wtorek, 31 maja 2016

Śliniako-gryzaki od Deleko

          W życiu każdego dziecka przychodzi taki etap na gryzienie wszystkiego i wszystkich, nie jest to spowodowane złośliwością, no może czasami :P Głównie jednak Maluszki zaczynają wszystko gryźć z powodu idących ząbków.
Kiedy wiemy, że naszemu Maluszkowi doskwierają idące zęby:

  • zaczyna bardzo się ślinić
  • zaczyna wszystko gryźć
  • próbuje sobie grzechotką, rączką, naszym palcem,smoczkiem masować dziąsła
  • stany podgorączkowe
  • zmniejszony apetyt
  • marudność, senność
  • rozdrażnienie 
  • jest wszystko na nie
  • spuchnięte dziąsła
  • ulgę przynosi mrożony lub mega twardy gryzak
     Kiedy już problem zdiagnozowany zaczynamy szukać sposobu, aby ulżyć naszemu dziecku. Powiem Wam, że chyba miliony gryzaków testowałam na Lusi i żaden nigdy w pełni jej nie pomógł. Gryzaki są albo za małe, albo za grube i duże lub takie dziwne w dotyku, że sama średnio do buzi bym je włożyła. Co powinien posiadać więc idealny gryzak? 
  • powinien być twardy
  • nie za gruby, ale też nie za cieniutki
  • powinien być zawsze pod ręką
  • najlepiej jakby był w zestawie ze śliniakiem bo ciągłe przebieranie szczególnie w chłodniejsze dni to męka, bo wiecznie pod szyją mokro
  • mieć wygodny kształt 
  • łatwy do chwytania i ciumkania
Pomyślicie no dobra, wytyczne są tylko takich ideałów gryzaków nie ma, żeby wszystkie te warunki spełniały. Też tak myślałam, aż natrafiłam na firmę Deleko. Powiem Wam nie mogłam uwierzyć, że wreszcie jakaś genialna firma wymyśliła gryzaka idealnego. Budowa śliniaka z gryzakiem jest bardzo prosta, jednak ta prostota czyni go tak wyjątkowym, że sama matka by sobie założyła.


GRYZAK:
  • wykonany ze 100% litego drzewa klonowego-idealne dla ząbkującego malucha
  • dopinany do śliniaka za pomocą napy
  • grubość jego jest idealna
  • łatwy w chwytaniu
  • śliczne kształty, cieszą oko i wygodnie wkłada się do buzi
  • idealne twardy
  • bez chemii jest w 100% naturalny i bezpieczny
  • wyprodukowany w Polsce


ŚLINIAK:
  • wykonany ze 100% bawełny
  • super chłonny
  • dzięki szerszemu kształtowi ramionek chroni dokładnie przed zaślinieniem i zabrudzeniem
  •  2 warstwowy gruby gramatura 240 g/m2
  • materiał posiada certyfikat Oeko Tex
  • Śliniak można prać w pralce po wcześniejszym odpięciu gryzaka
  •  Z tyłu zapinany jest na napy z 2-stopniową regulacją
  • piękne wzory i kolory
  • uczy dodatkowo wydawanych dźwięków przez zwierzątko na obrazku
  • pięknie zapakowany w estetyczne pudełko
  • wyprodukowany w Polsce
  • mega szybko schnie
  • odporny na zabrudzenia o dziwo, plamy łatwy z niego schodzą
  • łatwy w założeniu i ściąganiu
  • można odpiąć gryzak i zaczepić smoczek lub grzechotkę
Lusi aktualnie idą piątki i jest to dla niej męka, niekiedy przyjdzie i gryzie wszystko co wpadnie jej w ręce, ale tylko taki sposób przynosi jej ulgę. Nie chce jej faszerować lekami, bo to nie o to chodzi. Wiadomo, że jak gorączka lub już stan krytyczny to dostanie coś przeciwbólowego, jednak na takie zwykłe bolączki zębowe, aby pomasować sobie dziąsło, gryzak Deleko sprawdza się idealnie. Wszystkich śliniaków mamy 6 fantastycznych wzorów, dzięki temu każda mama i maluszek znajdą idealny dla siebie kształt gryzaka i wzór śliniaka. Co ciekawe obrazkami na śliniakach są zwierzątka:
  • miś
  • piesek
  • kotek
  • owieczka
  • krowa
  • myszka


Do tych pięknych wzorów z boku napisane są dźwięki wydawane przez dane zwierzątko, więc mam też trochę nauki. Jednak firma dba o każdy szczegół i nawet gryzak jest w takim kształcie, aby pasował do zwierzaka z malunku śliniaka
  • miś - garnek miodu
  • piesek  - kość
  • kotek - myszka
  • owieczka - koniczynka
  • krowa - dzwoneczek
  • myszka - serek
       My z Lusią posiadamy "krówkę z dzwoneczkiem" choć najchętniej zebrałabym całą kolekcje. Gryzaki są wytrzymałe. Lusia gryzie już swój długo, a on owszem ma ślady ząbków, jednak jakoś specjalnie nie ucierpiał. Jeśli mamy maluszka smoczkowego, świetny jest śliniak w roli smyczy na niego. Jest zawsze na swoim miejscu dzięki temu, a co najważniejsze, podczas ślinienia śliniak nadal chroni ubranko. Ponieważ śliniaki są tak śliczne i bardzo dobrze wykonane dziecko może spokojnie wyjść w nim do ludzi. Uwierzcie mi ludzie pomyślą, że to taka chustka i będą się zachwycać jak słodko maluch wygląda z taką krówką czy myszką lub kotkiem.


        Strona producenta wychodzi też naprzeciw rodzicowi w kwestii wyboru idealnego zestawu, nie musimy bowiem kupować cały zestaw narzucony przez producenta. Można wejść w zakładkę śliniaki TUTAJi wybrać swój idealny wzór, który nam się podoba, a potem wejść w zakładkę gryzaki klonowe TUTAJ i wybrać swój idealny gryzak. Co ciekawe można mieć jeden śliniak, a kilka gryzaków lub kilka śliniaków, a jeden gryzak. Kombinacji jest cała masa, więc na pewno każdy nawet najbardziej wymagający klient skomponuje coś dla siebie i swojej pociechy.



Ja osobiście jestem zachwycona tym odkryciem, bo uważam, że każdy kto posiada dziecko i wie, że go czeka ząbkowanie, które do najprzyjemniejszych nie należy to powinien zaopatrzyć się w taki śliniak z gryzakiem, bo na prawdę warto. Komfort jaki daje dziecku i ulgę, która przynosi uwierzcie mi są bezcenne. Do tego ostatnio faza na ekologię, a on jest ekologiczny, nie ma nic szkodliwego dla Maluszka, więc w 100% bezpieczny. Polecam stronę i ich produkty, bo na prawdę wykonane są z genialnym pomysłem, dbałością o najmniejszy szczegół i zrobione faktycznie z myślą o naszych dzieciach. Do tego każdy śliniako-gryzak zapakowany w piękne, kartonowe pudełko, dzięki czemu spokojnie możemy zakupić go w prezencie dla kogoś, a że dzisiaj Dzień Dziecka to zachęcam do zakupów, bo ten prezent na pewno ucieszy i małego człowieka, który zmaga się z zębami i rodzica, który zobaczy uśmiech i ulgę na twarzy dziecka. Zapraszam do polubienia Deleko na facebooku, tam często konkursy, wiele ciekawostek TUTAJ.





Sezon na komary,muszki i inne insekty uznaję za otwarty!!!

      Sezon na ciepełko ruszył i wakacje lada chwila, jednak zaczął się też jeszcze jeden sezon na insekty, które wnerwiają nas na potęgę. Jednak jak dorosły jakoś się od nich odpędzi to dziecko nie za bardzo wie jak sobie z nimi poradzić i zdane jest na nas.
Jak mamy starszaka sprawa prosta dla dzieci 3+ masa specyfików w sklepach, jednak większość jest jak flaki z olejem, krótko mówiąc Masakra. Mój mąż pracuje w sklepie, gdzie między innimi prócz sprzętu górskiego można dostać takie profesjonalne specyfiki, są jednak one drogie, ale działają.
Co jednak jeśli mamy maluszka poniżej 2 lat, albo jak jesteśmy w ciąży?
 Wtedy żaden specyfik nie jest polecany i dozwolony. Jest super kilka domowych i babcinych sposobów, o dziwo działają lepiej niż nie jeden specyfik.

  • roślinka komarzyca- taka niepozorna, mała w sumie z samych listków się składa i kosztuje około 4-5zł, a jednak skuteczna. Warto postawić ją przy oknie lub na balkonie, nie odstraszy wszystkich komarów, ale część na pewno :)
  • trawa cytrynowa- rewelacja bo odstrasza też te wkurzające muszki owocówki, których nie znoszę. 
  • olejek eukaliptusowy- prócz zastosowania leczniczego, ma też super właściwości odstraszające insekty :D Wystarczy kilka kropli na parapet lub dodany do nawilżacza i mamy z głowy te wkurzające fruwajki. Lepszy od zwykłego olejku eukaliptusowego jest olejek z eukaliptusa cytrynowego "citronella" 
  • olejek lawendowy-nie od dziś wiadomo, że działa na mole, ale jak widać na komary i muszki także, ten zapach ich irytuje i wolą trzymać się z daleka
  • olejek goździkowy lub rozsypane na parapecie goździki - oj to każda w kuchni na pewno ma. 
  • olejek cynamonowy z liści - ten to na skóre nie da rady używać, ale zabija larwy komarów
  • olejek z mięty pieprzowej- odstrasza nawet gryzonie typu szczurki, myszki w piwnicy jak ktoś posiada niechcianych lokatorów
  • olejek cedrowy-ten to magia odstrasza ćmy, komary, muszki
  • bazylia- także ma właściwości odstraszające komary, muszki
  • koper włoski- ten odstrasza wszystkie fruwajki i dobrze :)
  • ocet jabłkowy- warto wymieszać np. z liśćmi orzecha włoskiego i zrobić taką wcierajkę 
  • moskitiera- warto mieć zamontowaną siatkę w oknach i można też kupić taką na wózek, gdy maluch nam zaśnie na ogrodzie i wszyscy na grillu ucztują niech śpi, ale pod osłoną, by żadne badziewie go nie ugryzło. Takie same moskitiery można dostać na łóżeczka turystyczne jak ktoś planuje np. wypad pod namiot rewelacja. 
A teraz jak zrobić samemu spray lub kropelki, którymi możemy się spryskać lub nasze ubranie, a także nasze malutkie pociechy.

WAŻNE!!!-z olejkami eterycznymi wyżej wymienionymi też trzeba ostrożnie, choć jest zdrowiej niż chemią ze sklepu, to jednak natura też uczula, szczególnie dzieci, więc próbujemy po troszku :)




1. SPRAY

Potrzebne:
  • buteleczka z rozpylaczem (można kupić w aptece, ogrodniczym, fryzjerskim"
  • spirytus, wódka około 100ml
  • 50-80 kropli olejku eterycznego, wkrapiamy stopniowo, nie wlewamy hurtem. (można też mieszać np. trawa cytrynowa i eukaliptus lub goździki i trawa cytrynowa, ważne, aby meiszać olejki tak, by nie zemdleć od ich zapachu potem)
Przygotowanie:

Do buteleczki z rozpylaczem wlewamy wódkę/spirytus dodajemy olejek/olejki stopniowo i mieszamy delikatnie wstrząsając. I możemy się pryskać. Ważne!!!-Przed każdym użyciem należy wstrząsnąć, płyn może zmątnieć to jest normalne. Psikamy się co 2-3 godzinki, można psikać ubranie lub odkryte części ciała.


2. SPRAY wersja łągodniejsza bez alkoholu

Potrzebne:
  • buteleczka z rozpylaczem (najlepiej ciemne szkło)
  • 100ml wody 
  • 30 kropli olejku eterycznego (można zmieszać dwa np. po 15 kropli eukaliptusa i 15 kropli trawy cytrynowej)
Przygotowanie:

Do buteleczki z rozpylaczem wlewamy wodę dodajemy olejek/olejki eteryczne i wstrząsamy. Przed każdym użyciem należy mocno wstrząsnąć, aby był efekt. Możemy psikać odkryte części ciała, ubranie, w powietrze, zasłony, firanki itp.


3. WCIERAJKA na bazie octu jabłkowego

Potrzebne:

  • słoik
  • 200ml octu jabłkowego
  • 2-3 liście orzecha włoskiego 
  • garnek
Przygotowanie:

Liście orzecha suszymy i siekamy drobniutko, wsypujemy do garnka i zalewamy octem. Stawiamy na gaz i gotujemy około 6-10 minutek. Potem odstawiamy do wystygnięcia. Przelewamy do słoika i gotowe, oczywiście można przecedzić, jednak lepiej zostawić listki na dłużej :) Teraz można się tym smarować na ciało i będzie dobrze, choć zapach ludzi też może odstraszać :P

4. WCIERAJKA na bazie oleju z pestek winogron

Potrzebne:
  • słoiczek po przecierze pomidorowym
  • 2 łyżki oleju z pestek winogron (może też być migdałowy lub słonecznikowy)
  • 10-15 kropli olejku eterycznego (można zmieszać 2-3 ze sobą)
Przygotowanie:

Do słoiczka wlewamy olej i dodajemy olejki eteryczne mieszamy łyżką i gotowe, możemy się smarować niczym oliwką. To taki szybki sposób na małą ilość specyfiku :)

Co zrobić jednak kiedy mimo wszelkich starań to badziewie latające nas ugryzie?

Kiedy nas ugryzie jakiś owad ważne, aby wypić wapno, oczywiście jeśli nie jesteśmy na nie uczuleni, takie przypadki bowiem też się zdarzają. 
A teraz działamy, aby nie spuchło miejsce ugryzienia i aby nie swędziało tak potwornie

1. Mocz- Na użądlenia pszczół i os najlepiej działa mocz. Ja wiem, brzmi obleśnie, jednak kiedy "posikamy" miejsce ukąszenia nie ma śladu po nim już po kilku minutach.

2. Liście bazylii- delikatnie możemy posiekać bazylię i zalać wódką lub wodą, takim gotowym specyfikiem smarujemy miejsce ukąszenia i nie powinno tak swędzieć a i opuchlizna będzie mniejsza

4. Sok z cytryny- kilka kropli soki kropimy na miejsce ukąszenia by już po chwili czuć się cudownie nie musząc się drapać jak małpka

5. Goździki - ucieramy goździki lub miksujemy na miazgę bierzemy wacik lekko zwilgocony obtaczamy w proszku z goździków i nakładamy na ukaszenie, trzymamy chwilkę około 5 minutek i gotowe :)


Na zakończenie dowcip dla Was :)

W domu na małe komarki czeka mama, aby zapytać jak im się podobał pierwszy lot.
Kiedy już przyleciały, mama pyta:
-I jak synkowie było na pierwszy locie?
Na to synkowie z dumą
-Chyba dobrze, bo wszyscy ludzie na nasz widok klaskali :D
 KURTYNA 

Myślę, że choć części Was humor poprawiłam i komary nie będą już takie Wam straszne, ani Waszym maluszkom. 






poniedziałek, 30 maja 2016

Idealny a zarazem banalny prezent na DZIEŃ DZIECKA

Za dwa dni Dzień Dziecka, każdy pewnie szuka prezentu idealnego dla swojej pociechy. Każdy też zapewne ma te same wytyczne do zabawki, aby była:

  • idealna
  • kreatywna
  • w dobrej cenie
  • rozwojowa
  • najlepiej taka, że ochy i achy rodziców 
  • dobrze zrobiona, bo trwałość to podstawa
  • edukacyjna
No dobra a czy któreś z Was pomyślało co by chciało dostać dziecko? Ja myślę, że dzieci jak dorośli też są zmęczeni tym przepychem. Zabawkę dostają na urodziny, na święta lub bez okazji. Przypomnijcie sobie jak Wy byliście mali cieszyliście się z czekolady lub to, że mama upiekła z powodu Waszego święta ulubione ciasto. Czyż nie było tak? Ja wychodzę z założenia, że moja córka ma wszystko, dosłownie jeśli chodzi o materialne zabawki. Co rusz ktoś daje jej nowa lub nawet my z mężem czasem kupimy jak widzimy fajną w dobrej cenie. W Dzień Dziecka jednak moje dziecko nie oczekuje ode mnie drogiej zabawki, których ma tysiące. Ona oczekuje czasu.
Jakby się tak zastanowić, co dzień 80% z Was wstaje rano zawozi malucha do żłobka lub przedszkola lub szkoły. Potem gonicie do pracy po pracy odbieracie dziecko do domu z nim pędzicie, coś zjeść ogarnąć dzieciaka i spać. Prawda, że tak wygląda większości tydzień? Ja teraz mam przywilej bycia w domu, jednak też mam obowiązki, pracuje trochę w domu, męża nie ma od poniedziałku do soboty od rana do wieczora, więc córka widzi się z nim przed spaniem chwile. Ustaliliśmy więc, że w tak wyjątkowy dzień jakim jest Dzień Dziecka, poświęcimy jej ten cały dzień. Nie ma wtedy sprzątania, zakupów, załatwiania miliona spraw. To ona tego dnia zadecyduje gdzie pójdziemy na spacer, ile spędzimy czasu na placu zabaw. Na obiad będzie jej ukochany makaron z sosem i mięskiem, na deser sorbet z gruszek. Jeśli mówimy o prezentach rzeczowych gwarantuje Wam, że jak dacie dziecku kinder niespodziankę lub bańki mydlane będzie się nimi bardziej cieszyło niż zabawką za 100 parę złotych, która miała być edukacyjna, rozwojowa i kreatywna. Dzieci nie chcą prezentów drogich one chcą czasu. Kiedyś była taka historyjka w jakiejś gazecie:

Dziecko leży już w łóżku, tata podchodzi do niego by dać mu buzi na dobranoc. 
Ojciec jest zmęczony bo ledwo co wrócił z pracy. Nagle Maluch pyta taty.
-Tatusiu ile kosztuje twoja godzina pracy?
-Szef mi płaci 8zł za godzinę dziennie
-Czy jeżeli dam Ci moje pieniążki ze skarbonki, to spędzisz jutro ze mną trochę więcej czasu?
Ojciec zaniemówił, nie wiedząc co odpowiedzieć dziecku

Dokładnie tak samo jest w życiu. Czyż nie lepiej zamiast drogiego prezentu pójść z dzieckiem do zoo, do kina? Pokazać, że jest dla Nas ważne. Jak Kobieta czeka na rocznice ślubu lub inną ważną datę to liczy, że pójdzie gdzieś z ukochanym na randkę prawda? A jak facet ma do wyboru dostać piłkę czy pójść na mecz z ulubionymi kumplami to co wybierze? 
Nie wiem, czy ktoś mnie potępi, że jestem wredną matką, co to dziecku prezentu nie da na Dzień Dziecka, a no materialnego nie dam. Dam za to cały dzień pełen wrażen i zabaw. Dam jej czas, którego na co dzień tak mało. Będziemy wszyscy całą trójką. Będziemy się bawić tak świetnie, że nawet ja i mąż poczujemy się jak dziecko. Czy ktoś z Was przeliczy to na pieniądze? Miłość przecież jest bezcenna to i czas dany dziecku nie ma ceny. Nie będę robić Wam więc listy top prezentów, bo to nie tędy droga. Możecie się nie zgodzić, ale ja wyraziłam swoje zdanie. Może ktoś z Was się nad tym zastanowi i dojdzie do podobnego wniosku. Ja życzę Wam, aby ten Dzień Dziecka był dla Was niezapomniany, żeby uśmiech dziecka nie schodził z twarzy, żeby pogoda dopisała, żeby doba dłuższa była i żeby wszystko było tego dnia tak idealne, że aż nierealne :)

nasze nie idealne, robione ręką taty zdjęcie Szalonej Rodzinki :D





piątek, 27 maja 2016

Chustki-apaszki tworzone z pasją zdobią niczym najcudowniejsza biżuteria


        Uwielbiam rzeczy, które są handmade, szczególnie jeśli są to rzeczy dla dzieci. Jedna z takich firm tworzących z pasją jest Gugu-Baby. Wszystkie artykuły dla dzieci są szyte przez cudowną osobę, która wkłada w to serce i pasje. Rzeczy są przepiękne ja posiadam tej firmy apaszkę/chustkę kto jak woli nazwać :) Wykonana jest z niezwykłą dbałością o najmniejszy szczegół. Z jednej strony uszyta z minky z drugiej bawełna ze ślicznym wzorem. U nas minky jest niebieskie a bawełna z wzorkiem niebieskich słoni. Połączenie idealne. Apaszka jest mega milutka w dotyku i nie będzie podrażniała wrażliwej skóry dziecka. Do tego wykorzystane materiały są wysokiej jakości gatunku tkaninami co dodatkowo plusuje wykonaną apaszkę. Chustka posiada zapięcie na rzepy jeden jest dłuższy a drugi rzep krótszy dzięki czemu można minimalnie regulować ją na szyi.



          Córkę fascynuje też metka z logo Gugu-Baby, którą namiętnie podgryza na spacerze. Widać prócz zastosowania informacji o firmie robi za gryzak :D. Ogólnie mega zadowolona jestem córcie ciepło w szyjkę szczególnie przy tej zmiennej pogodzie. Chustka też zajmuje mało miejsca i można schować ją choćby do kieszeni. Dodatkowo prać w pralce w 30 stopniach i nic się z nią nie dzieje, kolory i wygląd jak widać dalej jak nowe. Wzorek słoni przykuwa też uwagę innych ludzi, którzy mijają córkę na spacerze. Jak widać moja córcia sama dobrała czapkę średnio pasującą do apaszki, ale mamy etap możliwości wyborów, więc skoro tak chciała niech ma :) W końcu ma do tego prawo. Na stronie Gugu-Baby znajdziecie jeszcze masę innych wspaniałości dla dzieci piękne kocyki, ubranka z dresówki nic tylko brać, a wzorów cała masa każdy znajdzie coś dla siebie. Ja wzdycham i wzdycham i pewnie na coś się jeszcze skuszę :)


Polecam tam zaglądać bo warto TUTAJ. Pamiętajcie, że rzeczy handmade tworzone z pasją, są trwalsze i mają to coś co daje im niepowtarzalność  i wyjątkowość. Nosząc rzeczy lub posiadając je w domu wiemy, że dana rzecz jest dobrej jakości i jest trwalsza niż uszyta przez maszynę jako masówka. Te rzeczy u Gugu-Baby są indywidualne, dostosowane do klienta, że nawet najbardziej wymagający będzie zadowolony i nie będzie mógł wyjść z zachwytu z posiadanej rzeczy.











Attipasy i po domu i na dworze dla każdego dzieciaka


Jak dziecko się rodzi, to rodzić chce by zaczęło coś robić innego niż leżenie. Kiedy zaczyna pełzać niczym gąsienica, aby zaczęło raczkować. Kiedy i to osiągnie by zaczęło chodzić, a kiedy już zacznie zaczynają się schody. Pierwszy wybór butów i to takich co nadają się na dwór i w domu, bo przecież często i tak jeszcze chodzi boso. Robimy listę wymagań co te buty powinny mieć:
  • giętką podeszwę w połowie, aby dziecku stopa pracować mogła
  • obudowane palce, bo jeszcze zbytnio tymi palcami się obija, staje na nich coś tam kombinuje
  • dobrze trzymały się stopy 
  • były powyżej kostki 
  • piętka lekko zabudowana
  • nie grzała się w nich stopa
  • łatwe do utrzymania w czystości 
Wymagania mamy teraz poszukiwania. Kiedy Lusia zaczęła chodzić to w domu problemu nie było bo na boso sobie biegała. Jednak na dworze coś założyć trzeba, bo jesienią na boso biegać się nie da. Tak szukałam i szukałam i natrafiłam na Attipasy. Innowacyjne buciki-kapcie dla każdego Malucha. Mają miękką podeszwę, zabudowane palce, reszta to jakby skarpetka, która super trzyma but na stopie i nie zaburzają prawidłowego rozwoju i pracy stopy. Teraz na spotkaniu blogowym "Z bloga wzięte" także takie butki do testów otrzymałam i jestem nimi tak samo zachwycona jak za pierwszym razem. Kolory piękne i żywe idealnie nadające się dla chłopca jak i dziewczynki. Na stronie producenta, można znaleźć też jeszcze ciekawe modele dla dziewczynek niczym baletki a dla chłopca a`la trampki. Więc wybór ogromny. Lusia już w sumie śmiga, a nie chodzi, bo matka biegać za nią z ojcem musi. Więc ciekawa byłam jak się sprawdzą teraz takie buciko-kapcie i powiem Wam super. Dziecku nie poci się nóżka, nie krępuje to jej ruchów, biega i śmiga niczym byłaby na bosaka. Czyszczenie tych bucików też mega proste. Wkładamy do woreczka z siateczką (taki do prania bielizny) wrzucamy do pralki i pierzemy w 30 stopniach. Nic się z nimi nie wstanie. Prałam je już tak wiele razy i dalej wyglądają świetnie. Kolorów nie straciły, podeszwa jest gdzie powinna więc idealnie. 
Jak wiecie Lusia była rehabilitowana, więc uwagę na to jakie buty dla niej kupuje zwracam bardzo dużą. Ciesze się, że rozmiarówka Attipasów jest taka duża, bo Lusia spokojnie jeszcze kilka par znajdzie u nich dla siebie. Podoba mi się, że na pierwszy rzut oka nie różnią się niczym z wyglądu. Można tak dobrać fason, że wyglądają jak normalne buty, jednak te są zdrowsze. Podeszwa i to, że jest taka giętka to mega ważna sprawa. Dziecka stopa kształtuje się do 5 roku życia. Zmienia się wyciąga, wydłuża, kształtuje swój kształt. W takich bucikach typu Attipas nic nie blokuje tego rozwoju, bo cały czas stopa może naturalnie się zachowywać i pracować. Inaczej jest jak wkładamy ją w jakieś sztywne kapcie, gdzie te ruchy jednak są już ograniczone. Wtedy nie sama stopa się kształtuje, ale dany but, który wybraliśmy. Attipasy możemy też używać jako kapcie, zajmują mało miejsca więc wpakować je można nawet do kobiecej torebki. Jadąc w gości do kogoś rewelacyjna sprawa. Fajnie też sprawdzają się jak gdzieś jedziemy i chcemy, by dziecku stopa tam odpoczęła od butów, na boso nie bardzo bo podłoga średnio tam wygląda, a w Attipasach spokojnie stópka odpocznie :) Materiały wykorzystane do tworzenia Attipasów są w 100% bezpieczne dla dzieci, nic nie uczula, nie podrażnia, nie gryzie i nie denerwuje. Łatwo i szybko się je zakłada i ściąga. Jednym słowem same plusy. Jednak dopiero teraz ich popularność wzrasta, choć dalej część rodziców boi się im zaufać a szkoda, bo na prawdę warto. Jeśli nie wierzycie mi to wybierzcie się do fizjoterapeuty, każdy jeden Wam powie, że zdrowiej dla dziecka na boso lub właśnie w Attipasach jako pierwsze buciki pakować dziecko a nawet jeszcze troszkę później. Nawet na targach Mother & Baby polecane były przez Pawła Zawitkowskiego, który je pokazywał jako jedne z lepszych bucików-kapciów dla dzieci. To jednak coś znaczy. Warto poczytać, zobaczyć i spróbować. Cena też nie jest wysoka, niekiedy więcej zapłacicie za jakieś skórzane itp. A ile dziecko w nich pochodzi? Dwa miesiące maksymalnie, bo tak szybko wyrasta, do tego Attipasy spokojnie potem sprzedacie za połowę ceny, bo ona na prawdę przeżyją wiele :)
Ja polecam je serdecznie wszystkim rodzicom i jako pierwsze buciki i na kolejne. Lusia także zachwycona. A i ważne, dziecko ich samo nie zdejmie, a to jednak mega plus, szczególnie na dworze gdy jesteście i często buty na rzepy giną, a te nie zginą. 



Pościel bawełniana dla Maluszka do tulenia i do spania od EKO


     Będąc na blogowym spotkaniu "Z bloga wzięte" otrzymałam od firmy EKO piękną pościel w misie. Pościel jest uniwersalna zarówno dla chłopca jak i dla dziewczynki, bo jest koloru szarego z białymi wstawkami. Więc spokojnie po Lusi będzie mógł odziedziczyć ją braciszek. Ponieważ jako mama uwielbiam pościel w 100% bawełnianą, ta spełnia moje oczekiwania. Nie ma żadnych domieszek innych materiałów jak to zwykle bywa, jest całkowicie wykonana z wysokogatunkowej bawełny. Pościel jest zapakowana w piękne poręczne opakowanie z haczykiem, więc idealnie nadaje się też na prezent. W środku do poszewki na kołderkę przypięta jest metka na której znajdziemy wszystkie potrzebne informacje, jak prać i dbać o pościel, żeby posłużyła pokoleniom, a nie na jeden sezon. Mamy też podane wymiary i skład. Od kiedy zostałam mamą co raz częściej zwracam uwagę na skład z jakiego został wykonany dany produkt. Uważam, że pościel wymaga szczególnej uwagi, nie jest to bowiem tylko poszewka na pościel, żeby ładniej kołdra wyglądała. Pościel ma spełniać kilka zadań, a mianowicie:

  • być ozdobą dla naszej kołdry i poduszki
  • chronić kołdrę i poduszkę przed zabrudzeniami, zniszczeniem itp.
  • przykrycia w razie upału (moje dziecko przy wysokich temperaturach śpi właśnie tylko pod samą poszewką na kołderkę)
  • do tulenia (dziecko ma z nią kontakt skóra do skóry niekiedy, tuli się w nią, wylewa łzy, chowa gdy się czegoś boi)
   Każda jej rola jest mega ważna, dla dziecka najważniejsza jest ta ostatnia, dla rodzica często ta pierwsza i druga. Jednak te obie role łączy jedno poszewki muszą być z dobrego gatunkowego materiału. Dziecko nie może się pod nią pocić, musi być miła w dotyku, dobrze się prać i prasować i szybko schnąć oraz musi podobać się dziecku. Ta pościel z EKO spełnia wszystkie te wymagania.

Po wstępnych testach mogę z czystym sumieniem Wam napisać, że:
  • po praniu dalej wygląda jak nowa nic się nie rozciąga, a uwierzcie mi miałam już pościele co kosztowały krocie a po praniu robiła się jakaś ścierka do podłogi, tutaj firma EKO spisała się znakomicie, pościel po praniu dalej jak nowa wygląda nic się z nią nie stało. Kolory nie wyblakły, nie rozciągła się po prostu rewelacja
  • mega szybko schnie oj to tak i to nie jest tylko zasługa pięknej pogody na dworze, bo suszarkę mam w domu (bawełny nie wolno suszyć na słońcu robi się sztywna)
  • łatwo i szybko się prasuje, bo praktycznie się nie gniecie
  • rewelacyjny gatunek bawełny miły w dotyku, dziecko lubi się do niej tulić
  • plamy łatwo z niech schodzą, Lusia sprawdziła czy jak wyleje sok czy mama da radę i dałam woda i mydełko szare i gotowe. Pościel jak nowa
  • dziecko się pod nią nie poci, mimo wysokich temperatur Lusia śpiąc pod poszewką na kołderkę nie jest mokra jak szczur.
  • bardzo piękny wzór taki delikatny a jednocześnie dziecięcy, że sny z pewnością są bajkowe i na wysokim poziomie :)
  • biała wstawka z przodu dodaje uroku i pasek srebrnej lamówki marzenie. Każdy szczegół jest dopracowany z ogromną dbałością i precyzją dzięki czemu widać, że pościel jest wykonana profesjonalnie i firma dba o małych klientów oraz ich rodziców.
  • zamykana na zamki błyskawiczne, więc szybko i łatwo (nienawidzę guzików, które dziecko może odgryźć, odpinają się) Co ważne tutaj zamki nie mają tego frędzla do ciągnięcia dziecko go nie połknie i nie zrobi sobie krzywdy. Są plastikowe i bardzo wytrzymałe 
  • wymiary poduszka 40x60 a kołderka 120x90 więc idealne standardowe wymiary pościeli

Moja pościel jest 2-elementowa, na stronie producenta jednak znajdziemy też masę innych wzorów i możemy skompletować pościel na wyprawkę z ochraniaczem, rożkiem czy śpiworkiem. Więc cały ful pakiet, który idealnie nada się na prezent lub dla Naszego maluszka.
Wzorów jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie np. Biedronki no marzenie :)
zdjęcie ze strony EKO 3-elementowa
Jeśli jednak zamiast bawełny wolelibyście coś innego i bardziej oryginalnego to może skusicie się na pościel dzianinową są dwa piękne rodzaje ryż i kłosy. Sami zobaczcie jaka jest piękna. Z pewnością trafi w gusta najbardziej wymagających rodziców lub dziadków :)

zdjęcie ze strony EKO - RYŻ
zdjęcie ze strony EKO- KŁOSY
W ofercie producent wychodzi też na przeciw mamą dzieci letni i zimowych szczególnie tworząc pościel z outlastem, która jest innowacyjną pościelą, gdyż jest termoaktywna.Nie mam jej zdjęć, ponieważ dopiero oferta jest poszerzana, ale z pewnością lada chwila będzie dostępna. Termoaktywna pościel, pomoże regulować właściwą temperaturę, aby zimą było ciepło a latem chłodniej i przyjemniej i nigdy dziecko nie będzie zgrzane i mokre po spaniu a to istotne szczególnie u maluszków, które jeszcze dobrze nie radzą sobie z termoregulacją temperatury ciała.


Ja po testach z pościelą tej firmy mogę ją szczerze polecić, bo na prawdę czasem lepiej dołożyć i mieć coś trwałego i dobrej jakości niż zapłacić mniej i po kilku praniach ją wywalić. Warto też pomyśleć, że sami lubimy spać pod dobrą gatunkową pościelą a co dopiero taki maluszek, który wybór zostawia nam i ufa w nim bezgranicznie. Myślę, że oferta tej firmy jest tak duża, że spokojnie każdy będzie zadowolony. Warto do nich zajrzeć, bo mają też inne fantastyczne artykuły jak koce bambusowe, swetry, czapki a nawet zabawki. Więc nie zwlekajcie klikajcie i oglądajcie.
A na pewno nie pożałujecie zakupów tam. Polecam z czystym sumieniem.

wrzucam zdjęcie metki, aby nie było że Was ściemniam. Poszewki 100% bawełny :)



środa, 25 maja 2016

DIFRAX czyli wszystko co potrzeba dla dziecka

Na blogowym spotkaniu jednym ze sponsorów była także firma DIFRAX. Tworzy ona już od wielu lat produkty dla dzieci i niemowląt. Ja do testów otrzymałam super zestaw coś dla Lusi i dla Maluszka z brzuszka.


  • kubek niekapek z miękkim ustnikiem 6m+ różowy
  • smoczek uspokajający anatomiczny 0-6 miesięcy
  • pojemnik na soczek w kartoniku
KUBEK NIEKAPEK Z MIĘKKIM USTNIKIEM 6M+


Kubeczek jest koloru różowego, jednak na stronie producenta znajdziemy też w kolorze niebieskim dla chłopca :) Co charakteryzuje i jednocześnie wyróżnia ten kubek od innych niekapków:
  • miękki ustnik z trwałego silikonu
  • zaworek regulujący szybkość przepływu
  • wygodny uchwyt, który można zdejmować
  • dość nietypowy kształt, zwężany na dole wkład, mimo iż cały jest owalem
  • można myć w zmywarce
  • nie zawiera BPA
    Myślę, że kubek świetnie się nadaje dla Maluszków, które przechodzą z butelki na kolejny poziom, jednak nie są jeszcze na tyle gotowe by pić z normalnego kubka lub bidonu. Kubek jest lekki więc dziecku wygodnie się go trzyma, a picie z niego jest bardzo proste. Co ważne dziecko, aby się napić dzięki zaworkowi, nie musi odchylać mocno główki do tyłu, tylko lekko przechylić kubek. Zwężenia ku dołowi w środku kubka ułatwia z niego picie, bo gdy mamy mało picia ono i tak jest na takim poziomie, że dziecku wygodnie jest pić. Otwory od spodu, które powstały na wskutek zwężenia kubka, ułatwiają jego postawienie. My też używaliśmy ich, aby wygodniej postawić go w zmywarce, albo zamontować w aucie na podstawce. Całość widać, że została wykonana dobrze, Lusia już rzucała kubkiem, jednak on dalej wygląda jak nowy. Ogólnie uważam, że kubeczek bardzo fajny jako kolejny w nauce picia z czegoś innego niż butla. Na ustniku znajduje się też dziurka, która odpowietrza ustnik dzięki czemu dziecko nie łyka zbędnego powietrza przy piciu. Ustnik miękki nie zaburza kształtowania się zgryzu oraz jest płaski nie ma dziecko problemu z władowaniem go do buzi. Uchwyty super, bo dziecko samo sobie trzyma i nie trzeba dodatkowo asekurować jego picia. łatwo się myje i czyści a to mega zaleta, bo nigdzie nie zbierają się bakterie, które gromadzą się często w różnych zakamarkach w innych kubkach tego typu. Ogólnie polecam :) Więcej informacji na stronie producenta TUTAJ





SMOCZEK USPOKAJAJĄCY ANATOMICZNY 0-6m


Na razie tylko poglądowo, gdyż Lusia już na niego za duża, a Mały lokator z brzuszka jeszcze ma w nim chwile siedzieć. Zacznijmy od tego co wyróżnia ten smoczek:
  • bardzo ciekawy kształt idealnie dopasowany do małej buzi
  • nie posiada dzyndzla, które zwykle smoczki mają przy uchwycie
  • wzorki są cudne takie inne od wszystkich
  • kształt końcówki dosyć dziwny góra mega zaokrąglona, a dół całkowicie płaski
  • nie zawiera bifenolu
  • można wkładać do sterylizatora
Smoczek ma u mnie mega plus za brak tego dzyndzla przy uchwycie, bo on tylko przeszkadza, dziecko wiecznie niechcący o niego haczy. 
Jeśli chodzi o zaczep łańcuszka tu po prostu jest taki specjalny otworek przy uchwycie co uważam, za super rozwiązanie. Design smoczka boski taki uniwersalny a jednocześnie wyjątkowy. Ja wiem, że to tylko smoczek, jednak jak to mówi moja siostra "Smoczek to jak biżuteria dla kobiety, musi pasować i wyglądać" i coś w tym jest. Końcówka tą którą wsadzamy do buziolka maluszka jest inna, bo góra zaokrąglona jakby połowa koła a dół całkowicie płaski. Na stronie producenta możemy przeczytać, że został tak specjalnie zaprojektowany. Dzięki temu góra dotyka podniebienia, a dół języka nie zaburzając prawidłowego rozwoju aparatu mowy. Kolejne to kształt otoczki idealnie wycięty pod noskiem nie zasłania całej buzi, otwory na dole zapewniają odpowiedni dopływ powietrza i chronią buzię przed odparzeniami czy podrażnieniami.

 W sumie jak tak się dobrze przyjrzeć to kształt otoczki to takie skrzydła motyla. Silikon zastosowany jest bardzo delikatny i mięciutki. Całość widać, że dobrze wykonana i dopracowana. Nie ma się do czego doczepić, Myślę, że jak synek się urodzi to mu się spodoba jeśli będzie chciał dydka to ten na niego zaczeka. Więcej wzorów i informacji na stronie producenta TUTAJ






POJEMNIK NA SOCZEK W KARTONIKU


       Pierwszy raz w życiu coś takiego widzę, przyznaje się szczerze. I powiem Wam moja pierwsza myśl co to? A potem stwierdziłam, że ktoś mądry to wymyślił bo to genialny patent. 
Ile razy było tak, że daliście dziecku soczek w kartoniku a ono niechcący (załóżmy, że nie chciało) nacisnęło go i nagle trach, sok zalał całe ubranie malucha, wózek, albo fotel w aucie lub co gorsza Was całych. Czujecie się cudownie na pewno w takich chwilach. Ja biorę wtedy 5 wdechów, liczę do 5 i powtarzam sobie nigdy więcej soczku w kartoniku. A potem jednak go kupuje, bo picie się skończyło a pod ręką w sklepie było to. Do tego raz otwarty soczek ciężko gdzieś postawić bo łatwo taki kartonik gdzieś przewrócić, wiatr powieje i masz babo placek. Ten pojemnik daje jednak o wiele weselsze spojrzenie na świat. Od teraz już nie będzie tulenia kartonika, bo włożony kartonik do tego cuda, nie da się ścisnąć, bo jest to obudowa plastikowa, mega mocna i choćby nie wiem co nie da się jej zgnieść. Uwierzcie mi Lusia próbowała i nie dało rady. Do tego włożony kartonik do pojemnika można wygodniej postawić ma on nóżki, które dodatkowo czynią go bardziej stabilnym. Wyjmowanie kartonika z tego cuda też nie stanowi problemu, od spodu jest dziurka wkładamy palec i wypychamy kartonik (o matko teraz to zabrzmiało trochę świntuszeniem :P ) Pojemnik posiada wypustki, więc nawet jak dziecko ma mokre ręce będzie trzymało go stabilnie. 
Podsumowując:
  • trwałe tworzywo z którego jest wykonany
  • nie da się zgnieść, wygiąć
  • posiada wypustki, dzięki czemu nie ślizga się w rękach
  • nóżki dodają mu stabilności
  • dziurka od spodu ułatwia wyciąganie kartonika
  • można myć w zmywarce
  • ułatwia postawienie kartonika w dowolnym miejscu
  • od dziś koniec z oblewaniem ubrań
Tak więc choć wydaje się to dziwne, sprzęt jednak na wagę złota i całkiem przydatny. Musicie przyznać perspektywa czystych i suchych ubrań podczas picia soku marzenie :D Do tego można postawić bezpiecznie i wiesz że byle wiatr nie przewróci. Dla mnie rewelacja i z pewnością jako mama pawam do niego miłością :) Polecam. Więcej informacji na stronie producenta TUTAJ




Nauka poprzez zabawę, czyli AWM książki, inne niż wszystkie

   
      W zeszłym tygodniu przyszła do mnie niesamowita paczuszka z dwoma niespodziankami dla Lusi. Oczywiście ona jak widzi paczkę, od razu pierwsza musi otworzyć. W paczce były 2 książki. Choć w sumie jedna książka i jedna tekturowa teczka z różnościami. Wszystko to od wydawnictwa AWM. Jako mama i pedagog w jednym staram się wyszukiwać Lusi książek, które faktycznie czegoś uczą i przykują jej uwagę. To wydawnictwo ma całą masę takich wspaniałości. Więc każdy rodzic znajdzie coś ciekawego dla swojej pociechy.
Ja Wam dziś przedstawię dwa niesamowite tytuły. Idealne dla dzieci już od 2 roku życia.

ZAKUPY


To właściwie nie książka, a zestaw edukacyjny dla dzieci. Można nim bawić się w pojedynkę, a można we dwoje lub więcej. W moim przypadku zabawa Lusi jest z mamą. 
Zestaw jest zamknięty w super tekturowej, grubej teczce z uchwytem. Rewelacja, bo dzięki temu wszystkie elementy zestawu są w jednym miejscu, a do tego można go zabrać dosłownie wszędzie. 
Teraz z czego składa się zestaw:
  • 2 dwustronne tekturowe koszyki z okienkami
  • 2 dwustronne tekturowe listy zakupów z wymienionymi produktami
  • 3 tabliczki z produktami
  • gratis książeczka z naklejkowym sudoku 
Tyle dobroci w tak małym kartoniku. Zestawem możemy bawić się według tego co zaleca wydawca lub zupełnie inaczej. 

Wydawca poleca nam zabawę w sklep. Czyli dziecko wybiera sobie koszyk i listę zakupów. Teraz rozkłada przed sobą kartonowe kwadraty z produktami i tabliczki z nimi. Rodzic czasem musi pomóc. Zadanie polega na wpakowaniu do koszyka tylko tych produktów, które znajdują się na liście. Młodsze dzieci będą sugerować się obrazkiem, starsze nazwą napisaną produktu. Ważne, aby gdy już wszystko spakujemy odwrócić koszyk i każdy produkt ma swoją cenę, teraz dodajemy i zobaczmy ile musimy za to zapłacić. To wariant od wydawcy. Ja odkryłam jeszcze inne.
1. Wyciągamy wszystkie produkty i prosimy dziecko, aby do koszyka wkładało tylko te produkty o które poprosicie. W ten sposób uczy się kojarzenia nazwa-produkt. Bardzo fajna zabawa już z 2 letnim dzieckiem. Ze starszakiem można utrudnić.
2. Tu ta właśnie trudność dla starszaka. Na kartce piszemy nazwy produktów i dziecko musi dopasować do nazwy odpowiedni obrazek

3.Teraz wariant matematyczny, bo kto powiedział, że matematyka musi być nudna. Bawimy się w sklep. Bierzemy koszyk. Prosimy Panią/Pana sprzedawcę o dany produkt. Dziecko, które jest sprzedawcą podaje nam produkt, a my wkładamy go do koszyka. Potem musi podsumować nas ile musimy zapłacić. Fajne co? Ja w tej zabawie użyłam naszej kasy fiskalnej z Fisher Price, o której już Wam pisałam TUTAJ. Zabawa na długie godziny. Tu można bawić się nawet w 4-5 osób, bo przecież jeden sprzedawca ale może mieć wiele klientów. 


4. Zbiory, czyli znów trochę matematyki. Prosimy dziecko, aby posegregowało produkty według kategorii. Mogą to być kolory, a może warzywa, owoce, możemy też posegregować według ilości. Są bowiem kartoniki, gdzie są dwa produkty, a gdzie jeden. 
Tak więc sami widzicie niby jeden zestaw, a daje nam tyle możliwości. Co ciekawe ten zestaw jest w bardzo atrakcyjnej cenie bo koszt jego to już 19,90zł. Więc sami przyznacie cena super jak na taki zestaw.





Dodatkowo dołączone sudoku z naklejkami może urozmaicić długą podróż na wyjazd wakacyjny lub leniuchowanie na łące. Książka zawiera, aż 80 naklejek. Do zestawu mamy dołączony poziom 5x5, jednak jeśli chcielibyśmy inny poziom łatwiejszy bądź trudniejszy na stronie wydawnictwa takie książeczki znajdziecie. Koszt samego sudoku to 4,99zł Więc na prawdę ceny książek w tym wydawnictwie są jak marzenie. 





UCZĘ SIĘ KSZTAŁTÓW


To cieniutka książeczka, bardzo kolorowa. Kolory obrazków są żywe i jaskrawe, co czyni ją dodatkowo atrakcyjną. Strony są śliskie, gdyż papier wykorzystany do niej, jest zmywalny. To znaczy, że piszemy po nich specjalnym flamastrem i możemy potem zmyć wilgotną ściereczką. Taka książka jest wielokrotnego użytku. Może się nią bawić kilkoro dzieci, a ona wciąż jak nowa. Super sprawdzi się też w przedszkolach czy żłobkach, gdzie dzieci muszą ćwiczyć rączkę i dopiero się uczą pisać. Tutaj nawet jak coś nie wyjdzie, można zmyć i poprawić raz, dwa. Z tej serii mamy 3 książeczki u wydawcy są kształty, liczby, litery. Ja wybrałam kształty. Bo na litery i liczby Lusia jeszcze za malutka, ale w przyszłości na pewno się skuszę. Każda strona to jeden kształt. Po jednej stronie mamy obrazki wykropkowane lub otoczone kropkami, gdzie dziecko ćwiczy rysowanie danego kształtu, trenuje rączkę a także trzymanie flamastra.

 Na drugiej zaś stronie mamy obrazki co możemy mieć w tym kształcie z naszego otoczenia. Jako przykłada macie trapez czyli obrazki, które się znajdą to rogaliki, miski, wachlarze. Na dole takiej strony mamy jakby kartkę z zeszytu, gdzie wyszczególnione zostały wszystkie rzeczy z obrazków. Teraz za zadanie dziecko musi je policzyć ile jest rogalików, ile wachlarzy itp. Wszystko notujemy w pustych kwadracikach. Lusia liczyć nie potrafi jeszcze, więc ja prosiłam ją, aby pokazała mamie rogale, miski i pokazywała. Gdy pokazała mi jeden pytałam, gdzie jeszcze widzi rogala i tak kilka razy. Dzięki temu uczy się wzrokowo, a to jej się przyda w przyszłości. 

 Bo nauka kształtów powinna odbywać się w ten sposób:

1.Pokazujemy jakąś rzecz, która ma dany kształt.
2.Dziecko szuka w swoim otoczeniu, co jeszcze ma dany kształt.
3.Teraz rysujemy kształt paluszkiem w powietrzu
4. Rysujemy kształt po śladach wykropkowanych najpierw palcem, a potem ołówkiem, flamastrem, kredką.
5. Prosząc dziecko o narysowanie kształtu przypominamy co miało dany kształt. Dziecko stara sobie przypomnieć i narysować nam.
6. Ponowne szukanie i nazywanie kształtów w otoczeniu. Liczenie ich jako dodatkowa matematyka

Tak formalnie powinna wyglądać nauka nie tylko kształtów, ale i liter czy liczby. Nie bez powodu powstał obrazkowy alfabet gdzie każda literka to obrazek. Dziecko jak małe zapamiętuje wzrokowo, potem uczy się odtworzyć rysując/pisząc a później kojarzy przedmiot z tym co narysowało/pisało i umie nazwać. 


Ta książeczka także ma fajną cenę bo 7,99zł. A na prawdę warto. Polecam ją jako pedagog i mama. Uwierzcie mi widziałam wiele pomocy naukowych, jednak ta jest kolorowa i ciekawa dla dziecka. Dodatkowo, to że można zmazać to co się napisało dla dziecka czyni ją atrakcyjną. Jest w bardzo ciekawy sposób zrobiona i mega kolorowa. Obrazki są czytelne i podział, jeden kształt jedna strona. Wszystko to ułatwia naukę, choć trwa ona poprzez zabawę. Oby więcej takich było. 

Polecam z czystym sumieniem książki tego wydawnictwa, bo na prawdę są super i w dobrej cenie. Ja sprawdzałam je jako mama i jako nauczyciel i mogę Wam szczerze powiedzieć, oby takich więcej było. Nauka po przez zabawę to najlepsza nauka. A takie książeczki powinny być w każdym domu. Są ciekawe i kolorowe. Stymulują malucha choć on sobie z tego sprawy nie zdaje, wie za to o tym rodzic. Nie są to książki do czytania na dobranoc, ale na pewno kupując je poczujecie, że ta inwestycja ma sens. AWM sami zobaczcie. Tym bardziej, że lada chwila Dzień Dziecka :)