czwartek, 30 czerwca 2016

Dziecko Expert,czyli wszystko dla wcześniaka i niemowlaka w jednym miejscu :)

       
Kochani zapewne część z Was kompletuje wyprawkę tak jak ja aktualnie. Ja w akcesoriach dla dzieci stawiam przede wszystkim na jakość produktu, potem na cenę. Ostatnio szukając kolejnych rzeczy z mojej listy wyprawkowej natrafiłam na cudowny sklep Dziecko Expert. Jest to chyba jeden z niewielu sklepów, który w swoim asortymencie posiada rzeczy i akcesoria przeznaczone dla wcześniaków TUTAJ. Jest to super sprawa, bo taki Maluszek potrzebuje dużo mniejszych ubranek i troszkę innych akcesoriów niż dziecko urodzone w terminie. Rodzic zwykle, który posiada wcześniaka zostaje skazany sam sobie, a tu taki cudowny sklep, który ma wszystko w jednym miejscu i ułatwia życie rodzicowi. Jednak to nie koniec wspaniałości. Dziecko Expert posiada serię
 Les Deglingos, która zachwyci każdego rodzica i dziecko. "Les Deglingos to niezwykła banda. Tworzą ją zwariowane zwierzaki, zawsze chętne do szaleństw i muzykowania. Uwielbiają śpiewać (choć nie zawsze potrafią), wymyślać nowe słowa (zwłaszcza te, które się kończą na „-os”), zarażają optymizmem i nigdy nie trzeba ich dwa razy namawiać na psoty. Czasami jednak od najfajniejszej nawet przygody wolą się po prostu poprzytulać. Zupełnie tak samo jak Ty. " Każdy zwierzak ma swoje imię i charakter, dokładny opis o każdym z nich znajdziemy przy każdym zwierzaczku. Tak więc nie tylko wyglądem możemy dobrać przyjaciela dziecka, ale i osobowością :)
Ogólnie sklep widać ma produkty tylko najwyższej jakości i na prawdę dobrych firm. Ceny moim zdaniem jak na te marki są na prawdę atrakcyjne, więc warto zajrzeć do nich, bo na pewno coś uda się kupić. Polecam serdecznie śledzić też ich fanpage TUTAJ, tam na bieżąco możemy śledzić nowości sklepowe i nie tylko. Zapraszam Was do zaglądania i do sklepu i na fanpage.



środa, 29 czerwca 2016

Podróżowanie z dzieckiem nie musi być wyzwaniem.




Mamy już lato i okres wakacji. Większość z nas pewnie już ma zaklepane miejsce na wymarzone wczasy, aby odpocząć i naładować baterie. Jednak sporo osób też obawia się wyjazdu gdzieś poza dom ze względu na posiadanie małych dzieci. Pierwsza myśl "Jak mam się spakować, przecież tyle rzeczy potrzeba przy dziecku" druga "Jak ja to zmieszczę w aucie?" a na koniec "O nie podróż z dzieckiem toż to będzie koszmar". Powiem Wam, że rozumiem te obawy, bo sama takie miałam. Teraz kiedy weszłam już wprawę jest mi łatwiej i wyjazd jest przyjemnością a nie wyzwaniem.
Trzeba pamiętać o kilku zasadach i reszta to pikuś i na prawdę, będzie Wam się chciało jechać i korzystać z urlopu

 

1. Robimy listę- robimy szczegółową listę czego ile bierzemy i co bierzemy na wyjazd. Lista z pewnością będzie długa, ale spokojnie taka ma być.
2. Minimalizujemy listę- teraz skreślamy rzeczy, które mają być dodatkiem, ale przeżyjemy. Uwierzcie mi bez leżaczka, maty edukacyjnej na prawdę da się przeżyć. Dziecko nawet nie zauważy, że jej nie ma w zasięgu swoim.
3. Pakujemy podręczną torbę.- W tej torbie musi znaleźć się tak zwane wszystko to co jest "pilną potrzebą". Będzie to: 
  • butelka z wodą mineralną (nie chodzi o samo picie dla dziecka, ale jak się wybrudzi smoczek, rączki będzie można opłukać lub zwilżyć chusteczkę i się powycierać/odświeżyć)
  • pieluszka tetrowa toż to zbawienie, do wycierania, osłony od słonka, a nawet jako przewijak może służyć, dodatkowo super się sprawdzi wziąć dwie pieluszki i jedną rozłożyć dziecko w foteliku samochodowym za głową, gwarantuje, będzie dziecko mniej spocone.
  • zapasowy smoczek- bo jeśli dziecko smoczkowe podczas jazdy ten co w buzi może wypaść i nie będzie opcji "stań na autostradzie, bo wypad dziecku smoczek" wtedy sięgamy po zapasowy, a przy postoju podniesiemy, który wypadł i wkładamy po opłukaniu jako zapasowy.
  • kilka sztuk pampersów i chusteczki nawilżane - wszystko to co do przewinięcia dziecka potrzebne
  • krem do pupy- mega ważne, bo siedzące dziecko kilka godzin warto podczas przewijania posmarować, aby tyłka sobie nie odparzyło
  • podgrzewacz turystyczny - o ile dziecko je modyfikowane mleko taki podgrzewacz będzie zbawienny jak nie pije modyfikowanego to jest zbędny
  • zabawki - kilka sztuk około 4-5 ulubionych, któe urozmaicą czas podróży. Super sprawdzają się takie panele na siedzenie, że dziecko może coś kopnąć/poklikać, zawieszki, kolorowanki, książeczki a nawet dvd przenośne z bajkami, jak niemowlaka mamy to zawieszki różne grające i kolorowe.
  • ubranko na przebranie- dziecko się poci, zasika i mamy problem warto więc mieć ubranko awaryjne, aby szybko przebrać maluszka
  • coś do jedzenia
  • picie
4.  MP3 z piosenkami- oj tak nagrywamy sobie płytę, pendrive, co tam mamy z piosenkami dla dzieci, zagadkami i w trakcie podróży puszczamy
5. Starsze zachwycone też być może Dvd przenośnym i ukochane bajki puścić można w podróży
6. Poduszka do spania, taki zagłówek, że gdy dziecko się zmęczy to pospać może
7. Najlepiej podróżować kiedy dziecko śpi. Pora wieczorowa lub nocna albo blady świt. Wtedy ono śpi i obudzi się już na miejscu, gdy dotrzemy
8. Robimy listę zabaw samochodowych. To super dla starszych dzieci np. 
  • Zgadnij co widzę - Opisujesz co widzisz za oknem, a rodzic lub dziecko zgaduje np. Ja widzę coś co lata i jest biało-czarne. odpowiedź Bocian
  • Kolory - Mówimy kolor i wymieniamy najwięcej rzeczy, które widzimy w tym kolorze
  • Gdzie to jest- Obieramy cel np. Czerwone auta, rowerzystów i liczymy i szukamy ich podczas mijania na trasie
  • Śpiewanie - wspólne śpiewanie i się wygłupianie zawsze jest super zabawą podczas podróży
  • Kolorowanki- jak lubi dziecko niech koloruje nawet całą gazetkę, jaką weźmiemy
9.Auto przed wsiadaniem do niego wietrzymy, chłodzimy w upały, jeśli mamy klimatyzację to włączamy, aby się nie zagotować
10. Obieramy trasę, aby były postoje, na sikanie, jedzenie i wyprostowanie kości

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wyprawka dla drugiego szkraba, czyli nauka na błędach

Każdy człowiek zdobywa doświadczenie metodą prób i błędów. Ja pomimo wcześniejszego doświadczenia z dziećmi to jednak inaczej przy cudzych a inaczej przy swoim. Przy Lusi mimo minimalizmu i tak część rzeczy z wyprawki kupionych z myślą, że będą super po 2 latach teraz okazało się, że są lepsze na rynku dostępne.

1. Leżaczek - bujaczek. Przy Lusi miałam dwa jeden z Fisher Price takie gniazdko, a drugi zwykły rozkładany na płasko. Żałowałam, że nie mam jednego, który byłby połączeniem tych dwóch. Teraz w drugiej ciąży znalazłam rozwiązanie :) Leżaczek-bujaczek Tiny Love 3w1. Powiem Wam rewelacja. Może robić za przenośne łóżeczko w domu, Maluszek leży bezpiecznie i nie wypadnie. Posiada pasy, dla starszego kiedy już dziec, nie leży tylko, a zaczyna łobuzować. Kolejny atut to zabawka zawieszana na pałąku, gra i świeci. Dodatkowo posiada wibracje. Leżaczek rośnie razem z dzieckiem, więc starczy spokojnie na długo. Może być bujany a może po prostu pełnić funkcje leżaczka. Jest do tego jednym z nielicznych, który jest na prawdę rozkładany na całkowicie płasko, więc idealna pozycja dla noworodka.


2. Podgrzewacz - Przy Lusi zwykły i też dawaliśmy radę, jednak jak gdzieś podróżowaliśmy to już było wyzwanie, bo nie wszędzie był kontakt a mleko czy jedzonko podgrzać trzeba było. Teraz zaopatrzyliśmy się w podgrzewacz 2w1, czyli posiada wtyczkę do auta. Dzięki temu nawet jak nie ma prądu możemy podłączyć go i szybko podgrzać posiłek czy wodę na mleko.


3. Kocyk- Każdy dziec kocyka potrzebuje najlepiej ze dwa, jak jeden w praniu drugi zapasowy. Przy Lusi bo jesienna miała polarowe,pluszowe lub bawełniane. Teraz szukałam czegoś co będzie przykryciem dla Malca, ale jednocześnie nie będzie pod nim mu gorąco i nie będzie się pocił pod nim jak szczurek. Po długich szukaniach wybór padł na kocyk bambusowy. Idealny na lato. Dostosowuje się do pogody i temperatury. Bambus ma cudowne właściwości o czym już Wam pisałam opisując pieluszkę bambusową. TUTAJ. Kocyk taki jednak musi być wykonany ze 100% tkaniny bambusowej, aby pełnił swoją rolę. Takie znajdziecie u Very Funny TUTAJ. Akurat teraz trwa u nich właśnie promocja na kocyki więc warto zerknąć.

4. Pieluszki tetrowe, flanelowe itp. - Pieluszki zawsze się przydają, czy to przy odbiciu na ramieniu, przy przewijaniu a nawet u lekarza. Przy Lusi zakupiłam stanowczo ich za mało. Jedyne co super się sprawdziło to ich jakość podwójnie tkane, które znalazłam w sklepie Kubuś-kids, który każdemu polecam bo na prawdę ma super konkurencyjne ceny :)


5. Rożek do zawijania- To była głupota. Co prawda był dodany do kompletu z pościelą, ale użyty był raz. Zbędny całkowicie. Szczególnie, gdy na dworze ciepło, a dziecko opatulamy ubrane w takie cudo powodujemy, że się ono przegrzewa. I potem wielki szok, że dziecko wyje, bo mu gorąco, a nie bez powodu. Lusie zawijałam potem w kocyki, jednak latem w kocyk to też troszkę za ciepło. Teraz postawiłam na bambus.  Zakupione więc zostały pieluszki bambusowe, które są delikatne i idealnie się nadają do zawijania Malca, oczywiście można też zainwestować w woombie, ale to jednak dużo droższy wydatek, a przecież wydatków i tak mamy sporo związanych z wyprawką.



6. Wanienka- przy Lusi najpierw była taka ze stelażem na kółkach i półkami, jednak duże to gabarytowo, a dziecko szybko wyrasta, na stojącą miejsca nie ma. Kiedy dostałam dla Lusi wanienkę turystyczną Karibu, byłam w niebie. Po rozłożeniu duża, po złożeniu zajmuje mało miejsca. Po prostu idealna. Do tego my często gdzieś jeździmy, więc zamiast mieć 100 tysięcy gadżetów. Jest jedna wanienka i do domu i do podróży. Rewelacja.


7. Przytulanka- Lusia miała najpierw misia szytego ręcznie, ale średnio wpadł w jej gusta, za to szmatka-kocyk z pluszową głową zwierzątka, pokochała. Tak śpi do tej pory. Ubolewam, że kupiłam jedno i potem szukałam z mężem na gwałt zapasowego. Teraz ona ma swoje, a dla brata są nowe :) Te szmatki są cudowne jeszcze pod względem uspokajacza, bo przechodzą zapachem matki i kiedy malec zostaje z tatą w domu i tak dobrze zaśnie, bo będzie czuł zapach mamy, a to daje poczucie bezpieczeństwa. Cała magia polega, na włożeniu sobie pod bluzkę takiej szmatko-zwierzaka i chodzenie z nią kilka godzin, aby przeszła zapachem.

DSC09424.JPG 

8. Pokrowce na przewijak - najpierw myślałam, że to zbędne i starczy pieluszka położona, ale zmieniłam zdanie. Moje dziecko się rzucało podczas przewijania, do tego gdy zaczęły iść zęby przewijak okazał się świetnym gryzakiem. Tym o to sposobem nie przetrwał Lusi i nadawał się do wywalenia bo jej użytkowaniu. A wystarczyłoby prześcieradło na niego i już.


9. Poduszka- zwykła poduszka to zbędna, te płaskie to nie wiem po co istnieją, chyba dla ozdoby bo wątpię by dawały wygodę. Jednak poduszka Klin jest cudowna. Dziecko leży prawidłowo, pomaga podczas przeziębienia, aby spało dziecko wyżej i katar nie spływał, podczas ząbkowania, kiedy ślina spływa niczym wodospad. Ogólnie jest też wygodna i moja córka dalej na niej uwielbia spać.
10. Śpiochy- z tego najmniej korzystałam i dla mnie i dla córki wygodniej było body+ spodenki lub półśpiochy, nawet pajac był lepszy. Pod śpiochy najczęściej daje się kaftanik, który niestety się podwija bo niby jak ma się trzymać na miejscu? Ale kupiłam je wcześniej i czasem założyłam, aby nie było, teraz nie kupiłam, ani jednej sztuki. Wolałam zainwestować w półśpiochy lub spodenki i większą ilość bodów.


Myślę, jeszcze nad dopisaniu do listy kilku rzeczy, ale to dopiero jak Mały się urodzi i sprawdzę, czy dobrze myślę, że lepiej się pewne rzeczy sprawdzają, niż wcześniej :)

niedziela, 26 czerwca 2016

Eko Mamą warto być plastik zamieniam na materiały


Jak już wcześniej kiedyś wspomniałam postanowiłam po tej ciąży być eko mamą. Wkładki laktacyjne wielorazowe zdobyły moje serce. Postanowiłam też spróbować pieluszek wielorazowych. Lusia jest na etapie odpieluchowania. W ciągu dnia pampersa nie ma, ale w nocy jeszcze musi nam towarzyszyć. Wiadomo wpadki się zdarzają, ale cóż każdy musi przez to przejść. Obserwuje co dzień dzieci biegające w pampersach z tworzywa sztucznego i przy tych upałach niestety takie "plastiki" trzeba dużo częściej zmieniać, bo jednak mega się dziecko w nich poci, odparza szybciej i co ciekawe nagrzewa się. Powiem Wam, że jak tak pomyślę nad tym głębiej to ja bym chyba w plastikowych majtkach chodzić nie chciała w tym upale i poczułam się okropnie wiedząc, że rok temu moje dziecko w takich chodziło. Postanowiłam więc spróbować jeszcze przed porodem jak sprawdzą się te pieluszki wielorazowe, tyle o nich słyszę, koleżanki używają i chwalą więc cóż mam do stracenia. Zaczęły się poszukiwania, czytanie o nich, bo ja zielona totalnie. Koleżanka jednak wyszła mi na przeciw i obdarowała mnie jedną pieluszką wielorazową firmy Lulumo.
Ocenę pieluszki zaczęłam od oględzin z wyglądu i porównania ich do pampersów:

PIELUSZKI WIELORAZOWE                                            PAMPERSY
- masa kolorów i wzorów                                     - w sumie wszystkie na jedno kopyto, różnią się
                                                                                obrazkiem z przodu lub na rzepach
- regulacja zapewniająca idealne dopasowanie     - regulacja tylko w pasie rzepami
- wykonane z naturalnych materiałów/tkanin       - sztuczne materiały, często odparzające,                                                                                                   nagrzewające się na słońcu
- wymienne, wielorazowe wkładki                       - po nasiąknięciu/wybrudzeniu wkładu wywalamy
- mega delikatne w dotyku wkłady                       - nasiąknięte chemią, często sztywne wkłady
- pierzemy i dalej używamy                                  - jednorazowe
- na początek drogi jednorazowy wydatek           -  co miesiąc kupujemy tonę pampersów i keidy to                                                                                       dodamy wyjdzie o wiele wyższa kwota niż                                                                                               jednorazowo zakup wielorazówek
- mogą być używane po rodzeństwie                    -  od razu do kosza
- nie uczulają, nie odparzają                                  - często uczulają i odparzają
- łatwe w użyciu                                                    - łatwe w użyciu
- po wprawie szybkie zmiany pieluchy                 -  szybko i łatwo można zmienić pampersa i zawsze                                                                                  są w sklepie
-wymagają odpowiedniego prania i dbania o nie   - łatwo dostępne, nie trzeba prać, używamy i                                                                                            wywalamy

Teraz co urzekło mnie w Lulomo. Z pewności jakość wykonania pieluszki. Cudowna delikatna siateczka, która zatrzymuje wszystko to co dziecko zrobi w pieluszce i nic nam nie wypłynie, Ściągacze są delikatne i nie wrzynają się w skórę dziecka. Podczas tych panujących tropików pieluszka się nie nagrzewa, jest niczym bielizna, delikatna i oddychająca.
 Dziecko może spać spokojnie i nic nie przecieka, jeśli dobrze założymy i dopasujemy pieluszkę. Możliwość idealnego dopasowania to mega atut, regulujemy dowolnie i nawet największy chudzielec wygląda jak człowiek, a nie z dyndającym pampersem lata. Wkłady są chłonne, ponoć najlepsze są bambusowe, ja mam wykonane z dzianiny z jednej strony a drugiej polarku i jestem zadowolona. Jeszcze nic nam nie wyciekło. Dziecko, które ponoć używa pieluszek wielorazowych jest łatwiej odpieluchować, bo cały czas czuje się jak w majtkach :) Materiał otulaczy, kieszonek na wkłady są wykonane z tkaniny wodoodpornej o wewnątrz, ale jednocześnie oddychającej i delikatnej dla skóry. Wewnątrz ta siateczka super izoluje wilgoć od skóry dziecka. Na stronie jest dokładna rozpiska jak prać i dbać o pieluszki, aby przedłużyć ich żywotność, oczywiście podobną instrukcję znajdziecie dołączoną do pieluszki. Uważam, że to super, iż producent wychodzi na przeciw i dodaje taką rozpiskę, aby ułatwić rodzicowi życie :) Bo jak ktoś zaczyna jak ja dopiero przygodę z pieluszkami wielorazowymi to jest zielony więc informacja w pigułce jak prać i dbać o taką pieluchę jest super cenną rzeczą.




Do tego jako ciekawostkę Wam powiem, że tak myśląc sobie. To jako kobieta sama szukam dla siebie idealnej, pięknej, delikatnej i oddychającej bielizny. Nie założyłabym niczego co psułoby mój komfort szczególnie latem. Majtki bawełniane, aby się nie pocić, czuć komfortowo. Więc skoro sama sobie kupuje taką bieliznę to czemu własne dziecko, które też jest małym człowiekiem pakuje w plastik? Większość pampersów jest też nasączona chemią, aby ładnie pachniały i były mięciutkie, a potem te wszystkie chemikalia mają styczność ze skórą mojego dziecka. To tak jak my kobiety mamy okres i szukamy podpasek, które zapewnią nam komfort i się męczymy latem, gdy się jakaś do tyłka przykleja, rozwarstwia itp. a myślicie, że z pampersami jest inaczej? Myślę, że nie i serio mam wyrzuty sumienia, że kierując się własną wygodą zmiany takiego pampersa ubierałam go córce.
Obiecałam sobie, że teraz mądrzejsza przy synku będę używać wielorazówek, tym bardziej, że rodzi się w środek lata i nie chce, aby miał co chwile odparzony tyłek lub zagotowany od plastiku, który sama mu włożę. Czasem warto jednorazowo zainwestować w coś, aby potem się zwróciło. Prawdą jest, że miesięcznie przy Maluszku na pampersy wydajemy średnio 200-250zł To bardzo dużo.A w skali roku? Toż to sumka ogromna. A wielorazowe wydamy raz troszkę więcej i mamy spokój do końca chodzenia w pieluchach. Czy to nie lepsze rozwiązanie? Ja do tego dojrzałam teraz i żałuję, że tak późno. Oczywiście są sytuacje podbramkowe, kiedy wielorazówki nagle wszystkie brudne, nie ma jak wyprać to pampersa pewnie włożę, jednak będę starała się, aby jednak miał na sobie tą wielorazówkę, dla jego komfortu. Bo przecież on nie ma głosu teraz i jest zdany na mnie, a skoro o swój tyłek dbam i kupuje bieliznę wygodną to jemu tym bardziej się taka należy :)



Tak więc zapraszam i polecam stronkę Lulumo, gdzie jest filmik instruktażowy jak założyć poprawnie pieluszkę oraz możecie zasięgnąć jeszcze więcej porad i informacji o tych wspaniałościach. TUTAJ.

środa, 22 czerwca 2016

Kim jest Tata?


Kim jest Tata? O to jest pytanie. Są osoby, które uważają, że tata to tylko osoba, która dała nasienie, żeby powstało dziecko. Ja jednak uważam, że to ktoś znacznie bardziej wyjątkowy. Tata nie musi być dawcą spermy, tatą jest ten kto wychowuje dziecko, kocha je i uczestniczy w życiu maluszka. Można powiedzieć o mężczyźnie, że jest tatą, bo ma dzieci, ale ilu z nich tak na prawdę na to miano "taty" zasługuje? Tata to ktoś kto jest równie ważny i wyjątkowy jak mama, choć jednak inaczej. Kiedy kobieta jest w ciąży to ona nosi Maluszka 9 miesięcy pod sercem, kiedy się rodzi to mimo, iż mama jest bankiem mlecznym , osobą do tulenia i niezbędną, zaangażowany tata już na tym etapie jest niczym skarb.
W moim przypadku to mąż lepiej i sprawniej jest wstanie wykąpać Lusie i położyć ją spać. Tylko tata czyta tak zabawnie i wyjątkowo bajki. A nocne karmienie od kiedy jest modyfikowane, całkowicie spoczywa na tatusiu Lusi. Nie ma zmuszania, on sam chce i wyszedł z tą inicjatywą. Kiedy Maluszek jest większy to tata jest wstanie nosić na barana, podrzucać wysoko, to z tatą zabawa jest niekiedy przyprawiająca mamę o zawał serca. Dla córek tatuś to pierwszy książę z bajki, rycerz, który broni, aby żadne chłopaki przypadkiem się nie zbliżały. Przeglądając nawet internet natrafimy na masę zdjęć gdzie córki czeszą tatusiów, wpinają im spinki. Nie bez powodu jest też powiedzenie, że córeczki są tatusiowe. Synkowie zaś choć mamusiowi są, to jednak z tatą przechodzą męskie rozmowy z reguły, z tatą uczą się jeździć autem, to z tatą grają w piłkę. Mówi się, że mężczyzna powinien spłodzić syna, aby przedłużył nazwisko, posadzić z nim drzewo i wybudować dom dla swojej rodziny. A ja Wam mówię, że to bzdura. Mój mąż jak wiedział, że będziemy mieć córkę był w siódmym niebie i teraz też chciał córkę. Lusia jest jego księżniczką i oczkiem w głowie, czasem to im tego zazdroszczę, że tak świetnie rozumieją się bez słów. To tata zawsze przymyka oko, tata z nią wykrada ciastka z szafki to z tatą najlepiej włazi się po drzewach i biega. Co do posadzenia drzewa, co prawda drzewa nie sadzali razem, ale w ogródku wspólnie działają. Tata kopie, Lusia swoimi grabkami grabi. Ten zbiera, ta też. Ten podlewa konewką to ta swoją wyciąga. Współpraca pełną parą. A wybudowanie domu? Hmm domu jako budynku nie mam, jednak moim zdaniem dom to tylko pojęcie, którym określamy miejsce, gdzie chcemy wracać, gdzie czujemy miłość, bezpieczeństwo. Domem jest moje małe mieszkanko, gdzie co dzień budzi mnie tupot mojej córki, mąż który obok leży i rano robi mi nie raz śniadanie do łóżka. Dom to mój azyl, gdzie mam całą moją kochaną rodzinkę. Nie miałabym tego wszystkiego bez ojca moich dzieci. To on co dzień się stara i próbuje, poczuwa się do obowiązku stworzenia lepszych warunków, to dzięki niemu mam córkę i już niedługo synka. Myślę, że zasługuje na miano "Taty" nie chodzi o geny, choć takie też Lusia ma po nim, ale o coś więcej. O tą jego troskę o dzieci, o to jak przeżywa ze mną ciążę i wszelkie w niej badania. O to, że mimo, iż wraca późno z pracy to wie, że Lusia na niego czeka pod drzwiami i zawsze znajduje resztki sił, aby się z nią pobawić. Nigdy nie odmówił jej przeczytania bajki. Nawet rano jak nie raz się spieszy do pracy i widzi, że dziecko już ma łzy. Weźmie ją na chwile na spacer z psem, uspokoi. Jak byłam w szpitalu sam musiał ogarnąć Lusie i dom i dawał radę. Ilu facetów dałoby radę? Mimo, iż Lusia miała czasem tył na przód bluzkę lub ubrane za duże spodnie, to była ubrana, czysta, nakarmiona. A teraz? Szaleństwa na placu zabaw matko on jest wstanie wejść na zjeżdżalnię i z nią zjechać. Nie wstydzi się, robi to dla niej. Albo, gdy Lusia ma fazę na czesanie misiów i lalek, to tata też się poddaje i córka jego fryzjerkom się staje.
I mimo, iż są trudy wychowania, mimo iż czasem go coś przytłacza jako ojca, to się stara a to najważniejsze. Nie ma ideałów, ale to, że próbuje i kieruje się dobrem dzieci to dla mnie najważniejsze. I choć mu pewnie tego nie powiem w moich oczach jest tatą na medal. No może kiedyś powiem, ale zaczekam niech stara się dalej :D Jako ciekawostkę Wam powiem, że gdy Lusia się urodziła na porodówce Panie położne były w szoku i pytały jak tego dokonałam. Mój mąż trzymał ją prawidłowo i śpiewał jej, opowiadał jak długo na nią czekaliśmy i jak bardzo ją kochamy. Normalnie łzy same płynęły mi ze szczęścia i dumy. Teraz kiedy czeka nas 2 poród nie wyobraża sobie, aby go mogło na nim nie być. Co dzień do brzuszka gada, że synek ma wyjść tak, aby tata zdążył dojechać lub być blisko bo bardzo chce go mocno przytulić na tym świecie.
Jutro Dzień Taty, Lusia laurkę zrobiła, mama książkę zamówiła i ciacho zrobione. I ciesze się, że choć tak, mogę pokazać mu, że doceniam jakim jest tatą dla naszej córki a potem też dla synka. Polecam każdej mamie doceniać ojców swoich dzieci, bo ojcem nie jest ten kto daje geny, ale ten kto wychowuje, jest i kocha nasze dzieci. Takich życzę Wam tatusiów dla dzieci.





wtorek, 21 czerwca 2016

Do chrupania i przekąska idealna -Popcrop piramidki


Każdy czasem lubi coś pochrupać między posiłkami lub w biegu z pracy do domu lub po dzieci. Mamy słyną z tego, że mają mało czasu na jedzenie i dosłownie jedzą w locie. Dzieci także lubią pochrupać, wiecznie są maślane oczka, by mama dała jakieś "ciuciu". Mężowi także łapią się na tym, że chrupanie przy piwku szczególnie teraz jak trwa Euro 2016 toż to musi być.
Jednak fajnie, jakby udało się pogodzić to chrupanie ze zdrową jakąś przekąską, żeby była uniwersalna dla każdego oraz smaczna. Taką przekąską są właśnie piramidki Pop Crop.
Są zdrowe i pyszne i każdy znajdzie swoje ulubione. Zacznijmy od tego czym są i jaki mają skład.

  • naturalne ziarna
  • dużo błonnika
  • witaminy i mikroelementy 
  • powstały metodą ekstruzji
  • dostępne w 4 smakach 
  • bez konserwantów, barwników i ulepszaczy


Jak wyżej wspomniałam piramidki możemy znaleźć w 4 smakach, więc każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.


  • Zbożowe, które w składzie zawierają ryż, kaszę gryczaną białą, prażoną, pszenicę oraz żyto


  • Bio, o składzie jak wyżej, z certyfikatem ekologicznym


  • Bezglutenowe, zawierające ryż brązowy, biały, kaszę gryczaną białą i prażoną oraz kasze jaglaną


  • Kukurydziane, wytworzone z kukurydzy, ryżu brązowego i białego

Jednym słowem, zamiast dawać dziecku chipsy lepiej kupić mu paczkę piramidek. Piramidki cudownie sprawdzają się w każdej sytuacji
  • na imprezie
  • na grillu
  • jako przekąska dla dziecka
  • w biegu dla rodzica
  • przegryzka do piwa
  • dostarcza pozytywną energię w każdej sytuacji
Piramidki można podawać też z sosami i mamy zdrowe nachos. 

Można też zrobić mini kanapeczki, koreczki z nimi z pewnością rozkręca i urozmaicą każdą imprezę. Dzieciom także smakują, można je czymś posmarować czekoladą, masłem orzechowym albo podać z jogurtem. Jest masa kombinacji. Ponieważ one nie są ani słodkie ani słone, są po prostu naturalne. Tyle ile pomysłów tyle kombinacji. Jedyne co nas ograniczy to nasza zachcianka i pomysłowość. Ja pierwszy raz jadłam je na spotkaniu blogowym w Lubinie, a potem otrzymałam do spróbowania ich w domu. Moje dziecko zachwycone, mąż zabiera na wycieczki swoje, a ja zawsze mam w torebce w razie szybkiej przekąski. Jak ostatnio zrobiliśmy spontaniczne spotkanie ze znajomymi, lodówka świeciła pustką. Piramidki więc uratowały sytuacje podane na słono i słodko oraz z różnymi sosami i dodatkami zrobiły furorę i bardzo wszystkim smakowały. Ja najbardziej polubiłam zbożowe, moje dziecko uwielbia bezglutenowe a mąż mówi, że zje każde które znajdzie :) Ja je bardzo polecam bo warto. Zachęcam do śledzenia i polubienia ich strony na facebooku, tam często różne konkursy, gdzie do wygrania pyszne chrupeczki do chrupania.



 Polecam też w obecnym meczowym sezonie, mąż twierdzi, że świetnie komponują się z piwem, ja tam się nie znam bo piwa nie pijam, ale wierze mu na słowo, bo wybredna z niego gadzina. Żeby ułatwić Wam do Pop Crop trafienia wystarczy, że klikniecie TUTAJ i już Was przeniesie w świat chrupeczków.








niedziela, 19 czerwca 2016

Truskawkowe przetwory sezonowe

Uwielbiam truskawki, moja rodzina także, więc dzielnie co roku matka się stara stanąć na wysokości zadania i zrobić choć kilka słoiczków tych wspaniałości. Najbardziej lubię powidła truskawkowe, są one idealnym dodatkiem potem do lodów, gofrów, makaronu. Jednak dżemy także w domu znikają tak szybko, że nie nadążam ich robić. Najbardziej lubię z miętą. Ona dodaje taki wyrazisty inny smak. Dzięki niej dżem staje się taki orzeźwiający, wiecznie świeży i pięknie pachnący.
Podzielę się moimi przepisami, nie są one może doskonałe, ale sprawdzone i zawsze się udają :)

POWIDŁA TRUSKAWKOWE
Potrzebne:
- 1 kg truskawek
- 250 g cukru
- świeżo wyciśnięty sok z 1 cytryny
- skórka cytryny 

Przygotowanie:

Najpierw myjemy truskaweczki zawsze z szypułkami, inaczej nasiąkną wodą. Teraz pozbywamy się szypułek. Wrzucamy w całości do garnka. Robimy to warstwowo najpierw zakrywamy dno garnka i zasypujemy je cukrem, potem znów układamy warstwę truskawek i zasypujemy cukrem. Tak robimy aż truskawki nam znikną. Ważne, aby górna warstwa truskawek także była posypana cukrem. Tak przygotowanego "torta" z truskawek wkładamy do lodówki na około 2 godziny, ja czasem zostawiam na noc, aby puściły więcej soku truskawki. Następnie myjemy dokładnie cytrynkę pod wodą kilka razy, potem zalewamy ją wrzątkiem. Dopiero tak przygotowaną cytrynkę obieramy i wyciskamy z niej sok. Teraz skórkę cytryny tarkujemy na tarce na drobnych oczkach nie za dużo potrzeba nam jej dosłownie troszeczkę. Wyciągamy garnek z truskawkami i dodajemy do niego sok z cytryny i skórkę cytryny (około 1 łyżki). Stawiamy garnek na kuchence i gotujemy na bardzo małym ogniu gotujemy tak około 2 godzin co jakiś czas mieszając od spodu, aby się nic nie przypaliło nam. Po 2 godzinach odcedzamy postały sok, nie cały, ale większość. Zostawiamy go tyle co na dnie, aby nic nie przywarło do dna. Dalej gotujemy przez kolejne 2 godziny na małym ogniu. Tak przygotowane truskawki powinny zacząć gęstnieć. Warto też słoiki do których będziemy przekładać powidła wcześniej wyparzyć wrzątkiem. Przelewamy do słoików i stawiamy do góry dnem. Warto dokręcać przez ścierkę lub w rękawicy, aby się nie poparzyć. Ważne też, aby lać prawie do pełna wtedy będzie jak najmniej powietrza i większa pewność, że słoik będzie dobrze zawekowany. Tak postawione słoiki do góry dnem zostawiamy do wystygnięcia. 

DŻEM TRUSKAWKOWY Z MIĘTĄ

Potrzebne:
- świeże liście mięty ile tylko chcemy (ja daje około 10-15 listków na 1kg truskawek)
- 1 kg truskawek
-  1/2 kg cukru
- żelfix (jeśli chcemy bardzo mocno zwarte dżemy uzyskać lub szybko chcemy mieć dżemik) 

Przygotowanie:
Truskawki myjemy z szypułkami, potem oddzielamy od szypułek, aby nie nasiąkły wodą. Teraz kroimy je na pół lub ćwiartki, wszystko zależy jak mamy dużą truskawkę. Wrzucamy pokrojone truskawki do garnka i wsypujemy cukier. Mieszamy delikatnie wszystko razem. Teraz myjemy listki mięty i je szatkujemy. Wrzucamy do garnka z truskawkami i mieszamy. Tak przygotowaną mieszankę stawiamy na gazie na małym ogniu, co jakiś czas mieszając od spodu, żeby nic się nie przypaliło. Całość gotujemy około 3-4 godzin, aż zgęstnieje. Oczywiście jeśli chcemy przyspieszyć proces powstania dżemu lub chcemy mieć bardzo gęsty dżem (mój mąż taki tylko lubi) to dodajemy żelfix. Wtedy żelfix dodajemy przed postawieniem garnka na kuchenkę i wszystko mieszamy. Potem gotujemy około 30 minut, z dodatkiem żelfixu bowiem wszystko bardzo szybko gęstnieje. Słoiki także warto wyparzyć jak w przypadku powideł. Dopiero do tak przygotowanych przelewamy dżem  i stawiamy do góry dnem pozostawiając do wystygnięcia. Gotowe :)

LODY SORBETOWE TRUSKAWKOWE

Potrzebne:
- 0,5 kg truskawek
-małe pojemniczki lub pojemnik po lodach
- 200 g cukru

Przygotowanie:
Truskawki myjemy z szypułkami, potem oddzielamy od nich szypułki. Wkładamy do miski, dodajemy cukier i miksujemy blenderem. Tak przygotowany mus przelewamy do pojemników lub pojemnika po lodach i wstawiamy do zamrażarki. Będą pyszne lody sorbetowe dla ochłody :) Można dodać opcjonalnie 3/4 dużego kubka jogurtu greckiego wtedy będą lody bardziej kremowe. U nas bez jogurtu, bo Lusia na nabiał uczulona. Więc wersja 100% natury tylko wchodzi w grę :)  

piątek, 17 czerwca 2016

Przemoc rodzi przemoc

Ja wiem, że wywołam tym wpisem pewnie burze i to nie małą, bo zdania są podzielone. Jednak i tak go napiszę. Są domy gdzie z punktu sąsiadów, rodziny jest idealna sielanka. Rodzina po prostu z obrazka. Jednak często jest to złudzenie niczym przedstawienie w teatrze, każdy odgrywa bowiem rolę. W domu tym jednak dzieje się źle. Dzieci spotyka ból, łzy, one są bowiem bite.
Rodzic, który bije swoje dziecko często sam się przed sobą tłumaczy lub też nie. Ludzi, którzy stosują przemoc tak na prawdę nic nie usprawiedliwia. Przemoc jest stosowana wtedy, gdy:

  • rodzic uważa, ją za karę dla dziecka za złe zachowanie
  • rodzic, wyżywa swoją niemoc i frustracje
  • nie radzimy sobie w pewnych sytuacjach i upust jaki znajdujemy to przemoc wobec słabszego
  • dla zasady
  • po pijaku i innych używkach
Zacznę od tego pierwszego motywu rodzica, czyli bicie dziecka, danie lania itp. za karę bo robi dziecko coś źle. Rodzic uważa, że robi dobrze, bo kiedyś on dostał lanie od rodzica to zapamiętał i się nauczył. Ja jednak pytam czego się nauczył? Bo ja widzę to tak, dajemy dziecku lanie bo tak nam łatwiej. Dziecko dostanie ma siniaka, tyłek poboli lub inna cześć ciała i przejdzie. Jednak nie nauczyło się co zrobiło źle. Z dzieckiem trzeba rozmawiać, owszem należy dawać karę, ale adekwatną do sytuacji, jeśli nie chce posprzątać zabawek to lanie sprawy nie załatwi. One się i tak nie posprzątają. Ja wybrałabym metodę schowania zabawek, skoro dziecko nie chce posprzątać trudno, mama zabiera i chowa, bo sama je musiała sprzątać. Taka kara to nie tylko kara, ale lekcja dla dziecka. Poza tym jak można bić dziecko skoro uczymy je później "nie wolno bić słabszych i młodszych" no więc rodzicu dlaczego bijesz własne dziecko? Lanie, uderzenie po rączkach, szarpanie to także przemoc. Dziecko trzeba wychowywać, a nie bić. Jeśli zrobi coś źle wytłumacz mu co zrobiło źle, nie za każdą bowiem czynność trzeba od razu karać. Dziecko tak jak człowiek dorosły buntuje się, próbuje ile może i ile mu wolno. Ty też w pracy stawiasz się pracodawcy, próbujesz sprawdzasz na ile sobie możesz pozwolić, jednak jak coś zrobisz źle nikt cię nie bije. Gwarantuje Ci, że jeśli Ty będziesz bił swoje dziecko, bo robi coś nie tak jak powinno, to ono kiedyś także będzie biło innych i będzie uważało, że robi dobrze. Jeśli potem dziwisz się, że Twoje dziecko bije cię w twarz, to widocznie zrobiłeś coś źle, oszukałeś je lub coś zepsułeś i ono cię ukarało. 

Teraz drugi podpunkt, kiedy rodzic wyżywa swoje frustracje na dziecku. Często jest tak, że jesteśmy zmęczeni po pracy, a tu jeszcze zakupy i masa obowiązków w domu. Człowiek dosłownie jest wtedy chodzącą bombą, która zaraz wybuchnie. Najczęściej wybucha przy pierdole, czyli jak dziecko chce zawzięcie czekoladę, a Ty mówisz "Nie, bo zaraz obiad". Zaczyna się krzyk i lament dziecka, Ty nie wytrzymujesz bo to już za wiele i zamiast dać dziecku się wykrzyczeć, korzystasz z okazji i wyładowujesz swoje emocje na nim dając mu lanie. Tobie ulżyło chwilowo bo całe emocje przeszły w siłę uderzenia, za to dziecko drze się głośniej, bo teraz jeszcze go boli. Ciebie trafia już teraz szlak na miejscu, bo przecież dalej się drze, a miało się uspokoić. Często po czymś takim rodzic ma wyrzuty sumienia, bo przecież, wystarczyło powtórzyć "Czekolada po obiedzie, teraz nie dostaniesz" Dziecko owszem chwile by jeszcze lamentowało, ale z pewnością szybciej by mu przeszło widząc, że rodzic się nie ugnie, niż jak dałeś mu lanie i to spowodowało wzrost płaczu i żalu. 

Sytuacje kiedy tłumaczymy po raz setny w sklepie, że nie kupimy kinder niespodzianki, ani innej rzeczy spoza listy kończy się histerią. Masa gapiów gapi się na nas. Dużo osób nie radzi sobie w tej sytuacji, czuje się źle, sposobem na zaradzenie widzi mocną reakcje w stylu "patrzcie coś robię, żeby to moje dziecko się ogarnęło" Najczęściej klaps i mocno chwytamy za rękę i ciągniemy wyrywające się i wyjące dziecko za sobą niczym zdobycz. Ulegamy presji chwili i innych, robimy tak, bo nie radzimy sobie z sytuacją, nie wiemy co robić i to uważamy za wyjście. Jednak to błąd. To nie jest radzenie sobie, to jest niemoc rodzica. Radzisz sobie jeśli umiesz wytłumaczyć, a na innych się nie oglądasz. To przecież twoje dziecko gwarantuje, że tam te osoby też kiedyś przez to przechodziły lub będą przechodzić. Staraj się reagować inaczej. Czasem są sytuacje, która wymaga braku reakcji. Co bowiem bardziej zaboli? To jak pokrzyczysz na dziecko i przejdzie czy jak powiesz, że ci przykro i zamilkniesz. Dziecko odczuje bardziej milczenie i to, że sprawiło ci przykrość. Samo też uczy się radzenia sobie w takich sytuacjach, że krzykiem i biciem nie załatwi wszystkiego. To ty jesteś przykładem i to jak ty reagujesz ma wpływ jak ono będzie reagowało.

Dla zasady to chyba najgorsza przemoc rodzice stosują, bo uważają, że dziecko trzeba trzymać żelazną ręką. Za nim dziecko jest wstanie pomyśleć, coś zrobić już ma karę, tak zapobiegawczo na zaś, aby nie zrobiło nic głupiego. Takie dzieci żyją w wiecznym stresie, mają mega niską samoocenę. Nie radzą sobie w sytuacjach stresowych, mało mówią. Robią wszystko pod dyktando, wiecznie się boją, nie mają poczucia bezpieczeństwa. Często kończy się to samobójstwem, problemami emocjonalnymi lub ucieczką z domu.

Niestety po pijaku i innych używkach nikt nie panuje nad sobą, jednak nie usprawiedliwia to rodzica. Jest to okropne, bo często dzieci się wstydzą. Jednak dzieci, które widzą taką przemoc lub one są bite, same potem w przyszłości nie mają wzorca i też stosują przemoc. Często dzieci z domów patologicznych nie mające wzorca nie potrafią okazywać uczuć, są bardziej oschłe i wybuchowe i nerwowe. Synowie, którzy widzą uległą matkę, która nie potrafi odejść od ojca, który ją bije tracą szacunek do kobiet, myślą, że kobieta powinna być uległa lub nienawidzą takich kobiet. Córki zaś mają problem z zaufaniem jakiemuś facetowi, boją się, że skończą tak jak ich mamy.

Niestety we wszystkich tych możliwościach jest jedno podsumowanie przemoc rodzi przemoc. To jaką stosujesz Ty wobec swojego dziecka czy słowną, siłową nie ważne, ma wpływ na to jak Twoje dziecko będzie zachowywało się wobec innych a nawet wobec ciebie. Jeśli Ty teraz wyżywasz się słownie na dziecku, niszczysz jego samoocenę, zaburzasz poczucie, ze jest coś wart, tak samo on będzie w przyszłości traktować innych by poczuć się lepiej. Jeśli Ty bijesz swoje dziecko nie dziw się jak kiedyś ono cię uderzy lub pobije innych. To reakcja, której Ty sam go nauczyłeś. Ty sam dałeś mu taki wzorzec. Więc może jeśli masz szansę, by coś zmienić, weź sobie te słowa do serca i przemyśl 3 razy za nim zareagujesz przemocą wobec dziecka, bo kiedyś możesz tego bardzo żałować. A jeśli jesteś osobą, która widzi stosowaną przemoc wobec dziecka zareaguj, nie bądź obojętny. Daj szanse temu dziecku na nadejście lepszego jutra. Być może twoje słowa, reakcja wpłynie na rodzica i zmieni życie tego dziecka na lepsze.



Co Ty młoda mamo możesz wiedzieć o wychowaniu?

Zawsze zastanawiało mnie jak to będzie, gdy zostanę mamą. Mimo, iż zajmowałam się dziećmi jako niania lub nauczyciel, to jednak zająć się swoim własnym to zupełnie co innego. Kiedy urodziłam Lusię miałam 22 lata, dla jednych to mega mało i za szybko. Część osób do dziś pyta czy Lusia była wpadką, na słowa "NIE, ona była chciana i planowana i długo wyczekiwana" Patrzą na mnie jak na ufo. Być może jest tak, że w obecnym czasie społeczeństwo na 1 dziecko zwykle decyduje się około 30 roku życia. Jednak kiedy zaczęłam wychodzić z Lusią na pierwsze spacery pamiętam te oczy wpatrzone wszystkich starszych osób, a niekiedy niemiłe komentarze za plecami typu "Nawet pewnie szkoły nie skończyła, a już dziecko sobie zrobiła". A ja się pytam, jakim prawem ktoś mnie ocenia? Nawet jeśli nie skończyłabym szkoły, byłabym młodą 18-letnią mamą to czy to z góry czyni mnie gorszą matką? Ile jest matek, które rodzą w bardzo młodym wieku i są wspaniałymi mamami, które kochają swoje dzieci i robią dla nich wszystko. A ile jest matek, które niby wiekiem starsze i gotowe, a nie chce swoich dzieci, a nie mają dla nich czasu itp. Tym bardziej, skąd wzięło się przekonanie w naszym społeczeństwie, że dziecko ogranicza i według niektórych rujnuje życie. Owszem narodziny dziecka wywracają świat do góry nogami i trzeba zmienić w nim wszystko o 180 stopni, jednak moim zdaniem na lepsze. Kobiety, które posiadają dzieci są bardziej zorganizowane, dla nich nie ma rzeczy niemożliwych bo co dzień muszą coś niczym lwice zdobywać dla swoich dzieci. Jaka inna kobieta potrafi w 5 minut (tyle trwa chwila wytchnienia matki) wykonać poranną toaletę, zrobić dla wszystkich śniadanie, zrobić obiad, a nawet czasem jeszcze pranie i milion innych rzeczy na raz. Tak podzielnej uwagi nie ma nikt inny jak matka. Tylko matka umie patrzeć tak, aby przewidzieć skutki zaistniałej sytuacji. Owszem mamy często biorą zwolnienie i szefostwo patrzy na nie źle. Jednak nikt nie wpadnie na to, że ta sama matka, która tydzień opiekowała się w domu chorym dzieckiem, nie spała, prawie nie jadła, w domu pracuje to co może zrobimy w domu, wracając do firmy nadrabia zaległości szybciej niż inni pracownicy po urlopach. Bo mamy z góry dają z siebie nie 100% a 200%. Owszem młoda mama uczy się wszystkiego, ale kto z Was się nie uczył. Czy babcie, ciocie, sąsiadki kiedy zaczynały być mamami nie uczyły się tego? Wiecie co boli najbardziej? To, że często właśnie osoby starsze, ciocie, babcie i inne osoby trzecie udzielają "genialnych rad" jak powinnyście wychowywać swoje dzieci, jak powinno wyglądać wychowanie. A ja się pytam skąd one niby to wiedzą? To, że ktoś wychował już swoje dzieci nie ważne czy 2 czy 3 a nawet 5. Nie czyni go ideałem. To jak wychowujemy dzieci i czy robimy to dobrze mogą ocenić tak na prawdę nasze dzieci. To one gdy dorosną będą wspominać miło swoje dzieciństwo lub będą chciały o nim zapomnieć. Dobrą mamą nie jest ta, która ma dużo dzieci i uważa, że wszystko wie. Dobra mama to ta, która przy każdym dziecku uczy się go na nowo. Nie ma książki z przepisem na wychowanie, więc czemu wszyscy wiedzą lepiej. Ja rozumiem, sugerować coś, ale nie można narzucać. Jeśli ja uważam, że nie będę zmuszać dziecka do jedzenia jak to robił babcie kiedyś, to czemu uważasz, że od razu moje dziecko będzie źle wychowane? Jeśli moje dziecko nie mówi wedle wytycznych w książce, od razu zwraca się uwagę matce, że źle wychowuje, bo dziecko za mało mówi. A skąd ty osobo trzecia możesz o tym wiedzieć? To mama wie najlepiej co jest dobre dla jej dziecka, to ona zna je i wychowuje. Skoro uważasz, że dobrze wychowałaś już swoje dzieci to się cieszę i ci tego gratuluje. Jednak nie odbieraj mi prawa, abym ja mogła wychować po swojemu moje. Nikt bowiem nie ma prawa z góry zakładać, że źle to robię, bo robię coś inaczej niż ty sama robiłaś. Gwarantuje Ci, że tak jak ja i ty mogłaś popełniać błędy w wychowaniu. To, że Ty uważasz, że wieczne kary i klapsy były dobre, tak ja mam prawo uważać, że to złe. Tak na prawdę, nie wiesz czy to ty masz racje, a może ja. Wkurza mnie, gdy moje dziecko w sklepie się buntuje, ja wiem, że muszę przeczekać, nie dać się sprowokować, ale co z tego, gdy "ciocie dobre rady" podchodzą do mojego dziecka i do mnie i zaczynają się wywody "Jak Pani wychowuje dziecko, że tak się drze" "kupiłaby pani jej tego lizaka" A czy ja mowie ci co powinnaś? A może mnie też irytuje jak w kolejce do kasy stoi kobieta w ciąży i mimo, iż ma 1 rzecz ty stoisz jak ciele i udajesz, że nie widzisz. Mówisz, że moje dziecko jest źle wychowane, że nic nie wiem o zajmowaniu się dziećmi to świetnie, jednak nie oceniaj mnie tylko dlatego, że wyglądam młodo. Pomyśl, że Ty też kiedyś byłaś młoda, też kiedyś się uczyłaś. Tak na prawdę mnie nie znasz, nie wiesz ile mam lat, czy skończyłam szkołę. Ty oceniasz mnie tak jak widzisz, ale nie wiesz o mnie ani o moim dziecku praktycznie nic. A o wychowaniu wiem tyle ile trzeba, ja nosiłam 9 miesięcy pod sercem moje dziecko, ja je urodziłam. To ja je karmię, przewijam, uczę nowych rzeczy, to ja jestem przy nim całą dobę i robię jednocześnie milion innych rzeczy. Za to Ty o wychowaniu mojego dziecka nie wiesz nic. Wiesz tylko, że jest dzieckiem, ale nie wiesz czemu się denerwuje, nie wiesz dlaczego się uśmiecha, nie wiesz dlaczego ma smutną minę. To wiem i zawsze będę wiedzieć tylko ja. Pytasz co potem? A no reszty nauczę się i każdego dnia na nowo będę zdobywać świat z moim dzieckiem. Nauczę go tego co sama umiem, wychowam tak, aby wyrosło na dobrego człowieka oraz, żeby zawsze umiało podejmować własne decyzje.


czwartek, 16 czerwca 2016

Daj szansę wcześniakowi i podaruj mu Ośmiorniczkę :)

Kochani od pewnego czasu zainteresowałam się akcją "Ośmiorniczki dla wcześniaków" część pewnie z Was już o niej słyszała, a część nie. Postanowiłam po raz pierwszy przeprowadzić wywiad z osobą, która między innymi tworzy takie ośmiorniczki. Sama przy Lusi o mały włos nie zostałam mamą wcześniaka, teraz także walczę o każdy dzień synka w brzuszku. Moja siostrzenica jednak jest wcześniakiem i pamiętam jak walczyła o życie po urodzeniu się na świecie. Te maleństwa, mają na prawdę  ciężko. Nie dość, że rodzą się za szybko i już od początku muszą walczyć o normalne życie, to jeszcze ten ogromny świat jest dla nich dwa razy większy niż dla maluszka urodzonego o czasie. Mimo, iż wciąż medycyna się rozwija i ratują co raz wcześniej urodzone dzieci, to wciąż wiele z nich ma za mało tej pomocy. Ośmiorniczki dla wcześniaków mają pomóc maluszkowi przedłużyć chociaż w myśleniu stan, że są dalej jak w brzuszku. Macki bowiem ośmiorniczki przypominają im o pępowinie, którą się bawiły, główka ośmiorniczki idealna do tulenia. Dziecko mając takiego przyjaciela przy sobie czuje się dużo bezpieczniej i łatwiej jest mu walczyć o życie. Ja będąc teraz w szpitalu miałam okazje widzieć taką ośmiorniczkę u wcześniaka i nawet jego mama twierdziła, że od kiedy ją dostał śpi spokojniej, łatwiej jest mu znosić leżenie w inkubatorze, nie jest już taki przerażony. A wiadomo mama najlepiej wyczuwa i zna dziecka emocje i zmiany, więc na pewno wie co mówi. Wracając do wywiadu. Zadałam kilka pytań osobie, która tworzy i działa w "Ośmiorniczki dla wcześniaków" Mam nadzieję, że niektórych zachęcę do pomagania im a innym pokaże jak wiele trudu to wszystko ich kosztuje.


  • Dzień dobry, skąd pomysł na Ośmiorniczki dla wcześniaków?
Akcje ośmiorniczek zainicjowała Doktor Marta Tomaszewska pracująca w szpitalu w Kielcach, Zaproponowała Ona wykonanie ośmiorniczek Joannie Kmieć Kubiak, która następnie założyła grupę ośmiorniczek. Ja Anna Panasewicz byłam z Asią od początku.  Wspólnie zdobywałyśmy nowe osoby, nowe szpitale, sponsorów.  Obecnie działamy w pięć osób.
  • Kto robi ośmiorniczki dla Maluszków?
 Ośmiorniczki robią wolontariuszki z całej Polski. Każda osoba robiąca na szydełku lub drutach może dołączyć do naszej akcji.
  • W ilu szpitalach można już spotkać Ośmiorniczki dla wcześniaków?
Obecnie mamy 52 szpitale a z dnia na dzień ich liczba rośnie. Średnio dziennie do akcji dołączają dwa szpitale. 
  • Skąd czerpią Państwo inspiracje do tworzenia każdej innej i niepowtarzalnej ośmiorniczki?
Im więcej kobiet dziergajacych tym więcej pomysłów,  więcej wyobraźni a przede wszystkim więcej włożonego serca. Inspirują nas nasze dzieci,  otoczenie a także zdjęcia koleżanek z grupy. 
  • W jaki sposób można wesprzeć akcję i pomóc Państwu?
 Oczywiście poprzez szydełkowanie dla nas ośmiorniczek, ale również poprzez podarowanie motka bawełny,  kulki silikonowej na wypełnienie. Jeden motek bawełny to 3 ośmiorniczki.  Również można podejść do szpitala opowiedzieć o akcji nakłonić do dołączenia a także wydrukować i powiesić plakat czy rozdać ulotki. Każda forma pomocy jest dla nas na wagę złota. 
  • Czy ośmiorniczki można gdzieś zakupić? Wiele mam pyta bowiem o nie.
Nie prowadzimy sprzedaży naszych ośmiorniczek. Są one robione do szpitali, aby pomagać wcześniakom, jednak nie na sprzedaż.
  • Czy chciałaby Pani coś jeszcze dodać od siebie?
Tak, chciałam jako współorganizator akcji serdecznie podziękować naszym administratorkom za ogrom włożonej pracy oraz każdej osobie, która nam pomaga. Za każdego dobre serce i poświęcony czas, aby wesprzeć naszą akcję "Ośmiorniczki dla wcześniaka". Bez tych wszystkich osób nie było by naszej akcji.
  • Bardzo dziękuję za możliwość przeprowadzenia wywiadu z tak wyjątkową osobą, która tak wiele robi dla naszych najmniejszych.
Wywiadu udzieliła mi Pani Anna Panasewicz. Bardzo za to jej dziękuję i będę wspierać w miarę możliwości m.in. jej akcję Ośmiorniczki dla wcześniaków.

Kochani jak widzicie każdy z Was może pomóc, każdy z Was może mieć swój wkład, aby wesprzeć akcję. Forma dowolna. Dla osób z Wrocławia mogę dodać, że już w tą sobotę 18 czerwca we Wrocławiu podczas Światowego Dnia Dziergania w miejscach publicznych, będzie można dziergać Ośmiorniczki dla wcześniaków. Miejscem spotkania będzie Miejsca Biblioteka Publiczna przy ul. Reja 1/3 (obok sklepMakeland). Serdecznie każdego zapraszam, Przyda się bowiem każda para rąk do pracy. Ośmiorniczki, które zostaną tam zrobione zostaną przekazane szpitalom lokalnym Brochów i Borowska. Więc Kochani warto pomagać :) Po więcej informacji zapraszam na fanpage wydarzenia TUTAJ.



zdjęcia pochodzą z fanpage akcji "Ośmiorniczki dla wcześniaków"


wtorek, 14 czerwca 2016

Pieluszka bambusowa i jej milion zastosowań


      O stronie Polskie Dzieci już mogliście dowiedzieć się TUTAJ w poście o kocyki z bawełny organicznej. Powiem Wam sklep ma masę cudownych rzeczy dla dzieci, wszystkie wykonane z największą starannością i dbałością do tego wszystkie wyprodukowane w Polsce.
Ja prócz kocyka z tego sklepu otrzymałam do testów pieluszkę bambusową. Najpierw naświetle Wam czym jest włóknina bambusowa i jakie ma właściwości. A więc:

  • znakomicie chłonie wodę - może robić za ręczniczek
  • ma właściwości antybakteryjne, antygrzybiczne i antyalergiczne
  • nie uczula -cudowna, delikatna dla skóry alergików i wrażliwej
  • pochłania i neutralizuje zapachy
  • pochłania promienie UV - idealna na upały, będzie chroniła maluszka
  • ma właściwości termoregulacyjne - zimą grzeje, latem chłodzi
  • szybko schnąca
  • bardzo łatwo wszystkie plamy z niej schodzą, bo nie wschodzą w tkaninę
  • mega rozciągliwa, ale zawsze wraca do swojej pierwotnej formy
Jak możecie zauważyć włóknina bambusowa, ma bardzo dużo pozytywów. Teraz o samej pieluszce. Pieluszkę, którą otrzymałam ma wymiar 75x75 i posiada piękny wzór w sówki. Oczywiście na stronie Polskie Dzieci można zamówić pieluszkę też w innym rozmiarze 30x30 , 75x75 lub 120x120. Tak samo jeśli chodzi o wzornictwo zamiast pieluszki ze wzorem możemy zakupić pieluszkę gładką, jednolitą, jednego koloru. Tak więc spokojnie każdy z Was znajdzie coś dla siebie :) Pieluszka jest bardzo ładnie zapakowana i złożona. Posiada etykietkę na, której mamy potwierdzoną jakość certyfikatem, skład oraz jak prać i używać pieluszki, aby nic się z nią nie działo. Po wyjęciu z opakowania ruszyła do testów. Powiem Wam tkanina z włóknem bambusowym jest bardzo delikatna, wydaje się taka cieniutka, a jednak daje spokojnie ciepło w chłodniejsze dni. Co ciekawe, z powodu jej właściwości pochłaniania promieni UV, idealnie nadaje się na przykrycie gondoli, aby osłonić maluszka od słońca. Córka traktuje ją też jako przytulankę. Fajnie sprawdzi się też na pewno jako otulacz, gdyż można ją naciągnąć i wygodnie opatulić malca.
Po rozłożeniu i tak wróci do swojej pierwotnej formy i nie zauważymy żadnych rozciągnięć, będzie nadal idealna. Czasem musimy też szybko osuszyć maluszka, kiedy się zasiusia, obleje itp. Ta pieluszka sprawdza się w sytuacjach kryzysowych na prawdę genialnie bo chłonie wilgoć więc działa jak ręcznik i szybciutko możemy osuszyć malca. Pranie jej to czysta przyjemność plamy schodzą z ogromną łatwością i bardzo szybko schnie. Jedyne co to nie wolno suszyć jej na słoneczku, bo wtedy traci swoje właściwości, lepiej w domu na suszarce lub nawet na kaloryferze rozwiesić. Co do plam, może robić za śliniaczek, bowiem wszelkie brudy nawet z marchwi nie wchodzą głęboko w materiał a pozostają na wierzchni i wystarczy pod wodą z mydłem przeprać, aby znów cieszyć się czystą pieluszką. W dotyku jest bardzo miła więc idealnie sprawdzi się przy noworodkach, gdzie skóra ich jest jeszcze cieniutka i bardzo wrażliwa.
Myślę, że spokojnie u noworodka będzie robiła też za przytulankę bo jest tak miła w dotyku. Włóknina bambusowa pochłania też zapachy, tutaj ważna informacja dla mam wcześniaków i dzieci mamusiowych. Pieluszkę warto ponosić jeden dzień w okolicach biustu, aby przeszła zapachem mamy i mleka itp. Potem dziecko z taką pieluszką czuje się dużo bezpieczniej, łatwiej zasypia, bo cały czas czuje zapach mamy, tak jakby była obok. Delikatność pieluszki to też jak dotyk mamy, więc mamy takie złudzenie dla dzieci, budujące ich poczucie bezpieczeństwa, szczególnie w momentach, gdy mamy obok nie ma. Ja jestem zachwycona także wzorem, na delikatnym kolorze ecru zostały umieszczone śliczne, kolorowe sówki, które przykuwają uwagę nie tylko rodzica (tak zwane poczucie piękna rzeczy), ale też dziecka. Moje dziecko pierwsze co to jak zobaczyło sówki, zaczęła je liczyć i naśladować odgłos wydawany przez sowę "Puchu puchu". Bardzo jej się spodobały te sowy. No cóż się dziwić dobry gust po mamusi :P. Cena pieluszki bambusowej też nie jest duża w sklepie Polskie Dzieci zaczynają się gładkich od 6,60zł - 49zł. a pieluszki ze wzorem 6,90zł - 49zł. Oczywiście na stronie sklepu znajdziecie też piękne kocyki z tej włókniny, które z pewnością także są warte uwagi oraz ręcznik czy przewijak. Wszystko wykonane w 100%
 z włókniny bambusowej. Jest to bardzo ważne, bo tylko 100% włóknina ma wszystkie właściwości, a jeśli posiada domieszek np. bawełny traci na swojej wartości. Ja polecam jeszcze raz Wam ten sklep, bo warto i produkty. Uważam jako mama, że lepiej kupić kilka pieluszek lepszej jakości niż masę tanich i co chwila je wywalać.