sobota, 6 sierpnia 2016

Łężyca czyli miejsce gdzie wypoczniecie a dzieci z nudów nie umrą

Jak wiecie jestem w drugiej ciąży i termin akurat wypada na lipiec. Z tego też powodu wyjazd w okresie lipiec-sierpień nie wchodził w grę. Jednak bardzo chcieliśmy gdzieś wypocząć w 3 (plus maluch w brzuszku) i pokazać Lusi trochę więcej niż tylko Wrocław.  Wymagania mieliśmy ogromne, bo:

  • musiało być to nie daleko Wrocławia, bowiem ani Lusia ani kobieta w ciąży nie dadzą rady długo w aucie wysiedzieć,
  • nie drogie, budżet domowy ma też wydatki wyprawkowe
  • ośrodek z domowymi obiadami 
  • na terenie ośrodka jakiś plac zabaw, teren bezpieczny dla dzieci
  • w okolicy atrakcje dla dzieci
  • cisza i spokój z dużą ilością zieleni
  • pokój obowiązkowo z łazienką
Po długich szukaniach natrafiliśmy na kilka ośrodków spełniających nasze kryteria. Wybór padł jednak na Ośrodek u Anny w miejscowości Łężyce. Zdjęcia w internecie jak wiadomo są zdjęciami, więc jadąc tam byliśmy neutralnie nastawieni.  Po dojechaniu na miejsce byliśmy zachwyceni. Ośrodek spory, więc większą ekipą śmiało jechać można. Ponieważ my przed sezonem byliśmy to wiało trochę pustkami, ale jacyś inni ludzie byli :) Na dole budynku zaraz po wejściu jest na prawo stołówka, piękna i duża. Pokoje są po schodkach, ale jest ich na prawdę niewiele. Pokój, który otrzymaliśmy był cudny. Na wyposażeniu była wersalka, 2 łóżka pojedyncze, stolik 2 fotele, szafa, półki wiszące, szafeczka nocna i lampka nocna, tv i wifi. Łazienka to prysznic, kibelek, umywalka, lustro, suszarka wisząca taki kaloryfer, haczyki do powieszenia ręczników. Mąż nie mógł się napatrzeć na to, że miejsca jak dla 4 osób a nie dla 2 i łóżka turystycznego dla córki. Upewnił się czy na pewno to nasz pokój, ale Pani utwierdziła go , że tak. Rozpakowaliśmy się i zeszliśmy na obiad. Tutaj to już obojgu nam opadły szczęki gdy Pani przemiła, postawiła dla Lusi przy stole krzesełko do karmienia, potem wniosła wielką wazę z zupą pieczarkową. Tej zupy było tyle, że najadłam się ja, mąż i Lusia i zostało, a Pani pytała co chwila czy nam dolać, abyśmy z głodu nie pomarli. Drugie danie było moim marzeniem. Cała micha, bo to nie była mała miseczka, a na prawdę wielka micha klusek śląskich. Powiem Wam najlepsze jakie w życiu jadłam, takie to tylko moja babcia umiała robić. Do tego 2 surówki jedna lepsza od drugiej i gulasz z sosem myśliwskim. Do picia kompot. Oczywiście znów przemiła Pani z kuchni, która podbiła serce mojej córki, co chwila pytała czy czegoś nam nie donieść. Jak myśmy ledwo pół michy zmieścili wspólnie tych klusek. Lusia także się zajadała. Potem ruszyliśmy na zwiedzanie okolicy, bo pogoda piękna. Kiedy wróciliśmy do ośrodka spotkaliśmy właścicielkę ośrodka Panią Anię, równie przemiła jak Pani Marysia z kuchni. Zapytała się czy nic nam nie brakuje i umówiła się na rozliczenie za pobyt w dniu wyjazdu. Na koniec Pani Marysia, która na prawdę jest aniołem w ludzkiej postaci usmażyła dla Lusi naleśniki na kolacje. Pani właścicielka także poparła ten pomysł, że przecież obiadem się na pewno nie najemy, a już późno i to taki bonus będzie od nich do pobytu. Mieliśmy bowiem wykupione same obiady. Oczywiście cudowna Pani Marysia nie usmażyła jednego naleśnika dla Lusi a aż 8 naleśników, kazała nam jeść i nie marudzić. Naleśniki były równie pyszne jak wcześniej klucki. Co prawda były z pysznym wiejskim serkiem od krowy, którego Lusia jeść nie mogła, ale mama z tatą skosztowali. Lusia zajadała się ciastem naleśnikowym. W kolejne dni poznawaliśmy kolejne Panie w kuchni jedna milsza od drugiej i jestem im mega wdzięczna za cierpliwość do Lusi, która je dosłownie pokochała i co chwila zaczepiała zaglądając do kuchni. Do tego jedna z Pań była tak cudna, że jak Lusia zjadła, a my jeszcze nie to brała ją i się nią zajmowała. No mówię Wam złote kobiety. W okolicy jest masa atrakcji dla dzieci, fakt, że trzeba wszędzie podjechać autem nie przeszkadza, bo są to na prawdę malutkie odległości, a warto. Na terenie ośrodka jest też ogród z altanką, grillem, placem zabaw, ławkami. Teren ogrodzony z tyłu domu więc bezpieczny dla uciekających Maluchów. Parkin jest zamykany więc auta też bezpieczne. Teraz cenowo sam nocleg to koszt około 35zł za osobę z obiadem to koszt 50zł od osoby a uwierzcie mi samymi obiadami naje się spokojnie 4-5 osób. Można wykupić też śniadania i kolacje. Pełne wyżywienie z noclegiem to koszt około 65zł. od osoby. Wiadomo cena ulega zmianie jeśli jedzie się większą ekipą lub na dłużej. My byliśmy tydzień. Za parking nic się nie płaci jak również dzieci do lat 2 są bezpłatnie. W pokoju tv z kablówka i WIFI także są bezpłatne. Tak więc jeśli szukacie właśnie miejsca na wypad gdzieś z rodziną, aby było tanio, fajnie i pyszne jedzonko to polecam Ośrodek u Anny bo warto tam zawitać. Na pewno atmosfera domowa, która tam panuje udzieli się każdemu, że w dniu wyjazdu nie będziecie chcieli wracać do domu. TUTAJ jest strona ośrodka, śmiało można pisać i dzwonić do Pani Ani na pewno się dogadacie. Ja polecam i na pewno jeszcze tam z rodziną pojadę bo wszystkiego nie udało się zobaczyć. Już niedługo kolejne relacje z naszego wyjazdu co ciekawego w okolicy zobaczyć można, Tak więc śledźcie nas i wypatrujcie nowinek :)




1 komentarz:

  1. Bardzo ładne miejsce ;) szkoda , że za daleko bo już dziś bym tam się wybrała ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad, że tu byłeś. Zapraszam też do nas na fanpage :)