piątek, 24 kwietnia 2015

Gofry lekkie i chrupiące

Hmmm kto nie lubi w ciepłe dni schrupać sobie gofra z owocami, bitą śmietaną i co tam jeszcze do głowy nam przyjdzie?
Ja uwielbiam. Jak dziecko dajcie mi słodycz a zniknie szybciej niż się pojawiła :P
Oby Młoda nie odziedziczyła tego po mnie.
Mam dla Was szybki łatwy przepis na gofry, zawsze wychodzą chrupiące i pyszne.

Składniki:
2 szklanki mąki
1 szklanka wody gazowanej
1 1/2 szklanki zimnego mleka
2 jajka
cukier waniliowy
3 łyżki cukru
szczypta soli
1 łyżka proszku do pieczenia
1/3 szklanka oleju

UWAGA!!!
jak dodamy kakao będą gofry czekoladowe, równie pyszne i mniej słodkie :D albo można zrobić dwukolorowe. Jak kto chce.

Przygotowanie:
Do miski wsypujemy mąkę, sól, cukier waniliowy, cukier, proszek do pieczenia. Dolewamy wody, mleko, olej. Mieszamy. (Tu dodajecie kakao jeśli chcecie czekoladowe.) Teraz dodajemy żółtka.  (Białko wlewamy do drugiej miski!)Mieszamy wszystko. Białka ubijamy na pianę, którą dodajemy łyżką i delikatnie mieszamy z ciastem od spodu pomału tak, aby je napowietrzyć. Tak przygotowaną masę odstawiamy. Podłączamy gofrownicę, czekamy chwilkę, aż się nagrzeje, dajemy troszkę masła na formę i wlewamy ciasto tak 1/3 wysokości bo urośnie. I czekamy aż się wypieką. Potem wyciągamy i bardzo ważne kładziemy na szczebelki z piekarnika jeśli możemy je wyjąć. Chodzi o to, aby gofry mogły swobodnie przestygnąć a jak położymy na talerz gorące skropli się spłynie na talerz i zmokną nam gofry. Brzmi głupio, ale nie wiem jak prościej to wytłumaczyć. Podawać można ze wszystkim. 
ŻYCZĘ SMACZNEGO :)




wtorek, 21 kwietnia 2015

Canpol Babies laktator ręczny "Basic" oraz wkładki laktacyjne i wkłady poporodowe


Jakiś czas temu dostałam do testowania laktator ręczny "Basic" oraz wkładki laktacyjne i wkłady poporodowe. 
Pierwszy na odstrzał idzie laktator ręczny "Basic" 

Na pudełku mamy wszystko ślicznie rozrysowane. Laktator składa się :
  • specjalnie wyprofilowany lejek
  • silikonowa nakładka masująca
  • ergonomiczny uchwyt do pompowania mleka
  • butelka
  • stojak pod butelkę
  • przejściówka mocowane na butelkę łącząc z nią laktator
  • smoczek do butelki
  • kapsel do butelki przetwarzający ją w pojemnik na mleko
  • woreczek do przechowywania laktatora
  • zatyczka do butelki
  • instrukcja

Zacznę od podstawki stabilizującej gdzie mocujemy butelkę tak aby nie uciekała gdy postawić chcemy laktator na chwilę aby się nie przewrócił. Ta utrzymuje świetnie go w pionowej pozycji, nic nie ucieka i na pewno się nie wyleje. Teraz przejściówka łącząca laktator i butelkę. Jest mega kompatybilna dzięki niej laktatora można używać bezpośrednio z butelkami szeroko lub szerokootworowymi. A nie ukrywam mega wygoda bo np. ja używałam na początku butelek szerokootworowych, a teraz wąskootworowych.
Kolejnym miłym zaskoczeniem była nakładka masująca. Jest mega delikatna i miękka. Powiem Wam, że przykładając laktator do piersi nie czujecie gumy ani silikonu albo plastiku jak to zwykle bywa. Nakładka idealnie dopasowuje się do piersi. Nic nie boli i nic nie uciska. Lejek wyprofilowany powoduje, że mleko szybko i sprawnie spływa od razu do butelki. 
Butelka dodana do zestawu z laktatorem ma super wzorek nasza kolorowe bombelki. Uniwersalne dla chłopca i dziewczynki. Jeśli komuś zależy na unikatowej butelce z niepowtarzalnym wzorkiem. Woreczek do przechowywania laktatora genialny. Fajny zaciągany na sznureczki. Wszystko się ładnie mieści, dzięki czemu łatwo go przechowywać a nawet spakować gdzieś do torby. Możliwość zrobienia z butelki pojemnik na mleko też jest atutem. Nie zawsze ściągnięte mleko jest potrzebne w danej chwili czasem chcemy je odłożyć. A więc super jest nie przelewać a tylko wyjąć smoczek i założyć dysk na nakrętkę i możemy schować np. do lodówki. Ogólnie podczas użytkowania byłam zadowolona. Ściągałam dosyć szybko mleko a co najważniejsze bezboleśnie.

Teraz przejdźmy do wkładek laktacyjnych. Już kiedyś o nich pisałam. Jednak te które otrzymałam są jeszcze cieńsze. Nie trzeba się męczyć, że zajmą sporą przestrzeń w staniku do karmienia. Przykleja je się łatwo i tam gdzie je przykleimy tam się trzymają. Każda para wkładek jest zapakowana w sterylny osobny woreczek. Prócz tego wszystkie są w kartonowym pudełeczku. Dzięki woreczkowi, można je spakować i nie trzeba się bać, że nie będą sterylne. Cieniutkie i super chłonne.  Pomimo dużej ilości wchłoniętego pokarmu nic nie wycieka ani nie przecieka.

Przylepc jak widzimy jest dosyć spory, dzięki temu stabilnie trzyma wkładkę na swoim miejscu.
Teraz wkłady po porodowe. Czyli Giga podpaski jak mówi mój małżonek. Jak widzimy niegdyś były tylko te z Bella. Koszmar grube, nie poręczne, zajmowały mnóstwo miejsca w majtkach, wkurzały, nasiąkały szybko. A jakie niewygodne. Ja niestety po porodzie z nich korzystałam, źle to wspominam. Te z firmy Canpol Babies są cieniutkie aż dziw. Mają szeroką i wyprofilowaną obwódkę, nic nie wycieka a wszystko ładnie przylega. Przylepc trzyma podpaskę na swoim miejscu. Cała jest pokryta delikatną "tkaniną" jak z reklamy always. Delikatne jak jedwab :D he he. Jednak mnie chyba najbardziej zachwyca to, że są takie cieniutkie. A wiemy jak to podnosi komfort i wygodę noszenia Giga podpasek w tym i tak trudnym okresie dochodzenia do siebie po porodzie. Kto używał innych grubszych wie o czym mówię. 

Ogólnie mogli by jeszcze wymyślić skrzydełka do tych podkładów aby jeszcze lepiej chronić bieliznę lub ubranie przed "zalaniem czerwonego morza". 
Ogólnie taki zestawik powinna chyba mieć każda kobietka szykująca się do szpitala na dzień "wyklucia" małego człowieka.  Laktator choć dużo kobiet się zażega ,że zbędny musi przyznać , że jednak uratował im życie w pierwszych dniach nawału pokarmu szczególnie. Podkłady także w pierwszej dobie robimy za fontannę "morza czerwonego" a wkładki laktacyjne och cóż za cudowny wynalazek ileż bluzek, uratowały a jaki komfort dla mamy, aby choć na godzinę sobie gdzieś wyjść bez ciągłego zamartwiania czy nie mamy na cyckach mokro.Albo w nocy budzimy się zalane własną produkcją mleczarską.






Lew PLAYSKOOL z piłeczkami

Dawno mnie tu nie było ale wiele się działo w moim życiu, pogrzeb bliskiej mi osoby, Młoda chora, rehabilitacja załatwianie, mąż w szpitalu miał operację nogi, więc sami rozumiecie. Nie raz zabrakło mi czasu nawet, aby coś zjeść. Już się wszystko w miarę ustabilizowało a więc wracam do żywych. Z pierwszych miłych wiadomości to mąż wygrał mi wyjazd 5 dniowy do Spa w konkursie wody Cechini Muszyna. A więc jak ktoś był w Hotelu Wiktor w Żagiestowie to niech mówi co tam fajnego oraz co w tym mieście zwiedzić warto. 

No a teraz Kochani coś Wam pokaże co w łapki moje i Luśki wpadło.
Lew z piłeczkami firmy Playskool. Lew ma 4 funkcje językowe polski, angielski, węgierski i ruski.W zależności jaki język wybierzemy lew będzie w tym języku mówił oraz liczył od 1 do 10. Piłeczki wkładamy do lwa przez paszczę lub bezpośrednio do brzuszka. Lew to taki koszyczek. Gwiazdki się świecą kiedy lew mówi, śpiewa, gra melodia, liczy. Kiedy włożymy piłeczkę do pyszczka lew "przełknie" i zacznie liczyć 1,2,3, w zależności ile piłek wrzucimy do tylu policzy. Ponieważ są 3 piłeczki w zestawie trzeba wyciągać i wrzucać na nowo. 
Guziczek jest tylko jeden do zmiany języków w jakich ma mówić
Kiedy naciśniemy ogon piłeczki zaczną wirować i niekiedy wypadną :) 
A teraz zapraszam na filmik z moim udziałem Lusia niestety z lwa to na razie tylko piłki by rozrzucała po całym pokoju. Zabawka jest według pudełka przeznaczona od 2+, ale moim zdaniem będzie super dla malucha już od 9 miesięcy, kiedy sam stabilnie siedzi a potem chodzi bo może go taszczyć wszędzie za sobą. Lew mógłby mieć trochę więcej funkcji lub więcej mieć melodyjek. Ogólnie chyba cała zabawa skupia się na wrzucaniu i wyrzucaniu piłek z lwa. Zabawka fajna ale są fajniejsze. Firma Playskool lubuje się w zabawkach z piłeczkami to na pewno.

video

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Błąd lekarzy w ciąży i przy porodzie

A jednak mnie też to dotknęło, choć myślałam, że się udało. Tak jak pisałam wcześniej miałam ogromne w problemy w ciąży. Jednak głównie chodzi mi o 2 tygodnie przed już "głównym" porodem. Wtedy wstrzymali mi poród bo lekarz "Zapomniałem, że w sumie Pani może już urodzić". Już wtedy wiedziałam, że mam bardzo mało wód płodowych, w kartę ciąży miałam wpisaną cesarkę. Wszyscy lekarze zapewniali, że mają wszystko pod kontrolą a z dzieckiem wszystko dobrze. Tylko jakoś w dniu porodu dwa tygodnie później kiedy miałam już skurcze co 5 minut pojechałam do szpitala (bo wyszłam na przepustkę aż na weekend). Lekarz, który mnie zobaczył przeprowadził wywiad :" Czy to 1 Pani dziecko?" no tak "A to proszę się wyluzować, bo to tak z 12 godzin jeszcze potrwa" No to dobra nie znam się na porodach, bo to był mój pierwszy. Skurcze były już co 3 minuty. Przyszła lekarka tym razem "Czy ktoś Panią zbadał?" Nie grzecznie odpowiedziałam. "No to ja Panią zbadam, proszę się położyć i przygotować do badania" Po chwili już tylko krzyk "Terenia dzwoń na porodówkę Pani już rodzi!" Byłam w szoku. Na porodówce poinformowali, że za późno na cesarkę i będę rodziła naturalnie. Zaczęłam krwawić. Okazało się, że wody płodowe już dawno mi odeszły, jeszcze przed przyjazdem do szpitala, szkoda, że nie zauważyłam. Jednak potem, kiedy córcia utknęła mi między nogami, oni czekali. Wreszcie mąż zapytał położnej na co czekamy. (Miałam poród rodzinny). Na to ona, że zaraz coś załatwi. Podali oksytocynę, ponacinali i wreszcie ją wyjęli. Mała nie krzyczała, zaczęli nią trząść do góry nogami, gilgotać i wreszcie odezwała się. Wtedy wreszcie ją zobaczyłam, rzucili mi ją na brzuch. Była sina jak śliwka, jakaś opuchnięta i malutka jak na dziecko urodzone 2 dni przed terminem. To nie było najgorsze. Okazało się, że jej kolor wziął się z tego, że była owinięta pępowiną i utknęła i się już dusiła. Mało tego łożysko położna jak wyjęła, była przerażona. Zaczęła mi tłumaczyć, że jest w szoku, że dziecko w ogóle żyje, bo łożysko się rozpadło i po wstępnych badaniach i oględzinach okazało się, że od miesiąca nie żywiło małej. Pytam się jak to możliwe?? Jak leżałam w szpitalu, badali mnie, wstrzymali poród, czekali... Teraz po ponad pół roku okazuje się, że mała dziwnie się odgina. Poszłam do fizjoterapeuty i co się dowiaduje, że moje dziecko przez te wylewy, które miała w dniu porodu ma uszkodzenie prawostronne, Moja córcia musi być rehabilitowana przez głupotę lekarzy bo nie dopatrzyli, że jest zagrożenie dla dziecka? Jak to możliwe, pomimo takiego sprzętu i XXI wieku. Przez tych lekarzy, teraz musimy się rehabilitować vojtą i to nie jeden dzień ale dużo dłużej. Bo inaczej córeczka nie usiądzie i nie będzie raczkować, a potem ciężko będzie jej chodzić. Więc drogie mamy nie dajcie się. Ja na przyszłość wiem, że będę na już żądać wyciągnięcia córki a nie będę ufać lekarzowi, bo potem to moje dziecko cierpi.

sobota, 11 kwietnia 2015

NAGRODA z naszego konkursu

Prezentuję Wam książkę , którą otrzymał od nas Filipek za wygranie Palmowego Konkursu. I teraz żałujcie, że udziału nie wzięliście









środa, 8 kwietnia 2015

Nerki i woda w nich

Niestety ciąża mnie nie szczędziła. W 5 miesiącu zaczęły boleć mnie plecy do tego stopnia, że nie mogłam chodzić, Pewnego razu zemdlałam, myślałam, że to przez upał. Pojechałam na pogotowie, aby sprawdzić czy z dzieckiem wszystko dobrze. A tu wiadomość. Pani ma wodę w obu nerkach. Musi to zobaczyć urolog. Urolog zbadał. Oglądał, badał. Położył na 2 dni na oddział. I oświadczył. "Na Pani miejscu przerwał bym ciąże, może Pani uszkodzić sobie nerki". Zwykle kobiety w ciąży ponoć mają zastój niewielki w jednej nerce ja miałam w obu w jednej na 9cm w drugiej na 6,5cm. Patrzyłam na niego jak na ufo. O czym on do mnie mówi. Ja tyle już wytrzymałam, leżenia w szpitalach, bo do tego dnia ciągle coś z łożyskiem, krwiaki, torbiel, która pasożytowała na dziecku. Przetrzymałam już tyle a on, że lepiej usunąć? O nie, ma mowy. Spokojnym i zdecydowanym głosem oświadczyłam mu, że donoszę tą ciążę i ufam Bogu, że dam radę i będzie dobrze. Teraz to on patrzył na mnie jak na ufo. "Niech się Pani zastanowi, nie wiadomo czy to na dziecku się nie odbije. Musimy ratować Pani nerki". Jednak zaryzykowałam, jeszcze tego dnia wypisałam się ze szpitala na własne żądanie i wróciłam do domu. Kupiłam wodę Jana uzdrowiskową, całą masę żurawiny suszonej oraz tabletki żurawinowe. Zaparłam się. Chodziłam nie przez dzidziusia ale przez te cholerne nerki co 2 minuty do toalety. W nocy nie mogłam spać bo tak strasznie bolały plecy. Nie mogłam wziąść nic przeciwbólowego bo jestem uczulona na paracetamol. Ale dałam radę powtarzałam sobie "Dam radę dla niej, ona na mnie liczy" I nie uwierzycie po miesiącu znów kontrola nerek uparł się lekarz. Stan ich się nie zmienił, ale z dzieckiem było wszystko  w porządku.  A mówili, że niemożliwe. Ja czułam się w miarę dobrze. Oczywiście dalej musiałam leżeć ze względu na łożysko, ale to nic. Później spotkałam na swojej drodze cudownego lekarza, ginekologa/położnika, który pokazał mi ćwiczenia, wyglądające z boku zabawnie ale bardzo pomocne. Podsumowując pomijając inne późniejsze dolegliwości, które się pojawiły w późniejszym okresie ciążę donosiłam urodziłam 2 dni przed terminem. Po drodze wstrzymywali mi jeszcze 5 razy akcje porodową. Ale co najciekawsze moje nerki podczas każdej wstrzymywanej akcji porodowej się oczyszczały. Tak, że dzięki temu po porodzie 6 tygodni po, moje nerki zostały bez szwanku. Fakt, że stały się wrażliwsze na przeziębienia bo 2 razy od czasu porodu miałam z nimi drobny problem, ale nie ma tragedii. Mam zdrową córeczkę, a to jest dla mnie najważniejsze. I się pytam, jak Ci wszyscy lekarze co chcieli mi ją usunąć mogą leczyć? Jednak wiara i nadzieja, one są lepsze od nie jednego lekarza, a moja ciąża jest tego najlepszym przykładem.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Kocyk/przytulanka czyli co warto mieć już od narodzin

By spokojny sen dziecko miało
by niczego się nie bało
Gdy mamusi w łóżku nie ma
by zapach jej czuć
aby sny ładne były
i mieć coś do tulenia
idealne rozwiązanie znalezione
przytulanka-kocyk
znacie?
nie?
to poznacie magię tej zabawki na sen już od samego początku co towarzyszyć może naszemu maluchowi
a ile wzorów
a ile kolorów ma on
Tym wierszykiem dziś zaczęłam wpis. Dziś chcę wam przedstawić pierwszą super przytulankę naszego maluszka. Są one magiczne raz, że miłe w dotyku to do tego pochłaniają zapach mamy i dziecko nawet w swoim łóżeczku może czuć zapach mamusi i czuć się bezpiecznie. Mój mąż nazywa to "martwym zwierzątkiem" bo jedno które w domu mamy to kocyk kwadratowy a na samym środku jest głowa misia z łapkami. Ale tak jak wszystkiego jest mnóstwo wzorów i kolorów tak samo jest z kocykami-przytulakami. Kolejny np. mam że jest kocyk prostokątny z jednej strony pluszowy z drugiej taka flanelka i w jednym rogu jest przyszyty miś pluszowy. Tak bo u nas jest szał misiowy jakoś tak wyszło... Uwierzcie lub nie ale nie planowane. Firma Tuli produkuje też takie zwierzątka-kocykowe do przytulania. Ale wystarczy poszukac na allegro lub gdzieś w sklepie nie drogie a jest super i godne polecenia. Moje maluchy uwielbiały je. I nie powiem, dzięki temu kocykowi-przytulance spały spokojnie same w swoim łóżeczku a nawet potem same brały tego zwierzaczka i szły z nim spać. Mówi się że dziecko tylko ze smoczkiem może spać i się z nim nie rozstaje.. Oj ja mam dzieciaki bez smoczkowe za to kocykowo-przytulankowe i uważam że to lepszy wybór.  Oczywiście są też kocyki-przytulanki które do przytulania się nie nadają a tylko do zabawy bo są szeleszczące z gryzakami np. Też mam taką żabę zobaczycie na poniższych zdjęciach. Jednak też fajne jeśli chodzi o idące ząbki. Dzieci lubią gryźć różki pieluch tetrowych, kołderek a czy nie lepiej dać im ich własny taki gryzak? Chyba bezpieczniej. A więc wierzcie lub nie. Ale uważam że w każdym domu gdzie pojawia się mały bombelek powinna pojawić się nie maskotka do spania a właśnie ten kocykowy-przytulak. Poniżej zdjęcia z mojej kolekcji.
DSC09423.JPG
DSC09424.JPG

piątek, 3 kwietnia 2015

Naturalne farbki do jajek :)

Ostatnio w poszukiwaniu metody zafarbowania jajeczek znalazłam coś takiego :) Bardzo pomocne bo wszystko na jednym plakacie a nie milion stron z różnymi radami. Myślę, że fajne jeśli chce się mieć naturalne farbki. Bo często te farbki spożywcze nie farbują tylko skorupki jajka ale i jajko w środku. Nie wiem jak Wy ale ja lubię ładne "opakowane" jajo ale w środku ma być białe białko i żółte żółtko :)
Każdy ma swoje przyzwyczajenia ja mam takie.

"Dziś od rana w kuchni buszuje, jajeczka na twardo gotuje. Potem zarządzę wielkie malowanie z Lusią będzie ozdabianie. Baba także się upiecze, mazurka także spróbuje choć pewnie jak zwykle przy tym nieźle się rozchoruje. Jajeczka też będą pieczone niczym babeczki a potem flamastrami ozdobione. Takie dzisiaj bojowe zadanie mamy, a jutro będzie święcenie Lusi i mamy Emotikon smile W niedziele wszyscy łakociami się posilimy. Nawet z tatą się podzielimy " Emotikon smile"


czwartek, 2 kwietnia 2015

Zabawa w chowanego z niemowlakiem

Zabawa "a kuku!" bardzo znana i stara. A jednak jaka wciąż fajna dla dzieci. Dziecko podczas zabawy w chowanego uczy się kreatywności bo musi gdzieś z pomysłem się schować. Jednak niemowlak nie potrafi jeszcze się sam schować. Jest na to świetna rada. Mianowicie pieluszka tetrowa. Zakrywamy maluszkowi buzie i odkrywamy po chwili mówiąc "A kuku!" po pewnym czasie dziecko załapie, że trzeba zdjąć pieluszkę i samo będzie ją ściągać. Po co ta zabawa? A no potrzebna wcześniej dziecko myślało, że wszystko to czego nie widać to nie ma, nie istnieje. Dzięki zabawie w chowanego uczy się, że mama/tata nadal jest a zasłania go/ją tylko pieluszka. Uczy się, że nic co nie jest widoczne, a było ,nie znikło, a tylko zostało schowane. Poza tym ile radości sprawia dziecku ponowne zobaczenie mamy :D
video
Luśka na filmie już opanowała technikę "zdejmę tą pieluchę i zrobię kuku mamie"

Kogucik do doniczki

Ach Wielkanoc. Cóż za cudowne święta. Jakoś dom każdy ozdabia ja mam pomysł na ozdobienia doniczek z kwiatkami. Prosty i możecie wykonać to razem z dzieciakami. Najpierw macie opis a niżej instrukcja zdjęciowa. Co kto woli.

POTRZEBNE:
  • wacik kosmetyczny okrągły (można dwa, wtedy nie trzeba rozdzielać jednego)
  • łyżka plastikowa
  • papier kolorowy czerwony
  • papier biały
  • nożyczki
  • klej
  • marker czarny
PRZEBIEG:
  1. Wycinamy z papieru kolorowego czerwonego grzebyk i dziobek. 
  2. Biała kartka wycinamy pasek o grubości około 4-5cm. Składamy go i wycinamy skrzydła, tak aby pozostały złączone (tam gdzie zgięliśmy kartkę)
  3. Teraz smarujemy klejem grzebyk na samym dole (po czerwonej stronie jak mamy papier jednostronny) i przyklejamy od wklęsłej strony łyżki na samej górze tak, aby wystawał.
  4. Potem dziobek kleimy po białej stronie i przyklejamy po stronie wypukłej gdzieś na środku.
  5. Markerem malujemy oczka.
  6. Teraz dzielimy wacik na dwie warstwy (lub dwa waciki) do jednej przyklejamy skrzydła.Przykładamy pod łyżką (dołem stroną wklęsłą) i na to naklejamy drugą warstwę wacika.
  7. Ozdabiamy brzegi skrzydeł markerem.
  8. Czekamy aż wyschnie klej i wbijamy w doniczkę (w ziemię) kwiatka.










środa, 1 kwietnia 2015

Panel Chicco do łóżeczka czy w podróży chętnie Tobie on posłuży

Paneli jest wiele do wyboru takie, które mocować można wszędzie. Do łóżeczka, do siedzenia w samochodzie lub do krzesełka. Są panele wielofunkcyjne. Takie, które możemy mocować w różnych pozycjach. Dziś Wam pokaże Panel Chicco. On ma tylko mocowanie pionowe, leżące to raczej jak sami położymy dziecku na podłodze lub na kolanach.Wygląda tak:

Na środku jest lampka wielka, świecąca. Fajna sprawa w aucie gdy jest ciemno lub przy łóżeczku w nocy. Po prawej patrząc na zdjęcie na górze jest "gramofon" hipnotyzujący wprawimy go w ruch jeśli pociągniemy w dół koralik, który widzimy poniżej. Na samym dole jest malutkie lusterko. 
Na środku panelu mamy kołowrotek z koralikami. Dziecko nawet delikatnie paluszkiem, może wprawić go w ruch.  W środku są koraliki w kształcie gwiazdek. Po przekręceniu wałka zobaczymy uśmiechnięta buźkę.
Prócz wielkiego środka, który świeci, są też kolorowe otoczki one niestety nie świecą ale "wyglądają"
Po lewej stronie patrząc na zdjęcie idąc od góry mamy guziczek z kluczem wiolinowym. Po naciśnięciu go lecą wesołe muzyczki. Niżej guziczek z drzewkiem po naciśnięciu go mamy odgłosy natury. Ostatni guziczek z gwiazdką to są kołysanki/usypianki. Warto też zauważyć, że przy każdym wciśnięciu guziczka świeci kółko ale tak delikatnie na różne kolory.
Ostatni guzik z serduszkiem. To odtworzenie nagrania, które mamy możliwość nagrać, Prócz tego włącza się też funkcja bicia serca i wtedy światełko świeci w rytm bicia go. 

Teraz boczne guziczki an samym czubku jest włącznik światełka lub projektor kolorów. Możemy zapalić środkową lampkę na dany kolor lub włączyć pokaz światełek będą się zmieniać stopniowo. 
Rec guziczek do nagrywania. Klikając go, możemy mówiąc do mikrofonu nagrać np. "Mamusia Cię Kocha".  Drugi guziczek to włącznik/wyłącznik funkcji, serduszko funkcja bicia serca lub nutka muzyczka.
Kolejny guziczek głośność i włączenie całego panelu. 

Poniżej FILM, bez nagranego głosu, dziecko zachwycone światełkiem, nie dało rady nagrać, bo jak zabierałam to był krzyk :)

video

Ogólnie panel fajny tylko fajniej by było jakby miało kilka możliwości mocowań. Bo tak niekiedy ciężko zamontować tak aby dziecko sięgało rączką.
Ale jak na taką zabawkę ma dużo guziczków i funkcji. Coś jak lampka i grajek przenośny w jednym  bez karuzeli ruchomej z misiami :P





Pieniążki czyli zabawa kasą fiskalną itp.

Ach te pieniądze płacimy nimi w sklepie, na stacji no wszędzie. A dzieci też lubią się bawić nimi. Bawią się w sklep w jakieś warsztaty a czym tam się płaci? Pieniędzmi. Ostatnio natrafiłam na coś fajnego. Nie jest to kasa fiskalna jaką zwykle kupujemy dzieciom ale kasetka z pieniędzmi. W sumie takie jakie są na prawdę w kasach fiskalnych. Posiada dużo banknotów jak i drobniaków o różnych nominałach. Jeśli już nasz smyk posiada np. zabawkę sklep i kasę do niego to takie uzupełnienie będzie super sprawą. U mnie zabawka posłużyła dzieciakom do zabawy w Bank.  

DSC08393.JPG
Jakie te dzieci nasze będą bogate mając taką kasetkę z pieniędzmi. Ciekawe czy się podzielą :P