środa, 30 grudnia 2015

6 czy 7 latek w szkole? Czyli dwie strony medalu, a Ty się Rodzicu zastanów.

A no ostatnio burzliwie się zrobiło z powodu zmian w edukacji. Mianowicie mowa o cofnięciu obowiązku szkolnego dla 6 latków. Drogi rodzicu przedstawię Ci teraz za i przeciw patrząc oczami nauczyciela i rodzica.


  • Z pewnością Twoje dziecko będzie szybciej czytało i liczyło jednak czy to w życiu jest najważniejsze, aby jak najszybciej to potrafić? Czy nie jest to tak, że to rodzic chce by dziecko umiało, aby się nim chwalić, bo ono potrafi, a Twoje nie? Pomyśl
  • To, że pójdzie rok szybciej do szkoły oznacza także, że pójdzie szybciej do pracy. A Ty lubisz chodzić do pracy? Czy gdybyś miał wybór nie chciałbyś mieć tego roku na zabawę i jeszcze cieszenie się bycia dzieckiem?
  • W kilku krajach dzieci idą szybciej do szkoły owszem, ale tam i edukacja i praca wygląda inaczej. Oraz dziwnym trafem w tych krajach w cale dzieci nie są bardziej zdolne. Jak to Tobie się wydaje to tylko nagłośnienie mediów.
  • To, że teraz dziecko liczy i czyta, nie oznacza, że emocjonalnie dorosło do tak dużych zmian. Szkoła to mimo wszystko już pewne wytyczne siedzenie w ławce, przerwy, 45 minutowe zajęcia, lekcje do odrabiania. Jeśli Tobie się wydaje, że da radę gratuluję, ale aby potem nie było płaczu, że nauczyciel mówi w 3-4 klasie "Pani dziecko sobie nie radzi", albo nagle wszystkie mają ADHD, bo nie mogą usiedzieć w bez ruchu w ławce
  • Szkoły są przystosowane do dzieci 6 letnich, ale co z tego jak nauczyciele są starsi i nie umieją zmienić swojego nauczania. Dla nich szkoła to szkoła a nie przedszkole i jeszcze "niańczenie" każdego dziecka. Brzmi brutalnie, ale to prawda. Nauczyciel zajmuje się uczniami w szkole bardzo zdolnymi i tymi bardzo nie radzącymi sobie. Te dzieci po środku są bo są. Tak po prostu jest.
  • Tobie się wydaje, że szkoła to nauka, ale przedszkole to też nauka tylko po przez zabawę. Dziecko uczy się jak jest małe szybciej bo chłonie, nawet obserwując Ciebie w czynnościach codziennych się czegoś uczy, to nie świadczy o tym, że jest genialne. Ono jest normalne. Tak jak w wieku 3-5 lat zadaje milion pytań to jest normalne, a nie dlatego, że chce iść do szkoły.
  • Dzieci, które chodzą do szkoły i się cieszą super, poczekaj do 4 klasy i będzie płacz. Bo nagle szkoła nie będzie fajna. Zmienia się system nauczania, nauczyciele. 
  • Tobie się wydaje, że rok to mało, a ja Ci powiem, że bardzo dużo znaczy ten rok w rozwoju. Przez ten rok wiele się dzieje. Następują 3 skoki rozwojowe bardzo istotne dla Twojego dziecka.
  • Mówisz, że jak pójdzie do szkoły to luksus dla Ciebie? To pomyśl, że są dwie zmiany lekcji raz na rano raz na popołudnie. I co wtedy? Nie pójdziesz do pracy? Dziecko ląduje w świetlicy bladym świtem samo lub z kilkorgiem dzieci. Nie ma zabawek nie wiadomo co robić, są jakieś gry, ale świetlica jest dostosowana do szkoły, a nie do dzieci mimo wszystko w wieku przedszkolnym. 
  • Myślisz, że w świetlicy odrobi lekcje i Ty będziesz mieć z głowy? Błąd dziecko będzie może próbować coś zrobić, ale to Ty po pracy będziesz musiał usiąść z dzieckiem i zrobić z nim zadania, wytłumaczyć jak czegoś nie rozumie. Nauczyciel bowiem, nie będzie skupiał się na Twoim dziecku, bo ma pod swoimi skrzydłami jeszcze 29 innych. On idzie z materiałem
  • Podręcznik wszyscy szczęśliwi bo darmowy, tylko sporo szkół nie dostało odpowiedniej ilości i nastał problem, rodzice musieli kserować, kupować taki psikus.
  • Są dzieci, które faktycznie nadają się szybciej do szkoły i są gotowe emocjonalnie i intelektualnie, ale po to właśnie rząd daje wybór. Żeby takie dzieci rodzic mógł posłać, ale nie zmuszać innych. 
  • Pani nie bierze na kolana, nie tuli, bo jak? Musi robić materiał.
  • Ty mając 1,2 lub 3 dzieci nie widzisz tego ja patrząc w pracy na 30 widzę jak te dzieci się zachowują inaczej. Jak im ciężko jak stoją w kącie smutne, jak pokładają się bo nudzi je siedzenie w ławce, bo są zmęczone lekcjami
  • To, że nauczyciel nie mówi, iż jest problem nie oznacza, że go nie ma. To ty obserwuj swoje dziecko, patrz na nie jak się zachowuje. Nauczyciel widzi jaki jest rodzic, niekiedy mimo sygnałów przez niego wysyłanych rodzic i tak twierdzi, że wszystko dobrze. Skutkuje to tym, że potem nauczyciel mówi mu to, co rodzic chce usłyszeć z negatywnym skutkiem dla dziecka. Wyjdzie później, aż się zdziwisz. 
  • Twierdzicie, że można przecież iść do poradni i dziecko nie będzie musiało iść jako 6 latek. Tylko widzicie to tak nie wygląda. 
  1. Większość rodziców słyszała, że dziecko może iść bo intelektualnie jest dobrze. 
  2. Dziecko które dostało papier oddalający pójście do szkoły to trochę jak wyrok. Ten papier się ciągnie za dzieckiem, że coś było z nim nie tak, że nie poszło do szkoły, bo papier z poradni. Mimo, iż rodzice wiedzą, że to po prostu ich wybór to potem w szkole patrzą na to inaczej. To tak jak z wcześniakami lekarz patrzy na niego jako na tego słabszego.
  3. Dostanie się do poradni niekiedy graniczy z cudem.
Teraz zastanów się, czy faktycznie słusznie, chcesz strajkować i rzucasz się, że rząd dał Ci wybór. Bo ja uważam, że to bardzo dobrze. Jeśli moje argumenty Cię nie przekonały trudno, każdy ma wybór i o to właśnie w tym chodzi. Tylko potem nie mniej pretensji, że dziecko nagle zamknęło się w sobie, że sobie nie radzi, albo, że nauczyciel się "czepia" iż nie może usiedzieć w ławce. Bo to Ty dokonałeś rodzicu wyboru i posłałeś do szkoły, a tam są pewne zasady i nikt nie będzie nad twoim dzieckiem się rozczulał. Ja wybieram 7 lat, bo am wybór i dziękuje za niego. Moje dziecko jeszcze zdąży się napracować, ale ty poślij szybciej. Rząd się ucieszy szybciej zasili Twoje dziecko jako trybik w pracy i będzie płacił podatki i zasilał skarb państwa. Jaka szkoda, że zamiast polepszyć swojemu dziecku dołożysz mu rok pracy do emerytury. Z pewnością kiedyś za to Ci podziękuje :)

Wolny wybór to Twój wybór i tak powinno być, bo wszystko ma swoje dwie strony medalu i warto mieć zawsze dwa wyjścia tak jak z pójściem do szkoły. Czy 6 czy 7 to ja zadecyduje, a nie osoba trzecia, która nie zna mojego dziecka. 

sobota, 19 grudnia 2015

Etap buntu u 15 miesięczniaka


Jak w każdej rodzinie i na nas przyszła pora. Dziecię postanowiła sprawdzić na ile pozwolić sobie może. Oczywiście dziecko nie zapyta wprost ono "bada granice". Niestety najczęściej robi to krzykiem, darciem, czasem wymusza łzy. A Ty rodzicu cierpi i ogłuchnij. Czasem rzuca się na podłogę powścieka się i pójdzie. Moje niestety wpadło na jeszcze jeden pomysł złośliwości. Polega to na tym, że jak nie dam jej ciastka idzie do szafy i wywala wszystkie, z dokładnością do ostatniego rzeczy na podłogę. Najpierw pojawiała się moja frustracja, złość. No, ale co mi to kurna da, że też się wścieknę. Pokiwanie paluchem tez se w dxxpę wsadzić mogę, bo ona też mi pokiwa i tyle z tego. Obrałam jej metodę, mało pedagogiczne, ale skuteczne. Nie krzyczę, milczę, podchodzę do pudła z jej ukochanymi zabawkami i dosłownie robię to co ona. Wywalam wszystko na środek pokoju. Kiedy wszystko już leży obok kładę pudło i odchodzę sprzątać ubrania. Mina dziecka bezcenna. Ja swoją złość upuszczam wysypując zabawki, zamiast na nią krzyczeć. Potem mówię tylko do niej "I widzisz teraz Ty też musisz posprzątać to wcale nie jest miłe jak tak robisz". Nie wiem czy coś rozumie, podejrzewam, że nawet jakby wiedziała o co mi chodzi to się nie przyzna. Woli grać małą córeczkę, która jeszcze nic nie rozumie, bo jest za mała (już ja ją znam cwaniara jedna). W każdym razie o dziwo zaczyna sprzątać te zabawki, wrzuca je w wielkim szoku i amoku do pudełka z powrotem. Możecie mówić, że to złe, ale jednak teraz jak się wścieka już nie wywala, teraz obrała metodę krzyku, który woła o pomstę do nieba. Jak niedługo okna pękną wcale się nie zdziwię, sąsiedzi pewnie myślą, że ja dziecko ze skóry obdzieram, bo tak się drze. Jednak teraz ją ignoruje, sadzam na podusi o której była mowa w tekście TUTAJ. Oczywiście wydziera się dalej, ja jednak biorę książkę i ją totalnie ignoruję, zerkam tylko, co by se krzywdy nie zrobiła. Po chwili przestaje, domyślam się, że jeszcze kilka prób krzyku będzie, ale grunt to się nie poddawać. W sklepie też wymusza, chodzenie no ok, nie mam nic przeciw. Tylko, że ona się niczego nie boi, ani nikogo. Dosłownie. I lezie przed siebie nie patrzy, czy stoi za nią mama czy obca Pani. Idzie i tyle. Jak ktoś da rękę to polezie. A wiemy jak wyglądają sklepy przed świętami? To istny wyścig szczurów i walka lwów. Kosmos no i co? Wystarczy chwila nie uwagi, nawet najbardziej idealnej mamy i dziecko ginie w tłumie. Trudno dziecko się powścieka, ale nadal będzie ze mną, a nie potem będę latać po sklepie niczym wariatka w poszukiwaniu mojego dziecka, które przecież przed chwilą było obok mnie. Jedno jest pewne, dziecko ma wiele pomysłów, więc jak jedna metoda zawodzi próbuje kolejną, grunt to tępić to w zarodku. Jeśli choć raz ustąpimy dziecko poczuje, że coś może i niestety będzie dalej się buntować w ten lub inny sposób. Etap buntu mija. U jednych w wieku 2 lat, u innych dopiero w tedy się zaczyna. Jednak zawsze polega na tym samym, na sprawdzeniu przez dziecko ile może, na ile rodzic pozwoli i co osiągnę stosując pewne techniki wymuszania. Pamiętajmy to my jesteśmy rodzicami, a nie nasze dziecko, my za nie odpowiadamy. Pomyśl co będzie jak raz pozwolisz wyciągnąć mu coś z szafki z detergentami, tłumacząc, że przecież wziął tylko zakręconą pastę, ale następnym razem weźmie domestos jak nie będziesz patrzyła i dojdzie do tragedii. Czasem lepiej być "zły" rodzicem według dziecka, ale kiedyś one dorosną i zrozumieją. A tak będziecie mieć wyrzuty sumienia, że coś się dziecku stało, a wy nie zareagowaliście, a mogliście temu zapobiec.


piątek, 11 grudnia 2015

Najgorszy dzień w moim życiu...

Dziś przez te nocne bóle brzucha, wróciły koszmarne wspomnienia. Pamiętam dokładnie każdy detal tam tego dnia. Była niedziela, wszystko przygotowane na przyjazd moich rodziców, mieliśmy im powiedzieć, o ciąży. Radość, troszkę stresu. Wstałam około 7. A o 8 zaczął się koszmar najgorszy z możliwych. Dostałam krwotoku nie takiego, że plamienie w ciąży. Tylko takie jakby ktoś odkręcił kran, lało się równo. Piotr zadzwonił po pogotowie, przyjechało, nic nie mówili, zabrali do pobliskiego szpitala, siedziałam na wózku z masą podkładów. Płakałam, nie mogłam się uspokoić. To czekanie na lekarza, który miał mnie zbadać mimo, iż trwało krótko mnie wydawało się, że mijają godziny. Błagałam, żeby ratowali, pomogli mojemu dziecku. Nikt nic nie mówił. Przyszła pielęgniarka ratownik szeptał do niej co mi dolega, popatrzyła na mnie, słowem się nie odezwała. Wreszcie pojawił się lekarz, wykonał USG. Dalej trwała cisza, myślałam, że oszaleje. Nagle informacja "Proszę się uspokoić dziecko jeszcze żyje." Z początku dotarło do mnie tylko to, że żyje. Dopiero kiedy wieźli mnie na oddział, dotarło do mnie, całe zdanie wypowiedziane przez lekarza, znów wrócił strachy o życie dziecka. Tak długo się starałam, nie mogę go teraz stracić. Przyjmowałam tonę leków luteiny 3x2, duphaston 2x1, jakieś czerwone małe, jakieś niebieskie, nazw już nie pamiętam. Do tego kroplówki i leki na uspokojenie, które powodowały senność. Pod koniec dnia przyszedł lekarz. Teraz dopiero dowiedziałam się, co się stało. Okazało się, że torbiel, który rośnie razem z Lusią spowodował krwawienie, do tego pojawiły się krwiaki, które niestety krwawiły. Zatrzymali krwawienie, kazał leżeć i czekać do następnego dnia czy uda się uratować dziecko. Byłam załamana. Rodzicom zamiast powiedzieć o tym, że będą dziadkami, biedny Piotr musiał powiedzieć, że jestem w szpitalu i jestem w ciąży. Oczywiście zamiast wesprzeć jego i mnie spotkaliśmy się z krytyką i wyzwiskami, że spotkała nas kara bo dziecko poczęliśmy przed ślubem. W cale ich nie obchodziło, że nawet najmniejszy stres może spowodować, że stracę dziecko. (Ślub był od roku zaplanowany na 1 marca, dokładnie za niecałe 2 tygodnie miała odbyć się ceremonia) To był koszmarny dzień. Kiedy rodzice sobie poleźli płakałam, Piotr trzymał mnie za rękę, uspokajał. Choć jemu też było ciężko, tylko, że on nie okazuje aż tak bardzo emocji. On je chowa w sobie, kumuluje. Następnego dnia na szczęście na usg okazało się, że dziecko żyje, że jest spora nadzieja, ale muszę tu zostać do porodu. Więc leżałam, byłam szczęśliwa, że dziecko żyje i jest nadzieja, że je donoszę i urodzę. Tylko to się liczyło. Choć było cholernie ciężko leżeć w szpitalach (zwiedziłam wszystkie we Wrocławiu). Najgorsza była ta samotność, zamiast cieszyć się z Piotrkiem ciążą, to byłam sama. On chodził do pracy starał się jak mógł, odwiedzał czasem przed pracą na chwilkę czasem chwilę po pracy. To było straszne. Nie mieliśmy oparcia w nikim, nikt nas nie rozumiał, za to wszyscy krytykowali. Dziś jednak po mimo tej strasznej ciąży (jeszcze było kilka momentów grozy). Mimo walczenia o każdy dzień dłużej, by ją utrzymać w brzuchu, wiem, że zrobiłam kawał dobrej roboty. Dziś mam Lusię, ona biega koło mnie i woła mama. Jednak nie chciałabym po raz drugi przechodzić tego strachu i walki w tej ciąży obecnej. Tym bardziej, że teraz już mam jednego bombelka w domu i nie mogę tak po prostu się położyć na resztę miesięcy w szpitalu. Nie mam z kim jej zostawić. Jednak się nie poddam. Wierzę , że ta sytuacja z nocy to wynik stresu z pracy lub przemęczenia i będzie dobrze. Muszę chwytać się każdej iskierki nadziei bo inaczej zwariuje. Trzymam również kciuki za wszystkie mamusie, które teraz są z brzuszkami, abyście nigdy nie musiały walczyć o nienarodzone jeszcze dziecko.


czwartek, 10 grudnia 2015

Bajki z morałem

Postanowiłam troszkę wzbogacić mojego bloga. Podejście drugie tak zwane. Widziałam już w sieci blogi kulinarne, o zabawkach, szyciu, wychowaniu dzieci. Jednym słowem o wszystkim. Mój też zawiera szczyptę wszystkiego niczym w kuchni zupa, aby smaczna była wszystkiego szczypta być musi, żeby pyszna była. Jednak chciałabym czymś się wyróżniać, zrobić coś czego nie było. Postanowiłam wygrzebać z dna szuflady bajki terapeutyczne i z morałem dla dzieci i dorosłych :) Postaram się wrzucać filmiki raz w tygodniu tak jak było jakiś czas temu, ale będzie też wersja pisana z ręcznie malowanymi ilustracjami. Oczywiście pewnie będą też bajki kreatywne, gdzie każdy będzie zaangażowany. Już jutro pierwsza bajka się pojawi opublikowana. Więc wyczekujcie i śledźcie bloga mojego bo na nudę nie będziecie mogli narzekać. Nadchodzą bowiem zmiany i to całkiem spore. Mam nadzieję jednak, że będzie miło i przytulnie i chętnie zaglądać tu będziecie. Ja Was z Lusią serdecznie zapraszam, bo czymże by było moje pisanie bez Was. Niczym zupełnie-jak kartka z pamiętnika. 

Teraz uciekam już spać choć bezsenność dalej ciążowa doskwiera, to przynajmniej jestem wstanie nadrobić wiele spraw, gdy reszta domowników śpi :)
 

Domowe sposoby na choroby :)


Niestety pogoda taka a nie inna. Ciągle się zmienia raz zimno, za chwilę gorąco, po chwili pada a za chwile śnieg. No i masz babo placek dzieci i dorośli chorują. Nie ma jak ubrać się do pogody bo rano zimno potem już cieplutko. Coś ta zima nie zimowa :( Co rusz katar, kaszel ktoś ma w rodzinie. W aptece to chyba każdy z nas już majątek zostawił. Ja postanowiłam wypróbować kilka domowych sposobów i o dziwo, lepiej się sprawdzają na te przeziębienia niż te wszystkie leki, co krocie kosztują a wcale nie pomagają. Owszem są sytuacje podbramkowe, gdy bez antybiotyku nie ma zmiłuj się, ale jeśli od razu przy katarku, kaszlu zadziałamy jest nadzieja, że się choroba nie rozwinie i szybko do zdrowia wrócimy :) No to lecimy z tymi domowymi sposobami. (domowe sposoby można stosować u dzieci po 1 rokiem życia)


  1. SYROP Z CEBULI: 
Potrzebny nam czysty słoik szklany i cebula jedna duża lub dwie mniejsze. Cebulę obieramy i kroimy w krążki nie za grube i nie za chude, wkładamy kilka do słoika i przesypujemy cukrem, znów kładziemy kilka plastrów i znów sypiemy cukier i tak układamy warstwy aż skończy się cebula, na samą górę też sypiemy troszkę cukru, przyduszamy troszkę łyżką i odstawiamy, a po godzinie mamy syropek już gotowy. Pijemy dzieci 1-4 roku 1 łyżkę dwa razy na dobę. 

Zastosowanie: kaszel suchy, problemy z odkrztuszeniem go, zapalenie gardła.

    2. SYROP Z BURAKA

Potrzebne nam burak, cukier kuchenka gazowa lub sokowirówka lub blender. Jeśli macie kuchenkę gazową myjecie buraka, odkrawacie górę robicie wgłębienie i do wgłębienia wsypujecie łyżkę cukru, Stawiacie na palniku i czekacie, aż burak puści sok i sobie nakładacie na łyżeczkę i pijecie. Żeby uzyskać większą ilość soku, można wycisnąć sok z buraków przez sokowirówkę co jest najłatwiejsze, jednak nie każdy ma taki sprzęt. Można też blenderem, a potem przez sitko przecedzić sok, dodać trochę cukru lub miodu w tym wypadku można i pić na zdrowie :)

Zastosowanie: kaszel mokry,kaszel suchy, przeziębienie

   3. CZOSNEK

Nazywany naturalnym antybiotykiem, kiedyś nie było tylu leków, więc ludzie jedli czosnek i on im pomagał, działa bakteriobójczo. Wystarczy chlebek posmarować masełkiem a czosnek obrać i pokroić w plasterki kilka nawet i przykryć szynką/serkiem. Czosnku prawie się nie czuje, ale on pomaga :)

Zastosowanie: przeziębienie, grypa, zapalenie gardła, zatok, odporność wzmacnia

  4. MLEKO Z MIODEM I CZOSNKIEM

Gotujemy w małym garnuszku mleczko, dodajemy czosnek starkowany na tarce studzimy i gdy już jest idealny do picia dodajemy łyżkę miodu najlepiej lipowego

Zastosowanie: przeziębienie, bolące gardło

WAŻNE!!! Nigdy nie dodawaj miodu do gorącego napoju, traci on bowiem swoje właściwości lecznicze i nie tylko.

   5. HERBATA MALINOWA

Działa rozgrzewająco, nawilża gardło, pomaga się organizmowi wypocić. Idealnie napić się przed spaniem lub po powrocie z zimnego dworu. 

Zastosowanie: rozgrzewa, łagodzi ból gardła, pomaga się wypocić przy przeziębieniach, grypie

   6. HERBATA LIPOWA

Działa rozgrzewająco i nawilża drogi oddechowe, super sprawdzi się przy kaszlu lub zapaleniu gardła. Można letnią herbatkę posłodzić łyżeczką miodu

Zastosowanie: kojąco na ból górnych dróg oddechowych, gardła, pomaga się wypocić

   7. MIÓD LIPOWY

 Najlepszy wśród z miodów na przeziębienia , dodawany do herbaty, mleka pomaga zwalczyć chorobę

Zastosowanie: odporność, łagodzi ból, pomaga leczyć przy przeziębieniach

   8. HERBATA Z MIODEM I CYTRYNĄ

 To chyba, każdy potrafi przyrządzić :) 

Zastosowanie: początki przeziębienia, nie wolno jednak stosować, gdy boli, gardło lub mamy suchy kaszel, bo cytryna bardziej jeszcze podrażni, zamiast pomóc

  9. OLEJEK EUKALIPTUSOWY

Wystarczy skropić poduszkę kilkoma kropelkami lub dodać do inhalatora lub podgrzewacza do aromaterapii, żeby można go sobie wdychać :)

Zastosowanie: chore zatoki, zatkany nos, katar uporczywy, ból głowy

  10. PŁUKANKA Z SOLI KUCHENNEJ

Taką płukankę można zrobić samemu, rozpuszczając pół łyżeczki soli w pół szklanki wody, albo kupić gotowe ampułki w aptece. Płukankę należy wykonywać ok. 5 razy dziennie. Jeśli roztwór wykonuje się w domu, można posłużyć się strzykawką.

Zastosowanie: Zatkany nos, chore zatoki

  11. NAPAR Z RUMIANKU

  Robimy taką mocniejszą herbatę zalaną wrzątkiem i wdychamy opary rumianku. Taka domowa inhalacja

Zastosowanie: zatkany nos, uporczywy katar, zmniejszy obrzęk w nosie.

  12. PŁUKANKA Z SZAŁWII

Kupić szałwie można w aptece, robimy płukankę i płuczemy nią gardło. Tak 2-3 razy dziennie

Zastosowanie: bolące , piekące gardło, zmniejsza obrzęk w gardle
  
    13. SIEMIĘ LNIANE

Zaparzamy siemię lniane i pijemy, działa cuda. Wystarczy tak 3-4 razy na dobę pić.

Zastosowanie: utrata głosu, zapalenie strun głosowych, wszelkie problemy z krtanią i gardłem. łagodzi i nawilża.

     14. ROSÓŁ Z KURY

Prawdziwy, pyszny i gorący rosół z kury. Uwielbiany przez dzieci jako zupa codzienna najlepiej. Idealnie rozgrzewa i zwalcza przeziębienie. 

Zastosowanie: choroba, przeziębienie, zimno, ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbólowe, antywirusowe i antybakteryjne. 

   15. NACIERANIE SPIRYTUSEM Z MASŁEM

Nacieramy stopy i nadgarstki spirytusem z masłem, potem zakładamy grube skarpetki lub rękawiczki i się kładziemy do łóżka. Człowiek się poci, wygrzewa i choroba sama ucieka.

Zastosowanie: przeziębienie, grypa.

   16. IMBIR

Imbir dodany do herbaty lub do potrawy leczy :) 

Zastosowanie: ułatwia trawienie, łagodzi mdłości, Zmniejsza agregację (zlepianie) płytek krwi,

Łagodzi bóle miesiączkowe,Leczy przeziębienia, działa przeciwzapalnie, leczy migrenę, 

przeciwobrzękowo, działa odkażająco (jama ustna) zwiększa koncentrację, polepsza krążenie krwi





środa, 9 grudnia 2015

Klocki drewniane - zamek istny HIT wśród klocków

Lusia ostatnio dostała na Mikołaja od swojej ukochanej cioci pudełko z klockami drewnianymi. 
Pudełko kształtem przypomina walec, na górze posiada sorter co czyni pudełko dodatkowo atrakcyjnym. Jest też doczepiony do niego uchwyt co umożliwia rodzicowi i dziecku taszczenie tego pudełka po całym mieszkaniu. Lusia już taszczenie bardzo dobrze przetestowała. Klocków jest aż 100. Z początku myślałam, że to są takie zwykłe klocki drewniane jakie już mamy i średnio zdobyły Lusi serce. Ja uwielbiam zabawki drewniane bo są ponadczasowe, trwałe (to chyba najważniejsze), kupując je wiem, że kupuje na lata, a do tego kreatywne, nie wydają dźwięku. To dziecko musi wymyślać dźwięk wydawany np. przez piekarnik, z klocków musi coś zbudować, aby otoczyła je magia zabawy i wyobraźni. Jednak Lusia wcześniej nie podzielała zdania mamy, no trudno. A te klocki ją zaciekawiły. Rozpakowała, wysypała i zaczęła się zabawa. 
Te klocki mają coś w sobie wyjątkowego i nie jest to firma, które je wyprodukowała. Posiadają dużo niespotykanych elementów. Jak np. figurki konia, księżniczki i 3 księciuniów. Figurki są rewelacyjne. Nie dość, że są pięknie wykonane, to cudownie i bajecznie kolorowo pomalowane. Księżniczkę lub księcia można posadzić na koniu i to obie figurki na raz (o dziwo jak są dwie lepiej konia się trzymają). Dodatkowo pojawią się w zestawie klocki typu daszki wież, klocki z namalowanymi tarczami, oknami, drzwiami itp. Atutem są też klocki z krawędzią typu mury zamku. Nie wiem jak to nazwać więc wrzucam zdjęcie.


Z ciekawych klocków są też 2 kolumny, dzięki którym wjazd do zamku może być pięknie ozdobiony. Lusia o dziwo klockami codziennie się bawi, a sprzątając próbuje dopasować je do sortera, który pełni rolę wieczka od pudełka na klocki. Więc uczy się też kształtów.
Nie sądziłam, że zabawa klockami, może ją tak wciągnąć, choć szczerze jej się nie dziwie. Sama także z przyjemnością przyłączam się do jej zabawy, choć mnie pozwala tylko podawać klocki, które wskaże paluszkiem, no nic dobre i tyle :) Zestaw, też jest na tyle duży, że można zbudować na prawdę wiele, nie tylko zamek dla królewny ale i jakiś mały domek, stajnie dla koni czy co tam dziecko wymyśli. Na pewno warto go też połączyć z innym zestawem klocków, wtedy to już istny raj dla budowniczych, ja na razie nie podsuwam tego pomysłu Lusi bo już te klocki są rozsypane w całym pokoju i wszędzie jakąś budowle stawia to co dopiero, gdy będzie miała do dyspozycji 200 klocków? To już będzie szaleństwo. Z tego co się dowiedziałam, klocki zostały kupione w Biedronce za 39,99zł więc wcale nie tak dużo, a uwierzcie mi są i wytrzymałe i cudownie zrobione. Wytrzymałość Lusia sprawdza ich codziennie jak wymyśla z tatą bombardowanie zbudowanej wieży lub fortecy. Nie chcecie wiedzieć jak wygląda mieszkanie po tej zabawie, bo mnie to o zawał przyprawia, no ale cóż dzieckiem się jest raz w życiu (choć w przypadku facetów - czyt. mój mąż niekiedy proces trwa ten dłużej) Jak się kocha to się pozwala niekiedy na odrobinę szaleństwa. A teraz podziwiajcie zdjęcia i poszukujcie super klocków na prezent pod choinkę :)  



środa, 2 grudnia 2015

Radość, euforia a po chwili kubeł zimnej wody....



Udało się!!! Będąc już w szpitalu z Lusią dziwnie się czułam, ale zwalałam to na stres związany pobytem w szpitalu, strachem o zdrowie córci. Jednak coś mi podpowiadało, abym zrobiła test. Więc posłusznie go wykonałam i moim oczom ukazały się 2 kreski. Matko cieszyłam się, płakałam i nie dowierzałam. Pamiętacie jak jakiś czas temu mówiłam Wam, że chciałabym znów zostać mamą? 
Strasznie się bałam, że znów będę leżeć 9 miesięcy w tych okropnych szpitalach. Ale jak to w życiu bywa, ono pisze własne scenariusze. Ten strach gdzieś mi minął na jego miejsce wdała się radość, że znów będę mamą, a Lusia będzie miała brata lub siostrzyczkę. Polazłam do ginekologa, aby potwierdzić cudowną nowinę, no bo testy niekiedy też psikusy płatają. Siedziałam, czekałam, a minuty mi się okropnie dłużyły w poczekalni. Wreszcie wlazłam, szybko do badania i HURAAA. Udało się jestem w ciąży :) biorąc pod uwagę, że jak na kobietę, która nie ma owulacji i z Lusią się długo starała to na prawdę dar z niebios, że jestem w ciąży 2. Jednak niestety już po minie lekarza widziałam, że to nie koniec wiadomości dla mnie i miałam rację. Jednak sytuacja lubi się powtarzać, prócz cudownego Maluszka, który zaczął się we mnie rozwijać, obok rośnie znów torbiel, który jest 3 razy większy od "ziarenka", który jest Maluszkiem. No szlak. A było tak pięknie. Moja pierwsza myśl. "Błagam, żeby tylko nie kazał mi leżeć, ani iść do szpitala, że ciąża zagrożona" Jak przy Lusi można było sobie na to pozwolić to teraz nie ma jak, bo już jedno dziecko mam i nie zostawię go samego w domu. Załamałam się, na szczęście mój lekarz wie jak mnie pocieszyć. "Głowa do góry, to niesamowite, że jest Pani w ciąży ta torbiel to pikuś z którą damy radę." No oby... Obiecałam sobie, że postaram się bardziej zadbać o siebie, brać znów dowcipną Luteinkę i będzie dobrze, wszystko byle nie leżeć w tym cholernym szpitalu. Za 2 tygodnie mam kontrole i normalnie modlę się, żeby cudownie tej torbieli już nie było. Mąż jak się dowiedział, ucieszył się bardziej niż bym podejrzewała. Ten to wariat już do brzucha gada " Pamiętaj, masz tam być dzielny i słuchać się mamy" Ten to zawsze wie co powiedzieć do dziecka w brzuszku. Nie powiem rozbawił mnie tą sytuacją. Ubolewam nad jednym nie będę mogła już sama znosić wózka, aby wyjść z Młodą na spacer, no ale nim to sobie zjadę po schodach :P Trzymajcie kciuki, abym za 2 tygodnie usłyszała, że zagrożenie minęło i przejdę tą ciążę jak normalna kobieta, bo chyba zwariuje. 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Momme Oliwka pięlęgnacyjna

Tak wiele za tak nie wiele. Oliwka gęsta, łatwa w rozprowadzaniu po ciałku i uwaga nie zostawia tłustych śladu. Poważnie. Super. I o dziwo szybko się wchłania i ładnie pachnie. Idealnie nawilża każdą wysuszoną skórę próbką 3ml wysmarowałam całą Lusie. Idealnie nadaje się do masażu. Ręce nie opływają nią a dobrze można masować. A nie tonąć w oliwce jak to zwykle bywa, że jest jak woda. Skład znów 100% natury. Nie ma żadnych dziwnych składników. Dla kogoś kto oliwki używa będzie na medal, więc zachęcam do zakupu. My trochę za duże na oliwki, ale do masażu używałyśmy i super. Lusi się podobał zapach oraz jak nawet zlizała to nic jej nie było, bo to naturalne a nie jakaś chemia.

Tak więc rodzicu, chcesz by skóra dziecka zdrowa była nie zwlekaj i kosmetyki Momme zamawiaj. Nie są drogie, bo są wydajne a cena adekwatna do jakości.

Tak więc polecamy i na stronę producenta zapraszamy TUTAJ

MOMME łagodny żel do mycia 2w1 - czyli natura na 102


No to już przedostatni produkt firmy MOMME, który miałam okazje testować wraz z Lusią.  Cudownie pachnący żel do mycia 2w1. 
Jeśli chcielibyście uniknąć walki z ciemieniuchą to polecam ten żel. Wydajny, boskoo pachnący. Zahipnotyzuje nie tylko dziecko ale i rodzica zapachem gwarantuje. Co czyni go wyjątkowym?
A no to, że ułatwia rozczesywanie jakże posklejanych włosków po całym dniu udanej zabawy. Wiem, co mówię, Młoda może ma niewiele włosków, ale jak je to "całą sobą" i jedzenie właśnie znajduje we włosach, jakieś resztki farbek, piasku. Ogólnie wszystkiego. Więc zakończyła się udręka umycia tego nieładu i bez krzyku, bo rozczesywanie po umyciu tym żelem to marzenie. Zresztą dorosły jak ma także problemy z kołtunami to także polecam, bo kto powiedział, ze kosmetyki dla dzieci są tylko dla dzieci? Jedyne co pewne to, to że są bardziej bezpieczne i naturalne, więc dużo zdrowsze w stosowaniu.


Skład:
  • mleczko z migdałów ziemnych
  • mydlnica lekarska
  • prebiotyk z cykorii 
  • betaina z buraka cukrowego 
  • guma guar
  • roślinne substancje myjące 
Musicie przyznać, że skład powala, bo nie ma do czego się przyczepić i z pewnością jest bezpieczny dla maluszków już od 1 dni życia, a szczególnie dla dzieci z problemami skórnymi.
Tubeczka 150ml/ żel gęsty i znów bardzo wydajny zostało mi go około połowy. Już małą kropelką spokojnie umyjecie malucha. Poważnie. Pokaże Wam na ręce jak rewelacyjnie się pieni, taka niewielka ilość i to za wiele do umycia ręki dorosłego a co dopiero, by umyć całe ciałko małego człowieka










 

Nie będę wrzucać zdjęć córci jak jest wymiziana pianą tego żelu, ale mniej więcej możecie sobie wyobrazić.
Tak więc polecamy i zapraszamy na stronę producenta, jak również do zakupu, każdego, kto jeszcze szuka idealnego i naturalnego kosmetyku do mycia dla Maluszka.  TUTAJ. Koszt może wydawać się duży, ale jest mega wydajny więc zamiast kupować 2 tańszych lepiej jeden który starczy na tyle samo kąpieli a jej zdrowszy dla skóry dziecka. My polecamy serdecznie :)

MOMME kojący krem na pupę -mój ideał


Był już krem na każdą pogodę, a teraz krem na pupę i odparzenia. To mój ideał wśród kremów tego typu. Sudocrem, który jest powszechny i fakt skuteczny, ale szkodliwy. Bo nie wiem czy wiecie sudocrem to lek. Krem natomiast MOMME jest 100% naturalny i nie jest szkodliwy dla skóry i nie jest lekiem. Opakowanie także rozczuli nie jednego rodzica słodki bobas śpiący na kwiatku a nad nim latają dwie wróżki dbające o spokojny sen. No, bo spójrzmy prawdzie w oczy pupa odparzona to piekąca pupa, a wtedy spokojny sen pójdzie w zapomnienie.

Pojemność tubki, którą otrzymałam to 50ml,
ale zdziwicie się jaka może być ona wydajna używam go już miesiąc i dalej dużo mi zostało. Wystarczy już bowiem bardzo niewielka ilość na palcach, aby posmarować całą pupkę. Krem jest w konsystencji gęsty i nie uczula. No chyba, że jakiś Bobas uczulony jest na któryś ze składników tak to nie powinien. Moją alergiczkę wręcz uleczał a sytuacjach kryzysowych.


Skład:

  • olej rycynowy- bardzo silnie natłuszcza, wspomaga regeneracje skóry
  • olej ze słonecznika-bogaty w witaminy i antyutleniacze, delikatny dla skóry dziecka, zmiękcza i wygładza skórę.
  • tlenek cynku-w kremie jest go aż 20%, łagodzi podrażnienia i odparzenia (oraz poparzenia sprawdziłam na sobie)
  • olej babassu- redukuje uczucie suchości , swędzenia, szorstkości
  • kompleks biolipidów roślinnych-bardzo zbliżony składem do warstwy lipidowej skóry człowieka, odbudowuje barierę ochronną naskórka i zmniejsza podatność na podrażnienia
  • olej arbuzowy- nadaje skórze miękkość i cudownie nawilża
  • skwalan z oliwek- składnik cementu międzykomórkowego, zapobiega utracie wody
  • gliceryna organiczna-długotrwałe nawilżenie
  • naturalna witamina E- łagodzi podrażnienia
  • wosk carnauba-ochronna i zapobiega utracie wody 
  • olejek makadamia- odżywczy, kojący, łagodzący idealny na wszelkie podrażnienia skóry, również na poparzenia.
Krem jest przeznaczony dla dzieci już od 1 dni życia, więc spokojnie mamy spodziewające się dopiero Maluszków mogą się w niego zaopatrzyć. Ja nie tylko testowałam go na Lusi, ale również jak się poparzyłam wrzątkiem (nie ma jak inteligentna mama chce w pośpiechu gołą ręką zdjąć rozgrzany garnek z gazu) I bosko łagodził poparzenie już po chwili przyniósł mi ulgę a do tego nie ma śladu po poparzeniu, ani jednego bombla, blizny. 
Lusi pupka też wygląda wspaniale, szczególnie, że ostatnio kilka odparzeń było to dzielnie krem zwalczył je i śladu brak :)

Krem jest mega gęsty co czyni go tak bardzo wydajnym, a jednocześnie jego delikatność łatwość w rozsmarowaniu. To idealne połączenie, którego ciężko doszukać się w kremach dla dzieci bo zwykle są za tłuste, za bardzo pachnące, źle się wchłaniają. Tutaj rewelacja. Nie zostawia żadnych tłustych plam czy innych odbarwień na ubraniu. Bardzo szybko się wchłania zaraz po rozsmarowaniu, które zajmuje nam kilka sekund. Jest bezwonny , nie drażni nosa rodzica :D

Z czystym sumieniem mogę ten krem polecić, przy drugim Maluchu myślę, że przy walce z odparzeniami czy poparzeniami nie będę już się zastanawiać a od razu po niego sięgnę bo jest wart uwagi każdej mamy. Zapraszam na stronę producenta, gdzie jeszcze zasięgniecie więcej informacji na temat tego kremiku lub innych produktów. Szczególnie zapraszam mamusie alergików bo warto.
MOMME. Koszt kremiku to około 25zł /50ml Każdy krem jest pięknie zapakowany więc idealny na prezent. Polecam z czystym sumieniem :)

sobota, 21 listopada 2015

Żłobki i przedszkola czyli co i jak - ŻŁOBKI

Tak jak obiecałam choć z lekkim poślizgiem wpis o żłobkach i przedszkolach. Zebrałam wasze opinie i opinie nauczycielek z kilku nie zależnych placówek.

Na pierwszy odstrzał wzięłam żłobka.

ŻŁOBEK

  • PUBLICZNY 
Dla rodzica przy wyborze tej placówki liczy się koszt opłat za 1 miesiąc bardzo niski w porównaniu do prywatnych. Nie da się ukryć przy pakiecie 9h płaci się około 400zł z wyżywieniem. A w prywatnym ten sam pakiet średnio 1200zł. Jest różnica i to spora. I szczerze? Wychodzi, że to jedna z głównych rzeczy , która kieruje go do publicznego a nie prywatnego żłobka. Niestety potem spotykamy się z realiami. Rodzic: chciałby należytą opiekę dla swojego dziecka, niestety państwowe mają dwie skrajności albo Panie takie do rany przyłóż albo wredne baby, które zachowują się jakby siedziały tam za karę. Prawdą jest, że rodzic ma prawo wymagać, aby dziecko miało przebieranego pampersa lub było wysadzane na nocnik/toaletę. Ma prawo oczekiwać, że dziecko zostanie nakarmione i nauczone samodzielnego jedzenia. Ma prawo wymagać, by dziecku nie działa się krzywda w placówce. Jednak nie może oczekiwać, iż Pani poświeci swojej uwagi więcej jednemu ich dziecku, bo ma pod swoimi skrzydłami 25-30 dzieci. Nie może oczekiwać, że będzie zdrowe. Bo wszystkie dzieci przez 1 rok chorują w takich placówkach. To są realia masa dzieci, jedne kichają inne kaszlą, a Pani, ze żłobka ma prawo odmówić przyjęcia tylko, gdy dziecko ma gorączkę lub wymiotuje. Serio niestety tak jest. Ja wiem, bo sama posyłam córkę do żłobka mam tak, że zostawiam jej ubranko lżejsze/ cieplejsze na przebranie. Ale zdaje sobie sprawę, że niekiedy Pani nie spamięta, które jak i gdzie ubrać, bo się nie da. Jak np. 15 marudzi i wyje. No to wiadomo, człowiek nie myśli i zapomina. Zresztą mi jako mamie też się zapomni założyć skarpetki do pary lub złe spodnie, których miałam nie ubierać, ale tak się spieszyłam, no trudno. Mało tego ostatnio miałam sytuację, zaspałam i pakowałam w biegu siebie, córkę i spakowałam jej kapcie, które miały zostać w domu przybrudzone z zabawy dnia poprzedniego i co? I słuchajcie Pani w żłobku do mnie "Musi Pani wyprać te kapcie, dziecko nie może chodzić w takich." No głupio mi się zrobiło, ale i wyszło, że Panie widzą i sprawdzają. Obserwują to moje dziecko skoro widzą takie coś jak przybrudzone kapcie :) Duży minus :( dziecko musi być zawsze oddelegowane do  żłobka do godziny 8:15. To głupie bo niekiedy mąż idzie na 10 do pracy i mogłaby sobie pospać ale nie ma takiej opcji. A szkoda, bo dziecko by było krócej w placówce dzięki temu.

Ja wiem, że bywa różnie ja też potrafię być matką upierdliwą :P , ale wiem też, że czasem to bezsensu sama pracuje w przedszkolu to wiem jak ciężko wszystko ogarnąć. Najważniejsze rodzice pamiętajcie każda placówka musi zapewnić Wam:
  • dieta dziecka jest przestrzegana
  • dziecko ma przebieraną pieluchę lub wysadzane na nocnik/toaletę
  • dziecko ma być najedzone (dziecko ma jeść jak samo nie umie, ma być nakarmione z pomocą nauczyciela)
  • na dziecko się nie drze, nie używa przemocy psychicznej i fizycznej
  • nie wolno stawiać go na nogi w brew waszej woli, jeśli dziecko nie chodzi
  • dziecko nie musi chodzić w kapciach, może być w skarpetce z podeszwą/skórką
  • nie ma prawa nikt wam narzucić wychowania dziecka, może zasugerować
  • nikt nie ma prawa krzyczeć na was lub mówić, że zły z was rodzic 
  • nie ma też czegoś takiego, że wy czegoś nie wiecie np. dziecko upadło, uderzyło się o coś wychodzi po fakcie. 
  • rozmowa i współpraca z wychowawcą
  • nie ma prawa zmusić dziecka do czegokolwiek, może tylko nakłaniać i motywować
  • ciepłe posiłki, dostosowane do wieku i potrzeb dzieci
  • Panie muszą być wykształcone w kierunku opiekuńczym lub pedagogicznym
Nauczyciel nie musi:
  • pilnować rzeczy przyniesionych przez dzieci spinki, misie, zabawki -dajecie dzieciom na własną odpowiedzialność
  • pamiętać za każdym razem jakie spodnie z szafki ubrać na jaką pogodę (niestety nie :( )
  • skupiać się i mieć na uwadze tylko Wasze dziecko lub szczególnie Wasze dziecko, bo wszystkie dzieci są tak samo ważne (zdarzają się wyjątki- ulubieńce Pań :( )
PRYWATNE
Droższe niestety aż 3 krotnie od państwowych. Jednak opieka no niekiedy jest lepsza. Dzieci rzadziej chorują, mniejsza ilość dzieci w grupie (najmniej nawet 5 dzieci może być). Catering często źle dopasowany do dzieci niestety jest lub posiłki są zimne. Większe skupienie Pani na naszym dziecku bo dużo mniejsza ilość na 1 osobę przypada.  Te żłobki podpasowują się zwykle pod rodziców. Publiczne to rodzic musi dopasować się do żłobka. Tutaj dziecko przyjść może kiedy chce i na ile chce, takie pakiety. Dużo zajęć dodatkowych, wycieczki dosyć ciekawe. Więcej kreatywnych zabaw. Panie muszą słuchać zaleceń rodziców. Często jest też tak, że rodzic ma prawo przynieść własne jedzonko dla dziecka. Tutaj Panie muszą pamiętać w co ubrać malucha w zależnie od pogody co rodzic dał.   Tutaj rodzic ma prawo wymagać wszystkiego bo on płaci ona wymaga. Dzieci mają większą kontrole nad tym co robią, w co się bawią. Ale o dziwo większe prawdopodobieństwo, że tu stanie się krzywda dziecku niż w publiczny. Prosta przyczyna w publicznym są kontrole oświaty, sanepidu itp. W prywatnych od czasu do czasu jak komuś się zachce ruszyć do danej placówki lub dostaną zgłoszenie, że warto by było sprawdzić. Pracują często tam Panie nie mając wykształcenia pedagogicznego lub opiekuńczego. (to niestety często znajoma, znajomej po np. germanistyce, archeologii pracują w żłobkach i przedszkolach prywatnych STRASZNE!!!!) Panie często nie mówią całej prawdy, mówią to co rodzic chciałby usłyszeć. Taka manipulacja, aby zrobić dobrą reklamę. Niestety to robi krzywdę dziecku. Np. dziecko nic nie jadło. Rodzic pyta czy jadło Pani, że bardzo ładnie, trochę marudził, ale zjadł. Dziecko łazi głodne, rodzic o tym nie wie po drodze do domu jedzie z nim na spacer, zakupy. Wychodzi, że cały dzień jest głodne. Od razu mówię, nie w każdej placówce tak jest. Bo są idealne i takie też znam. Chce jednak, abyście znali też od strony zaplecza. Bo to są rzeczy, których się rodzicowi nigdy nie mówi i on nie pracując w placówkach tego nie widzi. 

CZYM SIĘ SUGERUJECIE PRZY WYBORZE:
  • miesięczną opłatą
  • czy placówka blisko jest domu lub waszej pracy
  • opieki dziecka
  • czy chodzi tam jakieś dziecko znajomych
  • czy rodzic, może tam wejść zwiedzić
  • wygodne godziny otwarcia i zamknięcia placówki
  • dobra informacja nauczyciel-rodzic
  • chętni nauczyciele do współpracy z rodzicem



środa, 18 listopada 2015

KONKURS z NUK

Znacie nowe butelki Nuk z serii  New Classic z serduszkiem? Nie? No to zaraz poznacie. 
Butelki z tej serii mają bardzo wygodny kształt, jest to wąska butelka. Dzięki temu pasuje do wszystkich rodzajów podgrzewaczy, a nie tylko do wybranych. Z pewnością atutem jest smoczek, jeszcze bardziej dopracowany, ale o nim niżej będzie więcej. No i ten piękny, klasyczny wzór serduszko. Nasuwa mi się jedno skojarzenie, że karmimy dzieci mlekiem z miłości do nich. Tak samo jak te butelki zostały stworzone z miłości do dzieci :) 


Smoczek jest idealnie dopasowany do każdego małego podniebienia. Zaś Nuk Air system idealnie odprowadza powietrze, które gromadzi się w butelce. Dzięki temu minimalizuje do minimum lub całkowicie niweluje kolki.  Smoczek jest tak doprecyzowany, że język może zachowywać się swobodnie, dziecko nie ma problemu z jego ułożeniem. Do tego wargi mają ułożenie jak na piersi mamy. Smoczek nie zakłóca prawidłowego ssania i rozwoju szczęki i podniebienia.


Butelka prezentuje się znakomicie i świetnie spełnia przypisane jej zadanie. Moje serce już skradła cała seria. Jeśli Wam też się podobają, to zapraszam na konkurs. 



KONKURS!!!

Zapraszam do wzięcia udziału w super konkursie, gdzie wygrywają, aż 3 osoby. Zadanie konkursowe jest banalnie proste wystarczy dokończyć zdanie " Tak bardzo kocham Cię, że..." i spełnić warunki rozpisane w poniższym regulaminie konkursu.

Zasady są proste:

1. Polub sponsora całej zabawy NUK
2. Polub nas Kreatywny Rodzic
3. Udostępnij plakat konkursowy TUTAJ
4.Polub plakat konkursowy TUTAJ
5.Dokończ zdanie "Tak bardzo kocham Cię, że..."
6.Odpowiedzi umieszczamy w komentarzu pod postem konkursowym na blogu
7. Zapraszamy minimum 3 znajomych do zabawy na fb :) (muszą podświetlić się na niebiesko) TUTAJ
8. Wygrywają aż 3 osoby.

Zdanie tym bardziej kreatywnie dokończone tym większa szansa na wygraną, można dołączyć fotkę do swojego zgłoszenia pokazującą miłość Waszą do dzieci.

Bawimy się od 18.11 do 22.11.2015, 24:00 (późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę)












wtorek, 17 listopada 2015

SNORTA - gra która wciąga!!!



Już długi czas ją mamy, ale postanowiłam ją teraz dopiero opisać. Gra jest warta uwagi, tym bardziej, że zbliża się Mikołaj.

Gra składa się z:

  • 12 figurek zwierzątek
  • 8 stodół (domki plastikowe)
  • 97 kart
  • woreczek 
  • instrukcja    


  • Gra jest banalnie prosta. Grać w nią może aż 8 graczy (tyle jest domków). Na początku wszystkie zwierzątka wsypujemy do woreczka. 

    Teraz każdy z graczy otrzymuje stodołę. 
    Skoro każdy otrzymał już "domek" następuje losowanie swojego zwierzątka z woreczka tak, aby reszta graczy nie widziała co wylosowaliśmy i chowamy do naszej stodoły. Później jeden z graczy (najstarszy) tasuje karty i rozdaje każdemu po równo. Każdy układa je w stosik przed sobą obrazkiem do dołu. Zaczynamy grę. Na raz, dwa, trzy każdy bierze kartę ze swojego stosu (pierwszą z góry i kładzie ją na środku). Zasady jak w grze w karty w wojnę. Kto zna wie dokładnie o czym mowa. 

    Jednak kiedy na środku 2 lub więcej graczy położy kartę z tym samym zwierzątkiem zaczynamy "wojnę".
     Teraz gra rozgrywa się między graczami z tymi samymi zwierzakami. Cięgnom oni po karcie ze swoich stosów i kładą szybko na środek. Jednak to nie jest najważniejsze, aby wygrać pojedynek trzeba "wydać" z siebie dźwięk taki, jaki wydaje zwierzątko gracza, z którym walczymy np. kogut - kukuryku! lub kaczka-kwa kwa :)
     Osoba, która przegra pojedynek zabiera wszystkie karty ze środka. Może jednak się uratować.
     Ratunkiem jest odgadnięcie zagadki. Zagadka polega na odgadnięciu jakie zwierzątko ma przeciwny gracz, który wygrał pojedynek w stodole. Jeśli zgadnie to niestety gracz, którego zwierzątko zostało odgadnięte zgarnia wszystkie karty. On już nie ma koła ratunkowego. Po zgadnięciu zwierzątka, gracz, którego zwierze zostało odkryte wymienia sobie zwierzaka na innego z woreczka. 
    Jest też w stosie karta premium polega na możliwości zmiany zwierzątka w swojej stodole i zmiany kolejności w kolejce.


    Gra kończy się w momencie, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich kart. 

    Gwarantuje jednak niezapomniane chwile po 3 wojnie osioł robi kwa kwa, a myszka chrumka :D gwarantowana dobra zabawa i dużo śmiechu dla całej rodziny. Gra sprawdzi się też idealnie na zimowe wieczory jak i na imprezie dla większych :P 




    czwartek, 12 listopada 2015

    Zbieram informacje przedszkola i żłobki, nadchodzimy :)

    Kochani, zrobiłam ankietę o przedszkolach i żłobkach. Chce zebrać wszystko do kupy i stworzyć coś fajnego. Chce porównać wszystkie placówki, możliwości do siebie. Zestawić wymagania i oczekiwania do realiów jakie można zastać. Jednak sama tego nie dokonam. Musicie pomóc. Klikamy w ankietę i rozwiązujemy ją. Już niedługo będziecie mogły czytać i oglądać efekt naszej pracy. Ankieta jest anonimowa więc spokojnie. Chodzi, abym wiedziała do jakich placówek najczęściej posyłacie, czym się kierujecie przy wyborze oraz jakie macie oczekiwanie względem placówki i wychowawców w niej pracujących. Brzmi strasznie? Ale spokojnie, pytanie są łatwe odpowiedzi do zaznaczenia praktycznie. Więc śmiało klikamy i wypełniamy. Tym więcej, tym lepiej.



    poniedziałek, 9 listopada 2015

    Rodzeństwo-czyli idealny moment na kolejnego potomka

    Ostatnio przyjaciółka podczas naszej wspólnej rozmowy nawiązała do mojej chęci znów bycia mamą. (Ona tak ma, że mi pomysły na tematy trudne podsyła.) I tak debatując wyszło, że pomiędzy dziećmi dobrze by było, aby była odpowiednia różnica. Najlepiej, aby była taka, aby ani jednego ani drugiego nie skrzywdzić. No dobra. Tylko teraz pytanie jaka ta różnica? No i jak to z tym podziałem uwagi na dzieci jest. Zaczęłam się zastanawiać. No bo kurczę w przedszkolu ogarniam 25 dzieci to chyba 2 swoich ogarnę? To "chyba" mi przypomniało, że tak samo wydawało mi się z wychowaniem jednego. Byłam nianią dam rade. I fakt Luśka dała mi czadu i guzik z pętelką wiedziałam. Postanowiłam więc zapytać doświadczonych mam, które już mają 2 lub więcej dzieciaczków. (Kto nas śledzi na fanpage to widział sondaż z 3 pytankami. ) Podsumowując to wszystko wyszło tak:

    1. Idealna różnica między dziećmi to tak 2-4 lata. 
    Teraz wyjaśnienie dlaczego:
    • dzieci są wstanie ze sobą złapać jakiś dobry kontakt
    • mogą się razem bawić a nie tylko drzeć koty
    • mamusia wychodzi raz a dobrze z pieluch :D
    • starsze jest już na tyle samodzielne, aby mogło troszkę pomóc mamie przy opiece nad młodszą siostrą lub bratem
    • dziecko starsze jest wstanie zrozumieć nową, zaistniałą sytuację. Czyli przybycie nowego członka rodziny.
    • mama ma chwilkę na kawkę, bo dzieci się sobą zajmują
    • ma też minus ogarnąć burdel po 1 to już ciężko a po 2 i więcej to już wyczyn.
    2. Pytałam, czy istnieje idealny moment na 2 dziecko. I tu myślę podobnie. Nie ma czegoś takiego jak idealny moment. Tak na prawdę zawsze coś będzie do zrobienia, zawsze coś staje na przeszkodzi. Więc często to 2 jest po prostu niespodzianką :) Za to jaką miłą. Mama sama musi wiedzieć czy chce 1 dziecko czy więcej. Bo debatując nad idealnym momentem może przegapić szansę na bycie znów mamą. Widzę po sobie rozmyślając, że może lepiej 2 dziecko dopiero jak więcej zarobimy, coś odłożymy, lepsze prace. Tak na prawdę zawsze coś się wynajdzie nad czym chciałybyśmy popracować. A może właśnie sam fakt zajścia w ciąże to będzie idealny moment do zmian na lepsze :)

    3. I tu było trudno. Czy mając 2 dzieci (lub więcej) czułyście, że zaniedbujecie w jakimś stopniu
     to 1 dziecko?

    Jak widać bywają momenty, że młodsze potrzebuje więcej uwagi no bo z początku wiadomo przewijanie, karmienie, spanie itp. Jednak jest też tak, że to starsze bardziej nas potrzebuje niż to młodsze np. gdy chore lub ma problem. Tu wszystkie mówiłyście, że staracie się podzielić czas na wszystkie dzieci. Z pewnością jest to trudne, jednak dla chcącego nic trudnego. Wiadomo czasem się nie uda, ale zawsze potem można wynagrodzić. Wypracować pewien system, który pomoże, aby był wilk syty i owca cała. Nigdy nie da się by było idealnie, ale jeśli kochamy oboje dzieci i dajemy im to odczuć, a i one są za sobą to resztę uda się poskładać do kupy. 


    A teraz nic tylko się starać o drugiego Bombelka :D Jednego jestem pewna nawet jak rodzeństwo, to każde jest inne i trzeba o tym pamiętać. Nie wolno ich do siebie porównywać. Bo to, że Kasia była lepsza w sprzątaniu nie czyni Stasia gorszym, bo on może lepiej gotować. Tak samo w zachowaniu jeśli jedno jest cacy nie mówimy. Bądź grzeczny jak siostra/brat. Gwarantuję Wam, że akurat to przyniesie odwrotny skutek. 

    Dziękuję Wszystkim Mamom za pomoc i za natchnienie przyjaciółce :)


    SKLEPOWE HISTERIE I FANABERIE

    Macie tak, że idzie do sklepu, dziecię zauważa nagle jakąś zabawkę lub soczek w kolorowym kartoniku (czytaj z postaciami ukochanej bajki) i nagle się zaczyna.... "MAMO!!! kupisz mi to?! proszę! proszę! proszę!" Jak to od razu dziecko mówi ładnie proszę, co nie? A tak w domu mówisz do niego "Nie mówi się daj, Tylko proszę podaj" taa nie ma to jak odpowiednia sytuacja i już słyszymy słowo "proszę" z milion razy. Do tego ładnie powiedziane, że szok.
    I teraz następuje ten moment kiedy mówimy "NIE" to słowo w tym momencie działa jak płachta na byka. I już po chwili mamy efekt jego działania.
    Dziecko zaczyna krzyczeć, płakać, a nawet potrafi położyć się na podłodze w sklepie. I pomyśleć, że jeszcze przed chwilą to samo dziecko mówiło ładnie z maślanymi oczętami słowo "proszę".
    Teraz jak na rodzica przystało rozglądamy się wpierw czy nikt nie patrzy, bo przecież wstyd jak nie wiem. No i co? Oczywiście już mamy milion fanów, którzy się gapią i czekają co zrobimy.
    No dobra teraz zerkamy na dziecko na gapiów i najczęściej 1 podejście wygląda tak do sytuacji.

    1. Podchodzimy do dziecka bierzemy za fraki, zaczynamy krzyczeć na nie by się uspokoiło, że idziemy do domu i krzyczymy, że nigdy więcej nie weźmiemy go na zakupy, bo tylko wstyd nam robi. Po czym dziecko głośniej wyje, zanosi się i w tej jakże "miłej" atmosferze idziemy do domu, bo zakupów już nam się odechciało. Oczywiście cała zbieranina gapiów kiwa nam głową, że źle wychowaliśmy dziecko.... Taaa

    Drugie podejście to też często się zdarza. Ja to nazywam "Chcę mieć spokój".

    2. Podchodzimy do półki z tą wymarzoną rzeczą dziecka i oczywiście mu ją kupujemy. No, ale żeby nie było kupujemy ją z wyrzutem, wściekli. Dziecko prze szczęśliwe, my wściekli. Milion gapiów znów wokoło co tylko czekają, aby nam dopiec. Najgorsze jest to, że dziecko uczy się , że krzykiem, płaczem może zdobyć i osiągnąć wszystko co chce. A nie tego byśmy chcieli raczej by się nauczyło

    A teraz kilka fajnych sytuacji, które się zdarzają rzadko, bo wymagają wypracowania u rodzica pewnego zachowania.

    1. Podchodzimy do dziecka i spokojnym głosem mówimy, że nie kupimy mu tego, bo nie po to tu przyszliśmy. Prosimy by się uspokoiło, mówimy, że je bardzo kochamy i odchodzimy kawałek dalej. Gwarantuję, że dziecko jeszcze chwilę będzie próbowała wzbudzić "litość" w nas a po chwili wstanie podejdzie i się uspokoi.

    UWAGA!
    W tej sytuacji trzeba być gotowym na reakcje gapiów (czyt. wszelkie babcie co zapomniały jak to było, gdy swoje dzieci miały) A będzie tak "Niech Pani mu to kupi, tak prosi." lub "Jak Pani może zostawiać tak dziecko, czego go Pani uczy" "Dzieci trzeba wychowywać, a nie zostawiać" No cóż, na szczęście te babcie waszych dzieci nie wychowują, tylko Wy.

    2. Przed wyjściem do sklepu wspólni z dzieckiem robimy listę zakupów. W sklepie idziemy według listy, staramy się (jak się oczywiście da) omijać alejki "kuszące" czyli zabawki, słodkości, wszelakie dziecięce marzenia. Angażujemy dziecko w zakupy, czyli prosimy, aby podało i wrzuciło do koszyka np. ryż, chleb itp.

    UWAGA!
    Może być tak, iż dziecię będzie chciało coś dopisać do listy. Wtedy mówimy, że słodkości są jeszcze w domu i kupimy następnym razem jak te zjemy. Chodzi o to, by dać do zrozumienia, że to na tą chwilę nie jest nam potrzebne.


    Wiecie co jest najzabawniejsze, że jak rodzic ma dziecko, które przeżywa bunt 2-latka to najczęściej dostaje fobii na samą myśl pójścia z dzieckiem do sklepu. Dosłownie zakupy stają się wtedy ostatnią rzeczą o jakiej człowiek myśli. Najważniejsze, żeby nie dać się gapiom, bo myślę, że to oni jakoś wywierają w większości wpływ na zachowanie rodzica. No muszę przyznać się, że ja nie raz spaliłam buraka na spacerze, gdy młoda wyła, bo chciała wymusić wzięcie na ręce i tym sposobem zdobywałam fanów córki. "Niech Pani ją weźmie, jak Pani może być taka nieczuła" itp. Taa tylko, że jak ja jej ulegnę to ja będę mieć problem w domu a  nie "Spacerowi pomocnicy"
      

    niedziela, 8 listopada 2015

    Kary i nagrody w wychowaniu

    Na studiach wiele się nasłuchałam i naczytałam o karach i nagrodach stosowanych w wychowaniu. Niektóre głupie, ale niektóre mądre. Sama kilka wykorzystuje w wychowaniu Lusi a nawet w przedszkolu. No fakt ogarnąć jedno dziecko niekiedy jest ciężko, a ja niekiedy muszę ogarnąć całą 25. Bywają momenty hardcorowe, ale trzeba dać radę. Takie metody mogą wspomóc wychowanie, ale mogą i zaszkodzić. Najważniejsze by znać umiar.
    Nie będę rozpisywać się o wszystkich bo to zbędne. Opisze Wam te, która sama stosuje i mogę z ręką na sercu powiedzieć iż są skuteczne.


    1. Karny jeżyk 
    Choć jeżykiem potocznie nazywany, nie musi nim być. Nie jest to karne krzesełko. Najlepiej, aby to była jakaś dużaaaa poducha, pufka. Ja mam pluszową pufkę takiego zająca. Jak Lusia jest niegrzeczna, a zdarza się jej zacnie pokazać rogi. To zostaje posadzone na karnym "zającu". Kiedy ją posadzę, mówię spokojnym głosem. "Lusia tak nie wolno robić, uspokój się, mama cię kocha, ale tak nie wolno robić" Mimo, iż nam się wydaje, że takie roczne dziecko nie rozumie, to ono Was zdziwi bo rozumie, więcej niż Wam się wydaje. Wiadomo, że jest małe i dopiero poznaje co jest dobre, a co złe. Ale jak ma poznać granice, skoro nikt nie zwróci mu uwagi na to co robi źle. Dziecko jak dorosły musi mieć swobodę, ale i pewne granice, które są określone.


          2. Wytupywacz złości
    Może być to wycieraczka w ciekawym kształcie lub naklejka na podłogę, albo jakiś mały dywanik np. okrągły. Stawiamy go w jakimś kąciku lub na przedpokoju (bliżej wyjścia- by złość poszła nie wracała) I tłumaczymy, że jak dziecko lub dorosły się zdenerwuje to zamiast swoją złość wyżyć na kimś innym lepiej stanąć na tej wycieraczce i ją wytupać, pokrzyczeć nawet sobie na niej choćby do ściany. Wkurzyć się na "wycieraczkę", a nie na człowieka. Uwierzcie mi działa! Sama nie raz kiedy w pracy masakra była, wracam do domu wściekła. To zamiast wściec się na wszystkich potupie sobie policzę do 10 i lepiej.


         3.Tablica motywacyjna
    Za to to medal bym dała. Są różne takie jednorazowe gotowe lub takie na magnes na lodówkę lub można zrobić samemu. Ustalamy z dzieckiem jaki znaczek dostaje za dobre zachowanie a jaki za złe. Można też wprowadzić obowiązki typu "Jaś sam zjadł ładnie śniadanie bez marudzenia" i jeśli tak będzie dostanie np. uśmiechnięta buzie. jak nie to smutną buzie. Kombinacji jest masa. W przedszkolu mam wprowadzoną dodatkową, że pod koniec tygodnia liczymy te buziole uśmiechnięte i smutne i ten kto zdobył 5 uśmiechniętych dostaje naklejkę do domu. W domu wprowadzę, że nagroda będzie pójście do cukierni, do kina. To uczyni te wyjścia bardziej wyjątkowe, bo samo sobie dziecko na nie zapracowało. My posiadamy firmy ALEXANDER z zebrą Zou oraz jednorazową z Zosią z Biedronki. Koszt tej z magnesami to koszt około 16zł a ta z Biedronki 10zł.

     

        4.Karne krzesełko
    Sadzamy dziecko na krzesełku (tak około 2 lata  wzwyż) Mówimy spokojnym tonem (wiem, że trudno, gdy nas wkurzyło jego zachowanie) "Usiądź tu i przemyśl swoje zachowanie. Tak nie wolno robić, jest mi przykro" Dziecko walnie zapewne focha aż stąd na Alaskę, no ale z czasem znudzi się siedzenie, bo przecież bajka leci, bo zabawki czekają itp. Podejdzie i przeprosi.



        WAŻNE!!!
    Pamiętaj, że to nie dziecko Cię wkurza, ale jego zachowanie, które jest w danym momencie złe. Staraj się, dać do zrozumienia, że ono źle się zachowuje, a nie, że jest złym człowiekiem. Dziecko dopiero uczy się co jest dobre a co złe, nie wymagaj by wiedziało tyle co ty o tym co powinno a co nie.
    Zawsze staraj się opanować, krzykiem nic nie zdziałasz,a  tylko zagłuszysz Malucha, jednak on nic z tego nie wyniesie.

    Zabawka Tupot Małych Stóp

    Znacie bajkę Tupot Małych Stóp? Ja lubię tą bajkę, Lusia za to lubi z niej piosenki :) Jakiś czas temu w łapki nam wpadła fajna zabawka z tej bajki. Można ją różnorako wykorzystać.

    Tak poglądowo:
    Wygląda jak góra lodowa z jeziorkiem. Do zestawu jest dołączona jedna figurka pingwinka (w środku jest obciążony magnesem)

    Całość wygląda tak:

    Zabawka jest dosyć spora. Szkoda, że tylko jedna figurka, jak namierzę gdzie kupić inne dam znać. 

    my mamy taką
    Teraz co ta zabawka potrafi i co czyni ją fajną. Po pierwsze ma wiele zastosowań. 
    1.Można bawić się jako normalną górą lodową z innymi figurkami, my tak zrobiłyśmy z Lusią. Wzięłyśmy figurkę niedźwiedzia polarnego i jakieś tam smerfy i dinozaury i zabawa była super. 
    2. Pingwinek ma wbudowany magnes nie bez powodu, są miejsca gdzie można go na górze przytwierdzić. 
    3. Pingwinek zjeżdża na zjeżdżalni i trafia prosto w takie jedno z wyjątkowych miejsc na magnes.
    4. Ukryta jaskinia jak włożymy tam pingwinka to wypadnie z drugiej strony koło jeziorka/lodowiska

    5. Jak postawimy pingwina na lodowisku i wciśniemy guziczka będzie się poruszał w tle będzie słychać śmiech pingwinka lub jego tupot. 
    6. Pingwinek po postawieniu na lodowisku i wciśnięciu guziczka z muzyką zaczyna tańczyć. Widać to na załączonym filmiku. Pokrętło przy zjeżdżalni obraca podstawkę za nim się z niej zjedzie.
    7.Drugi guziczek jest do uruchamiania windy, która zawozi pingwinka na zjeżdżalnie. 


    Cała zabawka jest stabilna i dobrze wykonana ucieszy już 2 latka. Lusia za mała by sama bawić się figurką pingwinka, jednak tak jak mówię, można zastąpić go innymi postaciami. (większymi). Tak więc polecamy. Zabawkę można nabyć na allegro TUTAJ

    sobota, 7 listopada 2015

    Chcę znów być mamą !!!

    Jeszcze za nim Młoda się urodziła, chciałam mieć dzieci tak z różnicą 2-3 lata. Jednak po tym co przeszłam w ciąży z Lusią boję się ponownie zajść w ciążę, Z jednej strony bardzo bym chciała znów być mamą, znów przeżyć te wszystkie trudności i radości z niemowlakiem. Jednak coś hamuje. Ten strach, że znów będę 9 miechów leżeć. Znów masa leków, szpitale. Na samo wspomnienie tego co przeszłam, przechodzą mi ciarki. Walczę już ze sobą długooo. Wiem ,że każda ciąża jest inna i druga może być o niebo lepsza. Jednak ty se mów a ja wiem swoje. Jak to śmieje się, ze mnie mąż. Byłam już u swojego ginekologa, wypytać go o wszystko. Jednak on jak to on. Prosto z mostu czysta szczerość, że muszę wiedzieć, że może być
    1. ciężko zajść mi znów w ciąże (problemy kobiece)
    2. ciąża może być inna, a może być gorsza (ten to wie jak pocieszyć)
    3. mogę od razu zajść w ciążę i przeżyć ją niezauważalnie

    ta 3 opcja bardzo mi się podoba :D Przynajmniej w ciąży i po ciąży odzyskałabym znów kształtne cycki, a nie jakieś "uszy jamnika", które mam obecnie.
    8 miesiąc z Lusią w brzuszku


    Jedno jest pewne, że jeśli się przełamię, by znów zostać mamą, to przy drugim będę mądrzejsza. Już wiem co i jak wygląda. Oby poród był tak samo szybko jak przy Lusi no i z opieką nad 2 już nie będzie debat co i jak bo już to przerabiałam. Na tą chwilę, zrobiłam sobie wszystkie badania tak an wszelki wypadek, od 3 miesięcy łykam kwas foliowy. Kto wie, może znów sylwester będzie na bogato i przyniesie brata lub siostrę dla Lusi.

    p.s.
    Jestem ciekawa jak to było u Was, przy drugiej ciąży planowałyście ją? bałyście się? Czy było zupełnie inaczej.

    Pozdrawiam i ściskam ciepło