wtorek, 30 czerwca 2015

Kiermasz dla Malucha i dla Mamy :) we Wrocławiu

No Kochani była mowa na facebooku o Kiermaszu dla Mam i Maluchów. Ja byłam całą rodziną i powiem Wam, że było super. Tu nawet nie chodzi o samą sprzedaż. Choć nie ukrywam sama się obkupiłam. Mała bluzki dostała, rajty do raczkowania, a ja się na kieckę na wesele załapałam i szalik, który dzielnie towarzyszy mi w dniach męki z córą, która jak już wiecie chora. Ale nie o tym  chciałam. Dużo mam nie wie nawet, a na pewno w każdym większym mieście coś takiego organizują, a jak nie to do Wrocławia następnym razem zapraszam. Tutaj wszystko znaleźć można. Od ubrań dla noworodka po ubrania dla nastolatki a nawet i dla mam. Prócz tego zabawki, akcesoria i super mamy co poradami służą. My jako sprzedające ciasta też piekłyśmy, więc było tak domowo "Jak u mamy" A w sumie u kilku mam :) Atmosfera rodzinna panowała, jedna drugiej pomagała. Między sobą też sprzedawałyśmy, dobry humor przez dwa dni miałyśmy. Fajne jest też to, że to mimo wszystko taka odskocznia i wyjście do ludzi. Bynajmniej w moim przypadku super sprawa. Fajnie jest pogadać z innymi mamami.No bo kto lepiej zrozumie troski i radości mamy jak nie druga mama. Czasem tak w  życiu bywa, że trzeba pogadać z kimś inteligentnym na swoim poziomie, a nie same chłopy co dzieci nie rodzili. Nawet nauka chusty wiązania była, więc każda się czegoś nauczyła. Były o wszystkim i o niczym rozmowy. A najważniejsze dużo mam co przyszły i wzięły udział no a dzięki nim myśmy się zbędnych już ubrań i akcesoriów pozbyłyśmy. W mojej szafie z pewnością miejsce się zrobiło, jednak już zapełniłam nowymi Lusiowymi na lato.
To tyle po krótce. Nie będę wszystkiego zdradzać, następnym razem sami przyjdziecie to zobaczycie i sami ocenicie. Jak nie to  żałujcie. Poniżej zdjęcia jak to wyglądało. Jak wesoło było i fajnie z innymi mamami i naszymi dzieciakami :)







poniedziałek, 29 czerwca 2015

CZEKOLADOWA ZABAWA super sprawa

Czekotubki każdy pamięta, teraz znów się pojawiły. Ostatnio na zakupach jednak wpadło mi w oko coś innego też firmy Wedel. Mianowicie Czeko lepki. Nazwa mnie zaciekawiła, no dobra pudełko też. Normalnie jak mówi mój mąż gorzej jak z dzieckiem. No, ale dorwałam się do tego pudełka. Oglądam, czytam. Hmm było kilka rodzai Farma, Ocean, Kosmos. Jednym słowem dla każdego coś dobrego. Wybrałam Farmę, a co mi tam. Postanowiłam się pobawić.

W domu jak dziecko otworzyłam pudełko całe, bo tylko tak można dotrzeć do instrukcji. Kiedy już obcykałam co i jak. Wzięłam Młodą i postanowiłam wraz z Nią się pobawić w czekoladowe zwierzaki. Ale to na Filmie Wam pokaże. Najpierw kilka słów o całych tych Czeko lepkach. W pudełku są 3 woreczki, jeden z białą czekoladą, drugi z mleczną czekoladą a trzeci z gorzką. Są to takie kulki jak plastelina. Można dowolnie formować. Oczywiście dzięki temu, że są 3 smaki czekolady każdy może mieć swoją ulubioną. A do tego fajnie jest coś stworzyć. 

W instrukcji mamy rozpiskę krok po kroku jak zrobić przykładowe zwierzaki, oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić własne wymyślone. Lusia takiego zrobiła. Gniotek go nazwałam :).
Tu tylko dwie saszetki, do trzeciej już wtedy dorwała się Lusia. 
A teraz Film co ja stworzyłam, a potem zdjęcie dzieła Lusi. Jedno jest pewne. Ja wiem, że jedzeniem bawić się nie powinno. Ale dzieci lubią (zresztą ja też) figurki czekoladowe co się potem zjada. Jeśli chcemy urozmaicić urodziny dziecka lub w fajny sposób się pobawić to warto spróbować. Koszt około 10zł. Więc nie ma tragedii. A super sprawa i pyszna zabawa dla całej rodziny. Można tez zrobić coś miłego drugiej osobie np. serducho a na nim dziecko wyklei obrazek. Wystarczy odrobina wyobraźni. Potem ulepione "cosie" do lodówki wkładamy dajemy zastygnąć troszkę czekoladzie i wcinamy :D

video
Gniotek Lusi :) Jak ktoś widzi jakiegoś zwierza niech pisze :)



Imieninowo :) Piotra i Pawła

Dziś Piotra i Pawła mamy. Taki szczególny dzień dla mnie i mojej rodziny. Bo Tata Lusi a mój mąż to Piotr. Za dobrze mu z nami :) Ostatnio dzień Taty miał imprezę a teraz imieniny. Już niespodziankowe ciasto się pieczę. Lurka przez Lusie zrobiona będzie wesoło. A u Was są jakieś Piotrki i Pawełki? Jak tak wszystkim Pawełkom i Piotrom życzenia składamy z Młodą. Poniżej obiecane zdjęcia z dnia Taty, oraz taniec Tatusia i córy :D

takie ciacho mu z Lusią zrobiłyśmy

video

wtorek, 23 czerwca 2015

Dzień Taty czyli Tatą być

Wiem, że wczoraj Dzień Taty był, lecz wczoraj mieliśmy w domu świętowanie i nie było czasu na pisanie. Choć według niektórych znajomych 1 Dzień Taty mój mąż miał według niego i mnie to był 2. Nie wiem jak Wy, ale my z mężem uważamy, że rodzicem zostaje się już kiedy dziecko jest w brzuchu. Oczywiście są sytuacje losowe, gdy Tatuś biologiczny znika i wtedy Tatusiem zostaje mężczyzna wychowujący już narodzone dziecko. Tak więc Tatusiem mężczyzna się staje, kiedy dowiaduje się, że jego żona/partnerka jest w ciąży. Tatą nie czynią rubryki, biologia. Tatą zostaje ten, kto sobie na to zapracuje. Nie chodzi o finansowanie potrzeb dziecka, ale o to czy się dziecko kocha, chce się je wychowywać i uczestniczy się w jego życiu. Często słyszę to mój syn, moja córka, jestem jego/jej ojcem. A guzik. Bo ja się pytam co tak na prawdę robisz, by tym ojcem być dla tego dziecka? Dziecko owszem cieszy się z nowych zabawek, pierdół, ubranek (szczególnie jeśli córka), ale tak prawdę potrzebuje ciepła, miłości i poświęconego mu czasu na wspólnie spędzony czas. To z tatą dziecko szaleje. Jak dziecko chce wleźć na drzewo tata nie myśli, że można spać itp. jak to mamy zwykle już czarne scenariusze. On wchodzi na to drzewo razem z dzieckiem. Być może to dlatego, że mężczyźni jak dzieci, ale w dobrym słowa tego znaczeniu. Oni lepiej niekiedy dogadują się z dziećmi, łatwiej jest im się wczuć w role/sytuację dziecka. Jakie to miłe kiedy małe dziewczynki do swoich ojców mówią "Tatuś będziesz moim mężem" Nie jest to żądne zboczenie. Tylko normalna reakcja małego dziecka na to jaki tata dla niej jest. Jeśli córa ma świetny kontakt z tatą to właśnie jego postrzega jako ideał chłopaka. Synkowie z kim najlepiej rozmawiają na "męskie" tematy? oczywiście, że z tatą. A z kim najfajniej się bawić autami? Z Tatą. To właśnie tata daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, ogromnej wiary w dziecko. Pokazuje dziecku, że nie ma żadnych barier jeśli dziecko chce coś osiągnąć. Owszem mama też to daje ale w inny sposób.

Ile z Was Mamuśki nie raz uśmiechnęła się sama do siebie widząc jak wasz partner/ mąż bawi się z dzieckiem/dziećmi? No przecież tylko tata umie ubrać rajstopki tył na przód, ale tak, aby stópki były dobrze. Nie pytajcie jak bo nie wiem, ale mojemu się to udało. Rano przeszukiwałam internet w celu pokazania Wam opieki tatusiów nad dziećmi. I się uśmiałam, oczywiście tatusiowe oglądające zdjęcia umieszczone przeze mnie poniżej, proszę tego nie powielać w domu, bo mamusie waszych dzieci się wściekną. Jednak nie powiem, jest to urocze na swój sposób, jak tata niekiedy zachowa się w sytuacji podczas opieki nad maluchem.
google.pl

google.pl

google.pl

google.pl

google.pl

google.pl 
google.pl

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Nóżki zaczęły pracować- postępy w rehabilitacji

No wreszcie. Dzisiaj rano wstaje, patrze pogoda masakra ni to ciepło ni to ładnie. Taka do kitu pogoda bardziej jesienna niż letnia. No trudno. Luśka wstała cała uradowana, od razu trochę słońca w tym dniu dzisiejszym wniosła. Jednak nie to było najważniejsze. Bawiłam się z nią na macie jak codziennie. Nagle moje dziecko zrobiło mi najlepszy prezent jaki mogła mi dać. Zaczęła pracować nóżkami. Łzy same mi się cisnęły, ale to ze szczęścia więc mogę ryczeć. Moje dziecko za każdym razem, gdy ja upadam na duchu, daje mi siłę, że trzeba się nie poddawać i walczyć mimo wszystko. W ten sposób nadzieja, że do końca wakacji zacznie Młoda raczkować urosła ogromnie, przynajmniej moim zdaniem, a lekarze mogą się wypchać. Mam bardzo dzielne dziecko i jestem z niej mega dumna. Jeszcze nie raz mnie zaskoczy pewnie. Ale jej siła, determinacja i upartość zaprowadzą ją do wyznaczonych celów. Ja zawsze będę chciała ją w tym wszystkim wspierać i towarzyszyć. Jestem dumną mamą, choć nie idealną. Dziś jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie i nikt mi tego nie odbierze. Poniżej filmik :D podziwiajcie.

Mam nadzieję, że u Was lepsza pogoda a nawet jeśli nie to Wasze Maluchy osłonecznią Wam dzień tego Wam życzę :) Lusia buziaki wysyła a ja pozdrawiam
video

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Canpol Babies mata "Piraci" blogujące Mamy zapraszam


I znów Canpol Babies wszystkie blogujące mamy zwołuje i do testowania maty "Piraci" zachęca. Tak więc, jeśli jesteś mamą dzieciaczka do roczku zapraszamy zalogować się możesz już dziś TUTAJ
A teraz prezentacja maty, którą jest możliwość testowania już po 30 czerwca. Możecie, albo sami ją przetestować lub zorganizować super konkurs z matą na swoim blogu, gdzie sponsorem będzie Canpol Babies.
Tak wygląda mata zapakowana jeszcze przed otwarciem i przenoszeniem malucha w świat Piratów.


A tak już rozłożona prawda, że jest wystrzałowa. Wielofunkcyjna, jedyna w swoim rodzaju. Więc mamusie nie zwlekamy logujemy sie i swoje blogi zgłaszamy do testowania i konkursowania. A tych co więcej o macie dowiedzieć się chcą zapraszam TUTAJ. Do poczytania i podziwiania.



czwartek, 4 czerwca 2015

KONKURS !!!

Kochani jak miło ponad 1000 odwiedzin :) z tej okazji konkurs mam dla Was.
Żeby wziąć udział w Konkursie należy:

  1. Polubić blog Kreatywny Rodzic na facebooku.com TUTAJ 
  2. Udostępnić post konkursowy, który znajduje się TUTAJ
  3. Pod postem konkursowym na facebooku.com należy zaprosić minimum 2 osoby do zabawy
  4. Odpowiedzieć na pytanie konkursowe umieszczamy pod postem konkursowym lub tutaj pod wpisem na blogu :)

PYTANIE KONKURSOWE:
"Jak przeżyć długą podróż z dzieckiem?"

Czekam na kreatywne i sprawdzone sposoby, które macie i wykorzystujecie w długich trasach np. podczas wakacyjnych wyjazdów :) 


Wygrywa jedna osoba, po wylosowaniu najciekawszej odpowiedzi poproszę o prywatny kontakt na priv z wygraną osobą. Nagroda będzie i dla chłopca i dla dziewczynki. 




Wolny dzień rodzinnie spędzony

No o rozwoju dużo pisać można, jednak wszyscy piszą to samo. Ja patrzę na to inaczej, bo Lusia nie idzie w tempie książkowym, a swoim. Ćwiczymy dzielnie vojtą o czym wiadomo, lecz najważniejsze, że są postępy. Ostatnio pauza nastała bo popraw nie było widać, a tu taka niespodzianka. Skok rozwojowy dziś nastał i miałam powód do świętowania. Lusia zaczęła pełzać niczym komandos i tyłek do góry podnosi. Lecz to nie koniec niespodzianek. Ponieważ piękna była pogoda i wolny cały dzień. Trzeba było korzystać. Dawno całą Trójką a w sumie Czwórką z psem. Nie spędzaliśmy tak czasu razem. Sami dla siebie. Oj jak cudownie znów było tak wspólnie bez nikogo. Lubimy towarzystwo, żeby nie było, ale jak wiecie każdy czasem potrzebuje tak czasu z rodziną sam na sam spędzonego. Wtedy mamy okazje zacisnąć więzi nasze, zbliżyć się do siebie. Więc plan był prosty. Najpierw do kościoła, potem procesja, a potem ogródek. Oj grillowanie było pierwsza klasa. A Lusia jak to ona wszystko zbadać musiała. Mrówkę najpierw podziwiała, potem ją opluła, choć chciała podmuchać, na końcu niestety ją zgniotła. Trawę też skubała, a gdy Ciapek obok niej poleżeć chciał w cieniu po cichaczu się zbliżyła i ogon zaczęła mu skubać. Boże ile ten pies ma do niej cierpliwości. Myśmy karkówką się zajadali a Lusia miała warzywa na parze gotowane, ale żeby nie było z Ciapkiem i już rozgniecioną mrówką się podzieliła marchewką.
Taka mała uwaga, ja uważam, że dziecko powinno kontakt mieć z przyrodą taki bezpośredni. Ja rozumiem kleszcze, komary, pająki i co tam jeszcze żyje. No, ale jak ma się nauczyć, że trawa zielona, nie dojedzenia, a do siedzenia służy. Kwiatek pachnie i ładnie wygląda. Jeszcze nad empatią do małych robaczków muszę popracować u Lusi, aby następnym razem przeżyła mrówka z nią bliskie spotkanie.


środa, 3 czerwca 2015

Nauka samodzielnego jedzenia


Mamy sukces bez ofiar i całkiem celnie już trafia. Teraz mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że dziecko, które od początku dostaje swoją własną łyżeczkę do karmienia i próbuje samo nią trafić, bardzo szybko opanowuje tą technikę. Okazuje się, że dzieci to już od niemowlaka potrafią a nam dorosłym się wydaje, że musimy je karmić. Lusia od początku własną łyżkę dostawała, mogła próbować palcami, łyżką. Zostawiałam jej wolne pole do popisu i tym sposobem już teraz w wieku 8 miesięcy je ślicznie sama. Trzyma jak na ten etap rozwoju poprawnie łyżkę. Początki trzeba nastawić na sprzątanie wszystkiego, mycia dziecka całego po każdym posiłku, ale warto. Można też mieć ubranko do jedzenia my takowe mamy ubieram jej tylko na porę karmienia i jak się ubrudzi nie płacze, że będzie ubranie do śmieci. Łyżka najlepiej niech będzie z tych giętkich, my mamy elastyczną jak guma, dopasowuje się do rączki. Nie ma uwarunkowań prawo czy leworęczny. I to jest super bo dziecko do 5 roku życia może zmienić swoją orientacje praworęczną na leworęczną i na odwrót. Także wszyscy rodzice co wyzwań się nie boją. Zachęcamy do samodzielnego jedzenia przez maluchy już od 4 miesiąca. Opłaci się.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

DZIEŃ DZIECKA

Kochane Dzieciaczki małe i duże, życzenia Wam z Lusią ślemy. Byście zawsze się uśmiechały, często rozrabiały. Nigdy się nie smuciły i niczym nie martwiły. By to beztroskie dzieciństwo wiecznie trwać mogło. No i najważniejsze udanego Dnia Dziecka i góry za pewne prezentów.
Lusia także prezent dostała, lecz musi ambitnie usiąść do niego, bo inaczej lipa. Więc jak siądzie to się pochwali, teraz przykrości robić jej nie będę, że Wam pokaże a ona nie siedzi.
Buziaki od Lusi a my rodzice ściskamy :)

p.s. Pochwalić mi się to proszę prezenciorami lub czasem z rodziną spędzonym z okazji święta małych Łobuzów.



Wysypka ciążowa - a śmieszna historia

Jak każda mama wie lub kobieta w ciąży przy końcu, często jest takie coś jak wysypka ciążowa. Nie groźna, zwykła wysypka, wyglądająca jak alergia pokarmowa lub na coś innego uczulenie. Ona zazwyczaj sama schodzi kilka dni po porodzie a czasem nawet jeszcze w ciąży. Niektóre mamy smarują fenistilem i szybciej znika, ale znów wychodzi. Więc taka średnia robota. Najlepiej nie ruszać, kremy na rozstępy lub nawilżające już są wystarczające. Wysypka najczęściej się pojawia z powodu zbyt dużej ilości hormonów, szaleją one w ciąży, parę dni przed porodem i parę dni po porodzie. Taka wysypka nie swędzi ona po prostu jest i trzeba się z nią zaprzyjaźnić. Co innego jeśli swędzi wtedy idziemy do lekarza bo to już może być coś innego niż zwykła ciążowa wysypka, która jest nie groźna ani dla dziecka, ani dla matki.

                    Opowiem Wam moją osobistą historię związaną z taką wysypką. Leżałam całą ciąże w różnych szpitalach i w jednym z takich szpitali podczas pobytu w 8 miesiącu wyszła mi taka wysypka. Podczas porannego ktg jedna z położnych zobaczyła tą wysypkę i zaalarmowała lekarza. Lekarz po godzinie się pojawił (nie było mu spieszno) pooglądał i pyta. "Swędzą Panią te kropki?" mówię, że nie. Potem pytał "A bolą Panią te kropki?" "A gdzie ma Pani te kropki i od kiedy?"
Po tych wszystkich pytaniach stwierdził "To ospa wietrzna". Mówię mu, że z pewnością nie ospa bo przechodziłam ją w wieku 10 lat. Na co on "Droga Pani ja tu jestem ordynatorem. Rozumie mnie Pani. I to ja leczę, Pani nie miała ospy, Pani ma ją teraz." No ok stwierdziłam bez sensu się odzywać. Wyszedł z położną, coś tam gadają na korytarzu. Po 30 minutach przyszły 2 położne ubrane w jakieś skafandry. Wyglądały jak ufo. Nic nie mówiąc przeniosły mnie do izolatki. Na pytanie po co, żadna nic nie mówiła. Po południu przyszedł inny lekarz. "Jak się Pani czuje?" Mówię, że świetnie, ale nie rozumiem co tu robię. Na co on spokojnym głosem " Bo Pani ma ospę wietrzną i podjęliśmy odpowiedni kroki działania, zapobiegania rozprzestrzenienia się zakażenia." Wtedy to już padłam ze śmiechu. Powiedział, że każdy kto do mnie wejdzie ma ubrać fartuch, rękawiczki, maskę, czepek i ochraniacze na buty. No nie mogłam się od śmiechu powstrzymać. Jak przyszedł mój mąż też się śmiał. Okazało się, że położne losowały patyczki, która do mnie pójdzie. Na moich drzwiach została powieszona kartka "UWAGA, na sali leży kobieta ciężarna objęta ochroną z powodu możliwości roznoszenia poważnej choroby zakaźnej. Prosimy zachować ostrożność i informować o swoim przebywaniu z tą osobą" No po prostu żałuje, że zdjęcia nie zrobiłam. Po dwóch dniach wezwano Panią doktor ze szpitala chorób zakaźnych, która po zbadaniu mnie stwierdziła, że idiota wymyślił mi ospę bo to ciążowa wysypka, nie groźna dla życia. HAHA, a jeszcze fajne było jak w międzyczasie studenci przychodzili to stali w drzwiach w sporej odległości od łóżka i diagnozowali moją ciąże i badali wzrokiem bo bali się dotknąć. Ale co się dziwić po przeczytaniu takiej kartki na drzwiach nie wiadomo czego się spodziewać. Czułam się jak trędowata. Choć fajne było to, że miała własną łazienkę i, że jak wychodziłam na korytarz do lodówki wszyscy się chowali, łącznie z personelem szpitala. Na koniec nikt oczywiście za błędną diagnozę i wyizolowanie mnie od ludzi nie przeprosił. Taka śmieszna prawdziwa historia :D

Przepis na PIASKOLINĘ:)

A no było o piasku i piaskownicy a teraz obiecany przepis, bo coś się nie udostępnił.
Przepis prosty jak budowa cepa. Składa się z dwóch lub 3 składników, zależy czy chcemy mieć różne kolory. No, ale przejdźmy do rzeczy.

  Składniki

  • 1kg mąki kukurydzianej
  • 1,5 szklanki oleju (jaki macie w domu)
  • barwnik spożywczy (jeśli chcemy mieć inny kolor, niż żółty)
Przygotowanie:
Mieszamy mąkę z olejem na końcu dodajemy barwnik spożywczy i tym sposobem mamy domowej roboty Piaskolinę do domowej piaskownicy w niepogodę :)