czwartek, 31 marca 2016

Najlepiej być sobą

     Gdzieś za górami i za rzekami jest Stumilowy Las. Gdzie Tygrys mieszka z przyjaciółmi wieloma i co dzień przygód mają sto. Ta także jakiś czas temu się mu przytrafiła i wiele go nauczyła. A było to tak......


     Pewnego pięknego i bardzo słonecznego dnia Tygrys wyruszył jak co dzień na wycieczkę po lesie. Brykał to tu to tam. Jak to Tygryski lubią najbardziej. Gdy tak skakał góra dół nie zauważył na swojej drodze Kubusia Puchatka, który był jego dobrym przyjacielem. Dosłownie w jednej chwili w bryknął na Kubusia z całych sił, tak mocno, że aż go przewrócił. Siedząc mu na brzuchu poczuł się zakłopotany i powiedział:

  • Przepraszam Cię Kubusiu, nie zauważyłem Cię,
  • Nic się nie stało Tygrysku. Hihi. Przynajmniej miałeś miękkie lądowanie.
  • To prawda. 

I szeroko się uśmiechnął. Potem oboje wstali i otrzepali się z ziemi i liści, które poprzyczepiały się do ich futerek. 
  • Co dziś będziesz robił Kubusiu? - Zapytał Tygrys
  • Hmm, jeszcze nad tym nie myślałem. -Odpowiedział Kubuś.
  • To może pomyślimy razem?
  • Pewnie, razem na pewno coś wymyślimy.

Usiedli sobie na wielkim kamieniu i zaczęli myśleć.

  • Myśl, myśl...- Pukał się po główce łapką Kubuś, próbując coś wymyślić.
  • I jak wymyśliłeś już?- Zapytał Tygrysek.
  • Niestety nie. To chyba zbyt trudne jak dla misia o tak małym rozumku.

Nagle usłyszeli dziwny dźwięk, który wydawał się niczym odgłosy jakiegoś groźnego zwierza.
  • Coooo tooo? - Zapytał Tygrys przerażony.
  • Hihi, to nic takiego. To mój brzuszek. Przypomina, że naszła pora na małe co nieco.
  • Uff.
  • Tygrysku wiem co możemy dzisiaj robić, może chcesz poczuć się jak miś? 
  • No dobrze.- Odpowiedział Tygrys zaciekawiony propozycją.
  • Będziemy zdobywać miodek od pszczółek. To misie najbardziej lubią, oczywiście prócz jedzenia miodku.
I wyruszyli w poszukiwaniu jakiegoś ula. Po kilku minutach spacerowania po lesie, usłyszeli bzyczenie. 
  • BZZZY BZZZYY !!!!
To był odgłos pszczółek, który Kubuś dobrze znał. Zaczęli się więc rozglądać wokoło, w poszukiwaniu ula. I udało się wisiał przyczepiony do gałęzi jednego, wysokiego drzewa.
  • Jak teraz go zdobędziemy?- Zapytał Tygrysek.
  • Mam pomysł, ponieważ jesteś w paski, będziesz udawał pszczółkę. W ten sposób wybawimy pszczoły z ula. Ja w tym czasie zapakuje miodek do baryłeczek.
  • No dobra.
I po chwili Tygrys skakał wokół drzewa wydając z siebie głośne bzyczenie.
  • Bzzzzyyy, Bzzzyy pszczółki trzy z ula wyleciały i miodek z kwiatków zbierały.
Wyglądało to z boku dosyć zabawnie, sam Kubuś schowany w krzakach nie mógł powstrzymać się od cichych śmiechów. Jednak pomysł był skuteczny. Pszczoły widząc brykającego Tygryska i śpiewającego piosenkę wyleciały z ula. W tym czasie Kubuś się skradł po cichu blisko ula i zaczął jedną łapką wyciągać miodek a drugą trzymał baryłkę, do której go wkładał. Kiedy napełnił już dwie baryłki. Jedna pszczoła go zobaczyła, Od razy zwołała resztę i zaczęły pędzić na Kubusia. Ten w strachu chwycił jedną baryłkę i zaczął z nią uciekać. Tygrys w całym tym zamieszaniu podszedł po zostawioną drugą baryłkę Kubusia z miodem. Wyciągnął łapę i spróbował miodku. Niestety okazało się, że miodek wcale mu nie smakował. Potem poszedł szukać Kubusia, który schował się w krzakach przed pszczołami.


  • Kubusiu, ja chyba nie jestem dobrym misiem. Bo Tygryski nie lubią miodku.
  • To może, ja spróbuje być Tygryskiem?
  • Dobra- Odparł uradowany Tygrys,
  • To co Tygryski lubią robić?
  • Lubią wysokooooo skakać. 
  • Hmm
  • O mam pomysł polecimy balonami wysoko, wysoko.

Jak powiedział Tygrys tak też zrobili. Nadmuchali dużoooo balonów. Mocno chwycili i nagle wiatr, który zawiał podniósł ich wysoko. Miś oczywiście w podróż balonami zabrał także miodek, jakby zgłodniał. Tygrys był zachwycony. Siedział Kubusiowi na plecach i podziwiał widoki. Kubuś zaś cały czas skupiał się na tym, by nie zgubić baryłki z miodkiem i jak najszybciej chciał wrócić na ziemię. Nagle Kiedy powiał mocniejszy wiatr, a Tygrysek zaczął się mocniej wiercić, jak to on. Kubuś nie dał rady utrzymać baloników i baryłki. Cała więc beczułka spadła na ziemię. 
  • Tygrysku!!! Zgubiłem mój miodek. Czy możemy już wylądować?
  • No dobrze.
Kiedy zbliżali się do drzewa puścili baloniki i wylądowali miękko na koronie drzewa, a liście zrobiły im miękki dywanik. Zeszli z drzewa i zaczęli szukać beczułki z miodem
  • Pamiętasz gdzie ona upadła?- Zapytał Tygrys
  • Może tam, albo tam. Hmm z góry wszystko wyglądało inaczej.
Kiedy już mieli się poddać Tygrysek nagle krzyknął z radości.
  • Mam znalazłem. 
  • Huraa.
  • Wiesz może zanieśmy ją do domu, aby już jej nie zgubić,
  • To świetny pomysł Tygrysku.

I poszli do domu Kubusia. Tam Tygrysek zapytał swojego przyjaciela, jak podobała mu się wycieczka podniebna. 
  • Czyż bycie Tygrysem nie jest fajne?
  • Wiesz Tygrysku, misie chyba wolą chodzić po ziemi.
  • Rozumiem.
W tedy miś widząc smutną minę Tygryska poszedł do szafy po kilka ścinek bibuły, posklejał, powycinał i wrócił do niego.
  • Zobacz teraz ja jestem Tygryskiem a Ty Kubusiem.
  • Genialny pomysł Kubusiu. 
  • Fajnie było zobaczyć jak to jest być tobą
  • Fajnie też było być misiem.
Kiedy tak rozmawiali nagle obaj orzekli.
  • Jednak najfajniej jest być sobą! - Krzyknęli jednocześnie i mocno się przytulili.

Od tam tej pory już ani Kubuś, ani Tygrysek nie próbowali być kimś innym niż sobą. To, że każdy z nich lubił co innego robić i się różnili, sprawiało, że mogli się uzupełniać. Dalej się przyjaźnili i bardzo lubili ze sobą spędzać czas. Bo w końcu prawdziwy przyjaciel to skarb. 

Wy także zawsze bądźcie sobą, nie próbujcie udawać kogoś kim nie jesteście, aby się dopasować do kogoś. Jeśli ktoś polubi was takich jacy jesteście to będzie wasz prawdziwy przyjaciel.Bo każdy z nas jest wyjątkowy i dzięki temu, że jesteśmy różni, możemy tak w wielu sprawach się uzupełniać nawzajem dając sobie masę radości :)

P.S. 
Bajkę też możecie posłuchać :)  wystarczy kliknąć w ekranik poniżej.




Zabrania się kopiowania zdjęć obrazków oraz tekstu bajki bez mojej zgody. Są one mojego autorstwa i stanowią moją własność. 


Ilustracje: Kamila Bernaś
tekst bajki: Kamila Bernaś
głos podłożyła: Kamila Bernaś
   

środa, 30 marca 2016

Provag emulsja do higieny intymnej dla dzieci

        Jeszcze przed świętami przyszła do mnie cudowna paczuszka od Provag. Lusia bowiem załapała się do testów emulsji do higieny intymnej tej firmy. Powiem Wam aż miło. Paczuszka to nie był zestaw jakiś tam próbek na raz do użycia to była cała buteleczka. Do tego cudownie zapakowana w folię z kokardką. W środku ulotka z informacją o produkcie. No całość wyglądała niczym prezent. Lubię firmy, które nawet wysyłając coś do testów dbają o takie szczegóły jak wygląd paczki to robi bardzo dobre wrażenie i oznacza, że firma dba o swojego klienta.
Jak na matkę przystało przeczytałam najpierw broszurkę informacyjną, aby na pewno dobrze użyć emulsji i móc dobrze Wam ją zrecenzować.

Jak wiadomo nie od dziś kobiety muszą szczególnie dbać o higienę okolic intymnych. Nie oznacza to, że facetom wolno się zapuścić. Po prostu my jesteśmy bardziej podatne na infekcje różne, które potem trzeba leczyć, co bywa irytujące i kosztowne. Poza tym my rodzimy dzieci, nosimy je 9 miesięcy więć tym bardziej w tych okolicach musi być idealnie. No dobra my stosujemy różne płyny do higieny okolic intymnych, ale przecież małe dziewczynki też muszą uważać. Bo kto powiedział, że dziecko, tym bardziej dziewczynka nie jest podatna na infekcje w tam tych okolicach.
Wystarczy, że źle podetrze pupkę i bakterię z odbytu dostaną się do drugiej dziurki. I bach mamy infekcję. Dziecko płacze bo piecze, bo boli, bo swędzi. Jednym słowem masakra. Czasem też szczególnie latem możemy to zaobserwować kiedy odpieluchowujemy malucha, czasem popuści jak zauważymy od razu i mamy jak przebrać to super, jednak czasem się nie da od razu zareagować wtedy też mnożą się bakterię. Wniosek z tego, że mała dziewczynka także musi szczególnie dbać o okolice intymne. Tym bardziej, że kiedyś dorośnie i będzie też kobietą i mamą. Jak to się mówi "czym skorupka za młodu nasiąkła tym na starość trąci." Więc stwierdziłam, że w sumie super jak już teraz Młoda zacznie się oswajać z tym, że bycie kobietą to też szczególne dbanie o higienę okolic intymnych.
Na rynku jest mało takich preparatów dla dzieci. Ten z Provag można już stosować u dzieci po 1 roku życia. W broszurce dołączonej do emulsji jest masa super informacji dla rodzica. Można znaleźć na niej:

  • skąd się biorą stany zapalne okolic intymnych
  • kiedy iść do lekarza - tu są super wyszczególnione objawy towarzyszące przy infekcji
  • jak profilaktycznie zapobiegać problemom okolic intymnych
Tak więc skrótowa encyklopedia rodzica na temat okolic intymnych. Lubie takie broszurki bo bywają pomocne szczególnie dla ojców, którzy też przecież myją dzieci i czasem to oni zajmują się dzieckiem, kiedy wy jesteście poza domem. 
Teraz wróćmy do samych testów  emulsją. Emulsja znajduje się w wygodnej buteleczce o pojemności 150ml. Zawiera pompkę co ułatwia dozowanie podczas kąpieli, kiedy jedną ręką trzymamy dziecko a drugą myjemy. Moje dziecko jeszcze tańczy pod prysznicem i się wygłupia więc pompka jest wybawieniem, gdy muszę szybko wycisnąć odpowiednią ilość emulsji na rękę, a drugą asekurować jej akrobacje. Wystarczy raz kliknąć pompkę, aby odpowiednia ilość emulsji wydostała się na rękę. Taką ilością umyjemy spokojnie i dokładnie wszystkie zakamarki okolic intymnych. 
Skład także powalił mnie na kolana.
  • metabolity bakterii z rodzaju Lactobacillus - są one nieodłączonym składnikiem prawidłowej mikroflory pochwy i stanowią naturalną barierę ochronną okolic intymnych
  • nie zawiera konserwantów
  • same naturalne składniki
A dokładniej w składzie znajduje się:
  • wyżej wspomniane metabolity 
  • ekstrakt z aloesu 
  • pantenol i alantoina
  • glikol kaprylowy
  • gliceryna
  • kwas mlekowy
  • substancje myjące

Zapach emulsji jest cudowny delikatny i świeży jeśli wiecie o co mi chodzi. Jest przezroczysta, ciągnąca się lekko, ale nie za bardzo. Fantastycznie się nią myje, jest delikatna i nie podrażnia skóry. Przyznam się szczerze, że jako kobieta w ciąży też spróbowałam jej kilka razy i jestem zachwycona. Delikatna, super myje, łagodzi podrażnienia. Nie zostawia po sobie śliskiego uczucia żelu. Według producenta niweluje brzydkie zapachy, ale tego nie jestem wstanie sprawdzić. Wierzę więc na słowo. Na pewno u Lusi zauważyłam, że jak miała podrażnioną skórę czy delikatne odparzenie to emulsja łagodziła to wszystko. Skóra po 2-3 dniach wyglądała już super. 

Koszt emulsji co też jest miłym zaskoczeniem też jest niewielki. Jeśli chodzi o kosmetyki naturalne, które zwykle kosztują sporo, ten jest w super cenie. Można już bowiem go kupić w aptece, internecie za około 12-13zł. Więc przyznacie cena niska. A jest na prawdę wart uwagi kobiet, ale także mam małych dziewczynek nie tylko z problemami częstych stanów zapalnych okolic intymnych, ale także by zapobiegać ich powstaniu. 


czwartek, 24 marca 2016

Książka interaktywna "Mój gadający telefon"

     Lusia jest na etapie książek, które pobudzają jej kreatywność. Jak każde dziecko uwielbia też telefon szczególnie mamusi, bo łatwo się na nim klika. Wydawałoby się, że nie da się pogodzić tych 2 rzeczy w znalezieniu idealnej książki dla niej, a jednak mnie się udało. 

    Zamówiłam książkę z Centrum Edukacji Dziecięcej wydawnictwa Publicat.  Książka nosi tytuł "Mój gadający telefon! Żyrafa Żaneta dzwoni do przyjaciół".  Książka jest formatu A4 więc dosyć spora. W twardej oprawie ze stronami z grubego kartonu. Do książki dołączony jest telefon, który można przyczepiać i odczepiać od zaczepów. Dzięki temu może być przy książce lub można wygodnie z niego korzystać podczas innej twórczej zabawy. 
Książka opowiada historię jak żyrafa Żaneta dzwoniła po kolei do różnych zwierząt, które są jej przyjaciółmi z zoo. Chce zebrać wszystkie zwierzęta, by były gotowe na przyjście gości podczas otwarcia zoo. Dziecko może towarzyszyć jej w tej przygodzie. Tekst w książce napisany jest tak, aby dziecko czuło się uczestnikiem całego zdarzenia. Dodatkowo na każdej stronie przy danym zwierzęciu w czerwonym obłoczku jest numer składający się z dwóch cyfr. Ten numer należy wcisnąć na telefonie wtedy usłyszymy dźwięk wydawany przez dane zwierzątko. Kolejnym atutem książki są okienka, Jest nim skała, którą gdy odkryjemy ukaże się naszym oczom zwierzak do którego dzwoniła Żaneta. Prawda, że fajne? Można więc bawić się czytając książkę, Najpierw dziecko wciska numer i zgaduje do jakiego zwierzaka dzwoniła żyrafa, a dopiero potem odkryć okienko. Można też czytać zamieniać zwierzaki, a dziecko musi sprawdzić czy rodzic się nie pomylił :) Książka daje milion możliwości. Lusia na razie najbardziej lubi dzwonić, choć zabawa w dzwonienie pozwala jej zgadywać zwierzaki, jak się uda bijemy brawo. Radość dziecka ogromna. 

Dzięki książce dziecko uczy się też obsługi telefonu. Ten dodany do książki jest poręczny, nie za gruby, guziki łatwo się wciskają i są podświetlane. Przypomina normalną słuchawkę od telefonu bezprzewodowego. Uczymy też cyfr poprzez zapisany numer w książce i wciśnięcie odpowiednich guzików na telefonie. Starsze dziecko możemy poprosić, by jeszcze nazwało cyfry, które wciska.  Poznajemy też zwierzęta i odgłosy przez nie wydawane. Więc książka jest w 100% kreatywna, dając nam tyle nauki, zabawy i możliwości. Choć nie jest zbyt grubą książką z pewnością zasługuje na uwagę rodzica.
/Bo jaki Maluch nie lubi wciskać guziczków, do tego takich, które świeca i wydają dźwięki. Ja polecam książkę z czystym sumieniem z pewnością posłuży nam długo i szybko się nie znudzi.  
       Cena książeczki też nie jest zbyt wysoka bo koszt około 25zł. Więc jak za interaktywną książeczkę to na prawdę nie wiele. Baterie w telefonie są w zestawie. Jednak, nie wystarczyć się w księgarni,że nie działa, bo z tyłu trzeba wyjąć biały paseczek, który jest zabezpieczeniem. Dzięki temu nikt w sklepie nie zużyje baterii maksymalnie , a my musimy kupować nowe. Fajne prawda?







No więc zapraszam do zakupu ja bardzo lubię książeczki kreatywne z serii Centrum Edukacji Dziecięcej, jeszcze na pewno nie jedną Wam opiszę :) Miłej lektury. 


środa, 23 marca 2016

Klocki Meli kreatywnie dla małego i dużego

Dwa dni temu dostałam cudowne klocki do testowania od firmy Afelo. Bardzo za nie dziękujemy. Ładnie opakowane paczka, wzbudziła od razu ciekawość Lusi. Kiedy już pozbyła się zbędnego opakowania naszym oczom ukazało się o dziwo nie wielkie pudełko. Bardzo kolorowe z grubego kartonu. Na nim zdjęcia kilku przykładów do zbudowania z klocków.
Na pudełku znajdziemy też informacje w jakich kolorach klocki znajdują się w środku, a także jaka jest ich łączna ilość. Z tego co wyczytałam na stronie Afelo są różne zestawy

  • Klocki Meli For Girls
  • Klocki Meli Basic
Klocki Meli For Girls ma w swojej ofercie dwa zestawy jeden zawiera 300 elementów, a drugi aż 600 klocków. Mają też 6 kolorów klocków w tych zestawach. Ten zestaw znam tylko ze strony, do testów bowiem otrzymałam zestaw z drugiej grupy.


My z Lusią przez najbliższy czas będziemy testować klocki Meli Basic. Co ciekawe w tej kategorii jest więcej możliwości wyboru zestawu. Są zestawy po 150, 300, 600 a nawet 1000 elementów. Posiadają też większą gamę kolorów, bo w każdym pudełku są klocki w aż 12 kolorach. Dzięki temu mamy więcej możliwości do budowania a jedynym ograniczeniem staje się dziecięca wyobraźnia. Klocki są przeznaczone od 3 roku życia według producenta. Jednak 2 latek, który nie ma mani jedzenia małych elementów też super się będzie nimi bawił. Jeden klocek ma wymiary 2,5 x 2,5 cm i 0,5 cm grubości. 
Kształtem przypomina co ciekawe puzzel. Tworzywo z jakiego jest wykonany jest super, klocek jest w dotyku miękki a jednocześnie trwały. Nie łamie się i nie pęka. Próbowałam go lekko zgiąć i nic. Rewelacja dzięki temu, nie musimy się martwić, że szybko się uszkodzi. Uważam, że jest to produkt naprawdę wysokiej jakości. Posiada też certyfikat CE i jest to produkt Polski, bezpieczny dla dzieci. Skoro już znacie opis klocków i zawartości pudełek przejdziemy do dalszych testów. Pudełko zostało otworzone i wysypaliśmy klocki na podłodze, aby mieć dużą przestrzeń do budowania. Najpierw zabawa miała być tylko mamy i Lusi, jednak tata widząc nowość i słysząc nasze śmiechy postanowił się przyłączyć. Ponieważ nasz zestaw zawiera aż 300 klocków i to w 12 kolorach, nie było mowy o tym, że nikt nie będzie wstanie nic zbudować. Każde z nas wybrało kilka klocków i przystąpiło do budowania. Klocki łączą się niesamowicie łatwo i tak samo wygodnie się rozczepiają. Lusi przypadły kolory żółty, czarny i różowy, mąż budował czołg z pudełka i wychodziło mu to średnio. Ja chciałam zbudować pszczółkę.
 

Lusia łączyła klocki wolniej niż my, jednak nic nie było wstanie oderwać jej od zabawy. Dziecko dosłownie znikło, jakby go nie było. Śmiała się jak udało jej się połączyć, tworzyło sama. To dawało jej też poczucie takiej satysfakcji i samodzielności.  Klocki są niesamowicie kreatywne i pomysłowe. Można tworzyć z nich mozaiki niczym układanka puzzlowa, można tworzyć figury, rzeczy przestrzenne. My zrobiliśmy mozaikę z napisem "MELI".


 Jednym słowa zabawa bez granic. To, że mieszczą się w tak małym pudełeczku dodaje im atutu, bo można je zabrać wszędzie. Klocki też skojarzyły mi się trochę z grą Minecraft, tam też wszystko tworzy się z takich kwadratów/puzzli. Rewelacja po prostu. Uważam, że te klocki to ogromne odkrycie dla kreatywnych rodziców i nie tylko. Bo u nas nie tylko Lusia dobrze się bawiła, ale i my daliśmy się wciągnąć w zabawę.  To są klocki bez ograniczeń wiekowych takie 2+ do nawet 99, bo są po prostu rewelacyjne. Widziałam już wiele różnych klocków, które miały być kreatywne ale takie nie były. Te są w 100% spełnieniem marzeń. Są proste, kreatywne, ciekawe i dające milion możliwości. Tak pisałam na początku jedynym ograniczeniem w zabawie klockami Meli będzie Wasza lub dziecka wyobraźnia. Odkryłam też zastosowanie klocków w nauce liczenia, ale o tym następnym razem Wam napisze, Na razie polecam, kto jeszcze nie ma prezentu na zajączka lub już myśli nad prezentem na Dzień Dziecka lub urodziny to zachęcam do zakupu. Z pewnością nie pożałujecie. 





















niedziela, 20 marca 2016

Pisanka z opakowania po jogurcie

W Biedronce natrafiłam na jogurty w opakowaniu w kształcie jajka. Znacie je? W jednej części jest jakaś figurka a w drugiej jogurt truskawkowy. Mąż zjadł jogurt, Lusia wzięła zabawkę, a matka opakowanie i zamieniła je w pisankę.

POTRZEBNE:

  • opakowanie po jogurcie w kształcie jajka (super są te z Biedronki)
  • klej (najlepiej Magic)
  • włóczka różne kolory
  • nożyczki
PRZYGOTOWANIE:

1. Kiedy pojemniczek umyty, wysuszony zabieramy się do dzieła.

2. Smarujemy najpierw górną, większą część jaja całą z wierzchu klejem najlepiej Magic.

3. Teraz bierzemy wybrany kolor włóczki i zaczynamy nią okrążać opakowanie. (tak jak na filmiku)



4. Co jakiś czas zmieniamy kolor włóczki, choć oczywiście można jednym kolorem zrobić całe jajo.

5. Kiedy skończymy górę i dojdziemy do czubka jaja zawijamy takiego ślimaka i zaklejamy, tak, by było jak najmniej białego a całą przestrzeń wypełniała włóczka.

6. Teraz dolna część opakowania. Robimy dokładanie tak samo jak z górną, tylko, że podstawy na czym stoi jajo, nie oblepiamy włóczką, zostaje biała.


7. Teraz do środka można zrobić zielony pomponik i włożyć do środka kurczaczka zrobionego TUTAJ i dołożyć kilka słodkich jajeczek małych i gotowe . 

8. Teraz chowamy i dajemy możliwość dziecku znalezienia jaja z niespodzianką :)








Puchaty kurczaczek :)

Zbliża się Wielkanoc, w sklepie ceny kurczaczków do koszyczka czy na stół kosmiczne za 3 sztuki malusich kurczaczków cena w sklepie koło mnie 13zł. Postanowiłam więc z Lusią zrobić sama puchatego kurczaczka.

POTRZEBNE:

  • nożyczki
  • żółta włóczka (tym grubsza tym bardziej puchaty będzie)
  • klej
  • gotowe oczka lub zrobione z kartonika
  • 2 wycięte pierścienie (patrz foto obok)
  • klej magic
  • kawałek kartonika czerwonego

PRZYGOTOWANIE:
1. Najpierw bierzemy pierścienie, nakładamy jeden na drugiego. Wiążemy je ze sobą tak jak na filmiku. Potem przekładamy włóczkę przez środkowy otwór i ciągniemy na zewnątrz i tak nawlekamy, aż pokryjemy cały pierścień. Najlepiej widać to na filmiku instruktażowym. 

2. Teraz chwytamy nożyczki, wkładamy od zewnętrznej strony pierścienie lekko wkładamy nożyczki pomiędzy je i zaczynamy rozcinać włóczkę wzdłuż linii między pierścieniami. Kiedy dojdziemy do końca. Tą samą włóczką, którą owijaliśmy pierścienie wkładamy w między powstałe rozcięcie oraz pomiędzy dwa pierścienie. mocno ściskamy i zawiązujemy tak, aby związać, wszystkie ze sobą powstałe nitki. 

3. Teraz obcinamy sznurek, którym obwiązywaliśmy "sznurki", ale tak, aby kawałek został będzie bowiem nam potrzebny.

4. W ten sam sposób tworzymy drugi pomponik.

5. Teraz łączymy oba pomponiki za pomocą powstałych końców z zawiązywania. (Patrz filmik instruktażowy). Kiedy połączymy oba pompony wykańczamy kurczaczka

6. Teraz przyklejamy mu dziobek, nóżki i oczka.

7.Pozostawiamy do wyschnięcia. 







Warto też zajrzeć do wpisu o pisance z opakowaniu po jogurcie idealnie nadaje się dla kurczaczka i schowania go z jakimś słodkim smakołykiem.  TUTAJ








czwartek, 17 marca 2016

Drewniane autka Adeleo zabawki na lata dla każdego

Jakiś czas temu udało nam się zdobyć wyróżnienie w konkursie na kreatywną zabawkę z rzeczy codziennego użytku. Nagrodzony  został nasz sorter o którym poczytać możecie TUTAJ.

Nagrodę którą otrzymaliśmy były dwa, drewniane autka z firmy Adeleo. Kiedy przyszły zdobyły serca wszystkich domowników. Już wcześniej Lusia posiadała zestaw drewnianych ulic i ludzików z innej firmy, a autka idealnie się wkomponowały w makietę. Przyznam się szczerze wcześniej firmy Adeleo nie znałam. Dopiero kiedy zobaczyłam konkurs to się zainteresowałam. Firma jest niesamowita bo tworzą ją rodzice z pasją. Cała ich przygoda z tworzeniem zabawek zaczęła się kiedy sami zaczynali poszukiwania zabawek dla swojego dziecka. Powiem Wam, to chyba najlepsza motywacja do tworzenia. Dzięki temu wiem, że dana zabawka powstała z pasją, sprawdzona i jest trwała i na prawdę powstała z myślą o dziecku.

Wracając do naszych autek, które otrzymaliśmy. Paczka była bardzo staranie zapakowana, aby nic się nie uszkodziło. To świadczy o profesjonalizmie firmy, dbają o klienta i swój produkt. Po rozpakowaniu paczuszki ukazały się naszym oczom dwa samochodziki z przyczepionymi wizytówkami firmy. To także na plus, bo robi wrażenie  dbałością o szczegóły.
Autka są w dwóch kolorach jedno mamy czerwone a drugie koloru naturalnego drewna. Nie jest to jakieś chude coś jak zwykle widzimy na półkach. To autko jest wygodne w chwyceniu dla dziecka, ale też nie jest chude. Jest trwałe. Lusia już z tatą testowali "kraksy" i "wypadki" i autka wyszły z nich bez szwanku nawet nie mają ryski. Wycięty otwór w kształcie kółka, pomaga w chwyceniu autka, a także umożliwia go zaczepienie. U nas w autku jeździł też robaczek bo idealnie pasował do otworku. Córka była zachwycona, że może go wozić w nowym autku.

czerwone autko Adeleo
Poprawna nazwa ze strony producenta to "Mały Bobik" . 
 Wymiary Bobika to:
Wysokość: 6cm
Szerokość: 10cm
Głębokość: 5cm
Waga: 70g

Autko więc idealne dla małego i starszego. Duże kółka, powodują, że autko jest stabilne, nie przewraca się, nawet podczas szybkiego wyścigu kiedy na 1,2,3... zostają oba na raz wypuszczone z rąk do przodu. Takie wyścigi robiliśmy całą rodziną oczywiście wygrała Lusia, no cóż rodzice muszą potrenować.

naturalne autko Adelelo

Autko jest ani za małe ani za duże. Dzięki temu można nim się bawić na miliony sposobów. Jako Kreatywny Rodzic cudownie się poczuliśmy móc wymyślać co rusz nowe zabawy z nowymi Bobikami. Prócz wyścigów i wyżej wspomnianych zabaw na ulicy oraz wożenia robaczka, były też inne zabawy. Budowaliśmy im garaż, zrobiliśmy grę, gdzie Bobiki były pionkami. Dzięki temu, że są w dwóch kolorach dodatkowo urozmaicają zabawę, a i przy podziale ten Twój a ten mój nie ma mowy o podmiance, bo się różnią kolorem. Bobiki są niezniszczalne przeszły w naszym domu już wiele, a wciąż jak nowe. Więc spokojnie po Lusi i jej rodzeństwie będzie mógł jeszcze nie jeden Szkrab się bawić. Myślę, że za jakiś czas poszerzymy naszą kolekcje i zakupimy jakieś inne cudeńko z firmy Adeleo. Tymczasem zapraszam Was serdecznie do nich na stronę tam na pewno każdy z Was znajdzie coś dla swojego Malucha, bo te zabawki są stworzone z myślą i dla nich TUTAJ












wtorek, 15 marca 2016

MUST HAVE po porodzie :)

Wczoraj pojawił się post z rzeczami na porodówkę, które każda mama powinna spakować do magicznej torby szpitalnej TUTAJ. Dzisiaj przedstawię Wam listę, która ułatwiła mi życie po porodzie.

1.Podgrzewacz uniwersalny do butelek i słoiczków- to powinna posiadać każda mama nawet jeśli karmi piersią. Mleko można swoje mrozić i lekko podgrzać w takim podgrzewaczu. Później wodę na herbatkę a z czasem słoiczki/pojemniki z jedzonkiem dla Małego człowieka.

2.Karuzelka do łóżeczka- najlepiej sprawdza się taka, która ma kilka zastosowań. Ja wybrałam Tiny Love 3w1 na stronie producenta dowiecie się więcej TUTAJ. Karuzela jest funkcyjna bo najpierw jest zwykłą karuzelką, potem projektorem a później super lampką nocną z projektorem. Ma też kilka rodzai muzyki. Moja córka tak ją pokochała, że teraz bez niej nie zaśnie.

3.Lusterko do auta- lusterko, które mocujemy z tyłu tak, aby było odbijane w przednim lusterku na szybie. Rewelacja szczególnie, jak jedna osoba prowadzi a dziecko siedzi samo z tyłu. Widzimy czy dziecko śpi czy broi.

4.Lampka nocna przy łóżeczku-rewelacja i przydatna w nocy. Ważne, aby światło było mleczne i delikatne. Zapalamy, gdy chcemy przebrać maluszka, nakarmić, sprawdzić czy wszystko jest dobrze.

5.Aspirator do nosa (ja polecam Katarek)-ja używam Katarek do odkurzacza, na początku testowałam fride, ale niestety podczas wciągania kataru, ja też wciągałam bakterie i potem byłam chora. Katarek szybko, bezboleśnie wciąga katar i szybciej można się go pozbyć.

6.Leżaczek bujaczek rozkładany na płasko- nie od dziś wiadomo, leżaczek jest przydatny. Jednak, dziecko na początku najzdrowiej jak leży na całkowicie płaskiej powierzchni, aby nie obciążać kręgosłupa. Fajne są najzwyklejsze koszt nowych do 100zł albo trochę bardziej wypasione jak Tiny Love 300-400zł. Taki leżaczek rośnie wraz z naszym Maluszkiem najpierw leży na płasko, potem można lekko podnieść przy rozszerzaniu diety, gdy jeszcze nie siedzi, a już jakoś trzeba karmić, a potem jako normalny fotelik. Przydatny też gdy np. mieszkamy w domu i chcemy by dziecko było przy nas, by nie latać co chwila na górę lub na drugi koniec mieszkania i sprawdzać jak się ma dzidziuś.

7.Mata, puzzle piankowe - super od początku dzidziuś może się rozwijać na podłodze na płaskim, a jeszcze jak podłoże miękkie, ale nie śliskie bo dywan można skubać i jednak mało wygodny dla malca. Mata ma plus, że wiszą zabawki nad dzieckiem co dodatkowo urozmaica mu czas a mama zyskuje 5 minut na herbatkę, która i tak już będzie chłodna.

8.Poduszka Klin- o to mega się przydało, niestety maluszki mają słabszą odporność więc złapanie kataru to częsta epidemia w domu. Szczególnie przy obecnej pogodzie. Taka poduszka włożona do łóżeczka pomaga wygodnie ułożyć maluszka na boku lub na plecach i katarek mu tak nie spływa. Łatwiej się dziecku oddycha. U nas córka do tej pory najbardziej kocha tą poduszkę, bo wygodnie może się na niej ułożyć.

9.Chusta, nosidło ergonomiczne- mega przydatne. Szczególnie jak się chce szybko wyskoczyć do sklepu, a taszczenie wózka to już niekiedy wyprawa. Ja mam pocztę po schodkach, wjazd wózkiem jest uniemożliwiony. W takiej sytuacji brałam córkę w chustę ona szczęśliwa, bo blisko mamy, miała ciepło i przytulnie. Niekiedy przy ząbkowaniu też była chusta zbawienna córeczka niczym w hamaku sobie leżała i zasypiała, a ja miałam wolne ręce. Do tego wygodniej się karmi gdzieś na dworze, bo nikt nie patrzy mi w biust, bo wszystko zasłonięte. Jeśli ktoś nie lubi się motać w chustę można zastąpić ją np. Bondolino, które też jest bezpieczne dla Maluszków od 0+

10.Termometr bezdotykowy-o tak, aby sprawdzić szybko temperaturę Malca czy w nocy nie budząc go taki termometr jest na wagę złota. Mój ma jeszcze opcje mierzenia temperatury w pomieszczeniu i np. mleka czy wody.

Na tą chwilę to są rzeczy, które przychodzą mi na myśl, które z pewnością powinny znaleźć się na dodatkowej liście zakupów wyprawkowej obok ubranek, apteczki itp. Zapraszam na dział wyprawka, gdzie znajdziecie więcej i dłuższą listę łącznie z ilością ubranek kompletując wyprawkę dla Malca.


poniedziałek, 14 marca 2016

11 MUST HAVE na porodówce

Każda mama przed porodem musi spakować magiczną torbę do szpitala :) Jednak zawsze jest problem co w tej torbie musi się znaleźć a co będzie zbędne. Pamiętam jak 1 raz pakowałam torbę z Lusią to połowa mi się nie zmieściła, oczywiście wszystko wydało mi się potrzebne, dopiero kiedy na spokojnie siadłam i przeanalizowałam doszłam do wniosku co na prawdę mi się przyda, oczywiście porodówka potem jeszcze bardziej zweryfikowała :D Teraz przy 2 dziecku będę mądrzejsza i dzielę się spostrzeżeniami.

1.Koszula do karmienia rozpinana na górze -istotne by była rozpinana, aby móc szybciej dostać się do cycków kiedy chcemy karmić piersią. Ważne, aby była luźniejsza, piersi podczas początków laktacji są nabrzmiałe i mega obolałe.

2.Pieluszka flanelowa- o to się przyda każdej mamie i to nie tylko w szpitalu. Kiedy trzeba przewinąć dziecko, a na szpitalnym przewijaku leżało już ze 100 dzieci i gwarantuje Wam, że do sterylności i czystości to mu daleko. Kładziemy pieluszkę flanelową bo jest miękka i grubsza w porównaniu do tetrowej, oraz nie posiada prześwitów :P

3.Żel do higieny intymnej z korą dębu- rewelacja i przy cesarkach i porodach naturalnych, nie powoduje podrażnień, przyspiesza gojenie ran, bakteriobójczy, zapobiega staną zapalnym. Działa ściągająco na opuchliznę.

4.Wkłady po porodowe lub gigantyczne podpaski cała paczka. -oj gwarantuje, zaraz po porodzie czy to cesarka czy naturalny macica się oczyszcza i jest to okres życia leje się niczym strumień. Podpaski zmienia się częściej, aby nie powodować stanu zapalnego czy zakażenia.

5.Klapki-no bo wygodne i szybko można założyć, uniwersalne bo pod prysznic też jakoś trzeba wejść. Po porodzie niekiedy kobieta ledwo jest wstanie wstać z łóżka a co dopiero zakładać jakieś bamboszki, klapki więc są super.

6.Czekoladę lub bułkę słodką- oj tak po porodzie naturalnym jesteście głodne niczym wilki, po cesarce jeść nie wolno, ale potem jak już można głód też się odzywa. Szpital niestety nie hotel, nie działa na dzwonek, że teraz proszę jeść i nie zawsze kobieta dostanie posiłek co jest głupie, bo wiadomo, że podczas porodu spaliła masę kalorii.

7.Pampersy, chusteczki nawilżane i krem do pupy- to wymóg chyba każdego szpitala. Ważne, aby na początek mieć po paczce bo nie wiadomo jak dziecko zareaguje na dany produkt/firmę.

8.Stanik do karmienia i wkładki laktacyjne- Jeśli planujemy karmić maluszka naturalnie to warto zaopatrzyć się w stanik do karmienia wygoda i komfort matki od razu rośnie :) Jedno kliknięcie i bufet otwarty. Wkładki trzeba dobrać indywidualnie. Mnie sprawdziły się przy Lusi Canpol Babies  bo są chłonne i cienkie, ale równie dobre są z TESCO.

9.Octenisept- Czy na pępek, aby go odkażać czy na nasze gojące się rany by lepiej się goiły. Idealny bo wystarczy psiknąć i gotowe :)

10. Dwie małe butelki wody lub jedna duża- ja wolałam dwie mniejsze wygodniej się piło, niż trzymać i nalewać szczególnie w nocy z dużej do kubeczka lub pić z gwinta. Mała bardziej poręczna bo nawet w trakcie karmienia niekiedy zachce się pić, bo ono nie trwa 5 minut.

11.Pieluszki tetrowe ze dwie sztuki-jeśli nie chcemy być obrzygane podczas odbijania lub oplute podczas karmienia warto mieć przy sobie taką tetrową pieluszkę. Bierzemy dwie sztuki bo niestety po 1 dniu a nawet godzinie może ona wyglądać nieciekawie.

Prócz tych rzeczy wiadomo karta ciąży, dowód osobisty, grupa krwi, badania, ręcznik,ubranko dla maluszka jeśli szpital nie zapewnia dla malca. Oczywiście są szpitale, które mogą wymagać dodatkowych rzeczy i warto upewnić się czy taką listę posiada i uzupełnić torbę o te wymagane.



Gdy lekarze mówią "jesteś bezpłodna", a Ty zachodzisz w ciążę

Pamiętam, gdy byłam na pierwszej wizycie u ginekologa i usłyszałam "Ma Pani policystyczne jajniki". Człowiek w pierwszej chwili nie wie co to, co ten lekarz do mnie mówi. Dopiero potem, gdy się zagłębiłam w temat. Popytałam innych lekarzy ginekologów dowiedziałam się po wielu badaniach z czym to się wiąże. Nie ma owulacji, cykle nieregularne, mega bolesne miesiączki (to był koszmar) do tego trwające 7-8 dni. Nawet jak owulacja się pojawiała to jajeczko zamieniało się w torbiel. Wiadomo jak człowiek młodszy to nie myśli o zakładaniu rodziny, tym bardziej, że nie ma obok siebie tej drugiej połowy. Aż wreszcie pojawił się mój obecny mąż. Osoba z którą mogą na koniec świata iść. Zaczęło się więc myślenie o dzieciach. Znaleźliśmy lekarza, który stwierdził, że zrobi wszystko bym była mamą. Dla osoby, która pracuje z dziećmi nie mieć własnych dzieci to jak najgorszy wyrok. Miałam mega oparcie w mężu wspierał mnie w badaniach, braniu leków. Och ile było nerwów. Jak teraz na trzeźwo sobie to przypomnę to byłam dla mojego męża niezłą zołzą lekko mówiąc. Na jego miejscu bym chyba sama w tam tym czasie wywaliła siebie za drzwi, a on tego nie zrobił. Jestem mu mega za to wdzięczna. Prób i podejść była masa. Jak tylko okres spóźniał mi się dzień robiłam test ciążowy. Doszło do tego, że niczym wariatka miałam całą szufladę testów ciążowych różnych firm. Kiedy stwierdziłam, że chyba się poddam i nie dam rady dłużej tak psychicznie. Wzięłam wolne w pracy odpoczęłam tydzień, starałam się skupić się na mężu i trochę bardziej na relaksie. Oczywiście podczas całego tego starania o dziecko, szukaliśmy co rusz nowych metod i możliwości, aby się udało. Znaleźliśmy też modlitwę do św. Gerarda.

"Dobry św. Gerardzie,
potężny orędowniku przed Tronem Bożym,
ty, który dokonujesz wspaniałych rzeczy za naszych dni,
wołam do ciebie i proszę o pomoc.
Ty, kiedy żyłeś na ziemi, zawsze wypełniałeś plany Boże.
Pomóż mi, abym ja także zawsze wypełniała świętą wolą naszego Pana.
Proś Pana Życia, od którego pochodzi wszelkie życie,
aby mnie pobłogosławił łaską macierzyństwa
i abym mogła wychować dzieci Boże w tym życiu
i dziedziców Królestwa Jego chwały w życiu przyszłym."

Modliliśmy się codziennie z mężem rano osobno, wieczorem razem w miarę możliwości. Lekarz niestety sam zaczął tracić nadzieję, ze się uda. Gdy kolejna próba okazała się kolejnym torbielem do leczenia. Aż wreszcie kiedy myślałam, że jestem przeziębiona głowa bolała mnie, jakaś taka osłabiona się czuła i wodnisty katar mi towarzyszył niczym cień. Obudziłam się o 6 rano i coś mnie tchnęło by zrobić test. Bez większej wiary zrobiłam go. Gdy zobaczyłam 1 kreskę a po chwili 2 bledszą, nie mogłam uwierzyć. Zostawiłam go jeszcze na chwilę i poszłam zrobić sobie herbatkę, wróciłam po niego a tam nadal 2 kreski. Pobiegłam do męża, który smacznie sobie spał. Delikatnie go obudziłam i powiedziałam, że mam cudowną wiadomością, a ten niczym wróżbita czytający w myślach powiedział "Jesteś w ciąży, wiem tak coś czułem" i obrócił się na drugi bok i poszedł dalej spać. Tym trochę mnie zirytował, ja tu chciałam  świętować. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Umówiłam się do ginekologa jakoś wizyta wypadała tydzień po zrobieniu testu. Na której oczywiście w wielkim szoku potwierdził ciążę, co jak sam dalej wspomina było czymś niesamowitym. Co najzabawniejsze, teraz jestem w 2 ciąży o czym wiecie z fanpage i innych postów na blogu :) Oczywiście nie jest to ciąża książkowa bo jak w pierwszej tak i w drugiej są mega komplikacje, ale jednak mam już zdrową córeczkę, a teraz mam być mamą jeszcze synka :) 

Chce szczególnie powiedzieć kobietą, które usłyszały od lekarza, że nie będą w ciąży lub szanse są nikłe, że nie ma takiej rzeczy. Medycyna to wciąż tylko medycyna. Wiara kobiet i duże wsparcie partnera może zaprzeczyć wszystkiemu. Nie mówię tego bo gdzieś wyczytałam, tylko dlatego, że ja to przerabiałam. Uwierzcie mi w szpitalu w którym rodziłam Lusie, patrzyli na mnie jak na ufo, widząc cały zbiór badań i wszelkie informacje :) Lusia jest małym cudem :) Niech ta historia da Wam wiary, której często nam brakuje, która inni nam zabierają. Nie bójcie się próbować i pamiętajcie nie wolno się NIGDY poddawać. Bo życie może Was bardzo zaskoczyć. Ja nie ukrywam, że modlitwa z pewnością też swoje wniosła :) Bo skoro medycyna nie znajduje odpowiedzi na pytanie, to na pewno tam w górze ktoś ją zna :)

Pozdrawiam Wszystkie kobiety, które obecnie starają się o maluszki lub są w ciąży :) 


piątek, 11 marca 2016

Książka i teatrzyk w jednym


Ostatnio Lusia z okazji Dnia Kobiet została obdarowana przez tatę super książką "Krówka ślicznotka" wydawnictwo Wilga. Lusi ulubione zwierzątko to krowa i uwielbia ją naśladować i mówić "muuuu".  Tak więc prezent taty nie jest bez przemyślenia. Książka jest w twardej oprawie z twardymi stronami. Nie jest też mała, ani za duża. Format idealny średni. Ilustracje duże i wyraźne idealne dla najmłodszych czytelników. Jednak to nie jest najlepsze w tej książce. Do książki została dołączona pacynka na palec "Krówka". Dzięki temu można super odkrywać główną bohaterkę z książki. Można bawić się z dzieckiem, że rodzic czyta bajkę, a dziecko będzie miało pacynkę i ożywi główną postać. Również rodzic może podczas czytania mieć założoną pacynkę i nią poruszać.



Historia krówki także jest pouczająca, opowiada o krówce o imieniu Ślicznotka, która bardzo dużą uwagę przywiązywała do swojego wyglądu. Pewnego dnia jednak jej ozdoby ulegają zgubieniu i zniszczeniu. Krówka zrozpaczona myśli, że teraz nikt nie będzie jej lubił. Jednak inne zwierzątka z gospodarstwa uświadamiają ją , że kochają ją za to jaka jest i bez strojenia, bo dla nich jest zawsze piękna i wyjątkowa.


Prawda, że piękna i pouczająca bajka? Do tego główna bohaterka to krowa, cała historia rozgrywa się w gospodarstwie a przecież najmłodsze dzieci uwielbiają zwierzątka z farmy. Ja dodatkowo z Lusią podczas czytania pokazywałam dane zwierzątko na ilustracji a ona naśladowała wydawany przez nie dźwięki. Super zabawa i utrwalenie jaki dźwięk wydaje zwierzątko. Potem sama niekiedy bierze i mi "czyta" przewraca strony i pokazując na daną postać naśladuje jego dźwięk lub próbuje je nazwać.
Pacynkę można przechowywać w opakowaniu dołączonym do książki lub schować z innymi pacynkami w domu. Można także ją wykorzystać w innych przedstawieniach, bo kto powiedział, że krówka Ślicznotka nie może zagrać w innej bajce? :)

Książka nie jest też droga kosztuje około 15-17zł więc cena przystępna jak za nie tylko nową bajkę ale i zabawę w teatr. Taka zabawa w naśladowanie w najmłodszych latach jest bardzo ważna, bo to dzięki niej dziecko uczy się najwięcej. Tak zwana metoda dramowa. Wczuwanie się w rolę :)




czwartek, 10 marca 2016

Chciało żyć, ale nie pozwolono mu...

Od kilku dni jest głośno w mediach o zaistniałej sytuacji z porodówki ze Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie. Poczytać możecie więcej TUTAJ. Nie będę oceniać matki, to pozostawiam jej samej, co nią kierowało, że podjęła decyzję o aborcji. Jednak nie rozumiem postępowania lekarzy. Przecież oni powinni ratować zawsze życie czy to dziecka, czy też dorosłego. Co się dzieje z tymi ludźmi. Skoro aborcja została zrobiona później niż prawo na to w Polsce pozwala, skoro dziecko urodziło się żywe to jakim prawem pozwolili mu umrzeć. To na to idą podatki? Na patrzenie lekarzy jak umiera dziecko. To dziecko nawet jeśli mama go nie chciała z jakiś powodów, miało prawo żyć. Skoro urodziło się, płakało, błagało w ten sposób o pomoc. Lekarzom się wydaje, że co? To nie czuje? To mały człowiek, płakał i cierpiał. Bał się. To, że nie mówił, nie krzyczał "Ratujcie mnie!!!" Nie pozwala nikomu stać i pastwić się nad nim, aby samo przestało oddychać. Co za znieczulica w tych ludziach. Czy ci lekarze nie mają dzieci? Idę o zakład, że mają. Ciekawe, czy jakby ich dziecko kiedyś potrzebowało pomocy, wołało o nią chcieliby, aby wszyscy tylko stali i patrzyli. To okropne, że takie sytuacje mają miejsce, aż strach potem iść rodzić. 
Mogli ratować tego maluszka, dać mu szansę, skoro tak chciał żyć, ale lepiej było patrzeć jak płacze, jak cierpi, jak jest samotny i tak umarł. Samotnie. 

Co się dzieje z tym światem. Lekarze przecież ponoć przysięgają, że będą ratować każdego, kto tego potrzebuje i o pomoc prosi.  Więc drodzy lekarze, jeśli jakimś trafem traficie na ten wpis zastanówcie się. Po jaką cholerę jesteście tymi lekarzami? Czy na prawdę świat już jest tak zepsuty i chodzi tylko o kasę? Sama jestem w ciąży i aż się boję, że trafię na jakiegoś lekarza, który ma w dupie co przysięgał, a liczą się tylko statystyki i zysk dla niego. Obym jednak trafiła na "dinozaura" który jest na wymarciu i będzie on z powołania. Mam nadzieję, że to dzieciątko teraz ma lepiej i ktoś się tam w górze o nie dobrze zatroszczy. 

wtorek, 8 marca 2016

KONKURS "ROCZEK KREATYWNEGO RODZICA"

No to ruszamy z obiecanym konkursem. Blog skończył właśnie roczek. 
Dziękuję Wszystkim którzy są z nami już długo i nowym znajomym :) 
 Długo myślałam co dać jako nagrodę, aby była super. Ponieważ jesteśmy Kreatywny Rodzicami będzie do wygrania zestaw kreatywności dla dziecka :) Na razie pozostanie on niespodzianką jednak jak zobaczę spore wasze zaangażowanie to będę niczym puzzle umieszczać zdjęcia tworzące całość paczuszki :) A będzie o co walczyć. Na tą chwilę w paczce jest już 5 rzeczy, a będzie więcej (ilość nagród zależna od ilości zgłoszeń tym Was więcej tym większa pula).

Konkurs polega na złożeniu życzeń Kreatywnemu Rodzicowi :)
Życzenia mają zawierać przynajmniej jedną rzecz za co lubicie naszego bloga :)


ZASADY:

  • polub Kreatywnego Rodzica TUTAJ
  • udostępnij plakat konkursowy publicznie TUTAJ
  • polub plakat konkursowy TUTAJ
  • zaproś minimum 3 osoby na fanpage pod plakatem konkursowym (muszą podświetlić się na niebiesko) TUTAJ
  • zostaw odpowiedź na pytanie konkursowe na blogu pod postem konkursowym lub fanpage pod plakatem
  • baw się dobrze i trzymaj kciuki :)
  • wygrywa jedna osoba wszystko całą dużą paczkę 
  • konkurs trwa 8.03.-30.03.2016 , 23:59 :) 
  • zgłoszenia wysłane po upływie terminu nie będą brane pod uwagę
  • wyniki w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu
  • wysyłka tylko na terenie kraju. 






poniedziałek, 7 marca 2016

Racuchy dla alergika i matki na diecie

Najczęstszą alergią wśród małych dzieci i nie tylko jest uczulenie na mleko krowie i jaja. Lusia łapie się do tej większości niestety. Ponieważ chciałaby mimo wszystko miała ciekawe i urozmaicone posiłki wciąż szukam lub modyfikuję przepisy, tak by jej smakowało, ale i nie uczulało.
Dziś przepis na racuchy. Proste i szybkie idealne na poniedziałkowy deser lub obiad. Kto jak woli.


SKŁADNIKI:
  • cukier waniliowy
  • 10 gram świeżych drożdży 
  • 2 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki z ciepłą wodą
  • szczypta soli
  • 2 łyżki oliwi z oliwek lub olej rzepakowy
PRZYGOTOWANIE:
Wodę podgrzewamy, aby na prawdę była ciepła, to ważne bo będzie nam potrzebna do rozpuszczenia w niej drożdży. Kiedy je już rozpuścimy odstawiamy na chwilę na bok. Teraz do miski wsypujemy mąkę dodajemy cukier, sól, oliwę/olej. Teraz wlewamy rozpuszczone drożdże i wszystko mieszamy/ugniatamy. Ja ciasto wyrabiam rękoma tak jest mi najwygodniej i widzę czy się klei czy nie. Jeśli się klei należy dosypać jeszcze troszkę mąki. Teraz przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe i suche miejsce, aby troszkę wyrosło ciasto. Średnio odstawiamy ciasto na 15-20 minut. Później formujemy i smażymy na oliwie z oliwek/oleju (można użyć masła, my nie możemy bo niestety uczula :/ ) Jeśli chcemy sobie bardziej urozmaicić racuszki to można wkroić do ciasta jabłka, gruszki. Po przestygnięciu posypujemy cukrem pudrem. Nigdy na mega gorące nie sypiemy cukru pudru bo się roztopi i wszystko wchłonie w racucha nie będzie taki fajny z posypką. 

UWAGA!!!
Jeśli chcemy by miały mniejszą ilość tłuszczu w sobie, to można po zdjęciu z patelni układać na chwilę na papierowy ręcznik je. Wtedy ręcznik wchłonie część tłuszczu :) 

Te racuchy mogą być grubsze od standardowych z jajem i mlekiem, ale to normalne :) Są jednak tak samo pyszne. 



ŻYCZYMY SMACZNEGO :) 




Zmiany po porodowe-czyli pokochaj siebie na nowo :)

Już kiedyś pisałam o rozstępach i różnych zmianach, które zachodzą po ciąży u kobiety.
Jednak dziś magiczny przepis jak sobie poradzić z tym. Należy się bowiem pokochać na nowo. Na pewno wiele z Was ma obawy, że podczas karmienia piersią dziecko "zjada biust" no i potem wygląda on jak "uszy jamniczka". Albo te rozstępy stoisz przed lustrem i zastanawiasz się jak to się stało. Przychodzi takie małe załamanie spowodowane zmianą w wyglądzie.
Ważne w tym okresie jest wsparcie partnera/męża oraz odnalezienie siebie na nowo.

1. Patrząc w lustro widząc rozstępy myśl, że to jak u żołnierza blizny po wojnie, którymi się zachwycają wszyscy. Tak samo rozstępy to twoje "blizny" na wspomnienie trudów ciąży i porodu. To dzięki Tobie to maleństwo jest teraz na świecie.

2. Po porodzie naturalnym moje życie seksualne już będzie straszne, no bo na pewno się tam rozciągnę i już nie będzie przyjemnie. Oj nie prawda niekiedy jest tak, że jesteśmy bardziej ciasne niż przed porodem i wtedy niczym ponowny 1 raz przeżywamy :)

3. Nacięcie krocza to coś strasznego taka blizna. Oj uwierz mi gorzej jak popękasz we wszystkie strony świata. Goi się dłużej i gorzej. Często niesie za sobą skutki uboczne brak nacięcia, czyli z czasem może być problem z utrzymaniem moczu itp. Mało fajne. Nacięcie nie boli i jest tylko, gdy na prawdę dziecku ciężko wyjść i jest ryzyko pęknięcia krocza. I wtedy kilka szwów i już. Goi się ładnie i szybko i często śladu nie ma.

4. Piersi po karmieniu są "niczym uczy jamnika". No niestety jak coś urosło w ciąży do wielkich rozmiarów a potem przy napełnieniu się przez mleko do jeszcze większych i później maleje to tak się dzieje. To efekt naciągania się skóry i tracenie jej elastyczności. Jednak, aby zapobiec zbyt dużemu rozciągnięciu skóry należy dobrze dobrać stanik i nosić je dzielnie :)  Na pewno biust zmieni swoją elastyczność jednak kiedy przestaniemy karmić zrobi się wrażliwszy na dotyk. Może być równie zachwycający. Żyjemy w XXI  wieku, mamy taki wynalazek jak push-up więc na prawdę biust znów może wyglądać cudnie i atrakcyjnie. Do tego pomyśl, dzięki temu, że karmiłaś dziecko swoim mlekiem dałaś mu to co najlepsze może dać mama odporność, odpowiednie witaminy i minerały do prawidłowego rozwoju :)

5. Włosy wypadają tonami. No bo w ciąży nic nie wypadało :) się zgromadziła pokaźna grzywa a teraz to co nie wypadło wcześniej musi wypaść, ale spokojnie nie panikuj, nie będziesz łysa, to minie gdy tylko ustabilizują się hormony w twoim organizmie, a potem możesz mieć nawet bardziej mocne włosy i mniej podatne na rozdwajanie :)

6. Cera mi się zepsuła, pojawił się trądzik z lat młodości. To efekt burzy hormonów po ciąży, one się zaczynają normować niestety są skutki uboczne, jednak jak już się unormują cera znów będzie piękna jak była przed ciążą :) Jedynie potrzeba czasu, grunt to nie przesadzać ze specyfikami

7. Zęby mi się strasznie popsuły. Bo dziecko wypłukuje spore ilości witamin z organizmu, no cóż potrzebuje ich bardziej. No więc nie ubolewamy, do stomatologa należy się udać ponaprawiać co się zepsuło i dietę bardziej zbilansować by dostarczać 2x więcej potrzebnego wapna i innych minerałów :)

8. Zmęczenie powoduje takie sińce pod oczami, że wyglądam niczym zombi. To prawda pierwsze 3 miesiące, są jak wyjęte z życia. Uczymy się dziecka, próbujemy ułożyć z nim rytm dnia. Brzmi prosto, ale mamy wiedzą, że bywa ciężko bo głodne często, bo płacze, bo nie chce spać. Jednak po 3 miesiącach jak już się dotrzemy z naszym małym terrorystą wszystko się da będzie czas i na spanie dla nas i nawet na makijaż szybki, by nie straszyć ludzi.

9. Mąż był przy porodzie na pewno już nie jestem dla niego atrakacyjna. Co za bzdura to siedzi u nas w głowie, ale mija się z prawdą. Teraz jeszcze bardziej go będziesz pociągać. Wie ile wysiłku włożyłaś w urodzenie waszego dziecka. Grunt to go nie odpychać, przytul się do niego, jak chce Ci pomóc przy dziecku nie mów  mu , że nie da rady bo da. Mój kąpał Lusie lepiej niż ja :)

A teraz kilka zasad, które obowiązkowo należy zrobić po porodzie:

1. Kupić sobie seksowną bielizną mama karmiąca bowiem, nie musi być zwyczajna, czasem warto wydać troszkę więcej na stanik by poczuć się atrakcyjnie we własnym ciele
2. Zrobić sobie makijaż, nie ważne, że siedzisz w domu z dzieckiem, zrób to dla siebie dla swojego samopoczucia.
3. Jakiś ładny ciuch. Nikt nie wraca po porodzie od razu do rozmiaru XS, ale nie znaczy, że teraz mamy chodzić w worku na ziemniaki.
4. Porozmawiam z partnerem musi ci pomóc wygospodarować w ciągu dnia choćby 15 minut dla ciebie tylko i wyłącznie.
5. Wyjdź z domu bez Maluszka, nie martw się tata lub babcia da radę przez godzinkę się nim zając doskonale. A Ty na ploty, kawę z koleżanką.
6. Kąpiel to twój azyl i chwila wytchnienia, zmywasz całe zmęczenie z dnia. Bo bycie mamą to praca ciężka 24h/7 dni w tygodniu.
7. Zjedz coś co bardzooooo lubisz, nawet jak karmisz to nie problem jeden raz mleko ściągniesz i wylejesz dziecko przeżyje. Pamiętaj mama szczęśliwa to i dziecko szczęśliwe.
8. Nie bój się bliskości z mężem, nawet jak nie czujesz się gotowa na sex to można się poprzytulać jak za czasów licealnych to i tak dużoooo daje.
9. Znajdź opiekę do Bombelka i wybierz się na randkę z mężem nie musi być długa i daleko od domu. Może to być wypad na lody choćby lub spacer zakończony w kawiarni. Nie straćcie ze sobą kontaktu. Dziecko jest ważne, ale prócz tego, że jesteś mamą jesteś też nadal cudowną kobietą
10. Pokochaj siebie na nowo na lustro ląduje kartka z napisem "Jestem sexowna, cudowna i niezastąpiona kobieta"


czwartek, 3 marca 2016

Blogosfera z Canpol Babies :)


Firma znana i lubiana przez wiele mam. Wszystko co robią tworzą z pasją do maluszków i ich rodziców. Jako tak cudowna firma wychodzą naprzeciw mamą blogującym i raz w miesiącu wysyłają swoje produkty do testów, aby poznać opinie mam o nich. 
W tym miesiącu do testów będą dawać cudowny zestaw "Sówki".
 Wygląda on tak:


Na zestaw składa się:
  • Smoczek silikonowy symetryczny "Sówki" 

  • Łańcuszek do smoczka "Sówki"

  • Talerzyk plastikowy "Sówki" 
  • Kubek ze składanym ustnikiem "Sówki"
  • Bidon niekapek "Sówki"

Podoba się zestaw? Mi bardzo. A jeśli byście chciały zorganizować konkurs z tak cudownym zestawem do wygrania to także możecie się zgłosić. To bardzo proste wystarczy się zarejestrować o TUTAJ. Teraz tylko musisz zgłosić swojego bloga do testów lub organizacji konkursu. Możesz oczywiście i testować i organizować konkurs nic nie stoi bowiem na przeszkodzie. Prawda, że to proste? No to na co czekasz. Klikaj i działaj bo warto. Powodzenia ja już się zgłosiłam, teraz trzymam kciuki za ciebie.