niedziela, 24 lipca 2016

5 minut dla mamy, czyli zaparzamy herbatę

Każda mama podczas czasu bycia mamą marzy o swoich 5 minutach dla siebie. W ciągu 5 minut taka matka jest wstanie zrobić bardzo wiele bo i przygotować posiłek, zjeść go, wykąpać się i co najważniejsze napić się ciepłej herbatki :D
Ja uwielbiam herbaty takie prawdziwe, parzone. Te z saszetek dostępne w sklepach nie mają dla mnie aż takie smaku. Cóż poradzić jedni delektują się kawami a ja herbatkami. Część mam swoich suszonych, które parze, część kupuje w specjalnych herbacianych sklepach. Zawsze jest jeden minus jednak takich herbatek FUSY. Tego nie lubię, bo piję i się delektuję a nagle na języku czuje kawałek liścia lub kwiatka, który właśnie wleciał wraz z napojem do buzi.
Na szczęście jest takie coś jak zaparzacz do herbaty. Ja ostatnio jestem w posiadaniu cudownego zaparzacza firmy All4gastro, który wyciąga cały smak i aromat ziół i nawet dziecko jest wstanie go obsługiwać.
Jak sam producent zapewnia



Nazwa tego zaparzacza to Teaflu -lawenda możecie go zakupić TUTAJ. Jest to jeden z lepszych zaparzaczy jakich miałam. Co czyni go takim wyjątkowym? :

  • łatwość nabierania suszu herbacianego
  • łatwość mycia go
  • wygodny i prosty w obsłudze
  • mały
  • można wycisnąć cały aromat z suszków
  • przyspiesza zaparzanie herbaty
  • nie wyciekają z niego fusy
  • trwała i lekka konstrukcja


Zaparzacz Teaflu jest zbudowany z silikonowej główki, podzielonej na dwie połowy, dzięki temu można nabrać nim suszki jak łyżką i łatwo zamknąć nie rozsypując po całej kuchni. Potem są metalowe druciki połączone z mocnym uchwytem/rączką wykonaną z plastiku.Odporny na wysokie temperatury. Myje się bardzo łatwo, bo główka silikonowa, więc można wywinąć lekko i opłukać, umyć delikatnie pod wodą i dalej używać. Uchwyt jest tak skonstruowany, aby móc za jego pomocą ścisnąć silikonową główkę i wycisnąć z niej aromat do ostatniej kropelki, dzięki temu nic się nie marnuje. Za pomocą tego zaparzacza zyskujecie też czas, bo dzięki ściskaniu go w kubeczku zwiększamy cyrkulację wody między ziołami i szybciej wydobywamy smak i aromat.
 Nie poparzymy się nigdy, a co najlepsze koniec z fusami pływającymi w kubku. Dzięki temu zaparzaczowi możecie cieszyć się pyszną herbatką i się nią delektować a przysłowiowe 5 minut dla mamy zyska dużo lepszy smak i aromat. Ja osobiście po wypiciu tak zaparzonej herbaty czuje się dużo bardziej zrelaksowana i szczęśliwa. Ona ma smak i jest idealna dla zmęczonej i zalatanej mamy po całym dniu masy obowiązków. Polecam każdej mamie. Oczywiście producent u którego możecie zakupić to cudeńko w swojej ofercie ma jeszcze więcej wspaniałości, które na pewno ułatwią życie nie tylko w kuchni ale i w innych codziennych obowiązkach każdej mamie i tacie :) Polecam serdecznie zaglądnąć bo na pewno znajdziecie tam coś dla siebie. Jeśli wolicie smakować kawy, też są zaparzacze do kaw godne uwagi. 
Mój mąż jest smakoszem kaw więc jego mogę zapytać jak smakuje kawa z takiego zaparzacza, choć widząc go co dzień pijącego stwierdzam, że musi być dobra, bo on byle czego się nie napije jeśli chodzi o kawę :) Zapraszam więc i zerknijcie na stronę producenta o TUTAJ, bo to firma godna uwagi i polecenia All4gastro raz zerkniecie i na dłużej zostaniecie.

1.WKŁADAMY

2.WYCISKAMY

3.PARZYMY 


Jak ktoś chce spróbować to także zapraszam do siebie na herbatkę dam spróbować samodzielnie zaparzyć i skosztować herbatki tak parzonej. 


piątek, 22 lipca 2016

Unigel Pierwsza Pomoc, czyli niezbędnik w każdej domowej apteczce

W domu apteczkę pokaźną mamy ze względu na siebie i dzieci. Znajdują się w niej niezbędniki jednak każdej domowej apteczki, czyli plastry, bandaże, woda utleniona itp. Ostatnio jednak doszedł do naszych niezbędników Unigel Perwsza Pomoc. Jest to zestaw składający się z :
  • UniGel Apotex 5g,
  • 3 szt. opatrunków foliowych

Całość zapakowana w małe, podręczne pudełko. Działanie żelu jest opatentowanej na strukturze żelu polimerowego z wbudowanymi łapaczami wolnych rodników, której nie mają żadne inne opatrunki hydrożelowe. Czym są wolne rodniki tlenowe? To atomy cząsteczki lub jony posiadające na zewnętrznej orbicie pojedynczy, niesparowany elektron. Występują one we wszystkich typach ran, niestety powodując hamowanie procesu jej gojenia. Dzięki UniGel jednak taka rana goi się znacznie szybciej, posiada bowiem sposób absorbowania rodników i pozostawia warstwę, dzięki której rana jest wilgotna i zabezpieczona. UniGel ma wiele zastosowań:
  • rany kąsane, cięte, kłute, po urazach i ugryzieniach
  • zadrapania, rozcięcia, rany szarpane
  • ugryzienia owadów
  • trądzik
  • drobne otarcia, pęcherze
  • opryszczka
  • pękające usta
  • odleżyny
  • oparzenia słoneczne
  • atopowe zapalenie skóry
  • oparzenia
  • rany pooperacyjne
  • rany w zakażeniach pępka u noworodków
  • urazy brodawek (matki karmiące)
  • rany po amputacjach
  • stopa cukrzycowa
Jak widzicie zastosowań ma wiele. Mnie komary uwielbiają i jak zapomnę się psiknąć czymś na nie to mnie zjadają żywcem. Po posmarowaniu UniGel ulga po ugryzieniu przychodzi od razu a co ciekawe, nie ma śladu po ukąszeniu.  Mąż to uwielbia survival więc wieczne rozcięcia, zadrapania to jego specjalność. Choć zawsze mówi dzielnie, że nie boli to widać, że boli i jednak ślad często zostawał. Ostatnio po ściance wspinaczkowej rozwalił sobie rękę, po pierwszym opatrzeniu została posmarowana rana UniGelem i o dziwo, po zagojeniu się nie ma wielkiej blizny jest lekko widoczna taka, bardziej ślad jak po uderzeniu. Pokaże Wam na zdjęciu jak wyglądało to u mnie gojenie już po jednodniowym posmarowaniu 

po ugryzieniu komara


po jednym dniu smarowania

po 3 dniach :) 

Musicie przyznać super, a często miałam tak, że niestety ślady po ugryzieniu zostawały takie blizny lub goiły się około tygodnia. Występowała bowiem reakcja alergiczna.


Teraz także jak wiecie zbliża mi się poród wielkimi krokami mam nadzieje lada chwila. Jak każda kobieta boje się blizn po nim, czy zostaną i jak duże. Z tego co wyczytałam UniGel przyspiesza gojenie i pomaga w lepszym gojeniu. Jak przetestuje dam Wam znać jak to wygląda. Na tą chwilę jednak jestem pełna pozytywnego myślenia. Bo jak widać super się sprawdza. Jako mama wiem, że moja rodzina do spokojnej nie należy i moje dziecko lata wszędzie, tata też rozrabia a i ja bywam gapa, że coś sobie zrobię. Taki UniGel powinien być w każdej apteczce. Jako rodzic sami wiecie jak przy dzieciach nie trudno o jakieś wypadki, skaleczenia, rozcięcia. Dziecku wystarczy chwila i już ma rozciętą brodę, rozwalone kolano. Tak więc Kochani zaopatrzcie się bo może być tak, że stanie się UniGel Waszym niezbędnikiem, moim już został :)
Zapraszam Was na stronę producenta, tam możecie zasięgnąć jeszcze więcej informacji o tym wspaniałym żelu, który niczym magia działa. TUTAJ






wtorek, 19 lipca 2016

Przesądy ciążowe czyli przepowiednie z dziada pradziada


Na pewno każda z Was spotkała się w ciąży z zabobonami i przepowiedniami, które od wieków babcie snują i głoszą. Tych przepowiedni jest cała masa, jedne są śmieszne inne dobijające. Część osób w nie wierzy, część uważa, że to głupota. Ja w nie nie wierze i biorę je żartem. Choć w mojej rodzinie moja mama bardzo się kurczowo ich trzyma, od strony męża także są niczym wyrocznie.
A Wy wierzycie w przesądy ciążowe?

  1. Bocian przyleciał i klekocze- oj już tyle razy bociana moja mama widziała i myślała, że urodziłam. Bo jak bocian przylatuje i na dachu domu danego siądzie i zacznie klekotać to znak, że coś w tej rodzinie się urodziło. Mój mąż trzeźwo myślący obrócił to w żart i uznał, że teściowa bociana ma chyba made in china, bo jakoś dalej się w dwupaku turlam :P
  2. Jak zabiera urodę to będzie dziewczynka-to chyba najgłupszy zabobon. Że niby w ciąży matka brzydsza się robi, a no robi, bo grubsza się staje, czasem woda się zbiera to i się puchnie, ale jakoś mi ten się nie sprawdził, przy córce cera niczym pupa niemowlaka a przy synu teraz niczym nastolatka. 
  3. Jak jesz mięso to syn będzie-No tak bo jesteś tym co jesz, pomyśleć można. Jednak ja przy córce mięso kilogramami jadłam, a teraz niczym wegetarianka same warzywa i owoce bym mogła. Coś w komponować z dietą się nie mogę. Prawda jest taka, że kobieta w ciąży je to na co ma zapotrzebowanie organizm i dziecko. 
  4. Jedz za dwoje, bo dziecko nie urośnie-jak mnie to wkurza. Jak zobaczyła moja mama, że jem normalne porcje jedzenia, to o mało na zawał nie zeszła. Bo ja powinnam teraz wciągać z 3 talerze zupy, 2 drugie dania i co najmniej 8 posiłków, bo jem za dwoje. A guzik prawda, bo jemy dla dwojga. Czyli zdrowo, a nie, aby wyglądać jak wieloryb.
  5. jeśli masz mdłości wieczorem to urodzisz chłopca, jeżeli mdli cię z rana – to będzie dziewczynka- no to ja nie wiem, bo mdłości wcale nie miałam i cóż począć. Wychodzi, że będę miała niespodziankę :)
  6. jeśli brzuch masz wysoko - chłopak, jeśli zaś jest nisko - dziewczynka - Taaa tylko czemu wszyscy lekarze mówią, że kształt brzucha nie świadczy, ani o wielkości dziecka, ani o płci. Jakby to wyznacznik był, to po co badania. Albo najlepsze pod koniec ciąży brzuch się obniża, więc wychodzi, że wszyscy chłopcy nagle stają się dziewczynkami normalnie przemiana i metamorfoza :D
  7. Nie kupuj wcześniej wyprawki bo pecha to przynosi- pewnie i potem w dniu porodu latać będę po sklepach i zamiast na raty rozłożyć zakupy, od razu wydać całą pensje na wyprawkę i potem o chlebie i wodzie żyć. Wole jednak co miesiąc coś dokupić, niż od razu odczuć wielkie zakupy
  8. Klepanie po brzuchu osób trzecich, przyniesie im dziecko-nie lubię tego bardzo, jak masa osób podchodzi i wszyscy czy mogą pogłaskać, dotknąć. Ja nie duszek, ani małpa w zoo, aby macać i podziwiać. Zresztą brzucha głaskać nie wolno bo macica się stawia i urodzić można szybciej.
  9. nie wglądasz przez wizjer w drzwiach lub żadną inną dziurkę, by nie było zezowate- ah nie posiadam tego oczka w drzwiach więc nie zerkam, choć ciekawe lepiej wpuścić złodzieja i niechcianego gościa, bo strach wyjrzeć przez wizjer w drzwiach.
  10. nie nosisz łańcuszków ani korali, nie przechodzisz pod kablami i sznurami z bielizną, bowiem boisz się, że maluch owinie się pępowiną- całą ciążę pierwszą nosiłam łańcuszek, teraz też i nie wyobrażam sobie go zdjąć. Dziecko prędzej ze stresu matki się owinie niż z powodu mojego łańcuszka na szyi. Ja też chce ładnie w ciąży wyglądać i nosić biżuterię
  11. nie kochasz się z mężem 2 miesiące przed rozwiązaniem, by dziecku nie ropiały oczka- no cóż, aby poród wywołać i lepiej przebiegał, to kochać się trzeba, bo sperma ma właściwości zmiękczające dla szyjki, a sam sex super jest masażem przed porodem szyjki macicy. 
  12. nie obcinasz włosów, bowiem chcesz zapobiec głupocie dziecka- a ja już dwa razy u fryzjera byłam, bo w te upały wytrzymać się nie da, a w ciąży jeszcze mocniejsze i grubsze się zrobiły więc bym mokra jak szczur wiecznie chodziła.
  13. Jeśli kobieta w ciąży martwi się, to dziecko będzie leworęczne-matko toż to wszyscy leworęczni być powinni, bo wątpię, że jest jakaś mama, która w ciąży żyła sobie bezstresowo.
  14.  Przyszła mama nie powinna z nikim dzielić się jedzeniem, bo będzie miała mało pokarmu- no to obalam całkowicie bo choć się dzielę jedzeniem i nie tylko, to pokarmu mam aż nadmiar już przed porodem. 
  15. Jak matka ma zgagę znaczy, że dziecko ma włosy- to chyba jedyny lub jeden z nielicznych, który się sprawdza, że włosy dziecka zgagę u matki powodują bo podrażniają w środku błonę śluzową.
  16. Nie wolno patrzeć na brzydkich ludzi bo brzydkie dziecko się urodzi- ciekawe, a co to znaczy, że ktoś brzydki? Bo jakoś nie umiem oceniać po wyglądzie i tego uczę dzieci. 
To pewnie tylko część tych genialnych przesądów co niczym w kotle czarownicy są wymieszane i powtarzane z babki na matkę i córkę. Jednak część osób w nie wierzy, część wyśmiewa inna obala :) Ciekawa jestem czy jakieś u Was się sprawdziły? A może znacie jeszcze jakieś ciekawe o których ja nie słyszałam, chętnie posłucham. Póki w dwupaku się turlam robi się to bardzo ciekawe, bo może odkryje, czemu to moje takie uparte się zrobiło i wyjść nie chce :)

sobota, 16 lipca 2016

Nocny przyjaciel do usypiania i na smutków rozwianie


    Lusia od zawsze śpi w swoim pokoju i nigdy problemów większych z tym nie miała. Ostatnio jednak lęki się pojawiły, że nie chce zostawać sama. Wiem, że to normalne, bo dużo dzieci ma taki lęk na pewnym etapie, jednak usypianie jej godzinę a czasem dwie to męka. Tym bardziej, że lada chwila ma się pojawić nowy Mały człowiek. Długo myślałam jak jej pomóc uporać się z tym zasypianiem, aby znów poczuła się pewnie i bezpiecznie w swoim łóżku. Przeszukując jak zwykle internet natrafiłam na sklep Dziecko Expert. Powiem Wam sklep genialny. Jest to jeden z nielicznych, który w swojej ofercie ma ubrania i akcesoria dla wcześniaków. Do tego można tam skompletować dosłownie całą wyprawkę dla maluszka. Są tam artykuły niezbędne i faktycznie przydatne, produkty oferowane przez nich są sprawdzone i dobrych firm. Uważam, że warto tam zaglądnąć. Wracając od moich poszukiwań pomocy w zasypianiu dla Lusi. Skoro znalazłam już sklep, który posiada akcesoria i ubranka dla wcześniaków z pewnością musi posiadać coś co pomoże mojemu dziecku zasnąć i znalazłam. Moją uwagę przykuła maskotka z serii Les Deglingos wilk BigBos. Każda maskotka posiada swój charakter i osobowość opisaną przy niej z boku na stronie. Więc można znaleźć idealnego towarzysza dla dziecka. Drugi wybór padł na Szumiś śpiąca maskotka fioletowa. Po długim rozmyślaniu zdecydowałam się na wybór numer dwa, czyli Szumisia. Czas oczekiwania na paczkę był bardzo krótki, co jest dużym plusem, gdy zależy nam na czasie. Lusia otwierając pudełko, nie dała mi nawet szansy pomocy w rozpakowaniu. Od razu chwyciła misia i powiedziała "Moje, mam misia" I tyle było.
 Matka musiała się napracować, aby zdjęcia mu zrobić, bo ona się z nim nie rozstaje. Miś stał się najlepszym przyjacielem w ciągu dnia, zabiera go wszędzie na spacer, do ogródka, na zakupy, do auta, nawet do łazienki idzie z nami i siada na półce. Mimo, iż bardzo mnie cieszyło, że tak bardzo go pokochała najbardziej byłam ciekawa nocy. Jak to będzie z tym zasypianiem. Wieczorem jak zwykle kąpiel, mleko, bajka, buziaki, tulanki i miała iść spać. Włączyłam misia, aby szumił. Szum, który wydobywa się z misia jest delikatny i miły dla ucha. Jest aż 5 rodzai szumów : dwa dźwięki suszarki, wody płodowe z biciem serca, fale morskie i padający deszcz, sami więc przyznacie, że chętnie byście któregoś posłuchali. Lusia ułożyła dumnie misia koło siebie, objęła mocno swymi rączkami i o dziwo po 15 minutach już jej nie było. Nie było płaczu, paniki. Po prostu poszła spać. Mąż do teraz nie może wyjść ze zdziwienia, że taki mały miś może tyle wnieść w nasze życie dobrego.

Czym jest Szumiś Śpiący Miś? :
  • to miękka przytulanka uszyta z minky i polarku gładkiego miłego w dotyku
  • stymulująca zabawka sensorycznie, dzięki materiałowi minky
  • świetna do ciumkania i zabawy dzięki wystającym łapką i uszkom idealnym do chwytania i gryzienia
  • posiada 5 rodzai szumów: dwa dźwięki suszarki, wody płodowe z biciem serca, fale morskie i padający deszcz.
  • uspokaja i wycisza nawet najbardziej aktywnego malucha
  • szumem relaksuje nie tylko dziecko ale i rodzica, który jest obok
  • przypomina okres życia płodowego, kiedy dziecko słyszało inaczej całej otoczenie


Jaki jest i z czego zrobiony? :

  • posiada zawieszkę, więc można doczepić do niego kółeczko i zawiesić np. na łóżeczku, wózku dziecka
  • z tyłu posiada kieszonkę, gdzie schowany jest mechanizm
  • łatwy w utrzymaniu czystości, wyciągamy mechanizm i wrzucamy do pralki
  • szybko schnie 
  • bezpieczny zamek zamykający kieszonkę na mechanizm
  • jednym przyciskiem zmienia się wydawany dźwięk
  • po 60 minutach sama pomału się wycisza i włącza
  • bezpieczny od 1 dni życia
  • produkowany w Polsce
  • urządzenie można włączyć bez wyciągania go z kieszonki


Mimo, iż dużo słyszy się o szumisiach, żeby kupować dla niemowlaków, ja Wam udowadniam, że nawet 22 miesięczniak jest wstanie się nim zainteresować. Takie dziecko też lubi się wyciszyć, uspokoić. Takie szumy, dźwięki mu na to pozwalają. Jest udowodnione, że nawet dorosły człowiek potrzebuje czasem 5 minut relaksu, aby zamknąć oczy i posłuchać szumu morza, więc skoro dorosły tego potrzebuje to tym bardziej dziecko. Do tego Szumiś nie tylko szumi, to wspaniały przyjaciel do tulenia, bo jest wykonany z przyjemnych i miłych w dotyku materiałów. Ja polecam, bo jeśli teraz Wasz maluch ma problemy z zasypianiem być może też potrzebuje nowego, przytulnego przyjaciela. Ja jak urodzi się Mały mam nadzieję sprawdzić działanie tego misia na niemowlaku o ile Lusia się podzieli misiem :) Choć szum i tak słychać w całym pokoju, a że mają go razem jakoś da radę. Jak nie to się kupi drugiego, aby każde miała własnego. Ja polecam bo na prawdę jestem zadowolona. Jest wart uwagi i co najważniejsze ma rączki i nóżki i na prawdę świetnie się prezentuje też jako ozdoba pokoju dziecięcego. Świetna jakość i wykonanie a i cena rozsądna biorąc pod uwagę ceny innych szumisiów dostępnych na rynku. Zapraszam więc Was do sklepu Dziecko Expert, a na pewno znajdziecie dla swoich pociech ukochanego szumisia, bo zapomniałam Wam dodać jest masa kolorów i wzorów ich :) Więc do dzieła i udanych zakupów. Poniżej macie filmik jak działa miś i jak działa na Lusie :)









czwartek, 14 lipca 2016

Kleszczom mówimy a kysz

Pisałam Wam o tym jak radzić sobie z komarami i muszkami i innymi insektami. Jednak kleszczą postanowiłam zafundować osobny post. Jak wiadomo nie od dziś te małe insekty, niektóre przenoszą ciężką chorobę, którą jest borelioza. Oczywiście kleszcze mają to do siebie, że ogólnie przenoszą masę zarazków, chorób, jednak borelioza jest jedną z groźniejszych. Objawy boreliozy:

  • pierwsze objawy widzimy dopiero po miesiącu od ugryzienia przez kleszcza
  • zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych
  • często i silne bóle głowy
  • zaburzenia czucia
  • poczucie gorąca i zimna na zmianę
  • wędrujący rumień - to najbardziej widoczna i charakterystyczna oznaka
  • przemieszczający się, klujący ból jakby prąd po nas przechodził
  • drażliwość
  • niedowłady
  • paraliże
  • skoki ciśnienia
  • nadciśnienie
  • bóle w klatce piersiowej
  • duszności 
  • lokalne włóknienie, martwica i obrzęk mięśnia sercowego
  • obrzęki i bóle stawów (zazwyczaj kolana, barki, łokcie)
  • bóle ścięgien i mięśni
  • nawracające zapalenia stawów
  • podwójne widzenie
  • ciemne lub jasne plamki przed oczami
  • zajęcie nerwów okoruchowych
Jak więc sobie poradzić, aby nas kleszcz nie uchlał i żeby do domu tego "Zwierzątka" nie przytaszczyć?
  • po każdym spacerze sprawdzamy siebie, dziecko czy naszego zwierzaka, czy nie mamy współlokatorów gdzieś wczepionych
  • nie wchodzimy w wysokie trawy, a jeśli już to w butach powyżej kostki
  • psikamy/smarujemy siebie i bliskich specyfikami do tego przeznaczonych.
  • kleszcze aktywne są najbardziej rano i późnym popołudniem, więc na spacer najlepiej koło południa się wybrać


Jak zrobić domowy preparat na kleszcze, aby je odstraszyć?

Dla dziecka, dorosłego i zwierzaka ukochanego
1. Rozmaryn i tymianek zaparzamy w małej ilości wody (około 1/2 szklanki wody) do tego dodajemy 2 łyżki soku cytryny. Przelewamy do atomizera i zostawimy na godzinkę. Potem wstrząsamy delikatnie przed każdym psikaniem siebie lub naszego zwierzaka lub dziecka.

Do smarowania i wcierania
2.  wlewamy do kubeczka 5 kropli olejku (trawy cytrynowej, cytronelowego,paczulowego goździkowego) dodajemy do tego 50ml oleju roślinnego (pestek winogron, jojoby, słodkich migdałów). Mieszamy i możemy się smarować :)

Bezpośrednio na skórę
3. Jedyny olejek, który stosować można bezpośrednio na skórę bez rozcieńczania go z wodą lub olejem to olejek z drzewa herbacianego. Nim możemy się smarować bezpośrednio. Warto jednak rozcieńczać, aby pozyskać większą ilość i można go wtedy stosować u dzieci, bo żadnego olejku bez rozcieńczenia nie nanosimy na skórę dzieci bezpośrednio.

Do psikania 
4.  100ml wody do tego dodajemy 10-15 kropli olejku (trawy cytrynowej, cytronelowego, goździkowego, lawendowego, mięty pieprzowej). Przelewamy do atomizera i psikamy na skórę lub ubranie :)

Co ciekawe rośliny, które także odstraszają kleszcze to: 
  • kocimiętka
  • szałwia
  • lawenda
  • rozmaryn
Odstraszająco na kleszcze działają też maści rozgrzewające typu:
  • balsam peruwiański
  • kamfora
  • zawierające eukaliptusa
Oraz odstraszają je:
  • piwo (Zawiera dużo witaminy B, której nie lubią)
  • czosnek (zapach im nie pasuje )
Kleszcze z roku na rok co raz gorsze, w tym ponoć wyjątkowo dużo się ich namnożyło i nawet na placu zabaw dziecko jest wstanie jakiegoś złapać, co jest zmorą dla rodzica, bo musi mieć oczy szeroko otwarte, aby go w miarę szybko wypatrzeć i zareagować. 

UWAGA!!!!
  • Nigdy, przenigdy nie smarujemy tłustymi maściami, olejkami miejsce gdzie znajduje się kleszcz lub po jego ugryzieniu (chyba, że maść zalecona przez lekarza).
  • Kleszcze wykręcamy, nie wyrywamy ze skóry, aby nic nie zostało i zawsze w lewą stronę
  • Kleszcze są różnych rozmiarów, więc mogą być nawet wielkości główki od szpilki/igły.
Do wyciągania kleszczy najlepiej używać specjalnych szczypiec, pompek itp. Można zakupić w aptece lub w sklepach w sezonie za około 9-15zł. 









piątek, 8 lipca 2016

Rodzic nie tylko ma mówić, ale też słuchać





Każda mama i tata chciałby, aby jego dziecko było grzeczne i ułożone i przede wszystkim by się go słuchało. No bo przecież to logiczne, że jak mama mówi "Nie wolno" to tak ma być. Tylko, że mały człowiek nie wie jeszcze co dobre, a co złe. Wszystko dla niego jest nowe i próbuje, tak samo się buntuje jak dorosły. No bo pomyślcie jak Wam mówi coś babcia, teściowa, że powinniście coś zrobić to tak robicie zawsze? No nie, buntujecie i robicie po swojemu. Tłumaczenie "No, ale ja jestem dorosły" To żadne tłumaczenie, bo dla swoich rodziców zawsze będziecie dziećmi, a do tego też wszystkiego nie wiecie i uczycie się jeszcze wielu rzeczy "Człowiek bowiem uczy się całe życie". 


Klocki, gdzie jedynym ograniczeniem jest tylko Twoja wyobraźnia

Każde dziecko lubi i powinno mieć w domu klocki, najlepiej takie, z których zbuduje wszystko.
Bo kto nie lubi budować i tworzyć o czym tylko pomyśli, teraz robot, domek czy auto z marzeń może stać się rzeczywistością. Wszystko za sprawą cudownych klocków Morphun od Ollineck.pl. Klocki są niesamowite a budowanie z nimi uzależnia nie tylko tych małych i dużych. U nas Lusiowy Tata tak się wkręcił w budowanie, że potem spać iść nie chciał. Te klocki są genialne jesteśmy w stanie z nich ułożyć obrazek w stylu mozaika, albo zbudować budowle 3D. Co ciekawe klocki łączą się z bardzo popularnymi Duplo, córka moja to odkryła przypadkiem. Klocki Morphun jednak są dużo lepsze od Duplo. Posiadają bowiem masę kombinacji budowania. Łączą się nie tylko góra - dół jak standardowe klocki, nakładając jeden na drugi, ale można dobudowywać do ścianek za pomocą łączników lub za pomocą sztyftów. Dzięki temu budowanie nigdy się nie znudzi, bo jedynym ograniczeniem jest tylko nasza wyobraźnia. Teraz podróż w kosmos rakietą może się spełnić.
Bierzemy klocki i tworzymy rakietę marzeń, zamykamy oczy i wyruszamy w podróż naszych marzeń. Dzięki tym klockom rakieta nie tylko będzie stała, ale i wyglądała bardziej realistycznie. Zabawa tymi klockami zaczyna się już podczas tworzenia budowli, a potem pochłania nas całkowicie zabawa stworzoną przez nas samych zabawką. Koła dostępne w zestawach dodatkowo uatrakcyjniają zabawę w budowanie, bo teraz zbudowanie traktora, czołga albo samochodu naszych marzeń będzie bardzo proste, koła będą obracane, dzięki połączeniu ich za pomocą sztyftów. Kolorystyka klocków też jest ogromna, kolory są żywe i nasycone, a wybór ich jest ogromny od podstawowych żółtych, czerwonych po fioletowe, pomarańczowe czy różowe. Czyż to nie wspaniałe? Klocki łączą się bardzo łatwo i instynktownie, tak samo łatwo się rozdzielają, jednak nie ma mowy aby budowana budowla się rozwaliła. Po prostu magia :D Lusia najbardziej lubi budować z nich wieże lub kwiatki, na tym etapie chyba po prostu to jest dla niej najłatwiejsze z czasem jednak na pewno bardziej rozbuduje i poszerzy horyzont budowania. Za to Lusiowy Tatuś co rusz tworzy nowe cudeńka i mam wrażenie, że z wiekiem będzie dziecku klocki podkradał :P No nic, to jak w dowcipie 

Mama i tata są w sklepie i wybierają prezent dla dziecka na urodziny.
-I co kochanie wybrałeś coś?
-Tak weźmiemy mu kolejkę
-Nie jest nasz Jaś za mały na tego typu zabawki?
-Co ty, ja się z nim będę bawił
Po powrocie do domu
-Mamo, mamo tato nie pozwala bawić mi się ciufcią
-Kochanie dlaczego nie dasz pobawić się też Jasiowi
-A daj spokój, jeszcze coś zepsuje, on za mały na takie zabawki
Kurtyna :D


I coś w tym chyba jest. Ja w każdym razie klockami jestem zachwycona i polecam. Bo na prawdę pobudzają mega wyobraźnie dziecka. Do tego ćwiczą świetnie motorykę dziecka. Dziecko łącząc klocki ćwiczy rączkę. Dodatkowo nauka kolorów też może być ciekawsza z takimi klockami a nawet kształtów, bo bryły można zbudować i nauka toż to przyjemność. Matematyka dla starszych dzieci też już nudna być nie musi, liczenie na klockach jest przecież ciekawsze niż na paluszkach, których mamy tylko po 5 u jednej rączki.









sobota, 2 lipca 2016

Prosta i drewniana, z pozoru banalna a jakże wspaniała zabawka

Lusia od jakiegoś czasu ma fazę na układaniu zwierzątek i ludków w domku, potem gotuje im w swojej kuchni i zarządza wielką ucztę. Wszystko pięknie i ładnie, ale nasz domek drewniany duży i taszczyć go wszędzie się nie da. I tu zaczyna się problem, bo Lusia rozstawać się z nim nie chce. Przy wyjściu z domu kiedy pozwalamy jej wziąć 1 zabawkę oczywiście wybór pada na domek. I co teraz? Jest ryk, płacz i lamentowanie. Próbowałam wszystkich sztuczek, aby na coś zamienić domek, że jak wrócimy to się pobawi, że może weźmiemy ludki, a domek zostanie. Niestety nic nie działa. Zaczęłam więc buszować w internecie co by znaleźć lek na moje zszargane nerwy i natrafiłam na takie cudo:
 
Domek jest firmy Djeco i wydaje się banalny w swojej prostocie. Składa się praktycznie z jednej głównej ścianki, dachu i półki w połowie oraz ścianek malutkich przez środek. W zestawie z domkiem znajdziemy 5 drewnianych figurek:Mama Miś, Tata Miś, Córka Miś i Synek Miś oraz piesek. TUTAJ. Zachęcam i polecam :)
Całość jest małych rozmiarów, więc idealnie mieści się do podróżnej torby Lusi co jest mega atutem. Wymiary domku do 17x15x15. Więc sami widzicie, że taki malutki, ale o taki mi chodziło. Nie zastanawiając się długo zamówiłam to cudo. Potem czas oczekiwania na paczkę i jest. Po rozpakowaniu czekałam z niecierpliwością na reakcję Lusi, mąż był sceptyczny, bo cena domku wydawała mu się wysoka jak za taki domek. Jednak sam się zdziwił, gdy reakcja Lusi przeszła nasze oczekiwania. Kiedy zobaczyła domek od razu była miłość między nimi. Od teraz domek podróżuje z nami wszędzie do cioci, na ogródek, na wycieczki autem. Nie ma problemu z zabraniem go bo na prawdę jest mały, figurki są też cudne i trwałe, oczywiście Lusia zabiera jeszcze kilku innych "przyjaciół" do domku.
Zniknął jednak płacz przed wyjściem jest tylko hasło "Idziemy", a Mała już pakuje swój domek do torby wraz z ludzikami. Co ciekawe potrafi się nim bawić na prawdę długo. Na ścianach domku są namalowane różne meble, mówiące o tym jakie to pomieszczenie lub pokój. Drzwi posiadają otwór okrągły, Lusia bawi się, że to przejście dla psa, oczywiście piesek się nie mieści, ale i tak jest cudownie. Kolejny łazienka, gdzie znajduje się umywalka, w innym jest stołek i miska, jeszcze w innym klocki lub fotel. Całość domku jest wykonana z wytrzymałego drewna, Lusia już testowała jak domek fruwa i nic mu się nie stało. Konstrukcja jest mega stabilna, więc stoi świetnie nawet na nierównościach. Uważam, że mimo ceny jest wart jej, bo to zabawka na lata i z pewnością zawsze dziecko będzie chętnie do niej wracać. Ja nie żałuję zakupu i widząc uśmiech Lusi i jej zadowolenie uważam, że warto było.








piątek, 1 lipca 2016

Cesarka czy naturalnie? Nie ważne, bo to każdej kobiety indywidualna sprawa.

Dziś porodowo, bo temat jak najbardziej na topie, bo porodówki aż przepełnione tyle dzieci się rodzi obecnie. Każda kobieta, która dowiaduje się, że jest w ciąży najpierw chce donosić, a kiedy już to się udaje, zaczyna rozmyślać o porodzie. Każda z nas chce by poród był taki jak sobie zamarzy, jednak często marzenie zostaje zrównane z ziemią przez różne sytuacje nie zależne od nas.
Ja uważam, że nie ważne jak dziecko przyjdzie na świat, ważne aby było zdrowe.
A poród czy to z wyboru danej kobiety jest taki a nie inny czy to z wyboru różnych przyczyn zdrowotnych to indywidualna sprawa danej mamy.  Jednak niestety żyjemy w jakimś chorym społeczeństwie, gdzie są same "Dobre" dusze wiedzące lepiej niż dana mama jak powinna urodzić. Jest to strasznie przykre, ja rozumiem, że poród naturalny to jest zdrowszy bo tak stworzyła nas natura. Rozumiem, że tak rodziło się 20, 40 a nawet 100 lat temu. Jednak ludzie trochę zrozumienia. Nie jesteście daną mamą, nie znacie przyczyn, które nią kierowały przy wyborze cesarki, nie oceniajcie jej. To, że kobieta wyda na świat dziecko przez cesarskie cięcie nie czyni jej gorszą matką, jest tak samo pełnowartościową kobietą i może być wspaniałą mamą dla swojego dziecka. Przykre jest to, że jak np. kobieta boi się porodu właśnie przez cesarskie cięcie, a rodzina zamiast wspierać to babcie, ciocie dogadują jej "Mogłabyś chociaż spróbować urodzić naturalnie" "Jak można wybrać cesarkę, toż to głupota". Myślicie, że to pomaga? Nie wiecie czemu wybrała ten sposób przyjścia na świat dziecka. Za nim ktoś wyda osąd na drugą kobietę z powodu porodu przez cesarskie cięcie niech 3 razy się zastanowi nad sobą. Są różne przyczyny cesarskich cięć

  • Z wyboru- Kobieta decyduje się na cesarkę z wyboru, bo boi się rodzić naturalnie, boi się bólu, który towarzyszy podczas porodu naturalnego. Boi się naciętego krocza, że będzie teraz "szersza na dole". Dal was to fanaberie. A ja powiem Wam, że nie koniecznie. Bo kobieta, która boi się porodu naturalnego tak bardzo i nie ma odporności na ból nawet najmniejszy i tak nie urodzi naturalnie, bo nie będzie umiała współpracować z położną. Zapytajcie położnych, każda Wam powie, że najgorsze jest co może być, gdy kobieta na siłę namówiona przez matkę, babcię, ciocię próbuje urodzić naturalnie, mimo cholernego strachu. Ona nie współpracuje, poród przebiega ciężko, mały postęp lub zerowy następuje. Mimo silnych skurczy, ogromu bólu ta kobieta jest tak sparaliżowana strachem, że nie jest wstanie urodzić dziecka naturalnie i taka wymęczona i tak trafia na stół i ma robioną cesarkę. Najgorsze, że ma traumę z porodu do końca życia.
  • Z przyczyn zdrowotnych- Kobieta też człowiek, a nie robot i choruje. Nie musi obwieszczać światu na co, może czasem mieć źle ukształtowaną też miednice. Mimo, iż one wiedzą, że decydują się na cesarkę z odpowiedzialności o życie własne i dziecka. Bo niestety przyczyny zdrowotne mogą powodować komplikacje podczas porodu lub pozostawić jakieś po porodzie. Jednak nikt z osób trzecich, który ocenia te kobiety jako te gorsze, bo urodziły przez cesarkę o tym nie myśli. 
  • Nagła zmiana planu- To chyba najgorsze co może być. Nastawiasz się na poród naturalny, ma być idealnie. Cieszysz się, że dasz radę, bo chodziłaś do szkoły rodzenia itp. Nagle po kilkunastu godzinach walki, następują komplikacje spadek tętna dziecka, źle ułożenie itp. Szybka decyzja o cesarce, wszystko dzieję się jak w filmie, nie kontrolujesz tego. Martwisz się o dziecko, aby urodziło się zdrowe. Otacza cię strach. Wreszcie udaje się dzięki cesarce wydać na świat zdrowego małego człowieka, ty się cieszysz chcesz świętować, a w koło słyszysz "Co ona wie o porodzie, wzięli i wyjęli jej z brzucha" To jest podłe ile ta kobieta przeszła i dalej musi.
Ważne! Poród naturalny boli i to jak cholera, nie jest to leżenie na łące czy bujanie na hamaku. Jest to mega duży wysiłek jakby się tydzień w kopalni robiło bez przerwy. Po porodzie naturalnym też można ciężko dochodzić do siebie mieć komplikacje. Jednak cesarka uwierzcie mi to już jak zderzenie z autobusem. Przecinane są bowiem mięśnie brzucha, które wolniej się goją i dochodzą do siebie. Rana może się gorzej goić, A do tego nie jesteście w stanie ani kichnąć, ani wstać z łóżka od razu. Jednym słowem oba porody to wyczyn dla kobiety, oba są tak samo ważne i istotne, oba wydają na świat nowego małego człowieka. Najważniejsze, powinno być nie jak zostało dziecko urodzone, ale czy urodziło się zdrowe :)


Teraz trochę prywaty:
 Ja Lusie miałam urodzić przez cesarskie cięcie z powodu źle ukształtowanej miednicy. Lekarz uprzedzał, że dziecko po prostu mi utknie podczas porodu co jest niebezpieczne dla niego i dla mnie. Niestety na Izbie przyjęć w dniu porodu, kiedy skurcze były co 3 minuty, lekarz nas olał i stwierdził, że przesadzam i pierwsze dziecko rodzi się około 12h więc jest czas na cesarkę, kazał chodzić i oddychać. No to tak robiłam po godzinie lekarka inna mnie zbadała i się przeraziła bo szansa na cesarkę przepadła. Było już 8cm rozwarcia, dziecko w kanale rodnym. Więc musiałam chcąc nie chcąc podjąć próbę porodu naturalnego. Powiem Wam za nim wiedziałam, że mam wskazania do cesarki chciałam rodzić naturalnie, jednak potem kiedy wiedziałam jakie wiąże się ryzyko z tym u mnie, odpuściłam, a tu nagle, że mam rodzić naturalnie. Bałam się o córkę, ze coś jej się stanie. I choć poród trwał krótko i tak bo 3h to Lusia urodziła się sina i fioletowa jak śliwka, niedotleniona. Nie było krzyku pierwszego, dopiero jak nią potrząsnęli to się odezwała. Oczywiście, aby zatuszować przyznali jej 10 punktów w skali Apgar, człowiek zielony 1 poród, no zaufałam im, skoro twierdzili, że zdrowe, to super. Oczywiście prócz komplikacji z Lusią, które miały jednak okropny skutek i skończył się dla niej długą rehabilitacją to dla mnie też ten poród wniósł nie fajne konsekwencje, mimo nacięcia popękałam koszmarnie po odbyt. To było koszmarne. Miałam masę szwów, że mój lekarz prowadzący był w szoku, że jestem wstanie jakoś chodzić. Każdy krok to ból, a siedzieć mogłam dopiero po 3 miesiącach. Najgorsze był osoby trzecie które tego nie rozumiały i uważały, że jestem głupia bo nie ciesze się, że urodziłam naturalnie. Ja się cieszyłam, że urodziłam żywą córkę, ale byłam zła na lekarzy, że narazili mnie i moje dziecko na takie cierpienie i problemy. Teraz kiedy zbliża mi się drugi poród postanowiłam już się nie dać. Wszystko załatwione wcześniej. Z lekarzem prowadzącym uzgodniona cesarka, wpisana w kartę i nawet jak go nie będzie na dyżurze mam zamiar walczyć o cesarkę. Najgorsze jest jednak brak wsparcia i zrozumienia w rodzinie. Każdy myśli, daj spokój urodziłaś 1 naturalnie dasz radę też drugie. Traktują to jak mój wymysł, fobie.Nikt nie rozumie, że ja nie chce drugi raz jeździć potem po kilkunastu lekarzach, bać się czy znów dziecko urodzi się sine, niedotlenione, nie chce znów walczyć o rehabilitację, patrzeć jak moje dziecko cierpi. Nie chce też znów popękać niczym zbita waza na milion kawałków, że poskładać się jej nie da. Chce być szczęśliwą mamą posiadającą zdrowe dziecko nie martwić się od początku, że coś jest nie tak. Poród to moja sprawa a nie kogoś. To ja wiem co jest dla mnie dobre i mojego dziecka. Nie wybierajcie porodu naturalnego pod wpływem presji, wybierzcie poród taki jaki będzie najlepszy dla was po konsultacji z lekarzem.