolał bardzo mnie brzuch. Byłam przerażona. Mąż wezwał pogotowie. Po przyjeździe ratownicy medyczni popatrzyli na mnie zbadali ogólnie i zabrali. Cały czas pytałam "Co z dzieckiem?" albo mówiłam a raczej krzyczałam przez łzy"Ratujcie moje dziecko!" Jeden z nich próbował mnie uspokoić, mówił że muszę opanować emocje, nerwy bo to niczemu nie pomoże a może pogorszyć. Próbowałam się uspokoić, zwolnić oddech. Dojechaliśmy do szpitala. Wydawało mi się że czekam w poczekalni całą wieczność. Jedna pielęgniarka która sporządzała protokół mojego przyjęcia mówiła do jednego z ratowników medycznych, że na pewno już po wszystkim. W mojej głowie było milion myśli "jak po wszystkim? O czym ona mówi? To nie może chodzić o mnie o moje dziecko" W końcu przyszedł lekarz kazał się rozebrać i przygotować do badania USG. Znów płakałam. Lekarz zaczął badanie w trakcie niego patrzyłam z wielkim skupieniem na jego wyraz twarzy starając się odczytać czy jest dobrze czy źle. Nie wytrzymałam w końcu zapytałam "Co z moim dzieckiem?" I usłyszałam coś na co czekałam od samego początku. "Pęcherzyk ciążowy żyje, serduszko bije" To była cudowna wiadomość. Pokazał mi serduszko bijące i moje maleństwo. Powiedział że są problemy z łożyskiem i muszę zostać w szpitalu bo muszą zatamować krwotok. Idealny dzień na powiedzenie rodzicom o tym, że będą dziadkami przerodził się w koszmar. Przyjęli mnie na odział patologii ciąży (okropna nazwa patologia kojarzy mi się zupełnie z czymś innym). Tam wykonali szereg badań. I usłyszałam od jednego lekarza niestety będzie musiała Pani najprawdopodobniej leżeć do końca ciąży i brać leki na podtrzymanie jej. Łożysko się Pani odkleja i torbiel także może być toksyczny. To było straszne. Jak to jest, że ludzie którzy nie chcą dzieci nie mają problemu z donoszeniem ciąży i rodzą zdrowe dzieci a ludzie, którzy chcą je mieć mają takie problemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad, że tu byłeś. Zapraszam też do nas na fanpage :)